Święta czy ciężkie roboty?

Wszyscy kochają święta, ale już okres przedświąteczny - zdecydowanie mniej.

Tradycja jest bezlitosna: Gwiazdka powinna zastać nas w idealnie wysprzątanym domu i przy suto zastawionym stole. Pod bogato przystrojonym drzewkiem powinny piętrzyć się góry kolorowo opakowanych prezentów. My sami zaś powinniśmy wyglądać olśniewająco i z werwą śpiewać kolędy.

Wszystko na jednego
I dobrze, bo taki obrazek każdemu się chyba podoba. Jest tylko jedno ale: ktoś to wszystko musi przygotować. Przemierzyć dziesiątki sklepów w poszukiwaniu podarunków. Przydźwigać kilogramy wiktuałów. Ugotować, usmażyć i upiec baterię smakołyków dla kilkunastu osób na kilka dni. Wypowiedzieć wojnę kurzowi, mętnym szybom w oknach, niezbyt świeżym firanom i pościeli oraz zadeptanym dywanom i podłogom. Tylko kto? Pan domu, który pracuje do późnego wieczora? Pociechy, które od lat wolą towarzystwo komputerów niż pomoc w domowych obowiązkach? Nie! Tradycyjnie cały ten wysiłek, ta tytaniczna praca spada na wątłe barki pani domu.
Przyznaj: kiedy pomyślisz, ile trzeba energii, zaangażowania i zwykłej fizycznej wytrzymałości, by sprostać temu wyzwaniu, masz ochotę uciec na koniec świata. Ale cóż zrobić, przecież trzeba - dla męża, dla dzieci. Żeby mieli takie święta, o jakich marzą. Żeby mogli się spotkać przy wigilijnym stole i pocelebrować bliskość i ciepłą atmosferę. Tego przecież chcesz, więc rzucasz się w wir przygotowań.
Stop!
Psychologowie podkreślają, że by święta były naprawdę rodzinną imprezą nie wystarczy zgromadzić wszystkich przy gotowym posiłku. Raczej wszyscy muszą mieć poczucie, że święta to wspólna sprawa. A poczucie to zaczyna się budować już na etapie przygotowań.

 

