Od świtu do zdrowia

Porozmawiajmy o tym, jak radzić sobie z chandrą i przemęczeniem i o niechęci do... żółtego sera i flaków. 

Rozmowa z Pauliną Chylewską, prezenterką i dziennikarką.

 

 

Niedawno, bo dosłownie kilka miesięcy temu po raz drugi zostałaś matką. Portale plotkarskie rozpisywały się wtedy na temat twojego błyskawicznego powrotu do pracy. Nie potrafiłaś usiedzieć w domu?

 

Nie wróciłam aż tak szybko, jak donosiły portale. Poza tym pracę raz w tygodniu przez cztery godziny plus kilka godzin wcześniej - wieczorami przy komputerze - trudno nazwać „powrotem do pracy". Na razie prowadzę „Kawę czy herbatę", ale zapowiadam powrót pełną parą.

Twój mąż po powrocie z pracy ma w domu prawdziwy babiniec - trzy damy - czy czasem go to nie przerasta?

Chyba zawsze... zwłaszcza, że druga córka miała być synem. Marcin ma jednak poczucie, że najgorsze przed nim. Wyobraź sobie, Lena ma 19 lat, Nina 15 i jeszcze ja... do łazienki nie dopcha się na pewno.

Starsza córka Lena ma to szczęście, że nie będzie jedynaczką, jak przyjęła wieść o tym, że będzie mieć siostrę? Oswoiła się z nową sytuacją?

Tak naprawdę lepiej niż się spodziewaliśmy. Od początku bardzo się cieszyła, że będzie miała rodzeństwo i od początku chciała siostrę - więc ona (w odróżnieniu od mojego męża) trafiła w 10. Gdy Nina była już na świecie, szybko ją zaakceptowała i widać, że jest z siostry bardzo dumna. Czasem daje nam do zrozumienia, że jest trochę zazdrosna - zwłaszcza o naszą uwagę i czas.

Rodzeństwo, pod warunkiem że je mamy, niezwykle istotnie wpływa na nasz portret emocjonalny. Czy ty sama byłaś jedynaczką, czy masz rodzeństwo?

Mam o cztery lata młodszego brata, który jest raczej moim przeciwieństwem. Może o tym świadczyć choćby fakt, że w życiu zawodowym zajmuje się finansami.

Opowiedz o swoim wzorcu kobiety z lat młodości, czy była nim matka, może babka?

Zawsze podziwiałam moją mamę, bo od kiedy pamiętam, zawsze była i jest niezwykle elegancką kobietą. Umalowana, uczesana, świetnie ubrana itp. Ja do dziś najchętniej biegam w jeansach i T-shircie, na co moja mama nie może patrzeć, więc mimo podziwu - poszłam nieco inną drogą.

Praca prezentera telewizyjnego wymaga między innymi tak zwanego bycia w formie, dobrej sylwetki. Po porodzie to wcale nie jest takie proste, ty natomiast zawsze byłaś bardzo szczupła, czy to zasługa jakiejś specjalnej diety „a la Paulina Chylewska".

Wiem, że niewielu w to uwierzy, ale nigdy nie stosowałam żadnej diety. Mam po prostu świetne geny - wystarczy spojrzeć na moich rodziców czy dziadków. Poza tym stres - którego w życiu nie tylko telewizyjnym nie brakuje - mnie dosłownie „zżera".

Opowiedz proszę trochę o kulinarnej stronie twojego życia, jaką kuchnię preferujesz?

Lubię jeść! Właściwie wszystko - poza czerniną, kiszonymi ogórkami, żółtym serem, flakami i golonką. Kuchnia włoska jest jednak moją ulubioną - za dobry makaron z jeszcze lepszym sosem dam się pokroić. Lubię też - zwłaszcza podróżując - eksperymentować i próbować nowych smaków. Uczę tego moją córkę: „Najpierw spróbuj, potem powiesz, że nie chcesz lub nie lubisz".

Czy sama często pojawiasz się w kuchni, żeby poświęcać się kulinarnym wyzwaniom?

Lubię jeść - jak wspominałam - i... nie lubię gotować. Potrafię w kuchni całkiem sporo zrobić, ale po prostu nie sprawia mi to wielkiej przyjemności. Na szczęście mój mąż jest genialnym kucharzem i w naszym domu to głównie on dba o nasze podniebienia.

Co to znaczy twoim zdaniem „zdrowa kuchnia"?

Zabrzmi to bardzo mądrze - ale tzw. dobrze zbilansowana. Sama lubię, gdy w diecie w ciągu całego dnia pojawiają się i mięso, i ryby, i warzywa, i owoce, i nawet słodycze - w rozsądnej ilości. Nie wyobrażam sobie obiadu bez surówki, a kanapki bez pomidora, papryki czy ogórka. Na stole w jadalni zawsze stoi miska z owocami, a w lodówce soki. To jest dla mnie zdrowa dieta.

