Nadrabianie czasu

"Dzieci doskonale wyczuwają, czy naprawdę jesteśmy nimi zajęci, czy tylko udajemy. Jeśli bawimy się niechętnie - dziecko ma mało satysfakcji z naszej obecności. A bliskości nie ma w tym wcale." Rozmowa z Agatą Domańską.

Z Nataszą Zyznowską, pedagogiem rozmawia Agata Domańska


Coraz szybciej żyjemy. W pracy spędzamy więcej czasu niż w domu. Oczywiście czujemy wyrzuty sumienia wobec dzieci - dlatego nadrabiamy potrzebę bliskości w weekendy i wakacje. Ale czy to ma sens?


To, że spędzamy za mało czasu z dziećmi, to niezaprzeczalny fakt. Nawet jeśli sami wieziemy malucha na zajęcia na basenie, w wodzie bawi się z nim i pływa moderator czy trener grupy. Mamy poczucie, że zajmujemy się dzieckiem, ale jeśli się ograniczamy do organizacji zajęć i szoferowania, relacji z nim to nie buduje. Aby to dziecku wynagrodzić rodzice, kupują drogie zabawki. A tymczasem dziecko byłoby o wiele szczęśliwsze, gdyby rodzice spędzili z nim więcej czasu, zamiast zabijać wyrzuty sumienia prezentami.


No, nie wiem, dzieci lubią dostawać prezenty.


Ale nie dlatego, że wolą je od zabawy z mamą czy tatą. To my je uczymy, że dawanie zabawek jest jednoznaczne z dawaniem miłości. To kiepska nauka, bo w ten sposób rzeczywiście hodujemy materialistów. Brzydsze i tańsze klocki sprawiłyby maluchowi dużo więcej radości, gdyby któreś z rodziców pobawiło się nimi z dzieckiem. Jeśli mama w dzieciństwie nie przytulała, nie rozmawiała, nie pokazywała, na czym polega troska o drugiego człowieka, mały Jaś nie ma szansy taką wiedzą nasiąknąć.


Co możemy więc poradzić zapracowanym rodzicom?


Czasem nie ma wyjścia, trzeba dużo pracować. Ale wtedy z tego czasu, który nam pozostaje, trzeba zrobić maksymalny użytek. Zacznijmy od tego, że wytłumaczymy dziecku: w tygodniu mama dużo pracuje i tak musi być, ale w weekend spędzi z tobą całe dwa dni od rana do wieczora. I będzie tylko dla ciebie.


To może być trudne, gdy jesteśmy zmęczeni po pracy...


Umówmy się z rodziną, że po przyjściu do domu potrzebujemy np. godziny, by trochę odpocząć, a potem poświęćmy się dziecku. Dzieci doskonale wyczuwają, czy naprawdę jesteśmy nimi zajęci, czy tylko udajemy. Jeśli bawimy się niechętnie - dziecko ma mało satysfakcji z naszej obecności. A bliskości nie ma w tym wcale. Pamiętajmy też, że maluch po całym dniu w przedszkolu czy szkole też musi odpocząć. Możemy tę godzinę na odpoczynek zamienić w rodzinny rytuał, kiedy wszyscy leżymy razem na kanapie, każde ze swoją książką czy książeczką.


Ale przecież trzeba posprzątać, podać obiad i tak dalej...


Są sprawy ważne i ważniejsze. Trzeba sobie zdać z sprawę, że albo sprzątamy, albo kontaktujemy się z istotką, która nas potrzebuje najbardziej na świecie - wtedy zabałaganiony pokój nie będzie już się wydawał taki istotny. Możemy też posprzątać razem z pociechą, robiąc z tego wspólny rytuał. Wspólne obieranie ziemniaków czy zwijanie skarpetek naprawdę może zbliżyć nas do siebie.


Jak rozmawiać z dzieckiem, żeby miało wrażenie naszego pełnego zainteresowania?


Pytać, jak mu minął dzień, co mu się podobało, co mu sprawiło trudność, a co go zasmuciło. Postarajmy się, aby nasze rozmowy nie były mechaniczne w rodzaju: „Co w szkole, co zadane, odrobiłeś lekcje?". Pytajmy o uczucia, przeżycia, sprawy, które mogą być ważne. I uważnie słuchajmy jego opowieści, choćby wydawały się nam bajdurzeniem - bo dziecko poprzez bajeczki czy historyjki często mówi o sprawach dla niego trudnych. Pytając tylko o szkołę, będziemy znać stopnie naszych dzieci, ale już same dzieci - nie bardzo... I nie tylko wypytujmy, ale też mówmy o sobie „to i to mnie dziś rozzłościło albo było dla mnie trudne". Dziecko wtedy czuje się dowartościowane jako partner rodzica i uczy się mówić o swoich problemach.


Kiedy dotknięci poczuciem winy rodzice chcą nadrobić spędzony z dala od dziecka czas...


...pojawia się pobłażanie i brak konsekwencji. Poczucie winy to kiepski doradca. Mądra miłość stawia pewne wymagania i przestrzega reguł. Nie mówię o pruskim drylu, ale jeśli dziecko chodzi spać po dobranocce, to tego się trzymajmy, nawet gdy mamy poczucie winy, że spędziliśmy z nim dziś tylko godzinę. Pamiętanie, że jutro znowu nas czeka pobudka, więc maluch nie może szaleć do północy, jest jednym z obowiązków rodzica.


