Stop kłamstwom i co dalej?

Nie ufaj wirtualnym autorytetom, nieistniejącym uniwersytetom i naukowcom, nieprawdziwym zdjęciom i montowanym filmom, „gwarantowanym” efektom i „okazyjnym” cenom – radzi Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki i publikuje przykłady kłamstw i manipulacji w internetowym handlu „lekami”.

Kampania „Stop kłamstwom w internetowym handlu »lekami«” powstała, by piętnować nieuczciwy przekaz reklamowy, który preparatom o niepotwierdzonym składzie udającym leki przypisuje nieosiągalną skuteczność. Stowarzyszenie LTZA zwróciło się do instytucji, które powinny z opisanym procederem walczyć. Zdecydowane kroki podjęły także wydawnictwa patronujące kampanii – „Magazyn Aptekarski”, „Moje Zdrowie” i „Świat Zdrowia”. Z jakim skutkiem?


GIS

Wszystko zaczęło się od maila, który przyszedł na skrzynkę Stowarzyszenia LTZA, a dotyczył tabletek na odchudzanie, które zdaniem producenta są tak skuteczne, że mogą prowadzić nawet do anoreksji! Reklama internetowa udająca wywiad ze specjalistą została zilustrowana szokującym materiałem zdjęciowym przedstawiającym wychudzone sylwetki kobiet.

– Wtedy powiedzieliśmy „stop!”. Przekroczono wszelkie granice dobrego smaku, etyki i rozsądku - wyjaśnia Paweł Bernat, prezes Stowarzyszenia LTZA.


Stowarzyszenie oraz wydawnictwa interweniowały w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. GIS sprawę przekazał do Białegostoku, ponieważ przedsiębiorca sprzedający ten „cudowny” specyfik zarejestrował działalność właśnie na Podlasiu. Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Białymstoku rozpoczął postępowanie administracyjne w sprawie i potwierdził – możemy karać, jeśli stwierdzimy naruszenie przepisów.

Niestety, nie udało się ustalić, kto odpowiada za reklamę, a zatem nie wiadomo, kogo należałoby ukarać. Określono jedynie, że jest to firma łotewska działająca w Warszawie. Strona internetowa reklamująca podobny preparat należy do osoby prywatnej pochodzącej z Moskwy. Z kolei kolejna strona zarejestrowana jest w Malezji. Urząd nie jest w stanie ustalić szczegółów dotyczących konkretnych przedsiębiorców, a to uniemożliwia jakiekolwiek działanie.

Sytuacja jest patowa. „Nie ma możliwości skontrolowania wszystkich stron i ustalenia przedsiębiorców z uwagi na to, że często strony internetowe są zarejestrowane na zagranicznych domenach bez podawania danych osobowych bądź firm” – pisze PPIS w Białymstoku. Właściciel bulwersującej strony zgłasza zastrzeżenia do protokołu PPIS, a postępowanie zostaje przedłużone. Kara zostanie wymierzona po zakończeniu postępowania. Oczywiście, jeżeli będą ku temu podstawy…


UOKiK

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wielokrotnie interweniował w sprawie wprowadzających w błąd reklam telewizyjnych, np. przypisujących działanie lecznicze suplementom diety. Reklama „preparatu dla anorektyczek” to przykład podobny, a nawet bardziej oburzający. Niestety, UOKiK nie jest w stanie podjąć konkretnych działań – czy to dlatego, że opisywana przez Stowarzyszenie LTZA reklama pojawiła się nie w telewizji, a w internecie? Przecież w Polsce mamy aż 28 mln użytkowników internetu, a zatem reklama w sieci jest tak samo groźna (jeśli nie bardziej) jak telewizyjna. UOKiK radzi skierować sprawę do GIS (kolejny raz), Komisji Etyki Reklamy i skontaktować się z hostingodawcą strony.


Od Annasza do Kajfasza

Skierowanie sprawy do Komisji Etyki Reklamy i GIS sugeruje też Izba Handlowa. Rozpoczyna się wędrówka po urzędach…

Kolejnym krokiem jest złożenie skargi konsumenckiej do Komisji Etyki Reklamy. Niestety, „skarga nie mogła zostać rozpatrzona z powodu braku możliwości ustalenia podmiotu odpowiedzialnego za reklamę”. Nie ma winnego, nie ma sprawy.

Bez odzewu pozostaje wiadomość do Federacji Konsumentów. Sprawa trafiła również do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (podmiot odpowiedzialny za reklamę pozyskiwał dane osobowe, jednak kupujący nie miał możliwości wyrażenia zgody na ich przetwarzanie i zapoznania się z zakresem tego procesu). GIODO do zajęcia się sprawą potrzebuje szeregu informacji od zgłaszającego (m.in. o nazwie i siedzibie podmiotu naruszającego prawo), a także wniesienia przez niego opłaty skarbowej. Zgłaszający ma na to 7 dni, jeśli nie zdąży, urząd nie zajmie się sprawą ze względu na braki formalne.


Szum medialny

Kampanię poparli m.in. popularny youtuber AdBuster, znana dietetyk i blogerka Magda Hajkiewicz oraz youtuberki Yolki.med.


Równolegle z działaniami Stowarzyszenia LTZA w wydawnictwach partnerskich pojawiały się artykuły nagłaśniające problem. Na łamach „Magazynu Aptekarskiego”, „Mojego Zdrowia” i „Świata Zdrowia” wypowiadali się m.in. eksperci z GIS i UOKiK.

Dodatkowo „Magazyn Aptekarski” zgłosił problem do Ministerstwa Zdrowia (jakiś czas temu resort zdrowia pracował nad projektem ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. To byłby idealny moment, aby wprowadzić odpowiednie zapisy utrudniające funkcjonowanie internetowym sprzedawcom cudownych specyfików paraleczniczych).


Odpowiedź? „Obecnie Ministerstwo Zdrowia nie prowadzi prac legislacyjnych mających na celu nowelizację Ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz.U. z 2017 r., poz. 149 z późn. zm.) w zakresie regulacji dotyczących suplementów diety”. Dodatkowo Krzysztof Jakubiak, dyrektor Biura Prasy i Promocji w Ministerstwie Zdrowia, potwierdził, że „informacje na temat żywności nie mogą wprowadzać konsumenta w błąd, muszą być rzetelne, jasne i łatwe do zrozumienia oraz nie mogą przypisywać jakiemukolwiek środkowi spożywczemu właściwości zapobiegania chorobom lub leczenia chorób ludzi bądź też odwoływać się do takich właściwości”.

Wnioski? Żadna z instytucji nie okazała się chętna ani właściwa do zajęcia się tą sprawą. Urzędnicy praktycznie nie wykazywali zainteresowania ani troski o zdrowie obywateli. Cały, gwałtownie rozwijający się obszar handlu pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą. Jeśli weźmiemy pod uwagę dynamikę wydatków Polaków na suplementy diety, to w uszczelnianym systemie dbania o zdrowie obywateli mamy dziurę jak w „Titanicu”.

– Dbające o obywateli państwo nie może sobie pozwalać na tolerowanie braku kontroli we wrażliwym obszarze związanym ze zdrowiem – twierdzi Paweł Bernat, prezes Stowarzyszenia Leki Tylko z Apteki. – Niezbędne są szybkie zmiany prawa. Będziemy o to zabiegać i nadal informować opinię publiczną o efektach.


Autor: Redakcja