Zdrowie Pań!

Za nami X edycja kampanii społecznej „Piękna, bo zdrowa”, której inicjatorem jest Ogólnopolska Organizacja Kwiat Kobiecości. Ze względu na jubileuszowy charakter kampanii zmieniono dotychczasową formułę i ambasadorami zostali panowie: Dawid Kwiatkowski, Maciej Orłoś, Cezary Pazura, Łukasz Konopka i Andrzej Piaseczny. Z ambasadorami kampanii „Piękna, bo zdrowa” rozmawia Anna Komorowska

Za nami X edycja kampanii społecznej „Piękna, bo zdrowa”, której inicjatorem jest Ogólnopolska Organizacja Kwiat Kobiecości. Ze względu na jubileuszowy charakter kampanii zmieniono dotychczasową formułę i ambasadorami zostali panowie: Dawid Kwiatkowski, Maciej Orłoś, Cezary Pazura, Łukasz Konopka i Andrzej Piaseczny. Z ambasadorami kampanii „Piękna, bo zdrowa” rozmawia Anna Komorowska

Celem kampanii jest przeciwdziałanie rakowi szyjki macicy poprzez propagowanie wiedzy dotyczącej profilaktyki oraz zachęcanie Polek do wykonywania regularnych badań ginekologicznych. Dodatkowo w ramach akcji Kwiat Kobiecości dystrybuuje kupony na bezpłatne badania cytologiczne.





Dlaczego zdecydowali się panowie wziąć udział w kampanii dotyczącej profilaktyki raka szyjki macicy?

Andrzej Piaseczny: Nie zastanawiałem się ani chwili! Uważam, że każdy sposób na to, żeby się dzielić z kimś czymś dobrym, jest absolutnie właściwy. A że lubię o sobie myśleć, że jestem kimś dobrym, to gdy złożono mi tę propozycję, od razu powiedziałem: jasne, wchodzę w to! (uśmiech) Warto promować rzeczy ważne, a nie ma nic bardziej wartościowego od życia.

Łukasz Konopka: Uważam, że cały czas jeszcze za mało jest w nas, Polakach, świadomości, jak ważna jest profilaktyka. Nie traktujemy badań jak podstawowego obowiązku wobec siebie samych. Wiele się już zmieniło w świadomości kobiet, wiemy o mammografii, o cytologii. Tylko że nadal traktujemy ten temat jako sprawę nadprogramową.


Chodzi o to, żebyśmy badania profilaktyczne, pomagające wykrywać nowotwory – w tym raka szyjki macicy – traktowali naturalnie. Jak rutynową kontrolę u lekarza.


Cezary Pazura: Jeśli chodzi o mnie, to moja żona nakreśliła mi, jak ważną kwestią w dzisiejszych czasach jest profilaktyka nowotworowa. Ona sama bardzo pilnuje swojego kalendarza badań i poprosiła o zaangażowanie się w tę akcję.



Maciej Orłoś: Uważam, że to bardzo potrzebna kampania, bo potrzebne jest zwiększenie świadomości kobiet dotyczące profilaktyki


Tytuł tegorocznej kampanii to „Zdrowie Pań”. Jaka jest rola mężczyzny w dbaniu o zdrowie kobiety?

Ł.K.: Powinna być tak samo ważna, jak rola kobiet w dbaniu o zdrowie mężczyzn. W mojej rodzinie to żona zabiega o to, żebyśmy wszyscy wykonywali badania. Tym chętniej przyłączyłem się do kampanii, aby odczarować tę naszą, trochę jeszcze bierną postawę.

A.P.: Może mężczyznom będzie łatwiej namówić panie do tego, aby zadbały o swoje zdrowie? Jeśli tak, to genialnie, zachęcam każdego!

M.O.: Zgadza się! Niech wszyscy panowie przypominają, mobilizują, czasem nawet „męczą” swoje kobiety, by raz w roku wykonywały cytologię. (uśmiech)

C.P.: Tak, wsparcie mężczyzny odgrywa tutaj najważniejszą rolę.


