Nauczyłam się wdzięczności

Stereotyp głosi: piękno i mądrość nie chadzają w parze. Piękna kobieta? Musi więc być niemądra, wyrachowana lub płytka. Agnieszka Maciąg jest przykładem, jak bardzo stereotypy się mylą: jej piękno to nie tylko zgrabne ciało czy ładna buzia.  

Medytujesz, uprawiasz jogę, śpiewasz mantry... To nie pasuje do tego, co mieści się w pojęciu „modelka".

Świat mody jest skoncentrowany na powierzchowności i dążeniu do fizycznego piękna. Moim zdaniem to za mało. W pewnym momencie pojawia się potrzeba odkrycia, kim naprawdę jestem - bo przecież nie tylko atrakcyjną kobietą. Posiadam duszę i ten element domagał się odkrycia i poświęcenie mu uwagi. Koncentracja na powierzchowności powoduje, że wiele osób w pewnym momencie doświadcza bolesnego poczucia pustki, braku sensu. Każdy z nas musi odkryć, kim jest, abstrahując od ról czy zawodu, jaki wykonuje. Często to ból i cierpienie są motorem wewnętrznego rozwoju. Ale nie musi tak być, jeśli w porę zrozumiemy i uszanujemy fakt, że składamy się nie tylka z ciała i umysłu, ale także duszy - i każdy z tych elementów wymaga troski i uwagi. Inaczej nie jesteśmy kompletni, a nasze życie pęka.

Nie byłaś szczęśliwa?
Powierzchowność świata mody wzmocniła we mnie tęsknotę za czymś głębokim, autentycznym. Sława, powodzenie u płci przeciwnej czy luksusowe przedmioty nie dają szczęścia, lecz chwilowe zadowolenie. Działają jak fajerwerki: krótka eksplozja kolorowych świateł, a potem ciemność i pustka. Gdy jej doświadczymy, czujemy, że szukamy spełnienia w niewłaściwym miejscu. Niektórzy gorzknieją, zaczynają pić, uciekać w pracoholizm lub nowe związki. Ale ta pogoń nie ma końca; aż odkryjemy, że spełnienie jest wewnątrz nas. To najpiękniejsze i najważniejsze odkrycie. Od niego możemy zacząć budowanie zdrowych, wartościowych relacji z innymi.

Medytujesz od dawna...
W połowie lat 90-tych, podczas pokazu w Paryżu, usiadłam obok pięknej koleżanki, modelki. Trzymała książkę Luise Hay pt.„Możesz uzdrowić swoje życie". Juliana była wtedy na życiowym zakręcie, obolała po trudnym rozstaniu; książka mówiła o mocy pozytywnego myślenia. Zaczęłyśmy rozmawiać o możliwościach, jakie niosą rozstania, choroby i kryzysy - jeśli wyciągniemy z nich wnioski i zmienimy sposób myślenia. Tak zaczęła się moja ważna przygoda, poszukiwanie głębi, spokoju i radości. Później zaczęłam też ćwiczyć jogę kundalini i medytować.

Jaka forma medytacji jest Ci najbliższa?
Na początku było wpatrywanie się w płomień świecy, przez 10 minut wieczorem. To ćwiczenie przywraca spokój, oczyszcza głowę z bałaganu, toksycznych myśli. Nie nazywałam go medytacją, choć nią było. Potem poznałam mantry, wizualizacje, koncentracje na oddechu i inne techniki. W jodze kundalini ważnym elementem praktyki jest śpiewanie mantr w sanskrycie. Wielokrotnie powtarza się sylaby, mające w sobie moc. Jednak skuteczne jest też medytowanie w zupełniej ciszy. Każda z tych metod umożliwia dotarcie do źródła tego, kim w istocie jesteśmy; odkrycia naszego spokojnego i radosnego JA. To najpiękniejsze odkrycie. Medytacja nie jest częścią religii. Wykracza poza podziały i doktryny.

Ale dlaczego medytacja? Ludzie czasem chodzą np. na terapię...
Ależ ja mam za sobą i spotkania z psychologiem! (śmieje się). Miałam w życiu, okres zagubienia. Nie potrafiłam wyjść z błędnego koła własnych myśli. Rozmowa z profesjonalistą pomogła mi w nowy sposób spojrzeć na siebie, dogrzebać się do emocji, powodów moich działań, zrozumieć je, uporządkować. Wcześniej sama sobie robiłam „terapię", bo studiowałam psychologię i przeczytałam mnóstwo książek. Myślałam, że sama sobie poradzę. Nie jest to możliwe. Bez pomocy kręcimy się w kółko i nie znajdujemy wyjścia, drogi rozwoju. Moje spotkania z psycholożką i metodą Gestalt trwały rok. To był jeden z najważniejszych etapów w moim życiu, pomógł mi zrozumieć samą siebie i innych ludzi.

