Szczepionkowej wojny ciąg dalszy

Szczepionki w aptece czy może jednak w przychodni? Zarówno aptekarze, jak i lekarze domagają się wyłączności na ich sprzedaż. Kto rozstrzygnie ten spór? Pytamy Annę Gołdyn, prezes kaliskiej prezesem Okręgowej Izby Aptekarskiej w Kaliszu.

Skąd się bierze konflikt między lekarzami i farmaceutami w sprawie szczepionek?


Apteki są po to, aby prowadzić obrót produktami medycznymi, zajmować się opieką pacjentów od strony farmaceutycznej, wydawać leki zaordynowane przez lekarzy. Uważamy, że produkty lecznicze powinny podlegać obrotowi detalicznemu wyłącznie w aptekach. Kiedyś nie było konfliktu, bo nikt nie sprzedawał szczepionek w zakładach opieki zdrowotnej. Teraz mamy lodówki pełne zamówionych szczepionek, które się marnują, czasem są już nawet przeterminowane. A wszystko dlatego, że pacjenci z receptami przestali do nas przychodzić.


Winni są lekarze, którzy postanowili sami kupować szczepionki?

Tak, konkurują z nami w dystrybucji szczepionek. A także odmawiają szczepienia preparatami, które pacjenci przynoszą z aptek. To jakiś absurd! Podam przykład z własnego podwórka. W jednej z aptek w Kaliszu pojawił się pacjent ze szczepionką. Postanowił ją oddać, ponieważ stwierdził, że lekarz nie chce nią go zaszczepić, chociaż wcześniej otrzymał na nią receptę i wobec tego domagał się zwrotu pieniędzy. A przecież nie możemy tak postąpić, bo tego zabrania prawo. Potem przychodnie zaczęły wywieszać ogłoszenia, że nie szczepią pacjentów zakupionymi w aptekach szczepionkami. Jedna z przychodni w Kaliszu wywiesiła następujące ogłoszenie: „Nie szczepimy szczepionkami przyniesionymi przez pacjenta, ponieważ stwarza to poważne zagrożenie bezpieczeństwa zdrowia i stanowi naruszenie obowiązujących zasad".


To chyba duży kłopot dla aptek?


Obrotem detalicznym szczepionek (leków) nie powinny zajmować się osoby lub jednostki mające wpływ na ordynację leku. ZOZ-y mogą kupować szczepionki w hurtowniach farmaceutycznych, lekarze prowadzący indywidualną bądź grupową praktykę - wyłącznie produkty lecznicze w zestawach przeciwwstrząsowych. Ponadto lekarze mogą nabywać w aptece ogólnodostępnej leki na podstawie zapotrzebowania. We wszystkich wymienionych przypadkach lekarz może zastosować doraźnie u pacjenta zakupiony wcześniej lek (w tym również szczepionkę) w związku z udzielanym świadczeniem zdrowotnym, ale nie żądając od pacjenta zwrotu kosztu za zastosowany u niego lek. Przecież lekarz ustawowo nie może sprzedawać w przychodni leków! Takie jest prawo i stanowisko Ministerstwa Zdrowia. Jedynym podmiotem uprawnionym do obrotu detalicznego szczepionkami jest apteka. Lekarz lub ZOZ nie może żądać od pacjenta pieniędzy za szczepionkę.

Dlaczego nie satysfakcjonuje państwa taka sytuacja, że szczepionki są dostępne i w ZOZ-ach, i w aptekach. Oczywiście, pod warunkiem, że pacjent nie będzie przychodził z produktem i domagał się zwrotu pieniędzy, bo lekarz odmówił zaszczepienia go.
Tak było do tej pory z tą dostępnością szczepionek. Ale od niedawna powstała taka sytuacja, że producenci oferują szczepionki za inną cenę ZOZ-om i dużo wyższą aptekom, co powoduje, że pacjenci nie chcą kupować u nas szczepionek. Poza tym my też możemy nie mieć zaufania do szczepionek, które lekarze zakupili na własną rękę. Może zrobili to np. przez internet... Jak to wszystko monitorować, kto w ogóle pod tym kątem kontroluje gabinet? Inspekcja Farmaceutyczna nie ma uprawnień kontrolnych do przychodni i gabinetów lekarskich.

Lekarze z kolei twierdzą, że pacjenci, którzy przyjdą ze szczepionką z apteki, zakłócają tzw. chłodniczy ciąg. Inaczej mówiąc, nie wiadomo, jak długo szczepionka była poza chłodnią i czy nadaje się do użycia. Lekarze nie ufają pacjentom. Może czasami mają rację...
Można się w tej kwestii porozumieć. Przecież apteki mogą wydawać leki z paragonem, na którym będzie nie tylko data, ale i godzina wydania szczepionki. A przychodnia może być zobligowana do sprawdzania tego.


Czy Naczelna Izba Aptekarska chce w tej sprawie spotkać się z lekarzami


Próbowaliśmy już zorganizować taką naradę z Federacją Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie", ale to się nie udało. Będziemy dalej próbować. Ja proponuję, aby każda szczepionka była dodatkowo zaopatrzona w specjalne opakowanie termoizolacyjne, by zwiększyć bezpieczeństwo. Jednak o to powinien zadbać producent, jeśli uzna, że dotychczasowa dystrybucja jego produktu zagraża jakości i zdrowiu pacjenta. Pacjent powinien być rzetelnie poinformowany, jak przechowywać szczepionkę. Jeśli apteka tego nie uczyni, powinno to być zgłoszone do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Ja myślę, że to się w ogóle rzadko spotyka. Można też umówić się z pacjentem, że przechowamy mu szczepionkę i damy do odbioru w dniu szczepienia. Stosuję taką zasadę w mojej aptece. Możemy ustalić z lekarzami, że pacjent dostanie od nas karteczkę z pieczątką od farmaceuty, gdzie będzie dokładna data i godzina wydania leku. Można naprawdę się porozumieć, tylko trzeba chcieć.


Słyszałam o modelu amerykańskim, gdzie do szczepień uprawniony jest farmaceuta.


Niestety, jak na razie przepisy polskie na to nie zezwalają.


A gdyby prawo się zmieniło w tym kierunku?


To jest dobry pomysł. Pod warunkiem, że szczepienia byłyby ordynowane przez lekarza. Bo przedtem pacjent musi być zbadany czy nie ma przeciwwskazań. Szczepionka jest w końcu produktem wydawanym na receptę.

Autor: Barbara Jagas