Śmiech to zdrowie, naprawdę!

Jeśli chcemy być zdrowsi, powinniśmy jak najczęściej śmiać się długo, głośno i beztrosko. To żart? Nie, zalecenia naukowców.

Naukowcami tymi są gelotolodzy, którzy badają właściwości śmiechu i jego wpływ na nasze zdrowie. Nauka zajmująca się tymi zagadnieniami to gelotologia, a terapia śmiechem, bo taka – a jakże! – istnieje, to geloterapia. Jej celem jest przywracanie chorym chęci na powrót do zdrowia oraz ograniczanie chorobowych dolegliwości lub, w przypadku osób zdrowych, profilaktyka zdrowia.


Osoby, które rzadko się uśmiechają, żyją średnio 73 lata, a uśmiechające się często − 80 lat.


Na co śmiech ma wpływ?

Śmiech ma wpływ na funkcjonowanie całego organizmu albo, jak wolą mówić niektórzy, ma pozytywny wpływ zarówno na ciało, jak i duszę: nie tylko zmniejsza poziom stresu, relaksuje i uwalnia endorfiny zwane hormonami szczęścia, ale i wzmacnia system odpornościowy, poprawia krążenie oraz wydolność oddechową (minuta śmiechu daje nam tyle, ile 10 minut biegania), nie mówiąc już o tym, że rozwija inteligencję emocjonalną, sprzyja sprawnej komunikacji, skraca dystans, zjednuje sympatię i jest jak potężny zastrzyk energii.

Jeśli więc ktoś zapytałby: „Po co mi to śmianie się?”, odpowiedzieć by można: „Bo korzyści są ogromne i to na wielu polach”, np.:

  • ze względu na poprawę nastroju bardziej „uśmiechnięte” będzie nasze życie osobiste,
  • dzięki odstresowanemu i dotlenionemu mózgowi zwiększymy efektywność w pracy (poważne naukowe badania dowodzą, że śmiech sprzyja sukcesowi, zmniejszając nieśmiałość, łagodząc lęki i pobudzając kreatywność),
  • dzięki cieplejszym i bardziej otwartym relacjom z innymi zyska nasze życie towarzyskie.

Naukowcy zauważyli też i taką prawidłowość: im częściej się śmiejemy, tym lepiej radzimy sobie w trudnych sytuacjach (odważniej patrzymy w przyszłość i nie obawiamy się przeciwności losu).


Wiek ma znaczenie?

Śmiech ma dobry wpływ na każdego bez względu na wiek, ale… inne pozytywne aspekty śmiechu charakterystyczne są dla młodzieży, a inne dla seniorów. Jest też tzw. część wspólna.

U młodzieży śmiech poprawia zdolności uczenia się, koncentrowania uwagi i zapamiętywania. Zauważalna jest też większa pewność siebie i większa łatwość w publicznych wystąpieniach. Seniorom natomiast śmiech pomaga w leczeniu wielu chorób, w tym depresji, bezsenności, cukrzycy czy nadciśnienia.

U wszystkich − a więc i młodych, i dojrzałych, i tych dojrzałych trochę bardziej − śmiech łagodzi bóle różnego pochodzenia, korzystnie wpływa na system nerwowy, pobudza wydolność układu krwionośnego, wzmacnia system odpornościowy i ogranicza zmęczenie.

Śmiech działa też upiększająco. Na wszystkich. Jakim cudem? Na przykład powodując rozszerzenie naczyń krwionośnych, co wpływa na lepsze odżywienie skóry, nie mówiąc już o dodających uroku kurzych łapkach w kącikach oczu czy uniesionych do góry kącikach ust, które czynią twarz młodszą i pogodniejszą.

Lekarze są też zgodni co do następującej rzeczy: śmiech pomaga chorym na nowotwory, a podatne na jego dobroczynne działanie są zwłaszcza dzieci.


Jak śmiech leczy?

Wybuch spontanicznego śmiechu pobudza pracę kilkunastu mięśni twarzy i ponad stu mięśni ludzkiego ciała. Śmiech jest więc świetnym prozdrowotnym masażem.

Na serce śmiech wpływa pozytywnie, przyspieszając częstotliwość jego skurczów, a pobudzony do pracy układ krążenia sprawniej rozprowadza tlen we krwi do wszystkich tkanek.

Zwielokrotniona ilość tlenu w płucach zwiększa ich pojemność, zmniejsza możliwość wystąpienia zapalenia płuc i infekcji, a także stanów zapalnych stawów, ścięgien i kręgów.

Wzbogacone dodatkową ilością tlenu płuca lepiej pracują i następuje szybszy przepływ krwi w żyłach − rozszerzają się naczynia krwionośne obiegu tętniczego, usprawnia się wymiana gazów oddechowych, zwiększa ukrwienie mózgu, a spowalnia ukrwienie śledziony.

Na zrównoważonej w ten sposób gospodarce hormonalnej, mineralnej i witaminowej zyskuje funkcjonowanie wątroby i nerek oraz przemiana materii. Szybciej opróżnia się pęcherzyk żółciowy, łatwiej regenerują komórki.