Szczepionka przeciw wirusowi HPV może zapobiec aż 90 proc. przypadków zachorowań na raka szyjki macicy. Czy zaszczepią panowie swoje córki?

M.O.: Oczywiście!

C.P.: W naszym przypadku to żona dba o wszystkie szczepienia naszych dzieci i jestem pewien, że już o tym pomyślała.

Ł.K.: Moja córka jest jeszcze malutka, ale chciałbym, żeby była świadoma, jak należy dbać o zdrowie, więc pewnie poczekamy ze szczepieniem, aż będzie starsza. Na pewno będziemy ją do tego namawiać.




Zdarzyło się panom przypomnieć jakiejś kobiecie ze swojego otoczenia o konieczności badań profilaktycznych?

M.O.: Żonie, nie raz. Ale my mamy o tyle dobrą sytuację, że jesteśmy w stałym kontakcie z lekarzem rodzinnym. Poza tym moja żona od lat bada się regularnie.

C.P.: To tak jak moja. Przyznaję, że przed udziałem w kampanii nie zdarzyło mi się przypominać innym kobietom o badaniach. Chyba dlatego, że cytologia jest badaniem ginekologicznym i nie każda kobieta życzy sobie, by wnikać w tę sferę jej życia. Teraz, jako ambasador, nie mam wyjścia muszę przypominać. (śmiech)



Andrzej Piaseczny: Jeśli kobiety, które przychodzą na moje koncerty, mogę zaliczyć do grona tych z mojego otoczenia, to o badaniach przypomniałem już tysiącom pań. (śmiech) Szczególnie na koncertach w domach kultury, teatrach czy filharmoniach, gdzie siedzi się z widownią „twarzą w twarz”. Wówczas rozmowa jest łatwiejsza, bo kontakt jest bliższy, a atmosfera bardziej intymna. Tak więc podczas każdego wyjścia na bis mówiłem o konieczności wykonywania cytologii raz w roku. Przypominałem o tym nie tylko kobietom, ale też ich partnerom, których „przytargały” na siłę na mój koncert. (śmiech)


Ł.K.: Ja ze zwykłej troski od czasu do czasu wypytuję zarówno moją mamę, jak i ojca, bo nie zapominajmy, że mężczyzn profilaktyka przeciwnowotworowa też dotyczy, kiedy ostatni raz byli na badaniach.


Strach przed rakiem często paraliżuje, dlatego kobiety boją się wykonać badanie, gdy pojawiają się niepokojące objawy...

A.P.: Myślę, że jeśli chodzi o lęk przed chorobą, to płeć nie ma znaczenia. Faceci boją się tak samo jak kobiety. Ten lęk powoduje, że zachowujemy się irracjonalnie, nie badamy się, a o swoich przypadłościach dowiadujemy się, gdy choroba jest już rozwinięta. Czasem za późno. Nadal diagnozę „rak” traktujemy jak wyrok. A powinno być jasne, że im wcześniej dowiemy się o chorobie, tym mamy większe szanse na jej zwalczenie. Dlatego warto się badać profilaktycznie.

Ł.K.: Jestem dość racjonalnym facetem. Lubię trzymać się faktów.


Wiem, z doświadczeń mojej rodziny, jak trudno jest patrzeć na chorobę bliskiej osoby. Mam więc świadomość, że nie wolno czekać, aż będzie za późno. Warto pokonać strach, co jest łatwiejsze, gdy ma się przy sobie bliskie osoby. Dzięki kampanii „Piękna, bo zdrowa” możemy również pokazać, jak wspierać się wzajemnie. My, mężczyźni, możemy dodać otuchy, być tym silnym ramieniem. To jest ważne.


Jakich argumentów by panowie użyli, żeby skłonić panie do regularnych badań?