Medytacja i terapia podobno się uzupełniają.
Obie prowadzą do tego samego celu: poznania samych siebie. Gdy poznamy siebie, poznamy cały świat. Ale to wymaga odsunięcia się od tego, co kradnie czas i uwagę. Medytacja pomaga odnaleźć wewnętrzną harmonię, rozwija koncentrację, klarowność umysłu, kreatywność, wzmacnia siłę do realizowania marzeń i planów, wzmaga empatię. Leczy ciało i umysł. Dzięki niej możemy wykorzystać cały potencjał. Stać się najlepszą wersją samych siebie.

Medytacja kojarzy się z odosobnieniem, a Ty cenisz kontakty z ludźmi.
Relacje z ludźmi są ważne! Drugi człowiek jest najlepszym nauczycielem . Możemy uczyć się od każdego - ja teraz od ciebie także. Czasem jedno zdanie może coś odmienić w naszym sposobie myślenia. Choć relacje z ludźmi często nie są proste, stawiają przed nami wyzwania, ale właśnie takie uczą najwięcej.

Nad każdą relacją trzeba pracować.
Drugiego człowieka spotykamy w życiu nie zawsze po to, by było nam przyjemnie, ale po to, by pokonać ograniczenia i rozwijać świadomość. Nieświadomi, przeżywamy w kółko te same historie. Trudno zauważyć pewne prawidłowości ze względu na brak dystansu. Ale dobrze je widać po znajomych: wchodzą wciąż w podobne związki, wpadają w takie same koleiny. Mając pewien rodzaj zrozumienia przepracowujemy ograniczenia, uwalniając się od nich. Uczyć nas może każdy: znajomi, partnerzy, dzieci - zwłaszcza te ostatnie dużo nas uczą. Ale uczą nas także osoby, które spotykamy przypadkiem, a nawet najwięksi wrogowie. Trzeba tylko umieć spojrzeć na relację bez obwiniania i oceniania.

Umiesz dostrzec naukę w zachowaniu nieprzyjaznych?
Staram się (śmiech). Jedną z pierwszych ważnych praktyk była nauka wdzięczności. Ale gdy jesteś w trudnej sytuacji ciężko znaleźć powody do wdzięczności. Myślisz „za co mam dziękować, jestem brzydka, gruba, chora i wszystko jest okropne". Wtedy robisz proste ćwiczenie: siadasz z kartką i wypisujesz 10 rzeczy, za które możesz podziękować. Trzeba je znaleźć. To otwiera na świat, uczy cieszyć się np. spotkaniem miłej osoby. Nie była miła? Ale może sprzedała chleb i czy nie cudowne, że ten chleb ktoś upiekł? I zaczynasz znajdować mnóstwo rzeczy, za które możesz dziękować. Ta wdzięczność powoduje, że świat ci daje powody... do kolejnej wdzięczności.

Ale chyba wciąż coś Cię wyprowadza z równowagi?
Dziś to dość trudne, ale kiedyś było łatwo. Czasem nawet ciskałam szklankami... Ale wciąż są rzeczy, które mnie irytują, na przykład brak wrażliwości na drugiego człowieka, poniżanie go. Nasz świat opiera się na osądzaniu, media bez przerwy ferują wyroki. A przecież osądzając krzywdzimy też samych siebie. To, co dajemy, powraca do nas, nawet jeśli nie podpiszemy się pod postem w internecie.

Wierzysz w miłość na całe życie?
Pewnie! Jestem nieuleczalną idealistką! Dzieki temu, że widzę w świecie piękno, ono naprawdę tam jest. Moje pierwsze spotkanie z Robertem odbyło się na zasadzie fotograf - modelka. Jednak gdy usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać, naprawdę się zobaczyliśmy. I wtedy nam skrzydła wyrosły, bo to wielka radość spotkać bratnią duszę, zwłaszcza, gdy już zaczęło się wątpić, że ona istnieje. W taką miłość wierzę.

