Mój mąż, mój syn

„Do jednych osób odczuwamy natychmiastową sympatię, natomiast inne wzbudzają w nas zastrzeżenia lub co najmniej obojętność. Nie inaczej się dzieje w przypadku poznawania się przyszłych teściowych i synowych." Rozmowa z Zuzanną Celmer, psychoterapeutką.

 

Z Zuzanną Celmer, psychoterapeutką
rozmawia Ewa Łuszczuk

„Do jednych osób odczuwamy natychmiastową sympatię, natomiast inne wzbudzają w nas zastrzeżenia lub co najmniej obojętność. Nie inaczej się dzieje w przypadku poznawania się przyszłych teściowych i synowych."

- Tytuł najnowszej Pani książki brzmi „W łóżku z teściową", czy to tylko metafora?
- Zainspirowała mnie opowieść jednej z pacjentek. W okresie wzajemnego zauroczenia wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jak mocno ukochany mężczyzna jest związany z matką. Wysłuchałam w swojej praktyce wiele takich smutnych zwierzeń. A ta młoda kobieta, po długotrwałych staraniach przeniesienia uwagi męża z matki na siebie i wspólne dziecko, doznała niemal szoku, kiedy nocą, po miłym zbliżeniu, mąż zaczął przekonywać ją do przepisania mu działki, którą ona sama dostała od swojego ojca. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że używał tych samych argumentów, jakie już wcześniej słyszała w tej kwestii od teściowej. „On nie tylko mówił jej tekstem - nawet ton jego głosu był taki sam. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem w łóżku nie z własnym mężem, ale z teściową" - powiedziała. Jej relacja punktowała jeden z najważniejszych problemów niezgody między małżonkami. Stąd tytuł książki.
- Czy można, choćby w skrócie, wypunktować przyczyny, dla których wielu synowym i teściowym nie udaje się dojść do porozumienia?
Gdybym miała skupić się na tych najważniejszych, to pierwszoplanową przyczyną jest bezsensowna walka dwóch kobiet o uczucia mężczyzny: syna jednej, a męża czy partnera drugiej. Oczywiście, stosunki rodzinne podlegają tym samym prawom, jak inne więzi międzyludzkie. Jednych członków rodziny lubimy, innych traktujemy jako zło konieczne. Są, bo są. Zawierając nowe znajomości - czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy też nie - kierujemy się nieświadomie tzw. chemią uczuć, przypisywaną zwykle przyciąganiu lub odpychaniu emocjonalnemu. I tak, do jednych osób odczuwamy natychmiastową sympatię, natomiast inne wzbudzają w nas zastrzeżenia lub co najmniej obojętność. Nie inaczej się dzieje w przypadku poznawania się przyszłych teściowych i synowych. Tu ogromną rolę grają z jednej strony uprzedzenia, z drugiej nieżyczliwe nastawienie. Jeśli matka męża jest przeświadczona, że żadna kobieta, może z wyjątkiem perskiej księżniczki nie jest godna zostać jego partnerką i co więcej - nigdy nie zadba o niego tak świetnie, jak robi to ona sama - nie ma szans by zdobyć jej akceptację. Jeśli z kolei młoda kobieta ma w głowie skład różnych negatywnych wyobrażeń na temat ewentualnej teściowej, stworzą one mocne uprzedzenia, przez które będzie postrzegała nawet najżyczliwszą i dobrze do niej usposobioną matkę swojego partnera. Wtedy wszystko, co tamta powie czy zrobi będzie odbierane w krzywym zwierciadle i interpretowane na jej niekorzyść. Można naturalnie zauważyć, że takie negatywne wyobrażenia czy uprzedzenia są rodzajem mechanizmu obronnego, zaporą mającą za zadanie odciąć się od ewentualnej niechęci drugiej strony i zapobiec zranieniu. Podobnie, jak niechętne nastawienie teściowej wobec synowej. Ale w ten sposób obie zamykają sobie możliwość rzeczywistego poznania się, docenienia wzajemnych zalet i uczciwego rozeznania, jaką osobą naprawdę jest druga.