W pojedynkę? Kiepski pomysł
Renata zawsze poświęcała przygotowaniom do Wigilii mnóstwo energii. Owszem, to było męczące, czasem wręcz mordercze, jednak nie prosiła o pomoc. Rodzina pewnie i dałaby się zagonić do pomocy, ale Renata nie chciała. Uważała, że tylko ona potrafi poradzić sobie z wieloma sprawami, że to ona wie najlepiej, jak i co powinno być zrobione. Mąż i dzieci tylko jej w kuchni przeszkadzali, a w sprzątaniu też nie byli tak dokładni, jak by chciała. Już lepiej było samej zrobić, co trzeba, niż frustrować się nieudolną pomocą. W efekcie, kiedy wreszcie przychodziły święta Renata je... przesypiała, bo tak była zmęczona przedświąteczną krzątaniną.
Psychologowie często podkreślają, że takie podejście to błąd.
- Nie tylko dlatego, że kobieta, która wszystko bierze na swoje barki, nie ma siły cieszyć się efektem swojego wysiłku. Także dlatego, że... pozbawia rodzinę możliwości przeżycia dodatkowej dawki bliskości - mówi Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. - Niezwykłość świąt polega nie tylko na tym, że nie idziemy do pracy czy szkoły, ale też na tym, że mamy szansę spędzić ze sobą sporo czasu. A nic tak ludzi nie zbliża, jak wspólne działanie.
Także wspólne pokonywanie trudności - bo daje mnóstwo satysfakcji! Wspólna przedświąteczna praca to okazja, by budować więzi, wzmacniać je, zbliżać członków rodziny, uczyć komunikacji i współdziałania. Magia świąt to nie kolędy i prezenty - są one bowiem tylko ukoronowaniem tego czasu, kiedy wszyscy jesteśmy razem skoncentrowani na tym samym.
- Jak sądzisz, dlaczego tyle wigilijnych potraw wymaga żmudnego i precyzyjnego wykonania i kosztuje tyle czasu? To mądrość tradycji: kiedy wszyscy siedzimy dookoła stołu i lepimy pierogi czy uszka, mamy czas porozmawiać, pośmiać się, poopowiadać sobie, co nam chodzi po głowie - i po prostu pobyć razem. Jedną z najcenniejszych świątecznych zdobyczy jest świadomość, że to wszystko, co teraz nas cieszy, zrobiliśmy my i to razem.
Katarzyny Platowskiej nie dziwi fakt, że rodzina Renaty nie doceniała ani świąt, ani jej wysiłku. Jeśli nie pozwalała im włożyć wysiłku w przygotowania, nie zdawali sobie sprawy, ile ją to kosztowało. I nie czuli się za święta współodpowiedzialni - byli raczej jak goście w restauracji, oczekujący smacznego posiłku i narzekający na ewentualne niedociągnięcia. Tego ich sama nauczyła.
Dlatego nie tylko możemy, ale wręcz powinnyśmy zaangażować całą rodzinę w przedświąteczny wysiłek - nieważne, czy dany członek klanu ma lat pięć czy pięćdziesiąt. Dla każdego znajdzie się coś do zrobienia na miarę jego możliwości.
Mama, czyli menadżer
Patrycja jest świetnie zorganizowana i nie żałuje czasu na układanie planów. Dla niej Boże Narodzenie to nie kwestia drugiej połowy grudnia, ale przynajmniej dwóch miesięcy przygotowań. Prezenty zaczyna kupować jeszcze w październiku, dzięki temu są przemyślane i prawie zawsze trafione. A już na początku listopada siada z notatnikiem, w którym w jednej kolumnie wypisuje, co trzeba zrobić, a w drugiej - kto może się tym zająć i kiedy byłoby najlepiej. Dzięki temu przygotowania do świąt przebiegają bez pośpiechu i napięcia.
- To świetny pomysł - chwali psycholog. - Uniknięcie pośpiechu i związanego z nim napięcia jest ważnym bonusem. Stres sprawia, że na światło dzienne wychodzą wszelkie emocjonalne problemy w rodzinie, a to może zepsuć radość świętowania.
Jakie są efekty planowania Patrycji? Po pierwsze wszystko, co można zamrozić bez szkody dla zdrowia i smaku, robione jest ze sporym wyprzedzeniem. Dlatego już na początku grudnia zamrażarkę wypełniają pierogi i kapusta z grzybami. Z wyprzedzeniem też robi zakupy i systematycznie realizuje listę sprawunków (orzechy, puszkowane warzywa do sałatek, mak, suszone owoce, miód itp.), dzięki czemu nie trzeba przed świętami biegać po sklepach, stać w gigantycznych kolejkach i dźwigać pełnych siatek.
- O wiele trudniejszą i ważniejszą umiejętnością jest inteligentne delegowanie obowiązków, niż wyrabianie się ze wszystkim samemu - podkreśla psycholog. - Dlatego nasze uznanie powinny budzić raczej osoby, które umieją mądrze podzielić się pracą, niż te, które pracują jak mrówki w pojedynkę. Efekty zresztą także osiągają lepsze.
Nie musi być ciężko i żmudnie
Hania umie się dzielić obowiązkami. Co więcej - jej rodzina nie ma nic przeciw temu! Jak jej się to udaje? Po prostu Hania umie sprawić, by wszyscy uważali przygotowania za wspólny wysiłek. Zwołuje walną rodzinną naradę i rzuca hasło „musimy wszystko ustalić" - a potem pyta poszczególnych członków rodziny, które z wypisanych na liście obowiązków chcieliby przejąć. Każdy sam dokonuje wyboru, ma prawo do pewnych modyfikacji (np. czasu czy sposobu wykonania zadania), może też zgłaszać różne propozycje. Całość bardziej przypomina zabawę, niż ciężki i żmudny wysiłek.
- Najważniejsze, by robić to z uśmiechem, a każdy powinien mieć prawo „wymiany" jednego obowiązku na inny, równoznaczny w ilości czasu i energii - podkreśla Platowska. - Z reguły wolimy robić to, co lubimy - czyli miłośnik ciast wybierze pieczenie słodkich pyszności, a miłośnik ryb przygotowanie karpia.
Pracujmy też w towarzystwie, wtedy praca idzie raźniej, a nam samym jest przyjemnie. Można np. umówić się z przyjaciółmi na „lotną brygadę pierogową" i odwiedzać całą paczką po kolei domy członków brygady, wspólnie lepiąc przy winie pierogi.
Według zasad
Jest kilka zasad dobrego rozdzielania obowiązków. Oto one:

- Nie czekaj, że ktoś się domyśli, co trzeba zrobić - jasno komunikuj, czego oczekujesz. Choćbyś starała się ze wszystkich sił wyglądać na nieszczęśliwą i zmęczoną, wałkując ciasto na makaron, rodzina nic nie zauważy.
- Dawaj jasne instrukcje. Nie sugeruj „czy mógłbyś...", ale precyzuj „bardzo mi pomożesz, jeśli obierzesz te ziemniaki". To się sprawdza zwłaszcza w przypadku mężczyzn, którzy na pytanie „czy możesz to czy tamto" odpowiedzą „mogę" - bo mogą, ale nie ruszą się z miejsca, bo przecież nie o to byli proszeni.
- Rozdzielając zadania rób to miło i z uśmiechem. Niech rodzina czuje się zaproszona do wspólnego wysiłku.
- Jeśli odpowiedzią na twoją prośbę będzie „zaraz" lub „dobrze, ale nie teraz" zapytaj „a kiedy?". I ustalcie precyzyjny termin, np. jutro z samego rana.
- Jeśli nawala ktoś, kto się na coś z tobą umówił, nie rób nic za niego. Raczej idź i miło, choć stanowczo poproś o dotrzymanie obietnicy. Przecież macie umowę.
- Chwal wysiłek zaangażowanych. Nawet, jeśli efekty cię nie zachwycają. Lepiej, żeby nastolatek niezbyt dokładnie umył okna i został za to pochwalony, niż miałby usłyszeć „to ma być umyte okno? Chyba żartujesz!". Dlaczego? Bo ważniejsza jest dobra atmosfera, niż idealnie przejrzyste szyby.

