Przytulamy się

Psychologowie alarmują: za mało przytulamy nasze dzieci! Jedną z najczęstszych metod okazywana miłości jest dziś dawanie prezentów. Ale czy nawet najbardziej obdarowywane dziecko czuje się kochane? Rozmowa z Nataszą Zyznowską, pedagogiem.

Z Nataszą Zyznowską, pedagogiem rozmawia Agata Domańska.

Czy obsypywane prezentami dziecko czuje się kochane?


Przez materialne rzeczy nie można tak naprawdę okazać miłości. Zresztą badania potwierdzają, że o wiele lepiej rozwijają się dzieci, którym miłość była okazywana przez przytulanie, głaskanie, fizyczny, czuły kontakt - niż przez prezenty, choćby nawet bardzo drogie. Dziecko, któremu zamiast czułości kupowano wszystko, co było w markecie, w przyszłości samo nie będzie umiało okazywać uczucia. Ludzie, oceniający innych po wyglądzie czy marce posiadanego samochodu to produkt uboczny „kochania przez prezenty".


Dlaczego maluchowi potrzeba czułość?


Do tego, by teraz się czuł pewny siebie i nie bał się świata. Ale też, by umiał później, w dorosłym życiu, okazywać czułość swojemu partnerowi i dzieciom. Chowane „na zimno" dzieci mają z tym ogromny problem jako dorośli, bo „chłodny chów" bywa przekazywany jak emocjonalna sztafeta z pokolenia na pokolenie. I nawet, jeśli znając wagę czułości staramy się ją jednak okazać swoim dzieciom, trafiamy na nieznany nam teren i usztywniamy się - i ani rodzic, ani dziecko nie mają z tego takiej satysfakcji, jaką mogliby mieć. Ale czułość to jeszcze za mało, żeby maluch czuł się kochany.


A co jest jeszcze konieczne?


Poczucie bezpieczeństwa, poczucie że jest się zrozumianym, poczucie, że jest się szanowanym, że ma się prawo do swojego zdania, emocji, przeżyć, interpretacji świata. Dla małego dziecka miłość jest pojęciem abstrakcyjnym. Maluch musi widzieć i czuć nasze zaangażowanie - a że od niemowlęctwa przywykł do okazywana miłości delikatnym dotykiem, chłonie go jak gąbka. Ale nie tylko ta jedna metoda jest potrzebna, trzeba łączyć wiele metod okazywana zrozumienia i szacunku.


Szacunku? To małemu dziecku trzeba okazywać szacunek?


Koniecznie! Każdy ma prawo do szacunku, nieważne, czy ma pięć, czy pięćdziesiąt lat.


Ale jak to zrobić?


Słuchając, co dziecko ma do powiedzenia - zamiast kwitować „jesteś taki mały, co ty możesz wiedzieć". Okazując zrozumienie dla jego uczuć - zamiast mówić mu „nie smuć się, bo nie masz powodu". Kiedy dziecko jest smutne, swój powód ma, nawet jeśli my go nie widzimy czy nie rozumiemy albo z naszego punktu widzenia jest błahy - smutek dziecka jest równie prawdziwy jak smutek dorosłego. Dlatego nie tłumaczmy dziecku, że nie ma powodu do smutku czy strachu, ale raczej pokażmy mu, że je rozumiemy i że postaramy się mu pomóc, wspierać je, pozwolimy się mu wypłakać, wysłuchamy i pocieszymy.


Ktoś powiedział, że każdy z nas potrzebuje przynajmniej dziewięciu uścisków o nieseksualnym charakterze każdego dna.


Dziecko dobrze jest przytulać codziennie, ale nie ma recepty, ile razy trzeba to robić, żeby było w sam raz. Nie dajmy się zwariować i nie zaczynajmy zaraz rano po przebudzeniu planować „gdzie, kiedy i jak długo będę dziś przytulać swoje dziecko". Najważniejsze, żeby maluch czuł się kochany. Głaskany, przytulany, prowadzony za rączkę, całowany powinien być wtedy, kiedy i on, i mama mają na to ochotę.


Mam pomysł: może wykorzystać pobudki i porę zasypiania na czułości?


