Rodzice pytają, pediatra odpowiada

Kolki, zaparcia, stulejka, trzydniówka to problemy, z jakimi najczęściej borykają się rodzice maluchów. Często nie wiedzą, jak sobie z nimi radzić, choć wszyscy wokoło mają na nie swoje „niezawodne” sposoby. O pomoc najlepiej poprosić specjalistę, szczególnie takiego, który sam jest rodzicem. Z lek. med. Dagmarą Chmurzyńską-Rutkowską, autorką bloga Mama Pediatra, rozmawia Anna Komorowska

Kolki, zaparcia, stulejka, trzydniówka to problemy, z jakimi najczęściej borykają się rodzice maluchów. Często nie wiedzą, jak sobie z nimi radzić, choć wszyscy wokoło mają na nie swoje „niezawodne” sposoby. O pomoc najlepiej poprosić specjalistę, szczególnie takiego, który sam jest rodzicem. Z lek. med. Dagmarą Chmurzyńską-Rutkowską, autorką bloga Mama Pediatra, rozmawia Anna Komorowska

Z jakimi pytaniami rodziców najczęściej się pani spotyka?

W gabinecie lekarskim są to zazwyczaj pytania dotyczące samej infekcji lub wzmacniania odporności dziecka. Od razu powiem, że nie zalecam żadnych cudownych specyfików „na odporność”, bo one po prostu nie mają udowodnionego działania. Poza tym nie jestem zwolenniczką ładowania w dziecko witamin bez opamiętania. Witamina D i kwasy DHA – proszę bardzo – ich podawanie jest uzasadnione. Jednak kiedy słyszę o „żelkach na odporność” czy „syropach na wzmocnienie”, to załamuję ręce, bo ilość zawartych w nich substancji pomocniczych przekracza zdrowy rozsądek. To przede wszystkim cukier, a nie witaminy. Nic nie zapewni dziecku lepszej odporności niż zdrowa i zbilansowana dieta oraz regularna aktywność fizyczna. Dodatkowo z racji tego, że prowadzę bloga, odpowiadam na sporo pytań dotyczących tematów kontrowersyjnych. Jakoś tak się złożyło, że dużo artykułów na mojej stronie porusza problem szczepień. Pewnie dlatego wiele pytań dotyczy właśnie profilaktyki chorób zakaźnych.




Tematem rzeką jest np. kolka. Każda mama, babcia czy sąsiadka ma na nią swoje sposoby. A co radzi specjalista?

Kolka to napad płaczu niemowlęcia, którego nie daje się ukoić. Pojawia się zwykle w godzinach popołudniowych, wieczornych i najczęściej występuje u dziecka w wieku pomiędzy trzecim tygodniem a piątym miesiącem życia. Krzyk kolkowy trwa trzy lub więcej godzin w ciągu doby (łącznie) i występuje minimum trzy razy w tygodniu. Oprócz krzyku pojawia się zaczerwienienie twarzy, podkurczanie nóżek i wzdęcie brzucha. Jako przyczynę kolki wymienia się w różnych publikacjach: niedojrzałość przewodu pokarmowego, nietolerancję laktozy, alergię, nadmierne gromadzenie się gazów w jelitach.


Najważniejsze to zachować spokój. Czasami wydaje się to wręcz niemożliwe, a zmęczenie młodej mamy nie ułatwia sprawy, zwłaszcza gdy nie znamy przyczyny kolki. Warto spróbować kilku różnych metod walki z kolką niemowlęcą. Są to masaże brzuszka, relaksująca kąpiel, otulanie niemowlaka, chustonoszenie, biały szum (jednostajne dźwięki, które wydają sprzęty domowe, np. suszarka do włosów lub odkurzacz), probiotyki o udowodnionym działaniu, okłady na brzuszek z wyprasowanych pieluszek tetrowych, jazda samochodem, rurki odgazowujące, a także zapobiegające wzdęciom krople. Odradzam natomiast wprowadzanie herbatek czy drastyczne zmiany diety u mamy karmiącej.


Pamiętam, że gdy karmiłam syna piersią, to wystrzegałam się kapusty, grochu i fasoli, bo bałam się, że będzie miał kolki. I rzeczywiście nie miał. Teraz nie wiem, czy to dzięki mojej restrykcyjnej diecie, bo moje sąsiadki twierdzą, że karmiąc piersią, jadły wszystko i ich dzieciom nic nie było… Czy dieta mamy ma jakieś znaczenie?


Dieta mamy karmiącej nie istnieje. Kapusta czy groch nie przenikają do mleka mamy. Mleko powstaje z krwi. Mama karmiąca ma jeść zdrowe produkty i dbać o siebie. Zalecenia ekspertów nie mówią nawet o eliminacji alergenów.

