Orina Krajewska: Życzliwość i miłość nas rozświetlają

Po śmierci mamy, aktorki Małgorzaty Braunek, współprowadzi Fundację „Bądź”, która pomaga osobom chorym na raka. Niedawno ukazała się jej książka „Holistyczne ścieżki zdrowia”, którą uznaje za naturalną konsekwencję działań Fundacji. O tym, dlaczego w leczeniu tak ważne jest traktowanie człowieka całościowo, a także o swojej roli w serialu „Barwy szczęścia”, slow joggingu i o tym, kto rządzi w jej kuchni, z aktorką Oriną Krajewską rozmawia Anna Komorowska

Po śmierci mamy, aktorki Małgorzaty Braunek, współprowadzi Fundację „Bądź”, która pomaga osobom chorym na raka. Niedawno ukazała się jej książka „Holistyczne ścieżki zdrowia”, którą uznaje za naturalną konsekwencję działań Fundacji. O tym, dlaczego w leczeniu tak ważne jest traktowanie człowieka całościowo, a także o swojej roli w serialu „Barwy szczęścia”, slow joggingu i o tym, kto rządzi w jej kuchni, z aktorką Oriną Krajewską rozmawia Anna Komorowska

Jakie jest pochodzenie pani niezwykłego imienia?

Orina Krajewska: Pochodzenie jest bardzo egzotyczne, bo to staro-japońsko-koreańskie imię, które oznacza dokładnie „oświecona miłość”. Przynajmniej tak przez całe dzieciństwo słyszałam. Dostałam to imię po wizycie w Polsce ówczesnego buddyjskiego nauczyciela moich rodziców.


Takie oryginalne imię to przywilej czy obciążenie?

Mam z tym imieniem niejednoznaczną relację. Lubię je właśnie za znaczenie i wiem, że miało być drogowskazem, ale poziom oryginalności był dla mnie swego czasu przytłaczający. Na początku lat 90., kiedy byłam w szkole, moje imię naprawdę bardzo się wyróżniało. Dzisiaj doceniam to, że jest inne, ale myślę, że do takiej akceptacji trzeba dorosnąć.


Napisała pani książkę „Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź”. Dlaczego aktorka i instruktorka teatralna zdecydowała się wypowiedzieć na ten temat?

Książka jest naturalną konsekwencją działań Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”, którą prowadzę. Fundacja zajmuje się szerzeniem idei medycyny integralnej i holistycznego podejścia do zdrowia w prewencji i leczeniu, szczególnie onkologicznym i chorób przewlekłych. Jest platformą do poszukiwań w obszarze zdrowia i dialogu pomiędzy różnymi sposobami dbania o zdrowie. Jest spotkaniem medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej. Na mojej fundacyjnej ścieżce poszukiwań spotkałam wielu wspaniałych ekspertów, profesorów, nauczycieli. Propozycję napisania książki dostałam od wydawnictwa. Kiedy zdecydowałam się podjąć to wyzwanie, jedyną słuszną drogą wydało mi się przeprowadzenie rozmów o istocie zdrowia z autorytetami, których wiedza jest na absolutnie najwyższym poziomie. Jestem niezwykle wdzięczna za to doświadczenie.


Promuje pani zintegrowane podejście zarówno do zdrowia, jak i do choroby. Co to znaczy?

To traktowanie człowieka całościowo, uwzględniając – zarówno w leczeniu, jak i profilaktyce – wpływ umysłu, duchowości i emocji na ciało. Podejście integralne wykorzystuje połączenie najlepszych terapii medycyny konwencjonalnej z rzetelnymi, naukowo zbadanymi metodami niekonwencjonalnymi w celu osiągnięcia optymalnego zdrowia. Rozumiejąc, że ciało i umysł są ze sobą połączone, możemy w pełni świadomie wpływać na nasze zdrowie, kompleksowo leczyć i zapobiegać chorobom.




Rezultaty holistycznych terapii są udokumentowane, a mimo to wciąż są one mało powszechne. Jak pani myśli dlaczego?

