Różne oblicza padaczki

Kim jest święty Walenty? Patronem zakochanych i... chorych na epilepsję.

Był duchownym, ale miał też wykształcenie medyczne i być może właśnie dlatego jest również patronem chorych na padaczkę. Ich dzień, razem z dniem zakochanych, obchodzony jest 14 lutego.


Przerażający atak

- Najbardziej spektakularna forma padaczek to napad toniczno-kloniczny zwany też z francuska grand mal - mówi Robert Kucharski, neurolog z bydgoskiego Domu Sue Ryder. W tym przypadku funkcje całego mózgu zostają na chwile wyłączone, dochodzi do nagłego upadku i utraty przytomności. Ciało chorego nagle sztywnieje, dochodzi do zatrzymania oddechu, w związku z czym jego twarz czerwienieje, a później sinieje, pojawia się też szczękościsk. Trwa to zwykle chwilę. Potem ciało chorego wiotczeje i zaczyna drgać. Są to rytmiczne drgania wszystkich kończyn z uderzaniem o podłoże.

Objawy te są tak spektakularne, że każdemu ich obserwatorowi wydaje się, że dzieje się coś strasznego. Chory od razu trafia więc do szpitala i jest diagnozowany. W rzeczywistości to tylko jeden z rodzajów padaczki, niekoniecznie najpowszechniejszy, trudno to jednak stwierdzić z całą pewnością, bo wielu z nas przechodzi w życiu pojedynczy napad padaczkowy, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, bo jego objawy zwykle się lekceważy.


„Iskrzenie" mózgu

Padaczka to choroba, do której przypisać można trzy cechy. Pierwszą z nich jest napadowość. To nagłe, niepoprzedzone wcześniejszymi objawami wystąpienie napadu choroby. - Takie schorzenia są domeną neurologii i kardiologii, rzadko dotyczą innych specjalności medycznych - podkreśla doktor Rober Kucharski.

Drugą cechą padaczki jest zjawisko stereotypowości, co oznacza, że objawy choroby - powtarzające się napady - są identyczne lub bardzo podobne.

Trzecia cecha to powtarzalność - jednorazowy napad nie zawsze pozwala na postawienie diagnozy i ustalenie sposobu leczenia, może być też symptomem innej choroby.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź na to pytanie wymaga odrobiny wiedzy o samej chorobie. Otóż padaczka jest chorobą mózgu - z jej objawami mamy do czynienia, gdy pojawiają się nieprawidłowości w jego funkcji elektrycznej, gdy dochodzi do gwałtownych, nadmiernych wyładowań. - Popularnym językiem możemy to nazwać „iskrzeniem" - wyjaśnia doktor Robert Kucharski. - Może być jedno lub wiele ognisk tego „iskrzenia", nazywamy je ogniskami padaczkorodnymi. Takie ognisko to jakieś uszkodzenie, powstałe na przykład w przebiegu takich chorób jak udar, wylew, guz czy uraz mózgu. Ogniska takie mogą jednak powstawać również w czasie rozwoju człowieka.


Wiele rodzajów

Owo iskrzenie może ograniczać się do jednego obszaru mózgu. Mamy wówczas do czynienia z napadami ogniskowymi, jak opisane niżej padaczki związane z objawami z poszczególnych płatów mózgu. Jest to padaczka ogniskowa. Niekiedy iskrzenie zaczyna się w jednym płacie i objawia się w sposób charakterystyczny a później rozprzestrzenia się na cały mózg. Dochodzi do uogólnienia napadu, czyli utraty przytomności, niekiedy upadku, czasem drgawek całego ciała. Jest to padaczka wtórnie uogólniona.

Iskrzące ognisko może też od razu rozprzestrzenić zaburzenia elektryczne na cały mózg i wówczas pacjent od razu traci przytomność, upada i pojawiają się drgawki jak w opisanych powyżej napadach grand mal. Takie padaczki nazywamy pierwotnie uogólnionymi.