 

Tradycja jest bezlitosna: Gwiazdka powinna zastać nas w idealnie wysprzątanym domu i przy suto zastawionym stole. Pod bogato przystrojonym drzewkiem powinny piętrzyć się góry kolorowo opakowanych prezentów. My sami zaś powinniśmy wyglądać olśniewająco i z werwą śpiewać kolędy.



Wszystko na jednego

 

I dobrze, bo taki obrazek każdemu się chyba podoba. Jest tylko jedno ale: ktoś to wszystko musi przygotować. Przemierzyć dziesiątki sklepów w poszukiwaniu podarunków. Przydźwigać kilogramy wiktuałów. Ugotować, usmażyć i upiec baterię smakołyków dla kilkunastu osób na kilka dni. Wypowiedzieć wojnę kurzowi, mętnym szybom w oknach, niezbyt świeżym firanom i pościeli oraz zadeptanym dywanom i podłogom. Tylko kto? Pan domu, który pracuje do późnego wieczora? Pociechy, które od lat wolą towarzystwo komputerów niż pomoc w domowych obowiązkach? Nie! Tradycyjnie cały ten wysiłek, ta tytaniczna praca spada na wątłe barki pani domu.

 

Przyznaj: kiedy pomyślisz, ile trzeba energii, zaangażowania i zwykłej fizycznej wytrzymałości, by sprostać temu wyzwaniu, masz ochotę uciec na koniec świata. Ale cóż zrobić, przecież trzeba - dla męża, dla dzieci. Żeby mieli takie święta, o jakich marzą. Żeby mogli się spotkać przy wigilijnym stole i pocelebrować bliskość i ciepłą atmosferę. Tego przecież chcesz, więc rzucasz się w wir przygotowań.



Stop!

 

Psychologowie podkreślają, że by święta były naprawdę rodzinną imprezą nie wystarczy zgromadzić wszystkich przy gotowym posiłku. Raczej wszyscy muszą mieć poczucie, że święta to wspólna sprawa. A poczucie to zaczyna się budować już na etapie przygotowań.

 

 

W pojedynkę? Kiepski pomysł

 

Renata zawsze poświęcała przygotowaniom do Wigilii mnóstwo energii. Owszem, to było męczące, czasem wręcz mordercze, jednak nie prosiła o pomoc. Rodzina pewnie i dałaby się zagonić do pomocy, ale Renata nie chciała. Uważała, że tylko ona potrafi poradzić sobie z wieloma sprawami, że to ona wie najlepiej, jak i co powinno być zrobione. Mąż i dzieci tylko jej w kuchni przeszkadzali, a w sprzątaniu też nie byli tak dokładni, jak by chciała. Już lepiej było samej zrobić, co trzeba, niż frustrować się nieudolną pomocą. W efekcie, kiedy wreszcie przychodziły święta Renata je... przesypiała, bo tak była zmęczona przedświąteczną krzątaniną.

 

Psychologowie często podkreślają, że takie podejście to błąd. - Nie tylko dlatego, że kobieta, która wszystko bierze na swoje barki, nie ma siły cieszyć się efektem swojego wysiłku. Także dlatego, że... pozbawia rodzinę możliwości przeżycia dodatkowej dawki bliskości - mówi Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. - Niezwykłość świąt polega nie tylko na tym, że nie idziemy do pracy czy szkoły, ale też na tym, że mamy szansę spędzić ze sobą sporo czasu. A nic tak ludzi nie zbliża, jak wspólne działanie.

 

Także wspólne pokonywanie trudności - bo daje mnóstwo satysfakcji! Wspólna przedświąteczna praca to okazja, by budować więzi, wzmacniać je, zbliżać członków rodziny, uczyć komunikacji i współdziałania. Magia świąt to nie kolędy i prezenty - są one bowiem tylko ukoronowaniem tego czasu, kiedy wszyscy jesteśmy razem skoncentrowani na tym samym.

 

- Jak sądzisz, dlaczego tyle wigilijnych potraw wymaga żmudnego i precyzyjnego wykonania i kosztuje tyle czasu? To mądrość tradycji: kiedy wszyscy siedzimy dookoła stołu i lepimy pierogi czy uszka, mamy czas porozmawiać, pośmiać się, poopowiadać sobie, co nam chodzi po głowie - i po prostu pobyć razem. Jedną z najcenniejszych świątecznych zdobyczy jest świadomość, że to wszystko, co teraz nas cieszy, zrobiliśmy my i to razem. Katarzyny Platowskiej nie dziwi fakt, że rodzina Renaty nie doceniała ani świąt, ani jej wysiłku. Jeśli nie pozwalała im włożyć wysiłku w przygotowania, nie zdawali sobie sprawy, ile ją to kosztowało. I nie czuli się za święta współodpowiedzialni - byli raczej jak goście w restauracji, oczekujący smacznego posiłku i narzekający na ewentualne niedociągnięcia. Tego ich sama nauczyła. Dlatego nie tylko możemy, ale wręcz powinnyśmy zaangażować całą rodzinę w przedświąteczny wysiłek - nieważne, czy dany członek klanu ma lat pięć czy pięćdziesiąt. Dla każdego znajdzie się coś do zrobienia na miarę jego możliwości.

