Odeta Moro o dojrzałym macierzyństwie

Z Odetą Moro rozmawialiśmy dosłownie chwilę przed przyjściem na świat jej drugiego dziecka. 31 sierpnia na świecie pojawił się jej synek. O dojrzałym macierzyństwie, wspieraniu innych mam, a także o bankowaniu krwi pępowinowej z dziennikarką i prezenterką Odetą Moro rozmawia Anna Komorowska


Gdyby miała się pani zabawić w grę z serii „znajdź 5 różnic” między pierwszą a drugą ciążą, to jakie różnice by pani znalazła?


W pierwszej ciąży towarzyszy nam lęk przed tym, co się wydarzy. W drugiej już wiemy, co nas czeka, i możemy skupić się na zabezpieczeniu lub minimalizacji ewentualnego ryzyka lub sytuacji nieprzyjemnych. Mam też taką refleksję, że w drugiej ciąży żadna z nas nie musi już na siłę niczego udowadniać. Dlatego bez wstydu korzystamy z pomocy i mówimy, jakie mamy potrzeby, i to jest super. Ach, i jeszcze jedna rzecz – brak pokarmowych zachcianek. W pierwszej ciąży na zmianę jadłam śledzia i truskawki z bitą śmietaną, a teraz nie mam żadnych „bulwersujących” historii gastronomicznych. (śmiech)


Poleca pani dojrzałe macierzyństwo?

To niesamowite, bo bałam się, że z wiekiem może być tylko gorzej i trudniej. (śmiech) Byłam pełna wątpliwości i niepewności, czy mój organizm nie odmówi mi posłuszeństwa, wybierze wygodę i spokój, i że nie będę tak aktywna, jak bym chciała. Okazało się jednak, że miałam mnóstwo energii i nic mi nie doskwierało. Dziękuję za ten stan, bo wiem, że niekiedy kobiety zmuszone są miesiącami leżeć w łóżku, ponieważ wymaga tego utrzymanie ciąży. Ja mogłam pracować, udzielać się towarzysko i żyć w miarę aktywnie, chociaż tęskniłam za podróżami. To jest pierwszy punkt z mojej listy marzeń do nadrobienia.






Między pierwszym a drugim dzieckiem jest duża różnica wieku. Jak córka Sonia zareagowała na wieść o pani ciąży?

Między Sonią a Młodym będzie 15 lat różnicy, więc sama czekam i jestem bardzo ciekawa, jakie będą ich relacje. Myślę, że wszystko musi się po prostu zmaterializować.




Na rynku dostępna jest pani książka „W co się bawić?”. Co w niej znajdziemy?

Przede wszystkim mnóstwo wywiadów z ciekawymi ludźmi – gwiazdami, które znamy dziś, ale nie do końca wiemy, jakie były w dzieciństwie. W mojej książce otwierają się często po raz pierwszy i opowiadają o swoich wspomnieniach sprzed lat. O zapamiętanych z dzieciństwa smakach i zapachach, o swoich podwórkowych bandach i „gangach”… To są przecudowne i pełne sentymentu historie. Moi rozmówcy opowiadają o tym, jak radzili sobie bez zabawek, w jaki sposób uruchamiali swoją kreatywność. Wszyscy pamiętamy te czasy i każdy z nas, czytając te historie, będzie mógł śmiało nawiązać do swoich, bądź co bądź bardzo podobnych. Dodatkowo duży rozdział poświęciłam dzieciakom z innych, biedniejszych krajów, które – w przeciwieństwie do naszych dzieci – w dalszym ciągu nie mają dostępu do półek zapełnionych zabawkami, a mimo to, nawet w tak dużym ubóstwie, radzą sobie świetnie i są bardzo kreatywne. Patronat nad książką objął UNICEF i cały zysk ze sprzedaży jest przekazany na ich działania statutowe oraz pomoc dzieciom.


Jest pani prezesem Fundacji Szczęśliwe Macierzyństwo. Jak uszczęśliwiacie obecne i przyszłe mamy?

Przede wszystkim dajemy im wszystko, czego szukają. Od 15 lat organizujemy spotkania, na których mogą porozmawiać z ekspertami i lekarzami, zasięgnąć porad dotyczących przebiegu ciąży i okresu połogu.


W każdym miesiącu organizujecie świetne akcje w całej Polsce ‒ głównie w centrach handlowych, co uważam za genialny pomysł. Co proponujecie kobietom w ciąży?

Największą wartością spotkania jest możliwość wykonania zupełnie bezpłatnie badania USG 4D. Ale oprócz tego każda kobieta w ciąży otrzymuje również pomoc pediatryczną i położniczą, porady laktacyjne, ale i typowo urodowe, kosmetyczne. Może przyjść do nas i spędzić z nami cały dzień.


Była też pani ambasadorką kampanii społecznej „Kocham. Nie piję”. Dlaczego zdecydowała się pani wesprzeć tę akcję?