W którym płacie

Gdy mamy do czynienia z ogniskiem „iskrzącym" w sposób ograniczony do jednego obszaru, objawy choroby zależą od tego, w jakim płacie jest ono zlokalizowane. Jeśli w płacie czołowym, napad ogranicza się do układu ruchu. Zwykle zaczyna się od drgania kącika ust lub dłoni, potem objawy te rozprzestrzeniają się na tę połowę ciała, po której wystąpiły pierwsze symptomy - jest to tzw. marsz jacksonowski.

Jeśli ognisko zlokalizowane jest w płacie ciemieniowym, zaburzone zostaje czucie. Pojawić się może znieczulica albo wręcz przeciwne objawy: drętwienia, mrowienia, palenia. I te symptomy mogą się rozprzestrzeniać na połowę ciała. Ognisko padaczkorodne może mieścić się też w płacie skroniowym, wtedy zaburzona zostaje sfera emocjonalna, świadomość. - Dochodzi do chwilowej utraty świadomości, którą inni określają jako wyłączenie, chwilową nieobecność - opisuje doktor Robert Kucharski. - W tym czasie u chorego mogą pojawić się nietypowe dla sytuacji zachowania, jak niekontrolowane ruchy wargami, czyli mlaskanie, cmokanie, ruchy języka, skubanie ubrania, zacieranie rąk. Gdy ognisko chorobowe powstało w płacie potylicznym, skutkiem napadu są zaburzenia wzroku, pojawia się błysk, mroczki, rozprzestrzeniające się na część lub całe pole widzenia.


Chorych nie można zliczyć

Objawy te mogą wystąpić raz w ciągu naszego życia, być tak krótkie i mieć tak słabe nasilenie, że przejdziemy nad nimi do porządku, lekceważąc je i natychmiast o nich zapominając. - To właśnie jest przyczyna, z powodu której nie da się oszacować liczby osób z padaczką - podkreśla doktor Robert Kucharski. - Wiemy bowiem tylko o tych, którzy mieli spektakularne objawy i zgłosili się z nimi do lekarza. Drobne incydenty zwykle nie budzą zaniepokojenia u chorych i ich bliskich. U części osób mogą też istnieć ogniska padaczkorodne, ale nie dochodzi do napadów choroby, bo nic nie wyzwala „iskrzenia", o którym już wspominałem. Nie robi się żadnych badań przesiewowych w tym kierunku, jak to ma miejsce w cukrzycy, nadciśnieniu czy raku szyjki macicy. W przypadku padaczki profilaktyka wymagałaby szczegółowej rozmowy z neurologiem, po której nastąpiłoby trwające dobę badanie EEG, by ujawnić nieprawidłowości w funkcjonowaniu mózgu, jakieś odstępstwa w rozprzestrzenianiu się fal mózgowych. Można przypuszczać, że u wielu z nas można by coś wykryć w czasie tak szczegółowych i długotrwałych badań.


Atak to stan zagrożenia

Bezwzględnie jednak warto zareagować na nawet błahe, ale nietypowe symptomy: chwilowe wyłączenie się, dziwne objawy ze strony narządów ruchu czy wzroku. Dlaczego to ważne? Dlatego, że jeśli czynność ogniska padaczkorodnego nie zostanie zatrzymana lub choć wyhamowana, „iskrzenie" może powodować powstawanie kolejnych ognisk, które zlokalizowane będą już w innych okolicach mózgu, a to oznacza, że napady nie będą się już ograniczać do jednego obrazu. - Takie zjawisko wieloogniskowego uszkodzenia mózgu występuje u osób długo nieleczących padaczki lub źle leczonych - tłumaczy doktor Robert Kucharski. - Choć zdarza się też, że chory od początku, czy to wskutek urazu, czy jakieś choroby mózgu, ma wiele ognisk padaczkorodnych. Poza tym napad może zdarzyć się w okolicznościach, które stanowią zagrożenie dla pacjenta, np.: na schodach, podczas prowadzenia samochodu, w wannie, podczas spożywania posiłku. Może to doprowadzić do poważnych konsekwencji. To dlatego każdy pierwszorazowy napad powinien być diagnozowany i traktowany jako potencjalny stan zagrożenia.