Dzieci z alergią na białko mleka czy inne produkty to niewielki ułamek procenta. Zdarza się, że mama zauważa jakiś niepokój u dziecka np. po zjedzeniu kupionych zimą truskawek. Nie ma takich cudów, żeby one urosły karmione miłością i tlenem. Wiadomo, że zostały poddane jakimś zabiegom, żeby nie tylko urosły, ale i przetrwały transport. Dlatego zwracajmy uwagę, by unikać wszystkiego, co wysoko przetworzone, niesezonowe. Ale to zasada dla ogółu populacji, a nie tylko dla mam karmiących.




Kolejnym problemem jest przechowywanie odciągniętego mleka. Jakie są zasady?

Po odciągnięciu mleko powinno być przechowywane w temperaturze pokojowej do 4 godzin. W lodówce, ale nie na drzwiach, tylko na półce, może stać dłużej, nawet 96 godzin. Mleko można również zamrozić i w zależności od temperatury w zamrażarce przechowywać nawet kilka tygodni czy miesięcy, maksymalnie do pół roku, jeśli temperatura w zamrażarce wynosi ‒20°C.


Rodzice często nie wiedzą, jak radzić sobie z zaparciami u dzieci. Proszę coś podpowiedzieć.

Najczęstszą przyczyną zaparć u dzieci jest niewłaściwa dieta. Nie mówię tutaj o najmłodszych niemowlętach karmionych wyłącznie mlekiem, bo w tej grupie zaparcia to rzadkość. Jeśli problemy pojawiają się w trakcie wprowadzania nowych produktów, to może być to oznaka, że trzeba wprowadzić do diety większe ilości wody lub częściej proponować pierś do popicia. Zapotrzebowanie na płyny u dziecka o masie ciała 10 kg wynosi 1000 ml, a u dziecka o masie ciała 20 kg – 1,5 l. Jeśli dziecko wypija odpowiednie ilości płynów, to trzeba zwrócić uwagę na jakość produktów, które mu podajemy. Przede wszystkim należy zadbać o odpowiednią ilość warzyw i owoców. Unikajmy wzdymających produktów i wysokosłodzonych przetworów, np. konfitur. Odstawmy czekoladę, serki homogenizowane, fast foody, ciężkie kremy, ciasta, słodzone bułeczki, tłuste mięsa. Postawmy na produkty przygotowywane na parze, na pieczywo pełnoziarniste, otręby, pestki słonecznika. Drugim ważnym aspektem jest aktywność fizyczna. Regularna! Podawać leki powinno się dopiero wtedy, gdy nie udaje się wyregulować wypróżnień za pomocą diety i aktywności.


Rozdrażnienie, niechęć do jedzenia, gorączka, wymioty, nadmierne ślinienie to objawy, które często przypisujemy ząbkowaniu. Czy słusznie?

Nie każde dziecko, które się ślini i wkłada rączki do buzi, zaczyna ząbkować. Dziecko, które ma 3-4 miesiące, poznaje w ten sposób świat i jest to zachowanie zupełnie normalne. Natomiast jeśli wkładaniu rączek do buzi i ślinieniu towarzyszy marudzenie, rozpulchnienie dziąseł, ich zaczerwienienie, to może to być objaw ząbkowania.

W związku z miejscową bolesnością może pojawić się niechęć do jedzenia.

Ponadto dziecko może mieć luźniejsze stolce, katar, może się łapać za ucho, chociaż ten objaw zwykle pojawia się przy wyrzynaniu się zębów trzonowych. Może też gorzej sypiać, a nawet gorączkować. W przypadku takich objawów warto jednak najpierw wykluczyć wszelkie inne przyczyny. Nie są to bowiem dolegliwości związane z samym ząbkowaniem, a jedynie mu towarzyszące. Pamiętajmy, że kiedy dziecko wkłada wszystko do buzi, to jest również bardziej narażone na drobne infekcje wirusowe, a w związku z brakiem apetytu zmienia się konsystencja kupki.


Czy możemy jakoś pomóc ząbkującemu dziecku?

Oczywiście. Jest całe mnóstwo produktów, które mogą przynieść ulgę maluszkowi. Gryzaki wypełnione wodą, włożone do lodówki (nie do zamrażarki!) mają zmniejszać ból i obrzęk dziąseł. Niekiedy jako gryzaki sprawdzają się również zabawki, które pierwotnie tej funkcji spełniać nie miały. U moich córek furorę zrobił gumowy zając, a właściwie jego uszy. (śmiech) Mogą pomóc też leki zawierające rumianek, szkarłatkę, rzewień, które można kupić w aptece. Wadą tych preparatów jest ich cena, a skuteczność bywa różna… Warto zwrócić uwagę na żele, które zawierają lidokainę. Ma ona działanie znieczulające, ale efekt jest niestety krótkotrwały. Poza tym przy nasilonych objawach ząbkowania dopuszcza się stosowanie leków przeciwbólowych. O ile w ciągu dnia jesteśmy w stanie jakoś odwrócić uwagę rozdrażnionego malca noszeniem na rękach, zabawą i wygłupami, to w nocy jest już gorzej i ząbkowanie bardziej daje się we znaki. Na wypadek takich sytuacji warto mieć w apteczce leki przeciwbólowe – paracetamol lub ibuprofen. Należy jednak zachować rozsądek i pamiętać, że ząbkowanie nie trwa wiecznie.