Jak śmiech walczy z bólem?

Zdaniem znawców tematu, szczególne znaczenie w blokowaniu odczuwania bólu mają występujące w mózgu człowieka opioidy, w tym endorfiny, które nie tylko nazywane są hormonami szczęścia, ale i naturalnymi substancjami przeciwzapalnymi.

I to właśnie śmiech – przy jednoczesnym hamowaniu produkcji hormonów stresu, w tym kortyzolu i adrenaliny – pobudza produkcję endorfin, które krążąc po całym ciele, łagodzą odczuwanie bólu przeróżnego rodzaju, np. mięśni (korzyść „uboczna” tej nadprodukcji to niższe ciśnienie).


Śmiech skraca czas powrotu do zdrowia w rehabilitacji i rekonwalescencji.


Śmiech zwiększa odporność?

Ważną funkcję w układzie odpornościowym pełnią limfocyty z grupy B i limfocyty T, których głównym zadaniem jest niszczenie wirusów oraz walka z komórkami nowotworowymi, a z pomniejszych np. przyspieszanie gojenia się ran.

Aktywizować limfocyty, a więc powodować ich wzrost, mogą różne czynniki, w tym intensywna dawka śmiechu.

Wyższy poziom limfocytów z grupy B i limfocytów T to zwiększona odporność całego organizmu.


Śmiech eliminuje chroniczne syndromy stresu, zwłaszcza strach.


Kto to wymyślił?

Wykorzystywanie śmiechu jako środka terapeutycznego świat zawdzięcza m.in. angielskiemu lekarzowi Hunterowi „Patchowi” Adamsowi. Powołany przez niego w latach 60. „wesoły szpital” zmienił relację pacjenta z lekarzem. Spora dawka humoru (dr Adams, tak jak klaun, chodził po szpitalu z przyczepioną do nosa czerwoną kulką), okazywane chorym ciepło i serdeczność, nawet jeśli wprost nie skutkowały powrotem do zdrowia, to przyspieszały proces leczenia.

W Polsce ideę „Patcha” Adamsa realizuje Fundacja „Dr Clown”, która powstała w 1999 r. i od tego czasu prowadzi terapię śmiechem w szpitalach dziecięcych. Obecnie fundacja posiada kilkanaście oddziałów w całej Polsce, a jej terapeuci prowadzą zajęcia w ponad 60 szpitalach dziecięcych oraz placówkach specjalnych.

Za jednego z ojców terapii śmiechem uważa się też prof. Normana Cousinsa, który mierzył się m.in. z bolesnym zapaleniem stawów. Podobno Cousins – z wykształcenia prawnik, z zamiłowania dziennikarz – tak bardzo nie akceptował biernego poddawania się chorobie, że latami szukał sposobów dających siłę na walkę z nią. Okazało się, że największą ulgę przynosił mu śmiech i jak najdłuższe pozostawanie w stanie radosnej euforii. „Dokonałem radosnego odkrycia, że dziesięć minut szczerego śmiechu ma działanie znieczulające i daje mi co najmniej dwie godziny snu bez bólu” − pisał.


Śmiejąc się, dotleniamy mózg i pobudzamy do pracy wszystkie narządy.



Gdzie i jak się śmiać?

Zdaniem geloterapeutów nie jest ważne, w jaki sposób się śmiejemy (oczywiście lepiej byłoby, gdyby śmiech był szczery i spontaniczny, a nie wymuszony, sztuczny), ale byśmy robili to jak najczęściej. A robić to możemy wszędzie: w domu, w pracy, na spotkaniu z przyjaciółmi. Gdy będziemy sami lub − pamiętając, że śmiech jest zaraźliwy − w grupie.


„No dobrze, tylko z czego ja mam się śmiać?” – zaraz ktoś zapyta. Dobrym sposobem na wywołanie śmiechu jest np. oglądanie komedii, programów rozrywkowych, kabaretów lub opowiadanie żartów. Warto też, na przykład spacerując po lesie czy idąc ulicą do pracy, uśmiechać się do swoich myśli, przyjemnych wspomnień albo…


Można również zapisać się do klubu śmiechu (a takich jest w Polsce coraz więcej, informacje na ten temat można znaleźć w internecie) lub na profesjonalną grupową sesję terapii śmiechem (organizowane są już w prawie każdym mieście). Jest też coś takiego jak joga śmiechu, czyli spotkania, podczas których wszyscy wykonują ćwiczenia oddechowe i śmieją się na różne sposoby.


To propozycje dla dorosłych, a co dla dzieci? Dla dzieci najlepszą geloterapią są… łaskotki.


Śmiech w liczbach:

  • Minuta śmiechu to tyle, co 45 minut relaksu przy ulubionej muzyce.
  • Śmiech do łez to 20 spalonych kalorii.
  • Radość z dobrego dowcipu jest warta 3 minuty aerobiku.
  • Podczas śmiechu krew dotlenia komórki nawet 5 razy szybciej.
  • Śmiejąc się, nabieramy 3 razy więcej powietrza niż zazwyczaj.



Fot. Pixabay

Autor: Joanna Grzegorzewska