Polaków grzechy przeciwko zdrowiu

Nie trzeba nam katastrof ekologicznych ani groźnych epidemii – sami świetnie radzimy sobie z rujnowaniem własnego zdrowia. Każdego dnia miliony Polaków popełniają poważne błędy, szkodząc wyłącznie sobie samym – i robią to z premedytacją, znając możliwe konsekwencje swojego zachowania.

Lepiej zapobiegać niż leczyć – teoretycznie wie o tym każdy pacjent, jednak w praktyce wygląda to inaczej. Badania diagnostyczne nie są priorytetem dla przeciętnego Polaka. Według statystyk co trzeci z nas wykonuje je rzadziej niż raz na rok, a co dziesiąty nie bada się wcale. Nieco lepszą frekwencję i dbałość o dotrzymywanie terminów badań profilaktycznych można zaobserwować u kobiet, natomiast mężczyźni są specjalistami w odkładaniu wizyt lekarskich „na później”.

Co więc sprawia, że unikamy badań profilaktycznych? Ankiety wskazują, że – paradoksalnie – dominuje strach przed złym wynikiem i diagnozą, z którą boimy się zmierzyć.


Strach przed wiertłem


Polacy niechętnie odwiedzają gabinety stomatologiczne. Przyczyną jest m.in. lęk przed dentystą, który ma nawet swoją fachową nazwę: odontofobia lub dentofobia.


Byle co na talerzu


Zabiegani, zagonieni, pochłonięci pracą, dziećmi i obowiązkami, popełniamy wszystkie możliwe błędy żywieniowe. Nasze codzienne zwyczaje to nocny koszmar dietetyka – a my w ten sposób żywimy się całymi latami, często ignorując sygnały ostrzegawcze, które wysyła nam organizm. Podstawą diety statystycznego Polaka jest, niestety, białe pieczywo (często z marketu, praktycznie bez żadnej wartości odżywczej), którym zapychamy się rano i wieczorem. Pieczywo razowe, pełnoziarniste nie jest tak smaczne i tanie jak chrupiące pszenne bułeczki, dlatego wciąż cieszy się dużo mniejszym powodzeniem. Spożywamy też bardzo mało warzyw.


Odchudzanie czy wyniszczanie?


Odchudzamy się często i chętnie, tyle że w sposób nieprzemyślany i z mizernym skutkiem. Niemal każdy Polak przynajmniej raz w życiu spróbował jakiejś diety, z czego 26 proc. w ciągu ostatniego roku. Zazwyczaj była to dieta eliminacyjna zaczerpnięta z kolorowego pisma, internetowego forum lub polecona przez znajomych, rzadko skonsultowana z lekarzem, a jeszcze rzadziej z dietetykiem. Popularne w Polsce metody odchudzania to m.in. dieta cukrzycowa (ograniczająca spożycie węglowodanów), dieta beztłuszczowa, dieta bezglutenowa, dieta białkowa dr. Dukana, dieta dr Dąbrowskiej (warzywno-owocowa), dieta Atkinsa (niskowęglowodanowa), dieta kapuściana (oczyszczająca). Żadna z nich nie powinna być stosowana na własną rękę, zwłaszcza przez osoby mające problemy ze zdrowiem (np. dieta Dukana jest zabroniona u osób z problemami nefrologicznymi). Niewskazane są też niekontrolowane przez lekarza głodówki, które mogą przynieść więcej strat niż pożytku (a po chwilowym efekcie „wow”, wynikającym głównie z utraty wody, organizm szybko nadrabia zaległości).


Według raportów OBOP ponad połowa Polaków nie uprawia sportu i nie korzysta z żadnych form aktywności fizycznej.

Na kanapie siedzi leń


Według raportów OBOP ponad połowa Polaków nie uprawia sportu i nie korzysta z żadnych form aktywności fizycznej. Zaledwie co dziesiąty z nas codziennie jeździ na rowerze, biega, pływa lub wykonuje inne ćwiczenia. Najwięcej – bo aż 75 proc. – deklaruje, że chodzi na spacery, jednak robi to zbyt rzadko, aby mogły one przynieść wymierne korzyści. Lubimy za to oglądać telewizję, coraz częściej spędzamy cały wolny czas przed komputerem.


Niemal każdy Polak przynajmniej raz w życiu spróbował jakiejś diety, z czego 26 proc. w ciągu ostatniego roku.


Tabletki jak cukierki


Pod tym względem jesteśmy rekordzistami Europy – Polacy łykają rocznie około 2 mld tabletek przeciwbólowych, z czego zaledwie 8 proc. z zalecenia lekarza. Zamiast traktować ból jako objaw choroby, którą warto zdiagnozować i zacząć leczyć, tłumimy go łatwo dostępnym ibuprofenem, paracetamolem czy aspiryną. Co gorsza, aż 6 proc. naszych rodaków przyznaje, że sięga po tabletkę, jeszcze zanim poczuje ból – ot, na wszelki wypadek, „profilaktycznie”.


CZYTAJ WIĘCEJ W MAGAZYNIE "ŚWIAT ZDROWIA" W ARTYKULE "JAK SOBIE SZKODZIMY"



Dr Google nie kłamie?


Kłamie i to jak najęty – a my wciąż uparcie zadajemy mu miliony pytań o nasze zdrowie. Internet pełen jest opisów najprzeróżniejszych chorób oraz wypowiedzi osób skarżących się na wszelkie możliwe dolegliwości. Każdy z nas bez trudu znajdzie tam odpowiedź na pytanie, co mu dolega. Kłuje nas w oku i co jakiś czas pobolewa głowa? Zamiast odwiedzić okulistę, szybko „googlamy” objawy i dowiadujemy się, że z pewnością cierpimy na chłoniaka zagałkowego. Rozpacz, histeria, żegnanie się z rodziną. Cóż, że Dr Google znany jest z tego, że potrafi u mężczyzny rozpoznać ciążę – ludzkość ufa mu jak nikomu innemu, bo jest darmowy, działa błyskawicznie i nie ocenia nas, gdy „wykryje” rzeżączkę czy kiłę.


Aaa, kotki dwa...


Coraz częściej mamy problemy ze snem, śpimy za krótko, budzimy się zmęczeni i niezregenerowani. Powodów może być wiele – stresująca praca, kłopoty osobiste, ale też nieleczona depresja czy niewykryte niedobory melatoniny. Brak snu wpływa na nas destrukcyjnie, zaburzając wszystkie procesy zachodzące w organizmie, potęgując stresy, które przeżywamy, zaniżając nasze możliwości intelektualne i rujnując nasze życie osobiste.


W pogoni za... stresem?


Osoby mające podwyższony poziom kortyzolu częściej chorują na nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, osteoporozę, cierpią na zaburzenia neuropsychologiczne i psychiczne.

Jasne, że za pieniędzmi i osiągnięciami, ale oprócz nich z pracy przynosimy do domu również stres – trzymający za gardło strach, że coś pójdzie nie tak. Stres krótkotrwały, chwilowy przynosi wiele korzyści (np. odczuwany wówczas skok adrenaliny mobilizuje do działania i ułatwia koncentrację), ale stres przewlekły – a to z nim mają do czynienia np. ofiary mobbingu w miejscu pracy – ma destrukcyjny wpływ na nasze zdrowie.






Autor: Kamila Śnieżek