 

 

Mama, czyli menadżer

 

Patrycja jest świetnie zorganizowana i nie żałuje czasu na układanie planów. Dla niej Boże Narodzenie to nie kwestia drugiej połowy grudnia, ale przynajmniej dwóch miesięcy przygotowań. Prezenty zaczyna kupować jeszcze w październiku, dzięki temu są przemyślane i prawie zawsze trafione. A już na początku listopada siada z notatnikiem, w którym w jednej kolumnie wypisuje, co trzeba zrobić, a w drugiej - kto może się tym zająć i kiedy byłoby najlepiej. Dzięki temu przygotowania do świąt przebiegają bez pośpiechu i napięcia.

- To świetny pomysł - chwali psycholog. - Uniknięcie pośpiechu i związanego z nim napięcia jest ważnym bonusem. Stres sprawia, że na światło dzienne wychodzą wszelkie emocjonalne problemy w rodzinie, a to może zepsuć radość świętowania. Jakie są efekty planowania Patrycji? Po pierwsze wszystko, co można zamrozić bez szkody dla zdrowia i smaku, robione jest ze sporym wyprzedzeniem. Dlatego już na początku grudnia zamrażarkę wypełniają pierogi i kapusta z grzybami. Z wyprzedzeniem też robi zakupy i systematycznie realizuje listę sprawunków (orzechy, puszkowane warzywa do sałatek, mak, suszone owoce, miód itp.), dzięki czemu nie trzeba przed świętami biegać po sklepach, stać w gigantycznych kolejkach i dźwigać pełnych siatek.

 

- O wiele trudniejszą i ważniejszą umiejętnością jest inteligentne delegowanie obowiązków, niż wyrabianie się ze wszystkim samemu - podkreśla psycholog. - Dlatego nasze uznanie powinny budzić raczej osoby, które umieją mądrze podzielić się pracą, niż te, które pracują jak mrówki w pojedynkę. Efekty zresztą także osiągają lepsze.

 

 

Nie musi być ciężko i żmudnie

 

Hania umie się dzielić obowiązkami. Co więcej - jej rodzina nie ma nic przeciw temu! Jak jej się to udaje? Po prostu Hania umie sprawić, by wszyscy uważali przygotowania za wspólny wysiłek. Zwołuje walną rodzinną naradę i rzuca hasło „musimy wszystko ustalić" - a potem pyta poszczególnych członków rodziny, które z wypisanych na liście obowiązków chcieliby przejąć. Każdy sam dokonuje wyboru, ma prawo do pewnych modyfikacji (np. czasu czy sposobu wykonania zadania), może też zgłaszać różne propozycje. Całość bardziej przypomina zabawę, niż ciężki i żmudny wysiłek.

 

- Najważniejsze, by robić to z uśmiechem, a każdy powinien mieć prawo „wymiany" jednego obowiązku na inny, równoznaczny w ilości czasu i energii - podkreśla Platowska. - Z reguły wolimy robić to, co lubimy - czyli miłośnik ciast wybierze pieczenie słodkich pyszności, a miłośnik ryb przygotowanie karpia.

 

Pracujmy też w towarzystwie, wtedy praca idzie raźniej, a nam samym jest przyjemnie. Można np. umówić się z przyjaciółmi na „lotną brygadę pierogową" i odwiedzać całą paczką po kolei domy członków brygady, wspólnie lepiąc przy winie pierogi.



Według zasad

 

Jest kilka zasad dobrego rozdzielania obowiązków. Oto one:

 

- Nie czekaj, że ktoś się domyśli, co trzeba zrobić - jasno komunikuj, czego oczekujesz. Choćbyś starała się ze wszystkich sił wyglądać na nieszczęśliwą i zmęczoną, wałkując ciasto na makaron, rodzina nic nie zauważy.

 

- Dawaj jasne instrukcje. Nie sugeruj „czy mógłbyś...", ale precyzuj „bardzo mi pomożesz, jeśli obierzesz te ziemniaki". To się sprawdza zwłaszcza w przypadku mężczyzn, którzy na pytanie „czy możesz to czy tamto" odpowiedzą „mogę" - bo mogą, ale nie ruszą się z miejsca, bo przecież nie o to byli proszeni.

 

- Rozdzielając zadania rób to miło i z uśmiechem. Niech rodzina czuje się zaproszona do wspólnego wysiłku.

 

- Jeśli odpowiedzią na twoją prośbę będzie „zaraz" lub „dobrze, ale nie teraz" zapytaj „a kiedy?". I ustalcie precyzyjny termin, np. jutro z samego rana.

 

- Jeśli nawala ktoś, kto się na coś z tobą umówił, nie rób nic za niego. Raczej idź i miło, choć stanowczo poproś o dotrzymanie obietnicy. Przecież macie umowę.

 

- Chwal wysiłek zaangażowanych. Nawet, jeśli efekty cię nie zachwycają. Lepiej, żeby nastolatek niezbyt dokładnie umył okna i został za to pochwalony, niż miałby usłyszeć „to ma być umyte okno? Chyba żartujesz!". Dlaczego? Bo ważniejsza jest dobra atmosfera, niż idealnie przejrzyste szyby.