Jesteście razem od 16 lat. Czas płynie. Jesteś pogodzona z myślą, że nadejdzie starość, odejdzie uroda?
Myślę, że mądrość pozwala nam dostrzec piękno głębsze od ładnego ciała. Ale możemy być piękni niezależnie od wieku. Kluczowy jest tu tryb życia. Co jemy, jak oddychamy, co myślimy i czujemy. Czy realizujemy pasje i pomagamy innym. Doskonałą metodą zachowania młodości jest medytacja. Zwracam ogromną uwagę, co znajduje się na moim talerzu, ćwiczę jogę, dużo się ruszam, pielęgnuję radość i wdzięczność. Nie palę, nie piję alkoholu. Jestem życzliwa światu. Gdyby ktoś zaproponował mi wymianę na dziewczynę, którą byłam 20 lat temu, nie zgodziłabym się. Wtedy czułam się nieszczęśliwa; gdy ukończyłam 30 lat uważałam, że jestem już stara. W głowie miałam prawdziwe piekło - bo piekło nie istnieje gdzie indziej, ale w nas samych, stworzone przez toksyczny sposób myślenia. Dziś jestem mądrzejsza. Skończyłam 40 lat. To podobno wiek przełomowy... Spędziłam dzień urodzin z wdzięcznością w sercu. Magicznie. Nie zrobiłam imprezy. Nie poszłam do fryzjera i nie założyłam szałowej kiecki. Nie upiłam się w nocnym klubie. Przeciwnie, wyjechałam w góry, piłam rano herbatę, patrząc na drzewa. Pisałam, medytowałam, gotowałam, a wieczorem siedziałam przy ognisku z ukochanym mężem i synem. Patrzyłam w gwiazdy. I dziękowałam Bogu, że umiem doceniać proste przyjemności i cieszyć się głębią uczuć. Dobrze odrobiłam lekcję życia. W dniu 40tych urodzin czułam wdzięczność za kryzysy i ludzi, których w życiu spotkałam. Za poznanie technik i metod, pozwalających zajrzeć w głąb siebie. Ten dzień był jednym wielkim „dziękuję!". Nie czułam strachu i pretensji, nie miałam poczucia, że coś odchodzi.

I nie martwią Cię zmarszczki?
Jeśli są ceną, jaką muszę zapłacić za mądrość i spokojne serce, to witam je z radością...

 

Medytujesz, uprawiasz jogę, śpiewasz mantry... To nie pasuje do tego, co mieści się w pojęciu „modelka".

 

Świat mody jest skoncentrowany na powierzchowności i dążeniu do fizycznego piękna. Moim zdaniem to za mało. W pewnym momencie pojawia się potrzeba odkrycia, kim naprawdę jestem - bo przecież nie tylko atrakcyjną kobietą. Posiadam duszę i ten element domagał się odkrycia i poświęcenie mu uwagi. Koncentracja na powierzchowności powoduje, że wiele osób w pewnym momencie doświadcza bolesnego poczucia pustki, braku sensu. Każdy z nas musi odkryć, kim jest, abstrahując od ról czy zawodu, jaki wykonuje. Często to ból i cierpienie są motorem wewnętrznego rozwoju. Ale nie musi tak być, jeśli w porę zrozumiemy i uszanujemy fakt, że składamy się nie tylko z ciała i umysłu, ale także duszy - i każdy z tych elementów wymaga troski i uwagi. Inaczej nie jesteśmy kompletni, a nasze życie pęka.



Nie byłaś szczęśliwa?

 

Powierzchowność świata mody wzmocniła we mnie tęsknotę za czymś głębokim, autentycznym. Sława, powodzenie u płci przeciwnej czy luksusowe przedmioty nie dają szczęścia, lecz chwilowe zadowolenie. Działają jak fajerwerki: krótka eksplozja kolorowych świateł, a potem ciemność i pustka. Gdy jej doświadczymy, czujemy, że szukamy spełnienia w niewłaściwym miejscu. Niektórzy gorzknieją, zaczynają pić, uciekać w pracoholizm lub nowe związki. Ale ta pogoń nie ma końca; aż odkryjemy, że spełnienie jest wewnątrz nas. To najpiękniejsze i najważniejsze odkrycie. Od niego możemy zacząć budowanie zdrowych, wartościowych relacji z innymi.

 

 

Medytujesz od dawna...