Przede wszystkim dotarły do mnie przerażające wyniki badań, które pokazują, że w Polsce cały czas pokutuje przekonanie, że alkohol w ciąży nie szkodzi. Ponadto sama często byłam w sytuacji, kiedy mnie – kobiecie w ciąży – proponowano lampkę wina lub kieliszek czegoś mocniejszego. Kampania „Kocham. Nie piję” ma podnieść świadomość kobiet i ich bliskich na ten temat. Chcemy pokazać, na co narażają swoje dzieci, sięgając po alkohol w ciąży.


Co roku w Polsce na świat przychodzi 9 tys. noworodków z FAS, czyli alkoholowym zespołem płodowym. Jakie problemy mają dzieci nim dotknięte?

Przede wszystkim nie mają równego startu. Każdy przypadek to indywidualna historia, ale dziecko dotknięte płodowym zespołem alkoholowym nie otrzymuje możliwości funkcjonowania w normalnym świecie na pełnych zasadach. To jest szereg wad wrodzonych dziecka spowodowanych spożywaniem alkoholu przez matkę w czasie ciąży. Dzieciaki mają zaburzenia fizyczne, ale i psychiczne. Trudniej przychodzi im nauka, są bardziej pobudliwe niż ich rówieśnicy, zdarza się również, że dochodzi do ciężkiego uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego. Coś strasznego! Nie trzeba być lekarzem, żeby wiedzieć, jak poważne i nieodwracalne konsekwencje niesie za sobą picie w ciąży. Nie ma prawdopodobnie badań, które wyraźnie wskazywałyby na to, jaka ilość alkoholu prowadzi do FAS, dlatego nie zaleca się spożywania żadnych ilości alkoholu w czasie ciąży – niezależnie od trymestru.


Kampania kierowana jest nie tylko do kobiet w ciąży, ale także do ich krewnych i przyjaciół. Dlaczego?

Ponieważ edukować trzeba nie tylko kobiety, ale i ich najbliższe otoczenie. To właśnie rodzina lub znajomi proponują często małą lampkę wina, nakłaniając i przekonując do tego, że taka odrobina alkoholu nie zaszkodzi dziecku, a może nawet pomóc, bo „poprawi krążenie”. Każda kobieta ma swój rozum i wie, co jest najlepsze dla niej i jej dziecka, dlatego proponowanie alkoholu ciężarnej jest absolutnie nie na miejscu.


Można też nazwać panią prekursorką w dziedzinie bankowania krwi pępowinowej. Gdy się pani na to zdecydowała, były to raczej niezbadane tereny. Skąd taka odważna decyzja?

Krew pępowinową pierwszy raz bankowałam 15 lat temu. To prawda, wówczas była to zupełna nowość, a wiedza na ten temat wśród społeczeństwa – raczej znikoma. Ja potraktowałam to trochę jak ubezpieczenie. Przecież każdy z nas ubezpiecza samochód, licząc jednocześnie, że nie będzie miał wypadku. Tak samo jest z bankowaniem krwi. Być może dziś czy jutro nie będzie nam to potrzebne, ale kto wie, czy któregoś dnia nasze dziecko nie będzie potrzebowało takiej pomocy.




Na czym to polega i jakie płyną z tego korzyści?

Przede wszystkim cały czas prowadzone są na ten temat badania. Jeżeli chorujemy lub znajdujemy się w grupie ryzyka pewnych chorób, to naprawdę warto sprawdzić, na jakim etapie są badania. Jest mnóstwo przypadków, w których krew pępowinowa pomogła chorym. Dmuchajmy na zimne!



Odeta Morodziennikarka radiowa i telewizyjna. Autorka licznych programów dokumentalnych i reportaży. Pomysłodawczyni cyklu dokumentalnego o wcześniakach Moje 600 gramów szczęścia. Przez lata związana z telewizjami muzycznymi Viva Polska, MTV, VH1. Prowadziła „Pytanie na śniadanie” w TVP2 oraz „Kawę czy herbatę” w TVP1, autorka młodzieżowego cyklu w „Dzień Dobry TVN”. Od lat związana z Radiem Złote Przeboje, w którym jest gospodynią weekendowego programu „Najlepszy weekend”. Agent w programie „Agent – Gwiazdy” TVN. Od 13 lat prezes i założycielka Fundacji Szczęśliwe Macierzyństwo, wspierającej młode mamy oraz kobiety w ciąży. Organizatorka akcji „Szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko”, umożliwiającej bezpłatny dostęp do badań i konsultacji medycznych. Wydawca i pomysłodawczyni płyt edukacyjnych „Bajki w trasie i na czasie”, „Płyta do zjedzenia”. Autorka książki „Czupury i inne zabawy z wyobraźnią” o tym, jak bawić się bez zabawek. Propagatorka i promotorka zdrowego, rodzinnego i aktywnego trybu życia. Prywatnie mama 15-letniej Soni.



Fot. Facebook/Odeta Moro Official


Autor: Anna Komorowska