Tradycja jest bezlitosna: Gwiazdka powinna zastać nas w idealnie wysprzątanym domu i przy suto zastawionym stole. Pod bogato przystrojonym drzewkiem powinny piętrzyć się góry kolorowo opakowanych prezentów. My sami zaś powinniśmy wyglądać olśniewająco i z werwą śpiewać kolędy.



Wszystko na jednego

 

I dobrze, bo taki obrazek każdemu się chyba podoba. Jest tylko jedno ale: ktoś to wszystko musi przygotować. Przemierzyć dziesiątki sklepów w poszukiwaniu podarunków. Przydźwigać kilogramy wiktuałów. Ugotować, usmażyć i upiec baterię smakołyków dla kilkunastu osób na kilka dni. Wypowiedzieć wojnę kurzowi, mętnym szybom w oknach, niezbyt świeżym firanom i pościeli oraz zadeptanym dywanom i podłogom. Tylko kto? Pan domu, który pracuje do późnego wieczora? Pociechy, które od lat wolą towarzystwo komputerów niż pomoc w domowych obowiązkach? Nie! Tradycyjnie cały ten wysiłek, ta tytaniczna praca spada na wątłe barki pani domu.

 

Przyznaj: kiedy pomyślisz, ile trzeba energii, zaangażowania i zwykłej fizycznej wytrzymałości, by sprostać temu wyzwaniu, masz ochotę uciec na koniec świata. Ale cóż zrobić, przecież trzeba - dla męża, dla dzieci. Żeby mieli takie święta, o jakich marzą. Żeby mogli się spotkać przy wigilijnym stole i pocelebrować bliskość i ciepłą atmosferę. Tego przecież chcesz, więc rzucasz się w wir przygotowań.



Stop!

 

Psychologowie podkreślają, że by święta były naprawdę rodzinną imprezą nie wystarczy zgromadzić wszystkich przy gotowym posiłku. Raczej wszyscy muszą mieć poczucie, że święta to wspólna sprawa. A poczucie to zaczyna się budować już na etapie przygotowań.

 

 

W pojedynkę? Kiepski pomysł

 

Renata zawsze poświęcała przygotowaniom do Wigilii mnóstwo energii. Owszem, to było męczące, czasem wręcz mordercze, jednak nie prosiła o pomoc. Rodzina pewnie i dałaby się zagonić do pomocy, ale Renata nie chciała. Uważała, że tylko ona potrafi poradzić sobie z wieloma sprawami, że to ona wie najlepiej, jak i co powinno być zrobione. Mąż i dzieci tylko jej w kuchni przeszkadzali, a w sprzątaniu też nie byli tak dokładni, jak by chciała. Już lepiej było samej zrobić, co trzeba, niż frustrować się nieudolną pomocą. W efekcie, kiedy wreszcie przychodziły święta Renata je... przesypiała, bo tak była zmęczona przedświąteczną krzątaniną.

 

Psychologowie często podkreślają, że takie podejście to błąd. - Nie tylko dlatego, że kobieta, która wszystko bierze na swoje barki, nie ma siły cieszyć się efektem swojego wysiłku. Także dlatego, że... pozbawia rodzinę możliwości przeżycia dodatkowej dawki bliskości - mówi Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. - Niezwykłość świąt polega nie tylko na tym, że nie idziemy do pracy czy szkoły, ale też na tym, że mamy szansę spędzić ze sobą sporo czasu. A nic tak ludzi nie zbliża, jak wspólne działanie.

 

Także wspólne pokonywanie trudności - bo daje mnóstwo satysfakcji! Wspólna przedświąteczna praca to okazja, by budować więzi, wzmacniać je, zbliżać członków rodziny, uczyć komunikacji i współdziałania. Magia świąt to nie kolędy i prezenty - są one bowiem tylko ukoronowaniem tego czasu, kiedy wszyscy jesteśmy razem skoncentrowani na tym samym.

 

- Jak sądzisz, dlaczego tyle wigilijnych potraw wymaga żmudnego i precyzyjnego wykonania i kosztuje tyle czasu? To mądrość tradycji: kiedy wszyscy siedzimy dookoła stołu i lepimy pierogi czy uszka, mamy czas porozmawiać, pośmiać się, poopowiadać sobie, co nam chodzi po głowie - i po prostu pobyć razem. Jedną z najcenniejszych świątecznych zdobyczy jest świadomość, że to wszystko, co teraz nas cieszy, zrobiliśmy my i to razem. Katarzyny Platowskiej nie dziwi fakt, że rodzina Renaty nie doceniała ani świąt, ani jej wysiłku. Jeśli nie pozwalała im włożyć wysiłku w przygotowania, nie zdawali sobie sprawy, ile ją to kosztowało. I nie czuli się za święta współodpowiedzialni - byli raczej jak goście w restauracji, oczekujący smacznego posiłku i narzekający na ewentualne niedociągnięcia. Tego ich sama nauczyła. Dlatego nie tylko możemy, ale wręcz powinnyśmy zaangażować całą rodzinę w przedświąteczny wysiłek - nieważne, czy dany członek klanu ma lat pięć czy pięćdziesiąt. Dla każdego znajdzie się coś do zrobienia na miarę jego możliwości.