M.O.: Drogie panie, naprawdę lepiej badać się regularnie i trzymać rękę na pulsie niż zapomnieć o badaniach i dowiedzieć się o czymś złym w momencie, kiedy będzie za późno.

A.P.: Dokładnie! Warto dać sobie drugie życie.


Jaki może być lepszy argument od tego, że możemy przedłużyć sobie życie, dać sobie więcej czasu? Zresztą nie tylko sobie, ale też swoim bliskim, rodzinie, światu. Często zapominamy o tym, że są rzeczy ważniejsze niż odmładzanie się, kremy, „botoksy” i ładne sukienki. Podstawą powinno być nasze zdrowie.


C.P.: Dla każdej kobiety najważniejszym argumentem powinien być fakt, że zawsze ma dla kogo żyć dla męża, dzieci, matki, partnera, przyjaciół, ale i po prostu dla siebie. W codziennym pędzie trudno pamiętać o takich rzeczach jak badania, jednak czasami może być już za późno i ta myśl powinna nam towarzyszyć. Rok składa się z 8760 godzin, badanie cytologiczne trwa kilka minut. To naprawdę niewiele, a może uratować życie.


Czy poza słusznością celu były jeszcze inne powody, dla których zdecydowali się panowie wesprzeć kampanię, np. rak szyjki macicy w rodzinie?

Ł.K.: Owszem, tak jak wspomniałem, zmierzyliśmy się w rodzinie zchorobą nowotworową. Moja bliska osoba przegrała tę walkę.

A.P.: Ja również mam u siebie w rodzinie taki przykład, tylko ze szczęśliwym zakończeniem. Nie chcę zdradzać stopnia koligacji, ale jest to bliska mi kobieta, której badanie cytologiczne uratowało życie. Leczenie zakończyło się pozytywnie i jest zdrowa już ponad 15 lat.

C.P.: Na szczęście wśród moich bliskich nie było przypadków raka.

M.O.: W mojej rodzinie szczęśliwie też nie.


Czasem narzekamy, że na spotkaniach rodzinnych rozmawia się głównie o chorobach. Jednak, jak wynika z badań przeprowadzonych przez Kwiat Kobiecości, świadomość na temat występowania raka szyjki macicy w rodzinie jest nadal niska. Może więc warto o tym porozmawiać „u cioci na imieninach”?

M.O.: W takiej rozmowie nigdy jeszcze nie brałem udziału ani nie byłem jej świadkiem. Choć to dobra myśl, dziękuję za podpowiedź. Może kiedyś sam taką rozmowę zainicjuję.

C.P.: Trudno jest narzucać tematy, na które nie wszyscy nasi bliscy mają ochotę rozmawiać. Nie jestem przekonany, czy rodzinne spotkania są dobrym momentem na uświadamianie. Moim zdaniem to lekarze pierwszego kontaktu, personel przychodni czy np. osoby powszechnie znane powinny pełnić rolę powierników.

A.P.: Myślę, że unikanie tematu chorób przy okazji spotkań rodzinnych nie wynika z faktu, że boimy się o tym mówić, tylko raczej z tego, że siedząc razem przy stole, wolimy się do siebie uśmiechać, a nie mówić o tym, co nas boli i co nam dolega.

Ł.K.: Też uważam, że warto rozmawiać, ale myślę, że są bardziej sprzyjające ku temu warunki. Spotkania rodzinne mają nas cieszyć. O poważnych tematach należy rozmawiać w sposób prosty, przy okazji. Wtedy stają się one bardziej oswojone.


Jak to jest w panów rodzinach ‒ rozmawia się o tym, kto na co chorował?

M.O.: O tak, rozmowy o chorobach są częste!

C.P.: U nas w rodzinie unika się tematu chorób. Życie jest za krótkie na zamartwianie się. Oczywiście warto porozmawiać o badaniach, nowych technologiach czy profilaktyce, ważny jest jednak w życiu umiar.