Popisowe danie Pauliny Chylewskiej?

Podobno robię znakomitą zupę pomidorową i chińszczyznę.

Jeśli akurat przypadkiem zdarzy ci się czas wolny, to czy jakoś szczelnie go wypełniasz, czy pozostajesz tym faktem tak zaskoczona, że nie wiesz, co tym fantem począć?

Od kiedy mam dzieci, naprawdę nie wiem, co to czas wolny... Ale jeśli już się zdarzy, to rzadko planuję. Najczęściej kino, książka, rolki, ewentualnie maraton z ulubionym serialem („Dr House" albo „Gotowe na wszystko") - tak po prostu.

Czas wolny w końcu jednak musi nadejść - choćby wakacje. Jakoś specjalnie je planujecie, tzn. z dużym wyprzedzeniem, czy raczej są to spontaniczne decyzje?

To chyba jedyna rzecz w naszym życiu zaplanowana z baaaaardzo dużym wyprzedzeniem. Zawsze około sylwestra wiemy, gdzie, kiedy i z kim pojedziemy na wakacje. To wynika tylko z jednego - jeśli nie zaplanujemy tego wcześniej, to nie uda nam się zgrać terminów. A tak - załatwione, zapłacone, nie ma odwrotu.

Porozmawiajmy jeszcze o tej raczej przyjemnej kwestii wolnego czasu. Święta. Wyjeżdżacie gdzieś, odwiedzacie rodziców, które święta są twoimi ulubionymi?

Kocham Boże Narodzenie. Atmosfera - nawet ta coraz bardziej skomercjalizowana - zawsze mnie rozczula. Poza tym uwielbiam dawać prezenty - więc uśmiech na twarzach, gdy odpakowywane są paczki przyniesione przez Gwiazdora (tak, tak, ja pochodzę z Bydgoszczy) - bezcenne. Poza tym wszystkie święta spędzamy w rodzinnej Bydgoszczy, to jedna z nie tak wielu okazji w roku do spotkania z rodziną.

Czas wolny, niestety, zawsze się kończy. Prezenterka, a szczególnie ta pracująca w telewizji śniadaniowej, musi wstawać przed świtem, dobrze wyglądać i jeszcze być w pełni przytomna. To wymaga formy i... końskiego zdrowia, jakoś specjalnie dbasz o siebie, że udaje ci się tak rano wstać?

Szczerze mówiąc myślałam, że się kiedyś do tego rannego wstawania przyzwyczaję, ale to chyba niemożliwe. Łatwo nie jest, ale cóż... Staram się dzień przed programem w miarę wcześnie położyć (ok. 22.00), rano wypijam kawę, a na podpuchnięte oczy kładę kostki lodu. Na ogół pomaga. Poza tym mistrzowie make-upu i fryzjerzy potrafią zdziałać cuda, więc punkt 6.00 możemy wyglądać jak ludzie. Mimo pobudki o 4.00.

Chcesz powiedzieć, że wystarczą kostki lodu i make-up, żeby od 6 rano tryskać energią, która ma budzić widzów... Wiadomo, że na nasze samopoczucie zbawienny wpływ ma sport. Jakie zajmuje miejsce w twoim życiu?

Bardzo ważne. Mój mąż jest dziennikarzem sportowym, więc dla niego wypoczynek zawsze musi być aktywny. Basen, rolki, zimą narty - tak wygląda prawie każda nasza wolna wspólna chwila. Lena - mimo że ma dopiero 4 lata już samodzielnie pływa, ale pierwszy raz na basenie była, gdy miała 4 miesiące i od tamtej pory regularnie odwiedza pływalnię.

Twoja recepta na udany związek partnerski?

Warto rozmawiać... zawsze, w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. A poza tym dobrze się z mężem także przyjaźnić.

Czy w ogóle macie z mężem jeszcze czas na to, żeby wyskoczyć do kina czy na kolację tylko we dwoje?

Ostatnio nie tak wiele, ale staramy się, by od czasu do czasu mieć choć trochę czasu tylko dla siebie.

W zdecydowanej większości rozmawialiśmy o rzeczach przyjemnych, a co kiedy jest mniej kolorowo? Czy Paulina Chylewska ma jakiś swój specjalny sposób na chandrę, czy może w ogóle jej nie miewa?

Miewa, miewa... ale wtedy sposób jest właściwie tylko jeden - sen. Wszystkie stresy i złe emocje muszę odespać. Albo - to jest drugi - kocyk, gorąca herbata z odrobiną rumu i książka. Pomaga zawsze!

 

 

Rozmowa z Pauliną Chylewską, prezenterką i dziennikarką.