Co to jest stulejka i kiedy mamy z nią do czynienia?

Napletek to część narządów płciowych. U chłopców pokrywa żołądź prącia oraz ujście zewnętrzne cewki moczowej i wyznacza granicę między skórą a błoną śluzową. Napletek powstaje w tym samym czasie co żołądź prącia i rowek zażołędny i w większości przypadków dochodzi do przyklejania się napletka (jest wspólny nabłonek dla żołędzi i napletka) i powstawania stulejki fizjologicznej. Przyklejanie się napletka i stulejka fizjologiczna to – jak sama nazwa wskazuje – fizjologia, a nie problem. Niemal każdy noworodek płci męskiej ma stulejkę fizjologiczną. U takich maluchów skóra jest bardzo delikatna, podobnie jak skóra twarzy. Nie oznacza to jednak, że nie wolno jej dotykać. Myjemy siusiaka podobnie jak resztę ciała. Nie odciągamy na siłę, po prostu obmywamy i delikatnie osuszamy ręcznikiem.


A gdy chłopiec rośnie?

W miarę jak dziecko rośnie, dochodzi do stopniowego odklejania się napletka i ustępowania stulejki. Odklejaniu sprzyjają m.in. gromadząca się pod napletkiem mastka i występujące już od pierwszych dni życia wzwody. Po okresie noworodkowym konieczna jest pielęgnacja higieniczna tej okolicy. Tak jak należy myć niemowlaka za uszami, tak również należy myć napletek i delikatnie go odciągać – codziennie, podczas kąpieli, nie dalej niż do pierwszego oporu. Pamiętajmy przy tym, że skóra napletka jest bardzo delikatna. Nie wolno robić nic na siłę, bo może dojść do pęknięcia skóry i powstania stulejki patologicznej. Chodzi tu tylko i wyłącznie o umycie i usunięcie resztek moczu i mastki. Higiena jest niezmiernie ważna, gdyż gromadzący się pod napletkiem brud może doprowadzić do stanu zapalnego. W ciągu pierwszych pięciu lat życia chłopca powinno dojść do ustąpienia stulejki bez stosowania jakichkolwiek mazideł i kremów. Sprzyja temu codzienna pielęgnacja podczas kąpieli i 90 proc. chłopców po piątym roku życia stulejki już nie ma. U pozostałych postępowanie jest indywidualne. Można zalecić dodatkowe preparaty stosowane miejscowo. Tutaj jednak zawsze konieczna jest ocena lekarska i ewentualna konsultacja urologiczna. Jedynie niewielki odsetek chłopców, którzy trafiają do chirurga, wymaga jakiejkolwiek interwencji z jego strony.



Trzydniówka to jeszcze jeden problem, który spędza sen z powiek rodzicom maluchów. Jakie są jej objawy i co robić, gdy się pojawi?

Trzydniówka, czyli choroba szósta lub rumień nagły, to choroba zakaźna wywoływana przez wirusy Herpes. W 90 proc. przypadków choroba występuje w pierwszych dwóch latach życia dziecka. Daje odporność, więc teoretycznie powinna wystąpić tylko raz. Podobny przebieg może jednak wywoływać inny wirus, a całość obrazu może wyglądać podobnie. Gorączka to pierwszy i często jedyny objaw choroby, który rodzic zgłasza. Rzadko towarzyszą jej jakieś objawy ze strony układu oddechowego (katar) czy pokarmowego (biegunka). Ale gorączka jest wysoka – do 40°C, przez co dziecko źle się czuje, jest marudne i martwi rodzica. W przypadku takiej wysokiej gorączki warto skonsultować się z lekarzem. Sprawdzi w badaniu lekarskim, czy nie ma innych odchyleń od normy. W 3.-4. dniu choroby (niekiedy w 5.-6.) dochodzi do spadku gorączki i pojawia się na ciele wysypka drobnoplamista. Ta wysypka oznacza koniec choroby. Leczenie trzydniówki to przede wszystkim podawanie leków przeciwgorączkowych i nawadnianie. Żadne antybiotyki czy inne syropki nic tutaj nie pomogą.


Dagmara Chmurzyńska-Rutkowska jest lekarzem w trakcie specjalizacji z pediatrii. W internecie od 2015 roku prowadzi blog Mama Pediatra poświęcony tematyce zdrowia najmłodszych. Prywatnie jest zakochaną żoną i mamą trzech córeczek.


Więcej informacji na:

mamapediatra.pl

Facebook: https://www.facebook.com/mamapediatrablog

Instagram: https://www.instagram.com/mamapediatra_blog/


Fot. mamapediatra.pl

Autor: Anna Komorowska