Szczerość, czyli inwestycja w zaufanie

Nawet psycholodzy spierają się, czy bezwzględna szczerość w bliskim związku jest dobrym pomysłem. Ale jeśli nie ma szczerości, to czy rzeczywiście jest to związek bliski?

W zasadzie czymże jest bezwzględna szczerość, jeśli nie po prostu szczerością? Czyli wyrażaniem tego, co się myśli i zachowywaniem się w taki sposób, w jaki się głosi. Szczerość jest w każdym kodeksie honorowym, prawda triumfuje w każdym procesie prawnym. Szczerość jest ważna, ale czy zawsze?


Socjologicznie rzecz ujmując…

Szczerość jest ważna, bo jest podstawą zaufania społecznego na różnych poziomach, ale z jakiegoś powodu nie zawsze prawdę wyznajemy: – Z socjologicznego punktu widzenia nie sposób mówić o emocjach w kategorii „zerojedynkowej” – mówi socjolog dr Tomasz Sobierajski z Uniwersytetu Warszawskiego. – Trzeba wejść na trochę inny poziom, który być może przez niektórych mógłby być nazywany relatywizmem. Chodzi mianowicie o to, że nie można szczerości mieć lub nie mieć. Bycie bezwzględnie szczerym, jak i bycie bezwzględnie nieszczerym nie ma racji bytu w sytuacji, kiedy jednostka chce funkcjonować w społeczeństwie. Bezwzględna szczerość lub nieszczerość skazuje jednostkę na alienację i odrzucenie.

Socjolog uważa, że wpływ społeczny sprawia, że uczymy się zachowań konformistycznych (podporządkowanych normom społecznym), nie będących w konflikcie ze społecznym instynktem samozachowawczym. Tak też jest ze szczerością w bliskiej relacji: – Zatem w związku możemy sobie pozwolić na powiedzenie szczerze: „Nie mam satysfakcji z seksu, może postaramy się coś z tym zrobić”, ale nie możemy powiedzieć: „Nasz seks jest beznadziejny, bo masz małe piersi” – przekonuje dr Sobierajski.


Cierpienie granicą szczerości?

Nie ma zgodności, nawet u psychologów, czy bezwzględna szczerość zawsze jest konieczna. Jedni uważają, że bez szczerości trudno jest mówić o zaufaniu, drudzy twierdzą, że nie można, np. wyjawiając partnerowi prawdy o tym, że się go zdradziło, w imię bezwzględnej szczerości ranić go i obarczać w jakiejś części ciężarem tej zdrady. Ale co, jeśli w imię niezadawania bólu żyjemy dalej, jakby się nic nie stało, a prawda nagle wychodzi na jaw po pięciu latach? Czy przypadkiem wciąż przez te 5 lat partner nie był oszukiwany? Czy po pięciu latach oszukany partner będzie cierpiał mniej?

– Znacznie łatwiej jest żyć, gdy się nie kłamie – uważa filozof dr Jarosław Pasek. – Kłamstwo komplikuje wiele spraw, trzeba pamiętać, jakie wersje i komu się przedstawia. To męczy, zabiera energię, którą można znacznie lepiej spożytkować.


Czysty egoizm

Okłamywanie kogoś jest wielkim egoizmem – dla własnej wygody nie stajemy do konfrontacji z problemem, udajemy, że go nie ma. Prawda nie zawsze jest wygodna, ale jest niezbędna w związku. Bo jeśli nie jesteśmy szczerzy, to odbieramy drugiej osobie możliwość decydowania i samostanowienia o sobie w obliczu twardych faktów.

Szczerość w związku się opłaca, to inwestycja w zaufanie. Warto też rozróżniać nieszczerość od gry, zabawy – znam uroczą parę, która ukrywa wzajemnie przed sobą jakieś drobne zakupy dla siebie, przyłapani zazwyczaj mówią „że to stare”, „już dawno to mam”, „dostałem od Stefana” – ale oboje wiedzą, że to jest pewien rodzaj gry, w którą z lubością grają.


Nie ma powodu, nie ma kłamstwa

Jeśli ktoś jest w porządku, to nie ma powodów, by kłamał. Najgorsze chyba, co możemy zrobić, to okłamywać samych siebie – że „jesteśmy w porządku” (jeśli nie jesteśmy), że „nic się nie stało” (np. „to nic nieznacząca znajomość”, „zdrada podczas delegacji to nie zdrada”, „nie powiem jej/jemu o tym, żeby się nie martwił”). Pamiętajmy, że na kłamstwie jeszcze nic dobrego nie wyrosło, niczego wielkiego nie zbudowano.

Autor: Renata Mazurowska
dom