 

 

Mama, czyli menadżer

 

Patrycja jest świetnie zorganizowana i nie żałuje czasu na układanie planów. Dla niej Boże Narodzenie to nie kwestia drugiej połowy grudnia, ale przynajmniej dwóch miesięcy przygotowań. Prezenty zaczyna kupować jeszcze w październiku, dzięki temu są przemyślane i prawie zawsze trafione. A już na początku listopada siada z notatnikiem, w którym w jednej kolumnie wypisuje, co trzeba zrobić, a w drugiej - kto może się tym zająć i kiedy byłoby najlepiej. Dzięki temu przygotowania do świąt przebiegają bez pośpiechu i napięcia.

 

- To świetny pomysł - chwali psycholog. - Uniknięcie pośpiechu i związanego z nim napięcia jest ważnym bonusem. Stres sprawia, że na światło dzienne wychodzą wszelkie emocjonalne problemy w rodzinie, a to może zepsuć radość świętowania. Jakie są efekty planowania Patrycji? Po pierwsze wszystko, co można zamrozić bez szkody dla zdrowia i smaku, robione jest ze sporym wyprzedzeniem. Dlatego już na początku grudnia zamrażarkę wypełniają pierogi i kapusta z grzybami. Z wyprzedzeniem też robi zakupy i systematycznie realizuje listę sprawunków (orzechy, puszkowane warzywa do sałatek, mak, suszone owoce, miód itp.), dzięki czemu nie trzeba przed świętami biegać po sklepach, stać w gigantycznych kolejkach i dźwigać pełnych siatek.

 

- O wiele trudniejszą i ważniejszą umiejętnością jest inteligentne delegowanie obowiązków, niż wyrabianie się ze wszystkim samemu - podkreśla psycholog. - Dlatego nasze uznanie powinny budzić raczej osoby, które umieją mądrze podzielić się pracą, niż te, które pracują jak mrówki w pojedynkę. Efekty zresztą także osiągają lepsze.

 

 

Nie musi być ciężko i żmudnie

 

Hania umie się dzielić obowiązkami. Co więcej - jej rodzina nie ma nic przeciw temu! Jak jej się to udaje? Po prostu Hania umie sprawić, by wszyscy uważali przygotowania za wspólny wysiłek. Zwołuje walną rodzinną naradę i rzuca hasło „musimy wszystko ustalić" - a potem pyta poszczególnych członków rodziny, które z wypisanych na liście obowiązków chcieliby przejąć. Każdy sam dokonuje wyboru, ma prawo do pewnych modyfikacji (np. czasu czy sposobu wykonania zadania), może też zgłaszać różne propozycje. Całość bardziej przypomina zabawę, niż ciężki i żmudny wysiłek.

 

- Najważniejsze, by robić to z uśmiechem, a każdy powinien mieć prawo „wymiany" jednego obowiązku na inny, równoznaczny w ilości czasu i energii - podkreśla Platowska. - Z reguły wolimy robić to, co lubimy - czyli miłośnik ciast wybierze pieczenie słodkich pyszności, a miłośnik ryb przygotowanie karpia.

 

Pracujmy też w towarzystwie, wtedy praca idzie raźniej, a nam samym jest przyjemnie. Można np. umówić się z przyjaciółmi na „lotną brygadę pierogową" i odwiedzać całą paczką po kolei domy członków brygady, wspólnie lepiąc przy winie pierogi.



Według zasad

 

Jest kilka zasad dobrego rozdzielania obowiązków. Oto one:

 

- Nie czekaj, że ktoś się domyśli, co trzeba zrobić - jasno komunikuj, czego oczekujesz. Choćbyś starała się ze wszystkich sił wyglądać na nieszczęśliwą i zmęczoną, wałkując ciasto na makaron, rodzina nic nie zauważy.

 

- Dawaj jasne instrukcje. Nie sugeruj „czy mógłbyś...", ale precyzuj „bardzo mi pomożesz, jeśli obierzesz te ziemniaki". To się sprawdza zwłaszcza w przypadku mężczyzn, którzy na pytanie „czy możesz to czy tamto" odpowiedzą „mogę" - bo mogą, ale nie ruszą się z miejsca, bo przecież nie o to byli proszeni.

 

- Rozdzielając zadania rób to miło i z uśmiechem. Niech rodzina czuje się zaproszona do wspólnego wysiłku.

 

- Jeśli odpowiedzią na twoją prośbę będzie „zaraz" lub „dobrze, ale nie teraz" zapytaj „a kiedy?". I ustalcie precyzyjny termin, np. jutro z samego rana.

 

- Jeśli nawala ktoś, kto się na coś z tobą umówił, nie rób nic za niego. Raczej idź i miło, choć stanowczo poproś o dotrzymanie obietnicy. Przecież macie umowę.

 

- Chwal wysiłek zaangażowanych. Nawet, jeśli efekty cię nie zachwycają. Lepiej, żeby nastolatek niezbyt dokładnie umył okna i został za to pochwalony, niż miałby usłyszeć „to ma być umyte okno? Chyba żartujesz!". Dlaczego? Bo ważniejsza jest dobra atmosfera, niż idealnie przejrzyste szyby.

