Ślub? Nie, dziękuję

Kiedyś kobiety od dziecka marzyły o białej sukni, marszu Mendelssohna i sakramentalnym „tak” u boku ukochanego. Dzisiaj, coraz częściej, stawiają na wolne związki.

Jeszcze sto lat temu kobiety były uzależnione finansowo od mężczyzn: pracował bardzo niewielki odsetek pań, większość zajmowała się domem i dziećmi. Co więcej, kobieta która musiała na siebie zarobić, spadała w społecznej hierarchii jako ta, która nie umie „sobie poradzić”. Małżeństwo było przez tak długi czas synonimem życiowego sukcesu, że jeszcze 10-15 lat temu niezamężna kobieta koło trzydziestki była często określana pogardliwym mianem „starej panny”


Kobieta pod presją

Czasy się zmieniły. Dzisiejsze kobiety są nie tylko niezależne finansowo, ale i wolne od imperatywu zamążpójścia.
Wciąż marzymy o wielkiej miłości – ale… na naszych warunkach. - Dzisiejsze społeczeństwo niezamężną trzydziestolatkę postrzega inaczej: jeśli jest samotna - jest singlem (często z wyboru). Jeśli ma mężczyznę, z którym nie bierze ślubu - środowisko akceptuje jej wybór - mówi Katarzyna Miller, psycholog, terapeutka.

Zmieniło się też społeczne podejście do przedmałżeńskiego czy pozamałżeńskiego seksu. Kiedyś związane z religią wartości były bardzo silnie zakorzenione, dziś jesteśmy bardziej tolerancyjni. Dzięki wynalezieniu pigułki antykoncepcyjnej i okiełznaniu płodności kobiety, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat rozegrała się prawdziwa rewolucja: społeczeństwo zaakceptowało współżycie bez ślubu, a nawet samotne macierzyństwo. - Dlatego dziś kobieta nie musi ukrywać faktu, że uprawia seks, choć nie jest mężatką. Tym bardziej, że seks ze stałym partnerem uważany jest za rodzaj małżeńskiego współżycia – twierdzi Katarzyna Miller.


Autonomiczna egzystencja

Kobiety wywalczyły sobie prawa wyborcze, prawo do własności (kiedyś wszystko, co posiadała, przechodziło na własność męża), do wychowywania swoich dzieci i prawo do wynagrodzenia, na równi z mężczyznami. Czujemy się bezpieczniejsze i silniejsze, także wtedy, gdy możemy polegać tylko na sobie. Nic więc dziwnego, że zmalała nasza gotowość do kompromisu i skłonność do poświęcania się dla innych. Dawniej kobieta często musiała zapomnieć o sobie, by móc skupić się na pielęgnowaniu rodziny i męża, od którego była zależna. Dziś czasem wolimy zrezygnować ze związku, niż ze swoich poglądów. Rozsądniej jest zamieszkać razem i sprawdzić, czy się dogadujemy zamiast wychodzić od razu za mąż. Jeśli związek się sprawdzi, zawsze można go zalegalizować. Jeśli nie – mówimy sobie „do widzenia” i nasze drogi się rozchodzą. - Czasem zamiast małżeństwa wybieramy konkubinat. Często się też zdarza, że jeśli po latach zdecydujemy się jednak na ślub – kobiety zostawiają sobie własne nazwisko, by zachować swą odrębność, niezależność – mówi Katarzyna Miller.


Późna młodzież

Socjologowie zauważyli także jeszcze jedno zjawisko: coraz później zaczynamy się uważać za „dorosłych”. Ludzie w wieku lat 40 często wciąż myślą o sobie jako o „dojrzałej młodzieży”. Coraz później zaczynamy „poważne” życie - najpierw chcemy skończyć studia, zrobić karierę i się wyszumieć, a dopiero potem myślimy o zakładaniu rodziny.
Mimo to każdy chce mieć tę drugą, bliską osobę, jednak nie każdy czuje potrzebę legalizowania związku, liczy się więź a nie papierek. Inne pary z kolei nie biorą ślubu, by nie „wskoczyć w małżeńskie kapcie”. Ich zdaniem ludzie po ślubie przestają o siebie zabiegać. Katarzyna Miller wyjaśnia: - Oni chcą każdego dnia przeżywać swe uczucie na nowo, codziennie mówić światu i partnerowi „jestem z tobą, ponieważ ciebie wybieram. Nie muszę z tobą być, ale chcę i poświęcając wolność wybieram miłość”

Autor: Hanna Mądra