Tańsze, nie gorsze

Tańsze zamienniki leków to recepta na dziury w domowych budżetach osób schorowanych i niezbyt majętnych.

Prawa rynku bywają bezlitosne. Często mówi się, że dany towar jest wart tyle, ile jesteśmy w stanie zań zapłacić. W przypadku leków powyższe twierdzenie staje się jeszcze bardziej dobitne. Nikt bowiem nie chciałby oszczędzać na własnym zdrowiu.


Marne renty i emerytury

Problem polega na tym, że połowa klientów aptek to osoby starsze i schorowane - emeryci i renciści. To oni wykupują aż 40 procent wszystkich leków. Jak wiadomo, nie jest to najbardziej majętna część społeczeństwa. Średnia emerytura po waloryzacji w 2011 roku wynosi nieco ponad 1700 zł brutto, najniższa - niewiele ponad 700 zł brutto. Przy takich dochodach, nietrudno przewidzieć, że od aptecznego okienka wielu pacjentów zamiast z lekami odchodzi ze zrezygnowaną miną, ściskając w dłoni receptę na zbyt drogi medykament. Okazuje się, że w tej grupie społecznej recept ze względu na wygórowaną cenę nie wykupuje blisko połowa pacjentów. Niepokojące statystyki można jednak poprawić.
W sytuacji gdy pacjent nie może zapłacić za kosztowny, markowy, najczęściej zagraniczny lek, farmaceuta ma prawo, a nawet obowiązek zaproponować tańszy zamiennik. Ponadto powinien zapewnić o identycznym, terapeutycznym działaniu, wciąż bowiem w społeczeństwie pokutuje pogląd, że zamienniki są gorsze i zamiast pomóc, mogą zaszkodzić. Oto dowód, wpis na jednym z polskich forów internautki ukrywającej się pod pseudonimem Eniaaa1: „Moja mama usłyszała w telewizji, że zamienniki są gorsze od tych normalnych. Rozmawiała ze swoją koleżanką z bloku i tamta ją utwierdzała, że nie powinna kupować tańszych leków na nadciśnienie, bo nie warto. Są jej zdaniem niebezpieczne i zamiast pomóc, tylko jej zaszkodzą. No i mama kupuje drogie leki zagraniczne, a potem narzeka, że tyle wydała".


Wyprowadzić z błędu

Zadaniem farmaceutów jest wyprowadzanie swoich klientów z błędu. Leży to w interesie obu stron. W portfelu pacjenta dzięki poradzie aptekarza pozostanie więcej pieniędzy, apteka zaś zyska zaufanie i bardzo często wiernego klienta na długie lata.

- Czasem kilka złotych może decydować o czyimś zdrowiu, o tym, czy lek zostanie wykupiony, czy nie. Pacjenci, którzy zaopatrują się u nas w leki, to bardzo często ludzie ubodzy, których nie stać na zakup drogich leków. Często zdarzają się sytuacje, kiedy po oszacowaniu kosztów przepisanych leków pacjenci chcą zrezygnować z realizacji recepty ze względu na zbyt wysoką cenę - mówi Joanna Krupińska, kierownik Apteki Caritas Diecezji Kieleckiej. - Proponujemy wtedy tańsze zamienniki. Generyki mają taki sam skład substancji aktywnej i identyczne działanie terapeutyczne. Inna jest jedynie nazwa handlowa i ewentualnie składniki dodatkowe leku, które nie mają najmniejszego wpływu na jego działanie.


Duża różnica w cenie

Często różnica w cenie leku oryginalnego i generyku może dochodzić nawet do 100 proc. Tak duża przepaść cenowa ma prostą genezę - koncerny farmaceutyczne, które wynalazły dany lek, ponoszą ogromne koszty związane z prowadzonymi latami testami, potwierdzeniem bezpieczeństwa medykamentu lub ewentualnych interakcji z innymi lekami. Później poniesione koszty rekompensują sobie w cenie. Firmy, które lek kopiują, takich kosztów nie mają. Mogą więc znacznie obniżyć cenę, bez utraty wartości terapeutycznej danego specyfiku.

Autor: Jerzy Dziekoński