Wakacyjne „pierwsze razy"

Czy sobie poradzi, czy nie stanie mu się krzywda? - zastanawiają się mamy, które po raz pierwszy wysyłają dziecko na kolonie. Gdy wyjeżdża nastolatek, obaw jest jeszcze więcej.

Wyjazd dziecka na kolonie, szczególnie te pierwsze, przysparza mnóstwa emocji całej rodzinie. Dziecko zwykle jest podekscytowane i radosne, ale rodzice mają wiele obaw. Wypuszczają swoje pisklę w pierwszą podróż. Nie będą mogli śledzić każdego jego kroku, sprawdzić, czy umyło przed snem zęby, zjadło posiłek, a nade wszystko - czy nie dzieje mu się krzywda. Taki wyjazd to poważna lekcja samodzielności i z pewnością wyjdzie dziecku na dobre. Jednak, aby mieć spokojną głowę i zrelaksować się podczas jego nieobecności, musimy naszą pociechę do wyjazdu przygotować i jak najlepiej zorganizować wypoczynek.


Wybór kolonii

Warto wybrać takie, które ktoś, np. znajoma, poleci. Nie jest przesadą wypytanie organizatorów o doświadczenie i kwalifikacje kadry wychowawców. W końcu musimy wiedzieć, w czyje ręce powierzamy dziecko. Nie pomoże czterogwiazdkowy hotel, jeśli opiekunowie nie będą mieli przygotowania i odpowiedniego podejścia do dzieci.


Zastępca rodziców

Rozmawiając z dzieckiem o koloniach, powinniśmy je uprzedzić, że z każdym problemem może zwrócić się do wychowawcy. To on na koloniach zastępuje mamę i tatę. Jeśli dziecko się skaleczy, nie zdąży do ubikacji albo ktoś sprawi mu przykrość, powinno - bez wstydu - powiedzieć o tym wychowawcy. Niekiedy drobiazg może urosnąć do rozmiarów katastrofy, gdy jest się z dala od domu. Wpojenie zaufania do wychowawcy to ważny krok. Sprawi, że dziecko będzie czuć się bezpiecznie.


Niezbędne umiejętności

Upewnijmy się, czy nasz przyszły mały kolonista na pewno poradzi sobie sam na wakacjach. Czy umie obsłużyć się w toalecie, posmarować sobie chleb lub zasznurować buty? Jeśli któraś z czynności sprawia mu jeszcze trudność, warto poćwiczyć ją przed wyjazdem. Dzięki temu my będziemy spokojniejsi , a dziecko nie będzie się wstydzić i czuć niepewnie. Trening czyni mistrza!


Kontakt telefoniczny

Część rodziców zastanawia się, czy dać dziecku na kolonie telefon komórkowy. To dobry pomysł pod warunkiem, że nie będzie to zakup na ostatnią chwilę. Dziecko musi nauczyć się nim obsługiwać. Powinno oswoić z nowym nabytkiem w takim stopniu, by cała uwaga podczas wyjazdu nie skupiała się tylko na „komórce". Ważne, byśmy sami nie dzwonili do dziecka zbyt często, bo to wcale nie pomaga, lecz potęguje ewentualną tęsknotę. Jeśli z różnych powodów nie chcecie dać dziecku na wyjazd komórki, spytajcie organizatorów, czy w ośrodku jest automat telefoniczny, do którego można dać dziecku kartę lub czy będzie możliwość porozmawiania przez telefon stacjonarny. Weźcie też numer telefonu do wychowawcy, aby w każdej chwili móc się z nim skontaktować.


Kieszonkowe

A co z finansami? Ile dać dziecku pieniędzy na dodatkowe wydatki, tj. lody, upominki, wakacyjne atrakcje? Najlepiej poradzić się w tej sprawie bardziej doświadczonych osób. Jeśli dziecko nie będzie stać na większość przyjemności, będzie czuć, że odstaje od reszty grupy. Nie warto jednak dawać pociesze zbyt dużo pieniędzy „na wszelki wypadek". Lepiej podzielić kwotę na dwie części i poprosić wychowawcę, aby drugą „wypłatę" dał dziecku w połowie kolonii. W ten sposób dziecko nie wyda całości w kilka dni i później nie będzie mieć kłopotu z zakupem przysłowiowego wafelka. Pamiętajmy, że część atrakcji zapewniają organizatorzy. Jeśli mamy wątpliwości, co jest dziecku gwarantowane, ustalmy to przed wyjazdem.


Tęsknota i odwiedziny

To dla rodziców przeważnie rozterka. Odwiedzić pociechę? Czy lepiej nie kusić jej, by stęskniona nie chciała wracać wcześniej do domu? Wiele zależy od tego, na jak długo dziecko wyjechało. O ile to wyjazd tygodniowy, pewnie nie warto robić zamętu. Jeśli dłuższy, sprawa wygląda inaczej. Porozmawiajcie z wychowawcą, jakie są obyczaje na kolonii. Skoro większość rodziców w połowie turnusu wybiera się do dzieci, nie zróbmy naszemu dziecku zawodu. Nawet jeśli wzbrania się przed waszym przyjazdem, kiedy zobaczy innych rodziców może czuć się rozżalone i wytęsknione. Jeżeli usłyszycie od opiekuna, że dziecko doskonale daje sobie radę z rozstaniem, nie trzeba na siłę uszczęśliwiać go swoją wizytą.

