Wazektomia - przecięcie nasieniowodów

Należy do grona najbardziej kontrowersyjnych metod antykoncepcji. Jako jedna z niewielu jest przeznaczona dla mężczyzn. Wazektomia - popularna w Niemczech, Anglii czy USA - w Polsce przez lata uznawana była za nielegalną.

Na czym polega wazektomia? Jej nazwa wywozi się z języka łacińskiego, od słów vas (naczynie) i ctomia (cięcie), co w wolnym tłumaczeniu można przełożyć jako cięcie nasieniowodu. Uściślając, zabieg wazektomii polega na przecięciu nasieniowodów, którymi u mężczyzn plemniki dostają się do nasienia. A zatem metoda ta polega na tym, że blokuje się dostęp plemników do nasienia, co uniemożliwia zapłodnienie. Po zabiegu tym w spermie nie będzie plemników.


Zapomniani mężczyźni

Większość dostępnych obecnie metod antykoncepcyjnych przeznaczona jest dla kobiet. Panowie zdają się więc na prezerwatywę. Choć naukowcy od lat pracują nad pigułką antykoncepcyjną dla mężczyzn, nie ma co liczyć na to, że w najbliższym czasie pojawi się ona w sprzedaży.

Wazektomia to próba wypełnienia tej luki w męskiej antykoncepcji. Zabieg ten bywa często mylony ze sterylizacją, co podgrzewa atmosferę wokół tego tematu. Szacuje się, że na świecie każdego roku wykonuje się około 7,5 mln tego typu zabiegów.


Sterylizacja a wazektomia

Pierwszy zabieg polega na wycięciu gonad męskich, a zatem pozbawieniu płodności na zawsze. Sterylizacja jest zabiegiem nieodwracalnym.

- Wazektomia - jak zauważa dr Eugeniusz Siwik, właściciel kliniki wykonującej ten zabieg - jest zabiegiem odwracalnym o skuteczności do trzech razy większej niż in vitro. Jeśli mężczyzna chce mieć 100-procentową pewność, że w razie czego będzie mógł po tym zabiegu w przyszłości mieć dziecko, może przed zabiegiem oddać nasienie do banku nasienia.

Na świecie dokonuje się tzw. rewazektomię, czyli ponowne połączenie ze sobą nasieniowodów, co ma skutkować przywróceniem płodności. Jednak istnieje ryzyko, że płodność nie wróci. Dlatego panowie zainteresowani wazektomią muszą przejść test kwalifikacyjny. Czasem lekarze odmawiają wykonania zabiegu u młodych mężczyzn, nie posiadających jeszcze dzieci. Czasem wymagana jest zgoda partnerki na wykonanie zabiegu u jej mężczyzny. Wazektomia jest więc metodą przeznaczoną głównie dla mężczyzn żyjących w stałych związkach, którzy założyli już rodziny, ale również dla tych, którzy nie chcą mieć żadnego potomstwa (po konsultacji z psychologiem).


Plusy i minusy

Zwolennicy tej metody podkreślają, że uwalnia ona od strachu przed niechcianą ciążą i tym samym ma pozytywny wpływ na małżeństwo. Ponieważ partnerki mężczyzn po wazektomii nie muszą stosować antykoncepcji, nie narażają się na skutki uboczne stosowania np. pigułek. Wazektomia może mieć też wpływ na przedłużenie życia mężczyzny - tak wynika z wstępnych badań.

Zabieg można przeprowadzić nawet bez użycia skalpela i pomocy anestezjologa. W nowocześnie wyposażonym gabinecie będzie on trwał 20 minut, pacjent po godzinie wychodzi do domu. - Wazektomia jest mikrochirurgicznym zabiegiem, wykonuje się ją według uznanych procedur chirurgicznych - zauważa dr Eugeniusz Siwik. - Podobnie jak zastosowanie wkładki wewnątrzmacicznej czy spirali u kobiet.

A minusy? Zabieg ponownego udrożnienia nasieniowodów nie musi zakończyć się sukcesem i jest kosztowny.


Z prawnego punktu widzenia

Wazektomia przez lata była zabiegiem, który postrzegano za nielegalny. Wszystko za sprawą 156 artykułu Kodeksu karnego, który mówi, że świadome pozbawienie możliwości płodzenia zagrożone jest karą do 10 lat pozbawienia wolności. Przeciwnicy wazektomii, powołując się na ten przepis, twierdzą, że wazektomia jest zabiegiem zakazanym w naszym kraju. Byłoby tak jednak tylko wtedy, gdyby zabieg został przeprowadzony bez wiedzy pacjenta i był nieodwracalny. Istnieje jednak możliwość przywrócenia płodności po wazektomii.

Potwierdza to prof. Marian Filar, karnista kierujący Katedrą Prawa Karnego i Polityki Kryminalnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. - Zdolność płodzenia jest dobrem indywidualnym i nie należy do społeczeństwa, tylko do konkretnego człowieka. Jeśli zgadza się on, aby tę zdolność utracić, a jest - choćby kilkunastuprocentowa szansa na zabieg odwrotny, to nie ma problemu - twierdzi prof. Filar.

Autor: Michał Jakubowski

Komentarze