Zdrowy polski uczeń?

Ponad 80 procent polskich dzieci ma próchnicę. Blisko połowa wady postawy. Do tego trzeba doliczyć nierozpoznane alergie, wady serca, choroby nerek, a nawet nowotwory. Jest źle - ostrzegają pediatrzy.

- Pokarmy są teraz witaminizowane, bogate w związki odżywcze, dzieci szybko przerastają własnych rodziców, ale kiedy na badaniu przede mną staje wysoka dziewczyna czy piękny, wysoki chłopak, to ręce mi opadają: krzywe łopatki, płaskostopie, zepsute zęby i całe mnóstwo innych różnych defektów - mówi prof. Alicja Chybicka, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. - Jeśli wysoki chłopak chodzi na płaskich stopach, to w przyszłości będzie miał problemy z kręgosłupem. A przecież wystarczy na przykład odpowiednia wkładka do butów. Ale rodzice wcześniej o tym płaskostopiu muszą się dowiedzieć. To oczywiste, że takie pokolenie nie wyrośnie na zdrowe. Wychowujemy sobie w tej chwili przyszłych rencistów.


Bez pediatrów

Taki stan wynika z bardzo słabej opieki medycznej w szkołach. Nacisk kładzie się na naukę i wychowanie, zaś kwestie zdrowotne pozostają na dalekim planie, albo w ogóle o nich się zapomina. Owszem, w szkołach są tzw. higienistki, i - jak zapewnia prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego - wykonują doskonałą pracę. Problem w tym, że to za mało. Mogą one co najwyżej dziecko zmierzyć, zważyć i ocenić stan higieny osobistej. Lekarz jest w stanie wykryć defekty i następnie skierować ucznia do specjalisty - ortopedy, alergologa czy kardiologa. Wycofanie w 1994 roku pediatrów z „pierwszej linii frontu", czyli ze szkół, było poważnym błędem, za który zapłacą kolejne pokolenia. Tym bardziej że polska szkoła wciąż odstaje od światowych standardów pod względem wyposażenia. Można na przykład spotkać placówki, gdzie nie ma sal gimnastycznych, krzesła i ławki są nieprawidłowo wyprofilowane lub zwyczajnie niedostosowane do wzrostu uczniów.


Bez badań

Trzeba też wspomnieć o dziurawym systemie badań profilaktycznych prowadzonych poza szkołami - w placówkach medycznych. W Polsce badane są 2-, 4-, 8-, 10- i 14-latki, kiedy na przykład w Stanach Zjednoczonych w pierwszym roku życia niemowlę badane jest raz w miesiącu, w drugim roku życia dziecko trafia do lekarza raz na kwartał, później zaś raz do roku, aż ukończy 18 lat. Nie oznacza to, że mniej dzieci tam choruje, statystyki wyglądają podobnie. Różnica polega na tym, że schorzenia są szybko rozpoznawane, a więc szybko leczone. - Zastanawia mnie, że państwo pod groźbą więzienia zmusza rodziców, aby posyłali dzieci do szkół. Jednak, kiedy uczeń leży na ławce i kaszle, ta kwestia pozostaje już poza sferą zainteresowania państwa - nie kryje irytacji prof. Chybicka. - Badania profilaktyczne powinny wrócić do szkół i my, jako towarzystwo, o to zabiegamy.


Lek na wszystko

Z przerażeniem w oczach prezes PTP wspomina sytuację, kiedy rozpoczynała we Wrocławiu akcję badań przesiewowych w szkołach. Gdy trafiła do jednej z elitarnych placówek, w tzw. „dobrej dzielnicy miasta", przeżyła szok, gdy zobaczyła listę leków w gabinecie higienistki.


- Ogarnęła mnie czarna rozpacz. Kiedy dziecko przychodziło do higienistki z bólem głowy, dostawało ten sam lek jak to, które skarżyło się na ból nogi lub brzucha. To był lek na wszystko, bo na inne środki nie było pieniędzy. Na szczęście po naszych badaniach znalazły się fundusze na doposażenie szkolnej apteczki - wspomina lekarka.


