Przerywanie ciszy

Czasem marzymy tylko o tym, by zapadła cisza: telefon przestał dzwonić, dzieci krzyczeć, a szefowa narzekać. Ale życie bez dźwięków wcale nie jest wybawieniem.

Głuchota i niedosłuch to dziś prawdziwy problem. Choć kojarzy nam się ze starością, to dotyka również najmłodszych. Szacuje się, że aż 20-30 proc. dzieci słyszy nieprawidłowo, w tym jedno na tysiąc rodzi się głuche, a troje, czworo cierpi na wymagający leczenia niedosłuch znacznego stopnia.


Ważny jest czas

Zdarza się, że dziecko rodzi się głuche lub z poważnym niedosłuchem.
- Jeśli takie dziecko nie otrzyma pomocy, będzie człowiekiem głuchoniemym, porozumiewającym się wyłącznie za pomocą języka migowego - podkreśla dr n. med. Jerzy Mierzwiński, ordynator oddziału otolaryngologii Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy. Niezwykle ważny jest więc czas rozpoczęcia leczenia. Jeśli choroba zostanie rozpoznana wcześnie, tj. do drugiego roku życia i dziecko zaopatrzymy w aparat lub implant słuchowy, umożliwi to prawidłowy rozwój jego mowy. Jeśli diagnoza będzie postawiona pomiędzy 2 a 6 rokiem życia, mowa będzie już prawdopodobnie niewyraźna, natomiast jeśli zareagujemy dopiero w wieku 6-7 lat, dziecko nigdy nie nauczy się dobrze mówić.

Wystąpienie ubytku słuchu u dziecka może też prowadzić do zahamowania jego rozwoju intelektualnego. Straconego czasu nie można więc odrobić.
- Większość niedosłuchów ma związek z zaburzeniem przewodzenia dźwięku i te przeważnie jesteśmy w stanie wyleczyć chirurgicznie - wyjaśnia dr Jerzy Mierzwiński. - Większy problem jest wtedy, gdy uszkodzone są komórki słuchowe w ślimaku. Tu z pomocą przychodzą aparaty słuchowe. W przypadku gdy aparat nie pomaga, stosujemy implanty słuchowe - urządzenia, które wymagają interwencji chirurgicznej, by przekazać dźwięk do ślimaka, nerwu słuchowego czy bezpośrednio do ośrodków w mózgu.

Istnieją trzy rodzaje implantów słuchowych: zakotwiczone w kość, ślimakowe oraz pniowe.


„Jaki byłem głuchy..."

W bydgoskim szpitalu pod koniec ubiegłego roku rozpoczęto wszczepianie chorym dzieciom implantów ślimakowych. W pierwszych zabiegach uczestniczył prof. Andrew Fishman, światowej sławy chirurg, który założył kilkaset takich implantów.
Pierwszymi pacjentami poddanymi takim zabiegom w Bydgoszczy były nastolatki. Dwunastoletni chłopiec tracił słuch stopniowo. Mimo choroby, wybitnie zdolny, doskonale radził sobie w zwykłej szkole, nie był więc przekonany do potrzeby wykonania zabiegu. Decyzję podjął po testach słuchowych - dzięki nim okazało się, że nie mogąc czytać z ust, nie rozumie nawet 10 proc. wypowiadanych słów. Po założeniu implantu i kilkumiesięcznej rehabilitacji rozumie ponad 80 proc. trudnych testów słownych. - Pewnego dnia zużyła mu się w szkole bateria zasilająca implant. Wrócił do domu i powiedział: „Mamo, teraz dopiero widzę, jaki byłem głuchy" - opowiada dr Jerzy Mierzwiński.
Drugi przypadek był zupełnie inny. Czternastolatka straciła całkowicie słuch w ciągu kilku dni wskutek zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Trzy miesiące w świecie ciszy wpędziły ją w depresję. - Po założeniu implantu odżyła. Słucha muzyki, chodzi do kina i można z nią swobodnie rozmawiać bez kontaktu wzrokowego - cieszy się dr Jerzy Mierzwiński.