 

Tradycja jest bezlitosna: Gwiazdka powinna zastać nas w idealnie wysprzątanym domu i przy suto zastawionym stole. Pod bogato przystrojonym drzewkiem powinny piętrzyć się góry kolorowo opakowanych prezentów. My sami zaś powinniśmy wyglądać olśniewająco i z werwą śpiewać kolędy.



Wszystko na jednego

 

I dobrze, bo taki obrazek każdemu się chyba podoba. Jest tylko jedno ale: ktoś to wszystko musi przygotować. Przemierzyć dziesiątki sklepów w poszukiwaniu podarunków. Przydźwigać kilogramy wiktuałów. Ugotować, usmażyć i upiec baterię smakołyków dla kilkunastu osób na kilka dni. Wypowiedzieć wojnę kurzowi, mętnym szybom w oknach, niezbyt świeżym firanom i pościeli oraz zadeptanym dywanom i podłogom. Tylko kto? Pan domu, który pracuje do późnego wieczora? Pociechy, które od lat wolą towarzystwo komputerów niż pomoc w domowych obowiązkach? Nie! Tradycyjnie cały ten wysiłek, ta tytaniczna praca spada na wątłe barki pani domu.

 

Przyznaj: kiedy pomyślisz, ile trzeba energii, zaangażowania i zwykłej fizycznej wytrzymałości, by sprostać temu wyzwaniu, masz ochotę uciec na koniec świata. Ale cóż zrobić, przecież trzeba - dla męża, dla dzieci. Żeby mieli takie święta, o jakich marzą. Żeby mogli się spotkać przy wigilijnym stole i pocelebrować bliskość i ciepłą atmosferę. Tego przecież chcesz, więc rzucasz się w wir przygotowań.



Stop!

 

Psychologowie podkreślają, że by święta były naprawdę rodzinną imprezą nie wystarczy zgromadzić wszystkich przy gotowym posiłku. Raczej wszyscy muszą mieć poczucie, że święta to wspólna sprawa. A poczucie to zaczyna się budować już na etapie przygotowań.

 

 

W pojedynkę? Kiepski pomysł

 

Renata zawsze poświęcała przygotowaniom do Wigilii mnóstwo energii. Owszem, to było męczące, czasem wręcz mordercze, jednak nie prosiła o pomoc. Rodzina pewnie i dałaby się zagonić do pomocy, ale Renata nie chciała. Uważała, że tylko ona potrafi poradzić sobie z wieloma sprawami, że to ona wie najlepiej, jak i co powinno być zrobione. Mąż i dzieci tylko jej w kuchni przeszkadzali, a w sprzątaniu też nie byli tak dokładni, jak by chciała. Już lepiej było samej zrobić, co trzeba, niż frustrować się nieudolną pomocą. W efekcie, kiedy wreszcie przychodziły święta Renata je... przesypiała, bo tak była zmęczona przedświąteczną krzątaniną.

 

Psychologowie często podkreślają, że takie podejście to błąd. - Nie tylko dlatego, że kobieta, która wszystko bierze na swoje barki, nie ma siły cieszyć się efektem swojego wysiłku. Także dlatego, że... pozbawia rodzinę możliwości przeżycia dodatkowej dawki bliskości - mówi Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. - Niezwykłość świąt polega nie tylko na tym, że nie idziemy do pracy czy szkoły, ale też na tym, że mamy szansę spędzić ze sobą sporo czasu. A nic tak ludzi nie zbliża, jak wspólne działanie.

 

Także wspólne pokonywanie trudności - bo daje mnóstwo satysfakcji! Wspólna przedświąteczna praca to okazja, by budować więzi, wzmacniać je, zbliżać członków rodziny, uczyć komunikacji i współdziałania. Magia świąt to nie kolędy i prezenty - są one bowiem tylko ukoronowaniem tego czasu, kiedy wszyscy jesteśmy razem skoncentrowani na tym samym.

 

- Jak sądzisz, dlaczego tyle wigilijnych potraw wymaga żmudnego i precyzyjnego wykonania i kosztuje tyle czasu? To mądrość tradycji: kiedy wszyscy siedzimy dookoła stołu i lepimy pierogi czy uszka, mamy czas porozmawiać, pośmiać się, poopowiadać sobie, co nam chodzi po głowie - i po prostu pobyć razem. Jedną z najcenniejszych świątecznych zdobyczy jest świadomość, że to wszystko, co teraz nas cieszy, zrobiliśmy my i to razem. Katarzyny Platowskiej nie dziwi fakt, że rodzina Renaty nie doceniała ani świąt, ani jej wysiłku. Jeśli nie pozwalała im włożyć wysiłku w przygotowania, nie zdawali sobie sprawy, ile ją to kosztowało. I nie czuli się za święta współodpowiedzialni - byli raczej jak goście w restauracji, oczekujący smacznego posiłku i narzekający na ewentualne niedociągnięcia. Tego ich sama nauczyła. Dlatego nie tylko możemy, ale wręcz powinnyśmy zaangażować całą rodzinę w przedświąteczny wysiłek - nieważne, czy dany członek klanu ma lat pięć czy pięćdziesiąt. Dla każdego znajdzie się coś do zrobienia na miarę jego możliwości.