Jeśli dziecko skarży się na tęsknotę albo nie dogaduje się z innymi dziećmi, zanim wsiądziecie w samochód porozmawiajcie z wychowawcą. Część dzieci, rozmawiając przez telefon, snuje rozpaczliwe wizje, by zyskać współczucie i odebrać należną porcję czułości. A po wyżaleniu czują się świetnie i w najlepsze cieszą się pobytem na kolonii, o czym zdesperowani rodzice mogą już nie wiedzieć. Jeśli skargi się powtarzają, a wychowawca potwierdza, że dziecko ma problem, by zaaklimatyzować się w grupie, warto rozpoznać przyczyny. Czy dziecko jest jeszcze za małe, by tak długo być poza domem? Być może potrzebuje jeszcze roku, by dorosnąć do takiego wyjazdu. Może jest zbyt nieśmiałe i nie radzi sobie w kontakcie z rówieśnikami? Wreszcie, istnieje możliwość, że nie dostaje wystarczającego wsparcia od wychowawców i choćby z tego powodu warto zabrać je do domu. Trzeba jednak pamiętać, że dla każdego dziecka pierwsze 2-3 dni są najtrudniejsze i zwykle po tym czasie mijają największe smutki.


Bezpieczeństwo ponad wszystko

To, że dziecko może się potknąć i stłuc kolano, to wypadek losowy i może się zdarzyć wszędzie, nawet pod okiem najbardziej przezornego wychowawcy. Ale jest wiele sytuacji, przed którymi musimy dziecko przestrzec, nie strasząc jednocześnie.


Dręczenie

Dzieci różnie radzą sobie z tęsknotą, oddaleniem od domu i nową sytuacją. Jedne płaczą, drugie wyładowują swoje frustracje na innych - słabszych, młodszych i mniej zaradnych kolegach, dręcząc i dokuczając. Zjawisko „fali" na dobrze zorganizowanej kolonii i pod okiem uważnych opiekunów nie powinno mieć miejsca. Nie zmienia to faktu, że dzieci jest kilka razy więcej niż wychowawców i nie zawsze da się zaobserwować każdą niewłaściwą sytuację. Dziecko powinno wiedzieć, że żaden rówieśnik czy starszy kolega nie ma prawa mu rozkazywać, nakłaniać do dziwnych zabaw bądź niebezpiecznych zachowań. Nie może go przezywać, śmiać się z niego, ośmieszać albo straszyć. Z każdą tego typu sytuacją dziecko powinno zwrócić się do wychowawcy.


„Zły dotyk"

Rozmowa na temat tego, co to jest „zły dotyk", nie powinna odbywać się po raz pierwszy tuż przed koloniami. Dobrze, jeśli już wcześniej uczulaliśmy dziecko na pewne sytuacje. Tak poważna, znienacka podjęta rozmowa może dziecko niepotrzebnie wystraszyć albo wzbudzić niepożądaną ciekawość. Jednak jadąc na kolonie, dziecko powinno mieć wiedzę, czego ma prawo odmawiać i czego nie wolno innym osobom. Na przykład, że jego ciało należy tylko do niego. Nikt nie ma prawa go dotykać, jeśli tego nie chce. Nawet dorosłym, a także innym dzieciom nie wolno dotykać jego intymnych części ciała, rozbierać go, fotografować nago czy kazać się dotykać. W każdej sytuacji, która budzi dziecka niepokój, zakłopotanie czy niezrozumienie, ma prawo protestować i powinno powiedzieć o niej wychowawcy. I koniecznie rodzicom.


Niebezpieczna wolność

Gdy na samodzielny wyjazd wybiera się starsze dziecko, rodzice równie mocno obawiają się, że nadmiernie wykorzysta darowaną mu swobodę i podejmie pierwsze kontakty seksualne. Tu podobnie, jak poprzednio, rozmowa klecona na ostatnią chwilę, jeszcze pod hasłem: „Pamiętaj, że nie wolno...", na niewiele się zda. Im wcześniej zaczniemy z dzieckiem na „te" tematy rozmawiać, tym lepiej i wbrew pozorom łatwiej dla nas. Przed wyjazdem na obóz czy kolonię warto przypomnieć, że zachowania seksualne wymagają ogromnej odpowiedzialności, dlatego należy z nimi poczekać. Z każdego, pojedynczego kontaktu może zrodzić się dziecko i skomplikować życie - zwłaszcza młodej, nierozważnej osobie. Mając do czynienia z nastolatkiem (a prawie 1/3 wśród 15-latków inicjację seksualną ma już za sobą), powinniśmy rozmawiać też o antykoncepcji i zabezpieczaniu się przed niechcianą ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową. Taka rozmowa wcale nie jest „zielonym światłem" dla przedwczesnego współżycia. Nastolatek ma wokół siebie o wiele więcej różnorodnych zachęt, choćby presję rówieśników.

Symboliczny wyjazd „pod namiot" wcale nie jest potrzebny. Ten „pierwszy raz" tak naprawdę może mieć miejsce wszędzie. Dlatego, przed samodzielnym wyjazdem dziecka, lepiej bazować na pokładanym w nim zaufaniu, zasianej wcześniej wiedzy i wartościach. A to proces rozpisany na szereg lat i wiele uświadamiających rozmów.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora