Życie po udarze

Olimpia Czaplewska ma 29 lat i od 7 lat rehabilituje się niemal bez przerwy. Jest szczupłą dziewczyną z gęstymi włosami upiętymi w koczek. Modnie. I ma wspaniały, pełen optymizmu uśmiech. Wierzyć się nie chce, że 7 lat temu dostała krwotocznego udaru mózgu i lekarze nie dawali jej żadnych szans. Mówili: – Jeżeli nawet przeżyje, będzie bez kontaktu, bo tak duży obszar mózgu został zalany krwią.

Olimpia Czaplewska ma 29 lat i od 7 lat rehabilituje się niemal bez przerwy. Jest szczupłą dziewczyną z gęstymi włosami upiętymi w koczek. Modnie. I ma wspaniały, pełen optymizmu uśmiech. Wierzyć się nie chce, że 7 lat temu dostała krwotocznego udaru mózgu i lekarze nie dawali jej żadnych szans. Mówili: – Jeżeli nawet przeżyje, będzie bez kontaktu, bo tak duży obszar mózgu został zalany krwią.

– Udar w moim wieku? Miałam zaledwie 22 lata! Nie miał prawa się zdarzyć. Byłam studentką pierwszego roku magisterki wydziału turystyki i hotelarstwa, pracowałam w hotelu, miałam narzeczonego, plany i marzenia. Nie piłam, nie paliłam, nie brałam narkotyków.


Upadła na schodach


Tego dnia była lekko przeziębiona, bardzo bolała ją głowa u podstawy czaszki. Zatelefonowała do ojca, żeby przyjechał. Kiedy upadła na schodach, już nie mogła się podnieść. Nie mogła mówić, zaczęła wymiotować i za chwilę straciła przytomność. – Tata wezwał pogotowie. Ratownicy podejrzewali, że „coś brałam”. Zawieźli mnie do szpitala, w którym przeleżałam dwie doby, choć lekarze zawyrokowali, że przy tak rozległym udarze nie przeżyję jednej nocy. Stwierdzono stan krytyczny, niewydolność pnia mózgu pod postacią śpiączki spowodowanej wylewem krwi do mózgu. Nie oddychałam samodzielnie.


Na szczęście neurochirurg podjął się trepanacji czaszki i odbarczenia krwiaka, ale i on mówił o braku nadziei i złych rokowaniach. Ostrzegał, że Olimpia może nie przeżyć operacji, że małe są szanse, aby sama oddychała. W perspektywie był respirator. Dramatycznym momentem była chwila, gdy neurochirurg otworzył czaszkę, a krew chlusnęła fontanną. – Wiem, że przeżyłam cudem i tego cudu nie da się wytłumaczyć. Ale tego dnia zawalił się też cały mój świat.


Choć zapewne uparty, młody organizm za wszelką cenę chciał żyć. Przez dwa tygodnie Olimpia była w śpiączce farmakologicznej, bo lekarze postanowili wyciszyć stres po operacji. Rodzicom powiedziano, że córka będzie wymagać specjalnej opieki. Nie będzie myśleć, mówić, chodzić…


Wylew miał dramatyczne skutki: niedowład połowiczy prawej strony ciała. Już w śpiączce była rehabilitowana. Dziś mówi: – Od 6 lat walczę z moją niepełnosprawnością i będę z nią walczyć do końca życia. Mam pierwszą grupę inwalidzką. Pod okiem fizjoterapeutów i logopedy wracam do zdrowia. W miarę sprawnie chodzę, ale mam duże problemy z mową, a prawa ręka jest niewładna. Rehabilituję się prywatnie, pomaga mi rodzina i dobrzy ludzie. Poddawałam się terapii ruchowej, akupresurze, akupunkturze i hirudoterapii, czyli leczeniu pijawkami. Hirudyna, którą zawierają pijawki, zmniejsza krzepliwość krwi i poprawia czucie, które na skutek udaru jest zaburzone.


Młoda kobieta może pochwalić się sporymi sukcesami. Mimo niedowładu jeździ rowerem, próbuje wrócić do snowboardu, który kiedyś z zapałem uprawiała. Mówi, choć czasami zgubi jakieś słowo, ma znowu oddanego chłopaka. No i mieszkają razem. Radzą sobie…