Wyeliminować bodziec

Czy za diagnozą pójdzie też decyzja o włączeniu leków? To bardzo indywidualna sprawa. - Nie chodzi przecież o antybiotyk, który trzeba zażywać systematycznie przez 7 dni, ale o długotrwałe leczenie, którego nie można potem ot tak przerwać - podkreśla doktor Kucharski. - Dlatego pacjentowi, u którego doszło do napadu padaczkowego, nie zawsze zapisuje się leki.

Po farmaceutyki nie sięga się od razu, m.in. w tych przypadkach, gdy napad wywoływany jest przez określony, zewnętrzny czynnik. To może być migocące światło słoneczne, gdy jedziemy wzdłuż szpaleru drzew lub dyskotekowe stroboskopy czy kule, dające podobny efekt. Napad wywołać może też długotrwała bezsenność, oglądanie telewizji w ciemnym pomieszczeniu i duża dawka alkoholu. Napad jest odruchową reakcją na taki nieprzyjazny dla organizmu bodziec, wystarczy więc wykluczyć to, co nam szkodzi, by jednocześnie wyeliminować napady. - Można więc jeździć samochodem w okularach przeciwsłonecznych, nie chodzić na dyskoteki z migocącym światłem, telewizję oglądać w oświetlonym pokoju - podpowiada doktor Robert Kucharski. - Należy też ograniczyć spożywanie alkoholu.


Alkohol - osobny problem

Padaczka poalkoholowa to osobny problem, bo dotyczy również osób pijących nałogowo. Z jednej strony bowiem alkohol predysponuje do napadów padaczki, z drugiej uszkadza centralny układ nerwowy. Podczas gdy leczenie padaczki u innych osób jest dziś na wysokim poziomie, bo mamy nowoczesne leki, specjalne przychodnie lekarskie i dobrą diagnostykę w postaci wielu metod badania czynności elektrycznej mózgu (badania EEG, EEG całodobowe, wideo EEG), to w przypadku alkoholików sytuacja jest znacznie trudniejsza. Bo jak leczyć chorobę, której napady wywołuje sam chory, pijąc alkohol?

Leczenie wymaga też systematyczności w przyjmowaniu leków. Co więcej, leki podawane w padaczce wchodzą w interakcję z alkoholem, mogą więc stanowić zagrożenie dla chorego. - Rozpoczęcie leczenia farmakologicznego u osób uzależnionych od alkoholu jest więc problematyczne, założenie jest takie, że się go nie wdraża, choć każdy przypadek rozważa się oczywiście indywidualnie - podkreśla doktor Robert Kucharski. - Co innego bowiem, jeśli ktoś pije ciągle, co innego, jeśli wpada w ciąg raz na trzy lata.


Ciąża tylko planowana

Jeszcze inne problemy pojawiają się w leczeniu choroby u kobiet w ciąży. Przede wszystkim taka ciąża musi być zaplanowana, skonsultowana z lekarzem, by kobieta mogła z odpowiednim wyprzedzeniem rozpocząć przyjmowanie kwasu foliowego, zapobiegającego wadom wrodzonym układu nerwowego dziecka. Chora planująca ciążę powinna też zdawać sobie sprawę z tego, że leki tzw. pierwszego rzutu, czyli w pierwszej kolejności włączane w leczeniu padaczki (refundowane), mogą być toksyczne dla dziecka, nie może ich więc brać w ciąży - musi przestawić się na nowocześniejsze leki, refundowane tylko w padaczce lekoopornej (gdy pierwsze leki nie opanowały występowania napadów).

Wyjściem nie jest natomiast całkowite odstawienie farmaceutyków, zagraża to nasileniem napadów, poronieniem lub niedotlenieniem dziecka.

Autor: Małgorzata Grosman