Żaden mi kosmetyk niestraszny

Nie ma chyba takich substancji upiększających, których kobieta nie zdecydowałaby się wypróbować. Nawet, jeśli są nietypowe i kosztują słono. Jednak składniki niektórych kosmetyków mogą budzić zdziwienie.

Jad węża. W sprzedaży pojawiły się kremy oparte na komórkach pochodzących z jadu węża - podobno mają działanie zbliżone do botoksu, ponieważ hamują skutecznie skurcze mięśni.


Botoks. Od lat co zamożniejsze panie dają go sobie wstrzykiwać, by uzyskać efekt gładkiej twarzy czy pełniejszych ust. Tymczasem jest to jad kiełbasiany - najsilniejsza trucizna świata. Mięśnie są po prostu więc podtruwane. Dzięki temu rozluźniają się, a skóra się wygładza.


Śluz ślimaka. Coraz większą popularność zyskują kremy wykorzystujące śluz ślimaka. Nie chodzi jednak o wilgotny ślad, który pozostawia po sobie ślimak. Wydziela on bowiem jeszcze inny rodzaj lepkiego płynu (kryptozynę), który wykazuje właściwości bakteriobójcze, nawilżające i regenerujące. Zawiera elastynę, alantolinę, kwas glikolowy i kolagen. Poza tym proteiny, antyoksydanty, witaminy, naturalne antybiotyki. Na dodatek nie wywołuje alergii i nie robi żadnej krzywdy ślimaczkom. Czyżby idealny kosmetyk?


Pijawki. Do łask wracają pijawki. Może nie wyglądają zbyt atrakcyjnie, ale podobno rewelacyjnie nawilżają i uwadniają skórę. Ich śluz zawiera substancje ważne w kosmetologii, jak związki kolagenowe i hormony sterydowe: progesteron, estradiol, kortyzol. Podobno odmładzają na długo wygląd skóry. Odkąd pijawki zaczęła stosować Demi Moore, zaczęły robić prawdziwą furorę.


Mocznik. Urynoterapia jest znana od wieków. Nie czas tu dyskutować na temat skuteczności leczenia moczem. Niezbitym faktem jest jednak, że mocznik jest efektywnym środkiem kosmetycznym - ma właściwości nawilżające i złuszczające. W mniejszym stężeniu dobrze nawilża, a w większym złuszcza skórę. Oczywiście w procesach kosmetycznych mocznik zostaje pozbawiony swego specyficznego zapachu.


A teraz trochę horroru...

Bywa, że sposoby na zachowanie młodości proponowane przez kosmetologów szokują.


Własna krew. Bardzo drogim i nieco wstrząsającym sposobem na odmłodzenie skóry jest stworzenie indywidualnego serum w oparciu o własną krew klienta. Jest ono bardzo bogate w polipeptydy i hormony wzrostu. Stymuluje podobno komórki macierzyste twarzy i pobudza wydzielanie kolagenu.


Placenta - wyciąg z łożyska. W kosmetologii wykorzystywane są łożyska zwierzęce i ludzkie. Może nie brzmi to zachęcająco, ale przecież narząd ten nafaszerowany jest substancjami odżywczymi (witaminy, kwas foliowy, antybiotyki, biotyna, enzymy), a po porodzie staje się zupełnie bezużyteczny. Placenta daje ponoć rewelacyjne efekty w regeneracji skóry i jej nawilżeniu.


Embrioblasty. Mimo skuteczności, budzą wątpliwości - są to bowiem pierwotne komórki zarodkowe tkanki łącznej, które są wielokrotnie mrożone i filtrowane. Po wstrzyknięciu są traktowane jak obce, więc stymulują otaczające tkanki do regeneracji. Zawierają ogromne ilości witamin, minerałów, mikroelementów, aminokwasów oraz czynników wzrostu.


Tylko dla dorosłych

Hitem kosmetycznym ostatnich czasów jest nasienie męskie i bycze (ma podobne własności do ludzkiego). Nie jest to takie dziwne - zadaniem spermy jest poczęcie nowego życia. Zwiera więc: witaminy, hormony, enzymy, moczniki, cynk, wapń, aminokwasy, lipidy i inne dobro. Pewnie dlatego działa wygładzająco na zmarszczki, ochrania i regeneruje skórę. Bycze nasienie wykorzystywane jest głównie do produkcji odżywek do włosów (podobno działa cuda). W niektórych preparaty z substancjami wyizolowanymi z nasienia mogą budzić niechęć.

Autor: Joanna Wereszczyńska