Rodzice muszą współpracować

Najmniejszy pacjent miał 11 miesięcy - cierpiał na głuchotę wrodzoną, genetyczną. U innego maleństwa, 18-miesięcznego, założono od razu dwa implanty w czasie jednego zabiegu. Dziecko to przebyło zapalenie opon mózgowych i były tu wskazania do tzw. implantacji bilateralnej.

Dzieci, u których zdiagnozowano znaczny stopień niedosłuchu, otrzymują aparaty słuchowe. Lekarze obserwują ich dalszy rozwój społeczny i rozwój mowy. Jeśli dziecko nie rozwija mowy pomimo minimum półrocznego korzystania z aparatów, wówczas rozważane jest zastosowanie implantu słuchowego. Decyzja zapada na podstawie wielospecjalistycznych badań, w których biorą udział m.in.: audiolog, neurolog, psycholog, surdologopeda, radiolog (oceniający struktury ucha), okulista, otochirurg.
Co ważne, przed zakwalifikowaniem do zabiegu, psycholog ocenie nie tylko dziecko, ale i jego rodziców pod kątem przyszłej współpracy, która musi być dobra.


Długa rehabilitacja

Sama operacja trwa niedługo, 2 -4 godziny, ale jest trudna. Pacjent pozostaje po niej około dwóch dni w szpitalu, po tygodniu musi jednak do niego wrócić na usunięcie szwów. Po miesiącu znowu odwiedza szpital, tym razem dokonywane jest pierwsze podłączenie implantu i jego nastrojenie. W przypadku dorosłego pacjenta lub większego dziecka ustawienie implantu jest prostsze, bo pacjent sam powie, czy dźwięk jest za głośny lub za cichy. Z małymi dziećmi jest trudniej. Lekarze pilnie obserwują więc reakcje dzieci. - To dla nich często pierwszy kontakt ze światem dźwięku. Jedne maluchy, zdziwione, przestają się bawić, inne płaczą - mówi dr Jerzy Mierzwiński. - U starszych także bywa różnie, czasem pacjent od razu po podłączeniu zaczyna powtarzać wyraz, czasem musi nauczyć się nowych dźwięków od nowa i rehabilitacja trwa wiele miesięcy. Nawet u osób, które już umiały mówić, rehabilitacja zwykle jest niezbędna.


Pomoc

- Do tej pory założyliśmy 10 implantów ślimakowych i 35 implantów zakotwiczonych BAHA - mówi dr Jerzy Mierzwiński. - Zakwalifikowanych do implantów ślimakowych mamy następnych pięcioro dzieci z regionu. Dodam, że są to urządzenia niezwykle drogie. Implant zakotwiczony to koszt rzędu 30 tys. zł, a ślimakowy - 100 tys. zł. Na szczęście, w całości refunduje je Narodowy Fundusz Zdrowia. Nasz regionalny fundusz pomógł nam też w przygotowaniach i kampanii medialnej dotyczącej leczenia niedosłuchu u dzieci. Pomoc w otwarciu programu uzyskaliśmy również z Urzędu Marszałkowskiego, który zakupił nam najnowocześniejszy, bardzo drogi sprzęt audiologiczny i chirurgiczny.

Dzięki temu Bydgoszcz dołączyła do grupy ośrodków medycznych, w których wykonuje się takie zabiegi. Dziś jest ich osiem - w tym roku program implantów rozpoczęto także w Łodzi, dzieci operuje się jednak tylko w trzech: Warszawie, Poznaniu i Bydgoszczy. Dla porównania w Niemczech jest ponad 50 ośrodków, gdzie stosuje się implanty ślimakowe.

Ubytek słuchu wyrażamy w decybelach. Za lekki uważamy ubytek 20-40 dB, umiarkowany jest w granicach 40-70 dB, znaczny to ubytek 70-90 dB, a głęboki (głuchota) powyżej 90 dB.

Autor: Małgorzata Grosman