 

W połowie lat 90-tych, podczas pokazu w Paryżu, usiadłam obok pięknej koleżanki, modelki. Trzymała książkę Luise Hay pt.„Możesz uzdrowić swoje życie". Juliana była wtedy na życiowym zakręcie, obolała po trudnym rozstaniu; książka mówiła o mocy pozytywnego myślenia. Zaczęłyśmy rozmawiać o możliwościach, jakie niosą rozstania, choroby i kryzysy - jeśli wyciągniemy z nich wnioski i zmienimy sposób myślenia. Tak zaczęła się moja ważna przygoda, poszukiwanie głębi, spokoju i radości. Później zaczęłam też ćwiczyć jogę kundalini i medytować.



Jaka forma medytacji jest Ci najbliższa?

 

Na początku było wpatrywanie się w płomień świecy, przez 10 minut wieczorem. To ćwiczenie przywraca spokój, oczyszcza głowę z bałaganu, toksycznych myśli. Nie nazywałam go medytacją, choć nią było. Potem poznałam mantry, wizualizacje, koncentracje na oddechu i inne techniki. W jodze kundalini ważnym elementem praktyki jest śpiewanie mantr w sanskrycie. Wielokrotnie powtarza się sylaby, mające w sobie moc. Jednak skuteczne jest też medytowanie w zupełniej ciszy. Każda z tych metod umożliwia dotarcie do źródła tego, kim w istocie jesteśmy; odkrycia naszego spokojnego i radosnego JA. To najpiękniejsze odkrycie. Medytacja nie jest częścią religii. Wykracza poza podziały i doktryny.

 

 

Ale dlaczego medytacja? Ludzie czasem chodzą np. na terapię...

 

Ależ ja mam za sobą i spotkania z psychologiem! (śmieje się). Miałam w życiu, okres zagubienia. Nie potrafiłam wyjść z błędnego koła własnych myśli. Rozmowa z profesjonalistą pomogła mi w nowy sposób spojrzeć na siebie, dogrzebać się do emocji, powodów moich działań, zrozumieć je, uporządkować. Wcześniej sama sobie robiłam „terapię", bo studiowałam psychologię i przeczytałam mnóstwo książek. Myślałam, że sama sobie poradzę. Nie jest to możliwe. Bez pomocy kręcimy się w kółko i nie znajdujemy wyjścia, drogi rozwoju. Moje spotkania z psycholożką i metodą Gestalt trwały rok. To był jeden z najważniejszych etapów w moim życiu, pomógł mi zrozumieć samą siebie i innych ludzi.



Medytacja i terapia podobno się uzupełniają.

 

Obie prowadzą do tego samego celu: poznania samych siebie. Gdy poznamy siebie, poznamy cały świat. Ale to wymaga odsunięcia się od tego, co kradnie czas i uwagę. Medytacja pomaga odnaleźć wewnętrzną harmonię, rozwija koncentrację, klarowność umysłu, kreatywność, wzmacnia siłę do realizowania marzeń i planów, wzmaga empatię. Leczy ciało i umysł. Dzięki niej możemy wykorzystać cały potencjał. Stać się najlepszą wersją samych siebie.



Medytacja kojarzy się z odosobnieniem, a Ty cenisz kontakty z ludźmi.

 

Relacje z ludźmi są ważne! Drugi człowiek jest najlepszym nauczycielem . Możemy uczyć się od każdego - ja teraz od ciebie także. Czasem jedno zdanie może coś odmienić w naszym sposobie myślenia. Choć relacje z ludźmi często nie są proste, stawiają przed nami wyzwania, ale właśnie takie uczą najwięcej.



Nad każdą relacją trzeba pracować.

 

Drugiego człowieka spotykamy w życiu nie zawsze po to, by było nam przyjemnie, ale po to, by pokonać ograniczenia i rozwijać świadomość. Nieświadomi, przeżywamy w kółko te same historie. Trudno zauważyć pewne prawidłowości ze względu na brak dystansu. Ale dobrze je widać po znajomych: wchodzą wciąż w podobne związki, wpadają w takie same koleiny. Mając pewien rodzaj zrozumienia przepracowujemy ograniczenia, uwalniając się od nich. Uczyć nas może każdy: znajomi, partnerzy, dzieci - zwłaszcza te ostatnie dużo nas uczą. Ale uczą nas także osoby, które spotykamy przypadkiem, a nawet najwięksi wrogowie. Trzeba tylko umieć spojrzeć na relację bez obwiniania i oceniania.