 

 

Niedawno, bo dosłownie kilka miesięcy temu po raz drugi zostałaś matką. Portale plotkarskie rozpisywały się wtedy na temat twojego błyskawicznego powrotu do pracy. Nie potrafiłaś usiedzieć w domu?

 

Nie wróciłam aż tak szybko, jak donosiły portale. Poza tym pracę raz w tygodniu przez cztery godziny plus kilka godzin wcześniej - wieczorami przy komputerze - trudno nazwać „powrotem do pracy". Na razie prowadzę „Kawę czy herbatę", ale zapowiadam powrót pełną parą.

 

 

Twój mąż po powrocie z pracy ma w domu prawdziwy babiniec - trzy damy - czy czasem go to nie przerasta?

 

Chyba zawsze... zwłaszcza, że druga córka miała być synem. Marcin ma jednak poczucie, że najgorsze przed nim. Wyobraź sobie, Lena ma 19 lat, Nina 15 i jeszcze ja... do łazienki nie dopcha się na pewno.

 

 

Starsza córka Lena ma to szczęście, że nie będzie jedynaczką, jak przyjęła wieść o tym, że będzie mieć siostrę? Oswoiła się z nową sytuacją?

 

Tak naprawdę lepiej niż się spodziewaliśmy. Od początku bardzo się cieszyła, że będzie miała rodzeństwo i od początku chciała siostrę - więc ona (w odróżnieniu od mojego męża) trafiła w 10. Gdy Nina była już na świecie, szybko ją zaakceptowała i widać, że jest z siostry bardzo dumna. Czasem daje nam do zrozumienia, że jest trochę zazdrosna - zwłaszcza o naszą uwagę i czas.

 

 

Rodzeństwo, pod warunkiem że je mamy, niezwykle istotnie wpływa na nasz portret emocjonalny. Czy ty sama byłaś jedynaczką, czy masz rodzeństwo?

 

Mam o cztery lata młodszego brata, który jest raczej moim przeciwieństwem. Może o tym świadczyć choćby fakt, że w życiu zawodowym zajmuje się finansami.

 

 

Opowiedz o swoim wzorcu kobiety z lat młodości, czy była nim matka, może babka?

 

Zawsze podziwiałam moją mamę, bo od kiedy pamiętam, zawsze była i jest niezwykle elegancką kobietą. Umalowana, uczesana, świetnie ubrana itp. Ja do dziś najchętniej biegam w jeansach i T-shircie, na co moja mama nie może patrzeć, więc mimo podziwu - poszłam nieco inną drogą.

 

 

Praca prezentera telewizyjnego wymaga między innymi tak zwanego bycia w formie, dobrej sylwetki. Po porodzie to wcale nie jest takie proste, ty natomiast zawsze byłaś bardzo szczupła, czy to zasługa jakiejś specjalnej diety „a la Paulina Chylewska".

 

Wiem, że niewielu w to uwierzy, ale nigdy nie stosowałam żadnej diety. Mam po prostu świetne geny - wystarczy spojrzeć na moich rodziców czy dziadków. Poza tym stres - którego w życiu nie tylko telewizyjnym nie brakuje - mnie dosłownie „zżera".

 

 

Opowiedz proszę trochę o kulinarnej stronie twojego życia, jaką kuchnię preferujesz?

 

Lubię jeść! Właściwie wszystko - poza czerniną, kiszonymi ogórkami, żółtym serem, flakami i golonką. Kuchnia włoska jest jednak moją ulubioną - za dobry makaron z jeszcze lepszym sosem dam się pokroić. Lubię też - zwłaszcza podróżując - eksperymentować i próbować nowych smaków. Uczę tego moją córkę: „Najpierw spróbuj, potem powiesz, że nie chcesz lub nie lubisz".

 

 


Czy sama często pojawiasz się w kuchni, żeby poświęcać się kulinarnym wyzwaniom?

 

Lubię jeść - jak wspominałam - i... nie lubię gotować. Potrafię w kuchni całkiem sporo zrobić, ale po prostu nie sprawia mi to wielkiej przyjemności. Na szczęście mój mąż jest genialnym kucharzem i w naszym domu to głównie on dba o nasze podniebienia.

 

 

Co to znaczy twoim zdaniem „zdrowa kuchnia"?

 

Zabrzmi to bardzo mądrze - ale tzw. dobrze zbilansowana. Sama lubię, gdy w diecie w ciągu całego dnia pojawiają się i mięso, i ryby, i warzywa, i owoce, i nawet słodycze - w rozsądnej ilości. Nie wyobrażam sobie obiadu bez surówki, a kanapki bez pomidora, papryki czy ogórka. Na stole w jadalni zawsze stoi miska z owocami, a w lodówce soki. To jest dla mnie zdrowa dieta.

