Na wnuczka lub montera - strzeż się oszusta!

Na wnuczka, montera z gazowni, na wzbudzając zaufanie lekarza, a nawet na ... Unię Europejską. Pomysłowość oszustów nie zna granic, a oni sami nie mają żadnych skrupułów, by pozbawić swoje ofiary oszczędności.

Wczesnym popołudniem wychodzącego z banku mężczyznę zaczepił młody, dobrze ubrany człowiek - obywatel Ukrainy. Próbował mu coś wytłumaczyć, ale nie znał naszego języka. Pomoc zaoferował jeden z przechodniów. Z wizytówki, którą wręczył klientowi banku wynikało, że jest lekarzem. Okazało się, że obcokrajowiec pilnie potrzebuje pieniędzy na leczenie żony i dlatego chce sprzedać po bardzo okazyjnej cenie złote monety. Proponował cenę 700 zł za jedną sztukę.

Zaczepiony mężczyzna początkowo nie był zainteresowany kupnem monet, natomiast lekarz przyglądał się im z zainteresowaniem. Po namyśle zaproponował, że kupi na próbę dwie monety i pojedzie potwierdzić ich autentyczność. Tak też zrobił. Po powrocie ochoczo zaproponował, że odkupi od mieszkańca Ukrainy wszystkie monety i przyznał, że jedna jest warta 1,2 tys. zł. Takiego interesu nie mógł przegapić zaczepiony przed bankiem mężczyzna. Wypłacił z konta pieniądze i kupił 74 monety za ponad 50 tys. zł. Jego radość nie trwała jednak długo - gdy zaniósł je do złotnika, okazało się, że monety są bez wartości.


Babciu, jestem w potrzebie

Najpowszechniejszą metodą wyłudzania pieniędzy od osób starszych jest metoda "na wnuczka". I choć jest to bardzo stary manewr, przestępcom nadal udaje się w ten sposób okradać kolejne osoby. Mechanizm działania jest zawsze taki sam: do starszej, często samotnej osoby dzwoni oszust. Przez telefon rozmówca podaje się za wnuczka albo innego bliskiego krewnego danej osoby (często zna imię babci, jej sytuację, zna także imię osoby, pod którą się podszywa). Tłumaczy, że potrzebuje pilnie pieniędzy i pyta, kiedy może przyjść po pożyczkę. Chwilę przed umówioną wizytą u babci/ dziadka telefonuje, że niestety nie może się zjawić, ale przyśle przyjaciela lub dziewczynę. Dokładnie opisuje wygląd swego zastępcy. Oszukana osoba dowiaduje się o szwindlu późno, czasem dopiero wtedy, gdy zaczyna dopytywać wnuka o zwrot pożyczki.

Cała akcja oszustów jest dokładnie zaplanowana i przygotowana. Naciągacze bacznie obserwują osobę, którą potem chcą okraść. Chodząc za nią do sklepu czy kościoła mają szansę usłyszeć, jak dana osoba ma na imię, albo czy ma wnuki. Czasem podają się za kuzynkę, siostrzenicę albo innego krewnego.

- Oszuści potrafią też tak prowadzić rozmowę telefoniczną, że sami dowiadują się od osób, które chcą okraść, jak ich wnuczka czy kuzynka ma na imię - tłumaczy Dorota Tietz z zespołu prasowego komendanta stołecznego policji. - W ten sposób naciągacze okradli już setki osób. Na Śląsku, złapana przez policję para oszustów, działając metodą "na wnuczka" wyłudziła od starszych osób ponad 100 tys. zł.


Inna umowa

Oszuści wymyślają coraz to oryginalniejsze sposoby. W Jeleniej Górze naciągacze żerowali na słabym wzroku osób starszych. Pukali do drzwi i tłumaczyli, że są z firmy, która zawarła umowę ze spółdzielnią mieszkaniową. Proponowali wymianę drzwi wejściowych za 80 zł. Resztę kosztów miała pokrywać spółdzielnia. Mieszkańcy bloku, skuszeni niską ceną i dopłatą spółdzielni, zgadzali się na wymianę. Firma od razu przystępowała do pracy, po czym podsuwała do podpisania umowę. Tłumaczyli, że to pokwitowanie wykonania pracy. Pokwitowanie, napisane małym druczkiem, w rzeczywistości było rachunkiem na 1,4 tys. zł. Do tego dołączona była umowa kredytowa z wysokimi odsetkami. Naciągacze wiedzieli, jak działać - najczęściej grasowali między 12.00 a 14.00, gdy starsze osoby były w domu same.


Fałszywy monter

Równie często oszuści podają się za administratorów budynku albo pracowników gazowni. Proszą właściciela o odkręcenie zimnej i ciepłej wody, zaglądają do liczników. Czasem tłumaczą, że administracja prowadzi promocję i wypłaca 100 zł tym z mieszkańców, u których wszystko działa sprawnie. Dają właścicielowi banknot 200-złotowy i proszą o wydanie 100 zł. Dzięki temu dowiadują się, gdzie właściciel trzyma pieniądze. Potem odwracają jego uwagę i kradną wszystko.

77-latka z południa Polski padła ofiarą oszustwa "na Unię Europejską". Pewnego dnia odwiedziła ją nieznajoma kobieta i wręczyła komplet pościeli oraz koc tłumacząc, że są to prezenty właśnie od Unii Europejskiej. Potem poprosiła kobietę o pokazanie banknotów, które posiada starsza pani. Tłumaczyła, że chce spisać numerację banknotów zaczynających się od literki A. Zaznaczała, że Unia prowadzi konkurs i jeśli kobieta będzie w posiadaniu takiego banknotu dostanie cenną nagrodę. Nieznajoma dostała do obejrzenia banknoty, ale ponieważ nie było wśród nich tego "szczęśliwego - z literką A, starsza pani wybrała się do banku i wróciła z trzema tysiącami złotych. Zaprosiła ponownie nieznajomą, by przejrzała pieniądze. Po chwili ktoś zadzwonił do drzwi 77-latki, a gdy ta poszła otworzyć, nieznajoma skradła banknoty i uciekła.


Niebezpieczeństwo z sieci

Oszuści szukają swoich ofiar także za pośrednictwem Internetu. Niedawno głośno było o tzw. nigeryjskim szwindlu. Przestępcy z Nigerii nawiązywali za pośrednictwem sieci korespondencję z wybranymi osobami. Pisali, że są uchodźcami politycznymi z Afryki i jednocześnie dziedzicami wielomilionowej fortuny. Chcą odzyskać należne im pieniądze, jednak potrzebują gotówki na przekupienie urzędników.

W zamian za pomoc i pożyczkę obiecywali procent od fortuny. Nabrało się na to co najmniej kilkuset Polaków.


Jak się ustrzec przed naciągaczami?

- Nie trzymajmy w mieszkaniu dużych sum pieniędzy.

- Nie wpuszczajmy do mieszkania obcych osób.

- Sprawdzajmy w spółdzielni/ gazowni itp., czy osoby, które do nas przyszły, nie są oszustami.

- Nie dawajmy pieniędzy obcym osobom, nawet jeśli zapewniają, że przysłał je ktoś z naszej rodziny. Potwierdzajmy też autentyczność krewnych, którzy dzwonią z prośbą o pieniądze.

- Nie wierzmy w niesamowite okazje i możliwość szybkiego wzbogacenia się.

Autor: Sybilla Walczyk
dom

Komentarze