Potrzebna jest zmiana na poziomie systemowym, a system opieki zdrowotnej jest na zmiany oporny. Medycyna integralna jest coraz bardziej powszechna na świecie, powstaje mnóstwo klinik oferujących kompleksową opiekę. Metodą komplementarną można nazwać chociażby odpowiednią dietę czy pracę ze stresem. Ich wpływ na zdrowie jest dogłębnie przebadany i udokumentowany. A jednak często w polskich szpitalach brakuje podstawowej informacji, jak zadbać o te aspekty zdrowia tak, by wspierały proces leczenia. Myślę, że zanim system na dobre uzna holistyczne terapie, zmiana najpierw powinna nastąpić na poziomie społecznym, i tak się właśnie dzieje. Podejście holistyczne w ostatnich latach niesamowicie się spopularyzowało. To wspaniały trend.




Książka jest zbiorem kilkunastu wywiadów, które przeprowadziła pani z wysokiej klasy specjalistami. Jakie dziedziny czy też metody leczenia reprezentują?

Bardzo zależało mi, żeby z jednej strony poruszyć w rozmowach najważniejsze tematy dotyczące psychologii, duchowości i ciała. Według holistycznego podziału. Z drugiej strony wywiadów można by przeprowadzić setki! To było ogromne wyzwanie ‒ dobrać rozmówców tak, by książka była wiedzą w pigułce i inspiracją do dalszych poszukiwań. Rozmawiałam o stresie, aktywności fizycznej i jej wpływie na zdrowie, o ziołach, genach, medytacji. Miałam przyjemność rozmawiać z dr Elżbietą Dudzińską, lekarką medycyny integralnej, z prof. Janem Lubińskim, genetykiem, z psychologiem Wojtkiem Eichelbergerem, zielarzem Franciszkiem Rucińskim czy dietetyczką Kornelią Westergaard.




W książce znajdziemy też przykłady ćwiczeń, które można wykonywać w domu, np. oddechowe ćwiczenie relaksujące. W czym może nam pomóc właściwe oddychanie?

Można nawet powiedzieć, że jest kluczowe, bo dzięki niemu żyjemy. Zwraca na to uwagę jeden z moich rozmówców, prof. Tanaka, twórca slow joggingu, podkreślając, jak pełen oddech dotlenia organizm i jakie z tego czerpiemy korzyści. A relaksacyjne ćwiczenie oddechowe poleciła dr Dudzińska. Obniża ono ciśnienie, możemy je wykonywać w chwilach napięcia i stresu, kiedy skraca nam się oddech. Bardzo ważne dla mnie było, żeby po każdym wywiadzie znalazła się dawka praktycznej wiedzy. Tak, żeby po przeczytaniu rozmowy można było od razu wprowadzić część wiedzy w życie.



Proponuje też pani garść zdrowych przepisów, np. makrobiotyczny przepis na zupę miso. Zdradzi pani, jakie ma właściwości?

Oczywiście, przepis podała Kornelia Westergaard, dietetyczka zajmująca się makrobiotyką. Zupa miso to bomba energetyczno-witaminowa o działaniu wzmacniającym, oczyszczającym i przeciwnowotworowym. Zgodnie z książkowym przepisem do bulionu warzywnego dodajemy kurkumę, imbir, czosnek, goździk, listek laurowy, włoszczyznę (marchewka, pietruszka, por, seler), grzyby shiitake, soczewicę i glony wakame. Gotujemy do miękkości, rozrabiamy pastę miso z bulionem i mieszamy. Smacznego! To prosta, szybka i bardzo rozgrzewająca zupa.



„W naszym życiu najważniejszą osobą jesteśmy my - jeżeli nie pomożemy sobie, nie będziemy mogli pomagać innym”. Pani od zawsze była taką zdrową egoistką?

Doświadczyłam w swoim czasie sporo niezdrowego egoizmu. Znam bardzo dobrze tę stronę medalu, gdzie nadmierne skupienie na sobie, a szczególnie skupienie się na frustracji i porażce, absolutnie przysłaniało mi świat. W tym nie było miejsca na aktywizm, na zobaczenie innych. Z tego kręgu wyrwała mnie choroba mojej mamy. Zupełnie zmieniły mi się priorytety. Od tego czasu inaczej patrzę na świat, ale uważam, że podstawa to znać i szanować swoje granice.