 

 

Popisowe danie Pauliny Chylewskiej?

 

Podobno robię znakomitą zupę pomidorową i chińszczyznę.

 

 

Jeśli akurat przypadkiem zdarzy ci się czas wolny, to czy jakoś szczelnie go wypełniasz, czy pozostajesz tym faktem tak zaskoczona, że nie wiesz, co tym fantem począć?

 

Od kiedy mam dzieci, naprawdę nie wiem, co to czas wolny... Ale jeśli już się zdarzy, to rzadko planuję. Najczęściej kino, książka, rolki, ewentualnie maraton z ulubionym serialem („Dr House" albo „Gotowe na wszystko") - tak po prostu.

 

 

Czas wolny w końcu jednak musi nadejść - choćby wakacje. Jakoś specjalnie je planujecie, tzn. z dużym wyprzedzeniem, czy raczej są to spontaniczne decyzje?

 

To chyba jedyna rzecz w naszym życiu zaplanowana z baaaaardzo dużym wyprzedzeniem. Zawsze około sylwestra wiemy, gdzie, kiedy i z kim pojedziemy na wakacje. To wynika tylko z jednego - jeśli nie zaplanujemy tego wcześniej, to nie uda nam się zgrać terminów. A tak - załatwione, zapłacone, nie ma odwrotu.

 

 

Porozmawiajmy jeszcze o tej raczej przyjemnej kwestii wolnego czasu. Święta. Wyjeżdżacie gdzieś, odwiedzacie rodziców, które święta są twoimi ulubionymi?

 

Kocham Boże Narodzenie. Atmosfera - nawet ta coraz bardziej skomercjalizowana - zawsze mnie rozczula. Poza tym uwielbiam dawać prezenty - więc uśmiech na twarzach, gdy odpakowywane są paczki przyniesione przez Gwiazdora (tak, tak, ja pochodzę z Bydgoszczy) - bezcenne. Poza tym wszystkie święta spędzamy w rodzinnej Bydgoszczy, to jedna z nie tak wielu okazji w roku do spotkania z rodziną.

 

 

Czas wolny, niestety, zawsze się kończy. Prezenterka, a szczególnie ta pracująca w telewizji śniadaniowej, musi wstawać przed świtem, dobrze wyglądać i jeszcze być w pełni przytomna. To wymaga formy i... końskiego zdrowia, jakoś specjalnie dbasz o siebie, że udaje ci się tak rano wstać?

 

Szczerze mówiąc myślałam, że się kiedyś do tego rannego wstawania przyzwyczaję, ale to chyba niemożliwe. Łatwo nie jest, ale cóż... Staram się dzień przed programem w miarę wcześnie położyć (ok. 22.00), rano wypijam kawę, a na podpuchnięte oczy kładę kostki lodu. Na ogół pomaga. Poza tym mistrzowie make-upu i fryzjerzy potrafią zdziałać cuda, więc punkt 6.00 możemy wyglądać jak ludzie. Mimo pobudki o 4.00.

 

 

Chcesz powiedzieć, że wystarczą kostki lodu i make-up, żeby od 6 rano tryskać energią, która ma budzić widzów... Wiadomo, że na nasze samopoczucie zbawienny wpływ ma sport. Jakie zajmuje miejsce w twoim życiu?

 

Bardzo ważne. Mój mąż jest dziennikarzem sportowym, więc dla niego wypoczynek zawsze musi być aktywny. Basen, rolki, zimą narty - tak wygląda prawie każda nasza wolna wspólna chwila. Lena - mimo że ma dopiero 4 lata już samodzielnie pływa, ale pierwszy raz na basenie była, gdy miała 4 miesiące i od tamtej pory regularnie odwiedza pływalnię.

 

 

Twoja recepta na udany związek partnerski?

 

Warto rozmawiać... zawsze, w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. A poza tym dobrze się z mężem także przyjaźnić.

 

 

Czy w ogóle macie z mężem jeszcze czas na to, żeby wyskoczyć do kina czy na kolację tylko we dwoje?

 

Ostatnio nie tak wiele, ale staramy się, by od czasu do czasu mieć choć trochę czasu tylko dla siebie.

 

 

W zdecydowanej większości rozmawialiśmy o rzeczach przyjemnych, a co kiedy jest mniej kolorowo? Czy Paulina Chylewska ma jakiś swój specjalny sposób na chandrę, czy może w ogóle jej nie miewa?

 

Miewa, miewa... ale wtedy sposób jest właściwie tylko jeden - sen. Wszystkie stresy i złe emocje muszę odespać. Albo - to jest drugi - kocyk, gorąca herbata z odrobiną rumu i książka. Pomaga zawsze!

Autor: Michał Adaszewski