Rafał Bryndal: Wygrałem walkę z trądzikiem różowatym

Z Rafałem Bryndalem, dziennikarzem radiowym, autorem tekstów i satyrykiem, o jego wieloletnich zmaganiach z trądzikiem różowatym, chwilowych zwycięstwach i klęskach oraz ostatecznej wygranej rozmawia Iwonna Widzyńska-Gołacka.

Kiedy pojawiły się u pana pierwsze objawy trądziku różowatego?

Rafał Bryndal: Och, to było bardzo dawno temu, chyba w liceum. Zauważyłem zaczerwienienie skóry, trądzik młodzieńczy na nosie, wypryski i podobne zmiany na czole i brodzie. Kilka osób w klasie miało takie same objawy, więc się specjalnie nie zmartwiłem. Poszedłem do lekarza, który przepisał mi antybiotyk. Nie było poprawy. Pewnie było w tym sporo mojej winy, bo oczekiwałem szybkich efektów, a gdy się nie pojawiły, zrezygnowałem z leczenia. Pochodzę z rodziny lekarskiej, a mimo to nikt nie umiał mi pomóc.


A później? W czasie studiów? Jak wyglądało pana życie z trądzikiem?

No cóż, zauważono, że najważniejszą cechą mojego wyglądu jest duży, czerwony nos. Dlatego nazywano mnie Brzydal Bryndal. Nadal odwiedzałem różnych lekarzy, ale tak jak wcześniej, nie miałem dość silnej woli, by wytrwać do końca kuracji. A może to kuracja była mało skuteczna? Dziś nie wiem, jak było naprawdę. W każdym razie objawy nie mijały, wręcz przeciwnie ‒ nasilały się, a mój nos w miarę miesięcy i lat rósł i wyglądał coraz gorzej.


Czy objawy trądziku miały wpływ na to, jak traktowali pana koledzy z pracy, znajomi, a także obce osoby?

To nie jest łatwe, wyglądać jak Cyrano de Bergerac. Sam jako pierwszy obśmiewałem swój nos, aby uprzedzić szyderstwa czy niemiłe aluzje. Duży, czerwony nos kojarzy się większości osób z alkoholikiem. Żartowałem ze swojego wyglądu i śmiechem broniłem się przed ludzkimi opiniami. Cały czas nosiłem taką maskę, aby nikt nie mógł mnie zranić swoim komentarzem. Niestety, niektórzy ludzie, nie wiedząc, że prawdziwą przyczyną moich problemów jest trądzik różowaty, odsuwali się ode mnie i to sprawiało mi wielką przykrość. Niektórzy tracili do mnie zaufanie. Właściciel takiego nosa jest jednoznacznie oceniany jako pijak, ladaco, ktoś gorszy. Czasem więc maska nie wystarczała i śmiech też jakoś zamierał mi na ustach. Pamiętam, jak kiedyś małe dziecko w autobusie powiedziało na cały głos: „Mamo, zobacz, jaki ten pan ma wielki nos”. To było okropne.


Czy były jakieś okresy, kiedy objawy choroby się wyciszały?

Rzeczywiście, w 1989 roku wyjechałem do Kanady i po niezbyt długim czasie choroba jakby przycichła, objawy nie nasilały się, a wręcz wycofywały. Nie wiem, co było tego przyczyną. Zmiana klimatu, jedzenia, otoczenia? Cokolwiek to było, bardzo mnie to ucieszyło. Kiedy w 1995 roku wróciłem do Polski, choroba znów zaatakowała.


Ale widzimy, że ma pan bardzo zgrabny, nieduży nos. Zupełnie niepodobny do tego, jaki był wcześniej. Jak się to panu udało? Jak się pan wyleczył?

To przypadek, choć wiem, że nie ma przypadków. Mój przyjaciel poznał mnie ze swoim przyjacielem, który zrządzeniem losu był lekarzem. Nazywa się Łukasz Preibisz i to on namówił mnie na kolejną kurację. Dał mi nadzieję, że tym razem się uda. Jego zaangażowanie, wytrwałość w zachęcaniu mnie do leczenia przekonały mnie, aby jeszcze raz spróbować. Powiedział mi, co planuje zrobić, jakie będą zabiegi. Uprzedził jednak, że przy tak zaawansowanej chorobie nie może zagwarantować dobrego rezultatu. Ale się zdecydowałem, ponieważ potraktował mnie szczególnie serdecznie, uczciwie i dlatego poczułem, że może mi pomóc.


Dziś chyba łatwiej obcować panu z ludźmi?

To był wielki moment w moim życiu. Kiedy zobaczyłem mój nowy nos, wreszcie poczułem się szczęśliwy! Dodało mi to energii do kolejnej zmiany i na diecie pudełkowej schudłem 20 kilogramów. Zasugerował mi to lekarz, mówiąc, że w moim wieku trzeba pomóc sercu, kręgosłupowi, stawom i całemu organizmowi, aby nie musiał zmagać się z nadmiernym ciężarem. Moja rodzina wiedziała o tych zabiegach, ponieważ na bieżąco zdawałem im relacje. Sporo osób z mojego otoczenia uważa jednak, że poddałem się operacji plastycznej, tak bardzo poprawił się mój wygląd. Inni z kolei gratulują mi, że mimo takich problemów z wyglądem nie poddałem się i pracowałem.


Wystąpił pan w telewizji i opowiedział o chorobie i leczeniu. Jak zareagowali widzowie?

Ach, dostałem wtedy setki wiadomości od ludzi z Polski i zagranicy, którzy pytali mnie, co mają zrobić ze swoim trądzikiem. A przecież nie jestem lekarzem. Mówiłem im, że to efekt leczenia, namawiałem do wizyty u specjalisty. Nadal zdarza się, że obce osoby zaczepiają mnie na ulicy i proszą o wskazówki, jak leczyć trądzik różowaty. Dlatego zgodziłem się zostać ambasadorem kampanii „Róż się do lekarza”.

Czytaj też: Trądzik różowaty – choroba ciała i duszy



Aby ułatwić pacjentom dostęp do informacji oraz przełamać barierę wstydu, w ramach kampanii „Róż się do lekarza” stworzyliśmy specjalny test „Sprawdź, czy to nie trądzik różowaty”, pozwalający w kilku prostych krokach ocenić, jakie jest ryzyko, że chorujesz na trądzik różowaty. Test można wykonać na stronie kampanii Róż się do lekarza. Warto jednak pamiętać, że test nie zastępuje wizyty u specjalisty - mówi Kalina Gierblińska, prezes Instytutu Komunikacji Zdrowotnej.

Autor: Iwonna Widzyńska-Gołacka