Czy wakacje i ferie można wykorzystać do nadrobienia straconego czasu?


Nadrobić straconego czasu się nie da, ale na pewno można pracować nad budowaniem relacji z dziećmi. Trzeba tylko uważać, by nie wpaść w pułapkę przesady. To silniejsze od rodzica, że w takiej sytuacji chce jak najwięcej dać, kupić, zapewnić. A takim nagłym nadmiarem troski, starania i kontaktu, do którego na co dzień nie jesteśmy przyzwyczajeni, można dziecko przytłoczyć.


Czyli nie spędzamy całych dni razem?


Możemy, ale pamiętając, że dziecko ma swój gust, potrzeby i pomysł na siebie. Trzeba zostawić mu pewien margines swobody. Rodzice w swym pragnieniu nadrabiania ciasno pakują każdy dzień ferii czy wakacji różnymi rozrywkami. Ale często słabo znają swoje dzieci i nie zawsze dobrze wybierają te aktywności, na które pociechy mają ochotę. Poza tym każde dziecko musi się trochę ponudzić, bo to buduje jego kreatywność. Jak ma wszystko przygotowane, traci inicjatywę. Odrobina nudy jest zdrowa. Dziecko ma też prawo do własnych wyborów.


Żeby się czuło szanowane?


To bardzo ważne! Często mówimy: „Korzystaj, bo ja tego nie miałem". Ale dzieci czasem chcą czegoś innego, niż my chcemy dla nich. Zabieramy synka na gokarty, a on się ich boi, tylko się wstydzi nam o tym powiedzieć. Albo kupujemy bilety do kina na film, który nasze dzieci uważają za „obciachowy". Trzeba słuchać naszych pociech - szacunek i danie im prawa głosu lepiej budują relację niż wiele godzin przymusowych zajęć.


Ale skąd rodzic, który słabo zna swoje dziecko, ma wiedzieć, jakie rozrywki mu zapewnić?


To proste: spytać. Nam się często wydaje dziwne, że należy pytać dzieci, bo przecież głosu nie mają. A one doskonale wiedzą, czego chcą. Rodzice często mają dwie tendencje podczas wakacji: albo oddają dzieci animatorom w ośrodku albo narzucają sposób spędzania czasu. A przecież możemy każdy dzień wakacji zacząć od Walnej Narady Przy Stole Wodza: siadamy i wspólnie planujemy dzień, a każde dziecko mówi, o czym marzy.


A jeśli pewne propozycje się wykluczają?


Wtedy robimy np. głosowanie, w jakiej kolejności zrealizujemy różne pomysły. Dzieci zmuszą nas do kreatywności - i dobrze, to nas wewnętrznie rozrusza! Poza tym „dobry dzień" nie oznacza, że cały czas coś się musi dziać. Najważniejsze, że jesteśmy razem. Ważne też, by być rodzicem.


Jak to być rodzicem? Przecież nim jesteśmy, wakacje tego nie zmieniają!


Często z chęci nawiązania kontaktu z dzieckiem i nadrobienia straconego czasu wypadamy z roli rodzica i wchodzimy w rolę kumpla - bo chcemy być równym tatą czy fajną mamą. Ale to nie jest dobry pomysł. Możemy się bawić w „obozy" - chłopaki mają swoje rozrywki, a dziewczyny swoje - ale wewnątrz tych podgrup musi wciąż być jasne, kto jest kim i kto za kogo odpowiada. Dziecko musi czuć i wiedzieć, że choć jest szanowane i słuchane, ostateczna decyzja należy jednak do rodzica i to on musi wyznaczać granice. Inaczej dziecko się pogubi.


Czy takie spędzanie razem całych dni nie będzie dla rodziny szokiem?


Może tak być. Jeśli nie jesteśmy przyzwyczajeni do swojego towarzystwa, na początku może być trudno. Dzieci mogą nas drażnić, my też możemy je denerwować. Przygotujmy się na różne niespodzianki. Weźmy pod uwagę, że dzieci - oprócz nas - wychowuje też przedszkole, szkoła, rówieśnicy. Możemy sobie nie zdawać sprawy, jak w ciągu ostatnich tygodni czy miesięcy się zmieniły, tym bardziej że przecież rzadko je widujemy na co dzień. Już nie tylko my je kształtujemy, ale działa na nie wiele innych czynników.


A jeśli nigdzie nie wyjeżdżamy?


Róbmy to samo, co na co dzień, tylko razem. Jedźmy na wspólne zakupy, ale nie do hipermarketu, tylko na targowisko, zróbmy porządki w garażu, gotujmy codziennie coś smacznego według wspólnego pomysłu, a np. dwa razy w tygodniu idźmy do knajpki na obiad - za każdym razem innej. Możemy udać się na wycieczkę rowerową przez miasto i wybierać, gdzie zjemy obiad, oceniając urodę knajpianych ogródków. Sposobów na wspólny dzień jest wiele. I choć nic nie zastąpi spędzania razem czasu na co dzień, nic nie stoi na przeszkodzie, by w weekendy, ferie, święta i wakacje razem doskonale się bawić.

Autor: Agata Domańska