Jak najbardziej! W ogóle powinniśmy nasze dzieci budzić łagodnie. Nie „wstawaj Majka, bo się spóźnisz do przedszkola", tylko przyjść parę minut wcześniej, położyć się obok dziecka i obudzić je głaszcząc i całując; zapytać, co się maluchowi śniło i czego się spodziewa od nadchodzącego dnia.


A może w weekendy wprowadzić zwyczaj zapraszania dzieci do łóżka i wielkiego wspólnego porannego przytulania całą rodziną?


Z takim pomysłem polemizowałabym. Rodzice to dorośli ludzie, którzy potrzebują też chwili dla siebie i czasem właśnie w weekendy mają ochotę w dorosły sposób „pocelebrować" poranek. Sypialnia rodziców powinna mieć status „bezpiecznej przestrzeni" dla pary dorosłych: oni mają być w na tyle komfortowej sytuacji, by - kiedy chcą się pocałować i popieścić - nie musieć czuć bez przerwy zagrożenia, że zaraz wmaszeruje dziecko. Dzieci muszą znać reguły, np. że kiedy drzwi sypialni rodziców są zamknięte, to mama i tata chcą dłużej pospać - sami. Ale jak są otwarte - zawsze może przyjść do łóżka i się do rodziców przytulić.


Ale dziecko czasem nie chce się przytulać...


... i wtedy go do tego nie zmuszamy. To samo z całowaniem, braniem na kolana czy karmieniem na siłę, kiedy nie chce jeść. Jeśli nasz maluch zjadł już dziś trzy posiłki, to czwarty możemy mu spokojnie odpuścić - albo pozwolić się pobawić, pobiegać i poczekać, aż sam zgłodnieje.


Najtrudniej jest z dziećmi, które mają po 10 i więcej lat - przytulenie na ulicy to dla nich wstyd...


O tak, nie daj Boże koledzy zobaczą i wyjdą na maminsynków! Zwłaszcza chłopcom „pocą się dłonie" i nie chcą chodzić z mamą za rękę. Tak to już jest. Ale nawet takie większe dzieci lubią być przytulane - tyle, że nic na siłę. Dziecko samo przyjdzie się przytulić, kiedy poczuje potrzebę. Możemy wprowadzać też gry i zabawy, oparte na czułości.


Na przykład jakie?


Na przykład zabawę w „liczenie żeberek": dziecko bierzemy na kolana i liczymy mu żeberka, podczas gdy ono się radośnie wije. Albo zabawę w „uwolnij się": przytrzymujemy dziecko na kolanach w mocnym uścisku, a dziecko robi wszystko, żeby się wyrwać z naszych objęć. W tę zabawę bardzo chętnie bawią się nawet 12-14-latkowie, bo to dla nich doskonały pretekst na bliski kontakt fizyczny bez potrzeby otwartego przyznania, że potrzebują czułości. Możemy też wprowadzić „niedźwiedzi zwyczaj" - zawsze przed wyjściem z domu ustawimy się w rządku i każdy robi z mamą „niedźwiedzia" - czyli szybko i mocno ją obejmuje. Niedźwiadki mogą być różne - raz bardziej, raz mniej miłosne, bo misie też mają prawo do swoich humorków...


Fizyczny kontakt nie zawsze musi być dosłowny.


Możemy się np. umówić, że kiedy dziecko ma zły nastrój, to nam ten fakt melduje - a my je wtedy przytulamy na pociechę. Tylko się proszę nie zdziwić, jak dziecko nagle zacznie meldować zły nastrój kilka razy dziennie... Czułość można okazywać też zwykłym zainteresowaniem. Możemy zrobić sobie „tablicę humorów", na której będzie czekało kilka wyciętych z gazet lub narysowanych z dzieckiem buziek - a każda ilustrująca inny nastrój. Dziecko nie mus wtedy nam mówić, że jest smutne - wystarczy, jak podejdzie do tablicy i na jej środku przyklei buźkę, ilustrującą jego aktualny humor. Znam chłopca, który nie lubił czułości, ale potrzebował kontaktu z tatą. I wymyśliliśmy, że tata nie dawał mu buziaków, ale głowaki - synek i tatuś dotykali się głowami. Najważniejsze jest danie dziecku uwagi, zaangażowania - siebie. Nawet wspólne obieranie ziemniaków czy podlewanie kwiatków na działce może być formą okazywania zainteresowania i czułości. To nas nasze dzieci potrzebują najbardziej.

Autor: Agata Domańska