Umiesz dostrzec naukę w zachowaniu nieprzyjaznych?

 

Staram się (śmiech). Jedną z pierwszych ważnych praktyk była nauka wdzięczności. Ale gdy jesteś w trudnej sytuacji ciężko znaleźć powody do wdzięczności. Myślisz „za co mam dziękować, jestem brzydka, gruba, chora i wszystko jest okropne". Wtedy robisz proste ćwiczenie: siadasz z kartką i wypisujesz 10 rzeczy, za które możesz podziękować. Trzeba je znaleźć. To otwiera na świat, uczy cieszyć się np. spotkaniem miłej osoby. Nie była miła? Ale może sprzedała chleb i czy nie cudowne, że ten chleb ktoś upiekł? I zaczynasz znajdować mnóstwo rzeczy, za które możesz dziękować. Ta wdzięczność powoduje, że świat ci daje powody... do kolejnej wdzięczności.



Ale chyba wciąż coś Cię wyprowadza z równowagi?

 

Dziś to dość trudne, ale kiedyś było łatwo. Czasem nawet ciskałam szklankami... Ale wciąż są rzeczy, które mnie irytują, na przykład brak wrażliwości na drugiego człowieka, poniżanie go. Nasz świat opiera się na osądzaniu, media bez przerwy ferują wyroki. A przecież osądzając krzywdzimy też samych siebie. To, co dajemy, powraca do nas, nawet jeśli nie podpiszemy się pod postem w internecie.



Wierzysz w miłość na całe życie?

 

Pewnie! Jestem nieuleczalną idealistką! Dzięki temu, że widzę w świecie piękno, ono naprawdę tam jest. Moje pierwsze spotkanie z Robertem odbyło się na zasadzie fotograf - modelka. Jednak gdy usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać, naprawdę się zobaczyliśmy. I wtedy nam skrzydła wyrosły, bo to wielka radość spotkać bratnią duszę, zwłaszcza, gdy już zaczęło się wątpić, że ona istnieje. W taką miłość wierzę.



Jesteście razem od 16 lat. Czas płynie. Jesteś pogodzona z myślą, że nadejdzie starość, odejdzie uroda?

 

Myślę, że mądrość pozwala nam dostrzec piękno głębsze od ładnego ciała. Ale możemy być piękni niezależnie od wieku. Kluczowy jest tu tryb życia. Co jemy, jak oddychamy, co myślimy i czujemy. Czy realizujemy pasje i pomagamy innym. Doskonałą metodą zachowania młodości jest medytacja. Zwracam ogromną uwagę, co znajduje się na moim talerzu, ćwiczę jogę, dużo się ruszam, pielęgnuję radość i wdzięczność. Nie palę, nie piję alkoholu. Jestem życzliwa światu. Gdyby ktoś zaproponował mi wymianę na dziewczynę, którą byłam 20 lat temu, nie zgodziłabym się. Wtedy czułam się nieszczęśliwa; gdy ukończyłam 30 lat uważałam, że jestem już stara. W głowie miałam prawdziwe piekło - bo piekło nie istnieje gdzie indziej, ale w nas samych, stworzone przez toksyczny sposób myślenia. Dziś jestem mądrzejsza. Skończyłam 40 lat. To podobno wiek przełomowy... Spędziłam dzień urodzin z wdzięcznością w sercu. Magicznie. Nie zrobiłam imprezy. Nie poszłam do fryzjera i nie założyłam szałowej kiecki. Nie upiłam się w nocnym klubie. Przeciwnie, wyjechałam w góry, piłam rano herbatę, patrząc na drzewa. Pisałam, medytowałam, gotowałam, a wieczorem siedziałam przy ognisku z ukochanym mężem i synem. Patrzyłam w gwiazdy. I dziękowałam Bogu, że umiem doceniać proste przyjemności i cieszyć się głębią uczuć. Dobrze odrobiłam lekcję życia. W dniu 40tych urodzin czułam wdzięczność za kryzysy i ludzi, których w życiu spotkałam. Za poznanie technik i metod, pozwalających zajrzeć w głąb siebie. Ten dzień był jednym wielkim „dziękuję!". Nie czułam strachu i pretensji, nie miałam poczucia, że coś odchodzi.



I nie martwią Cię zmarszczki?

 

Jeśli są ceną, jaką muszę zapłacić za mądrość i spokojne serce, to witam je z radością...


Autor: Agata Domańska