 

 

Mama, czyli menadżer

 

Patrycja jest świetnie zorganizowana i nie żałuje czasu na układanie planów. Dla niej Boże Narodzenie to nie kwestia drugiej połowy grudnia, ale przynajmniej dwóch miesięcy przygotowań. Prezenty zaczyna kupować jeszcze w październiku, dzięki temu są przemyślane i prawie zawsze trafione. A już na początku listopada siada z notatnikiem, w którym w jednej kolumnie wypisuje, co trzeba zrobić, a w drugiej - kto może się tym zająć i kiedy byłoby najlepiej. Dzięki temu przygotowania do świąt przebiegają bez pośpiechu i napięcia.

 

- To świetny pomysł - chwali psycholog. - Uniknięcie pośpiechu i związanego z nim napięcia jest ważnym bonusem. Stres sprawia, że na światło dzienne wychodzą wszelkie emocjonalne problemy w rodzinie, a to może zepsuć radość świętowania. Jakie są efekty planowania Patrycji? Po pierwsze wszystko, co można zamrozić bez szkody dla zdrowia i smaku, robione jest ze sporym wyprzedzeniem. Dlatego już na początku grudnia zamrażarkę wypełniają pierogi i kapusta z grzybami. Z wyprzedzeniem też robi zakupy i systematycznie realizuje listę sprawunków (orzechy, puszkowane warzywa do sałatek, mak, suszone owoce, miód itp.), dzięki czemu nie trzeba przed świętami biegać po sklepach, stać w gigantycznych kolejkach i dźwigać pełnych siatek.

 

- O wiele trudniejszą i ważniejszą umiejętnością jest inteligentne delegowanie obowiązków, niż wyrabianie się ze wszystkim samemu - podkreśla psycholog. - Dlatego nasze uznanie powinny budzić raczej osoby, które umieją mądrze podzielić się pracą, niż te, które pracują jak mrówki w pojedynkę. Efekty zresztą także osiągają lepsze.

 

 

Nie musi być ciężko i żmudnie

 

Hania umie się dzielić obowiązkami. Co więcej - jej rodzina nie ma nic przeciw temu! Jak jej się to udaje? Po prostu Hania umie sprawić, by wszyscy uważali przygotowania za wspólny wysiłek. Zwołuje walną rodzinną naradę i rzuca hasło „musimy wszystko ustalić" - a potem pyta poszczególnych członków rodziny, które z wypisanych na liście obowiązków chcieliby przejąć. Każdy sam dokonuje wyboru, ma prawo do pewnych modyfikacji (np. czasu czy sposobu wykonania zadania), może też zgłaszać różne propozycje. Całość bardziej przypomina zabawę, niż ciężki i żmudny wysiłek.

 

- Najważniejsze, by robić to z uśmiechem, a każdy powinien mieć prawo „wymiany" jednego obowiązku na inny, równoznaczny w ilości czasu i energii - podkreśla Platowska. - Z reguły wolimy robić to, co lubimy - czyli miłośnik ciast wybierze pieczenie słodkich pyszności, a miłośnik ryb przygotowanie karpia.

 

Pracujmy też w towarzystwie, wtedy praca idzie raźniej, a nam samym jest przyjemnie. Można np. umówić się z przyjaciółmi na „lotną brygadę pierogową" i odwiedzać całą paczką po kolei domy członków brygady, wspólnie lepiąc przy winie pierogi.



Według zasad

 

Jest kilka zasad dobrego rozdzielania obowiązków. Oto one:

 

- Nie czekaj, że ktoś się domyśli, co trzeba zrobić - jasno komunikuj, czego oczekujesz. Choćbyś starała się ze wszystkich sił wyglądać na nieszczęśliwą i zmęczoną, wałkując ciasto na makaron, rodzina nic nie zauważy.

 

- Dawaj jasne instrukcje. Nie sugeruj „czy mógłbyś...", ale precyzuj „bardzo mi pomożesz, jeśli obierzesz te ziemniaki". To się sprawdza zwłaszcza w przypadku mężczyzn, którzy na pytanie „czy możesz to czy tamto" odpowiedzą „mogę" - bo mogą, ale nie ruszą się z miejsca, bo przecież nie o to byli proszeni.

 

- Rozdzielając zadania rób to miło i z uśmiechem. Niech rodzina czuje się zaproszona do wspólnego wysiłku.

 

- Jeśli odpowiedzią na twoją prośbę będzie „zaraz" lub „dobrze, ale nie teraz" zapytaj „a kiedy?". I ustalcie precyzyjny termin, np. jutro z samego rana.

 

- Jeśli nawala ktoś, kto się na coś z tobą umówił, nie rób nic za niego. Raczej idź i miło, choć stanowczo poproś o dotrzymanie obietnicy. Przecież macie umowę.

 

- Chwal wysiłek zaangażowanych. Nawet, jeśli efekty cię nie zachwycają. Lepiej, żeby nastolatek niezbyt dokładnie umył okna i został za to pochwalony, niż miałby usłyszeć „to ma być umyte okno? Chyba żartujesz!". Dlaczego? Bo ważniejsza jest dobra atmosfera, niż idealnie przejrzyste szyby.

 

Autor: Agata Domańska