Zdaniem prof. Chybickiej, istotna jest również świadomość nauczycieli. Powinni wiedzieć np. o tym, że w szkole jest dziecko chore na cukrzycę lub uczeń z alergią. Muszą mieć wiedzę, w jaki sposób się zachować w sytuacjach krytycznych, decydujących nawet o życiu ich podopiecznych.


Czas na konsultacje

Postulaty PTP są proste - należy przywrócić badania profilaktyczne dla uczniów szkół. Wprowadzenie ich w życie nie jest jednak proste - brakuje pediatrów. Gdy w 1994 roku wyprowadzono lekarzy ze szkół, nastąpił masowy odwrót studentów od tej specjalizacji. Zainteresowanie powraca teraz. Ponieważ rezydentura pediatryczna jest znacznie lepiej płatna. Oznacza to jednak, że pierwszy szereg wykształconych pediatrów wyruszy w Polskę dopiero za 6 lat. Niemniej jednak PTP udało się wywalczyć u minister zdrowia zorganizowanie w miastach tzw. punktów konsultacyjnych, w których pracowaliby pediatrzy. Badania mogłyby odbywać się na dwa sposoby - albo lekarz udawałby się do szkoły, albo niewielkie grupy uczniów przyjmowane byłyby w punkcie konsultacyjnym. Należy tylko trzymać kciuki za to, że uda się znaleźć pediatrów, którzy zechcą tam pracować.


Zdrowotne problemy uczniów

• Plagą naszych czasów jest nadwaga i otyłość. Problem dotyczy coraz młodszych osób. Sklepiki szkolne oferujące batony i pączki, automaty z chipsami i gazowanymi słodkimi napojami sprawiają, że trudno walczyć z niewłaściwymi nawykami u dzieci.

• Problemy ze wzrokiem - krótkowzroczność, zespół suchego oka, podwójne widzenie, zapalenie spojówek, zwyrodnienie siatkówki, oczopląs, światłowstręt, zaburzenia akomodacji oka.

• Wady postawy - skrzywienia kręgosłupa, zaburzenia koordynacji nerwowo-mięśniowej w obrębie kręgosłupa. Zmiany zwyrodnieniowe i stany zapalne mięśni.

• Ok. 20 proc. polskich uczniów ma problemy ze słuchem.


Sonda

Czy polskie szkoły dbają o zdrowie uczniów?


Waldemar Antoniak, kierownik drukarni

Biorąc pod uwagę kondycję zdrowotną młodego pokolenia, nasuwa się tylko jedna odpowiedź. W czasach mojej edukacji w szkole był lekarz i stomatolog. Prowadzono różnego rodzaju akcje prozdrowotne. Często sprawdzano stan higieny uczniów. Teraz podobno nawet tego nie można zrobić bez zgody rodziców. A rodzice, wiadomo... Wielu w pogoni za karierą nie ma czasu, żeby przyjrzeć się bliżej swoim pociechom.


Ewa Skowrońska, matka 9-letniej Mariki

Nie. Z drugiej strony dziwię się rodzicom, którzy chcą zrzucić cały ciężar posiadania dzieci na szkołę. Wymaga się, żeby szkoła zapewniała edukację, wychowanie i jeszcze dbała o zdrowie. Rola rodzica sprowadza się do zapewnienia pieniędzy na jedzenie i ubranie. Późnie pozostaje zaś ponarzekać na słabe wykształcenie młodych Polaków, na beznadziejny stan zdrowia i brak wychowania. I całą winą za taki stan rzeczy obarczyć szkołę.


Mariusz Dymek, grafik komputerowy

Teraz w szkołach nie ma żadnej opieki medycznej, więc odpowiedź wydaje się jednoznaczna. Nie ma gabinetów lekarskich ani stomatologicznych. Nie ma kontroli zdrowia uczniów. Pobożnym życzeniem pozostają okresowe regularne badania. Dzieci najczęściej trafiają do lekarza, kiedy już poważnie chorują, choć wiele schorzeń można zdiagnozować wcześniej i zająć się ich leczeniem już w najwcześniejszym stadium.

Autor: Jerzy Dziekoński