Jest pani prezesem Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”, która pomaga pacjentom na oddziałach onkologicznych. Fundacja realizuje testament pani mamy, której ostatnią wolą było utworzenie „centrum informacji i studiów nad holistycznym podejściem w medycynie”. Co udało się już osiągnąć?

Cały czas się rozwijamy i mamy wielkie i ambitne plany. Organizujemy akcje edukacyjne z zakresu różnych metod wspierających zdrowie na poziomie psychicznym, duchowym i fizycznym. Wspaniałe w tej działalności jest to, że tak dużo jest wyjątkowych osób, które zapraszamy do współpracy, a będzie ich jeszcze więcej. Praca się nie kończy. Mam nadzieję, że z czasem zwiększy się liczba osób zainteresowanych zdrowym trybem życia, przyjmujących aktywną postawę wobec swojego zdrowia. Tak widzę naszą misję: jako inspirowanie do poszukiwań swoich ścieżek zdrowia, a my tworzymy pole do spotkań z tą wiedzą.



Podobno lubi pani jeść, ale gotować nie za bardzo. Kuchnia to królestwo pani partnera?

Oj tak. Piotrek fantastycznie gotuje, jestem więc w bardzo komfortowej sytuacji, a ponieważ od dwóch lat jestem aspirującą weganką, mam spore obostrzenia. Uwielbiam dobrą kuchnię, a jeszcze bardziej kuchnię zdrową. Odpowiednie żywienie to jeden z ważniejszych elementów zdrowego trybu życia, staram się więc bardzo świadomie wybierać produkty, w miarę możliwości organiczne i pochodzące od lokalnych rolników.


Poza prowadzeniem działalności społecznej jest pani aktorką. W serialu „Barwy szczęścia” wciela się pani w postać Celiny. Jesteście w czymś do siebie podobne?

Staram się spotkać z nią w połowie drogi. Z zewnątrz jest często ostra i zadziorna, ale myślę, że ma w sobie wrażliwą część. Lubię to, że na pierwszy rzut oka jest ode mnie zupełnie inna. Tak naprawdę każda postać jest jakąś wersją nas samych. Przepuszczamy ją przez nasze środki wyrazu i niezależnie od tego, jak bardzo różniłaby się od nas charakterologicznie, to przecież uśmiech mamy ten sam.



Poza jogą uprawia też pani slow jogging. Na czym polega i jakie są jego zalety?

Slow jogging odkryłam podczas pracy nad książką. Miałam okazję przeprowadzić jeden z ostatnich wywiadów z legendarnym prof. Hiroakim Tanaką z Japonii, badaczem i twórcą slow joggingu, metody niezwykle popularnej na całym świecie ze względu na swoje prozdrowotne korzyści. Slow jogging to bieganie w tempie niko-niko, co po japońsku oznacza tempo z uśmiechem. Jak udowodnił prof. Tanaka, największe korzyści dla zdrowia przynosi uprawianie aktywności fizycznej o średniej intensywności – dzięki temu oddychamy naprawdę głęboko i dotleniamy cały organizm. Kluczem jest niewpadanie w pogoń i wyścig z samym sobą. Wtedy mamy też szansę na prawdziwy relaks i przyjemność podczas biegu.


Na stronie Fundacji można przeczytać list pani mamy. Małgorzata Braunek kończy go słowami: „Życzę każdemu przede wszystkim zdrowia, pogody ducha oraz uśmiechu, który jest najlepszym lekarstwem w życiu!”. Mama do końca zachowała pogodę ducha, czy i pani wierzy w uzdrawiającą moc uśmiechu?

Wierzę, że śmiech, pozytywne nastawienie do życia, życzliwość i miłość budują nas wewnętrznie, łączą, integrują, wypełniają. Rozświetlają. Pozwalają nam się spotkać z sobą i innymi. To niezwykle ważne, żebyśmy je w sobie pielęgnowali, szczególnie w tych czasach.



W maju obchodzimy Dzień Matki. Za co jest pani wdzięczna swojej mamie?

Za nią.



Orina Krajewska – aktorka, instruktorka teatralna, współzałożycielka i prezes Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”, działającej na rzecz promocji medycyny integralnej i holistycznej opieki. Córka Małgorzaty Braunek.


Zdjęcia i wywiad pochodzą z majowego wydania magazynu "Świat Zdrowia"

Autor: Anna Komorowska