- Wiele młodych kobiet żali się, że matka męża robi wszystko, by pozostać najważniejszą osobą w jego życiu. Skąd taka zaborczość i nierzadko pełna uległość mężczyzny?
- Dla wielu matek syn - jeśli stosunki z jego ojcem są złe lub w ogóle od dawna go nie ma - staje się „mężczyzną jej życia". Wtedy naprawdę trudno się pogodzić z faktem, że obiekt wieloletnich starań i uczuć oddala się, aby podjąć samodzielne życie. Jeśli kobieta trwa w takim zaślepieniu i mimo dorastania syna przedłuża w nieskończoność jego „pieluszkowanie" będzie niechętnie reagowała na jego partnerkę. Wraz z jego samodzielnością traci niejako sens swojego życia. Odczuwa taką sytuację jako rzeczywistą, dotkliwą stratę i będzie robiła wszystko, żeby zdyskredytować jego partnerkę i przywrócić poprzednie status quo. Znam sytuacje, że mimo wieloletniego związku syna i zrodzonych w nim dzieci, jego matka tak długo jątrzyła i deprecjonowała jego żonę, że opuścił swoją rodzinę i po latach zamieszkał ponownie z mamusią. Z kolei mężczyźni, którzy nie są przecież bezwolnymi maluchami, często poddają się takiej presji, ponieważ łączą je z matkami silne więzi uczuciowe. Na przykład, jeśli byli wychowywani tylko przez nie. Trudno im się przeciwstawić, bo każda taka próba wywołuje w nich poczucie winy. Przecież mama tyle dla nich zrobiła...! Bywa, że nie ułożyła już sobie życia, poświęcając się dla nich. I jak tu odciąć ją od swoich spraw? Wielu mężczyzn odczuwa zresztą złość wobec matki za jej nadopiekuńczość i wtrącanie się do ich życia, ale nie ośmielają się nie tylko tego ujawnić, ale nawet dopuścić do siebie, że odczuwają takie emocje. Wtedy część tej złości i irytacji rzutują na stałą towarzyszkę życia. Jeśli dodamy cały repertuar nacisków i manipulacji, jakimi posługują się często matki, znając słabe i czułe strony swoich synów - uwolnienie spod ich obciążającego wpływu może być naprawdę trudne. Generalnie dla wielu matek trudność sprawia zrozumienie, że uczucia wobec nich i kochanej przez ich syna kobiety należą do dwóch porządków. W przypadku matki będzie to bezinteresowna miłość, przywiązanie i troska. W przypadku synowej - miłość oparta na poczuciu psychicznego i fizycznego zjednoczenia, namiętność, budowanie wspólnego domu dla siebie i zrodzonych z tego związku dzieci. I chociaż obie kochają tego samego mężczyznę, każda z nich zajmuje w jego sercu inne miejsce, przypisane jej pełnioną w jego życiu rolą. Dlatego nie ma tu sensu rywalizacja, czy walka o wpływy. Jeśli tak się dzieje, tracą na tym wszyscy. I gdy któraś ze stron wygrywa tę żenująca batalię, jest to zawsze pyrrusowe zwycięstwo, podszyte życiowa klęską. Zatruwanie się nienawiścią niszczy naszą duchową esencję, przetrawia ciało i prędzej czy później wpędza chorobę.
- Niemal każda kobieta najpierw będzie lub już jest czyjąś synową, następnie czyjąś teściową. Czy własne doświadczenia w roli synowej nie powinny sprzyjać przyjaznemu traktowaniu żony syna?
Powinno. I często tak właśnie jest. Ale nie każdej starcza samokrytycyzmu, a przede wszystkim zrozumienia, że dziecko jest co prawda ważną częścią naszego życia, ale w miarę upływu lat, nadal będąc kochane, musi się usamodzielnić i zacząć życie na własny rachunek. To doskonały czas, żeby zająć się sobą. Wrócić do zaniedbanych zainteresowań, zainwestować w swój rozwój, odnowić dawne znajomości, poszerzyć swoje horyzonty. Wtedy ciężar uwagi przesuwa się na inne sprawy i troska, czy synowa dobrze czy źle zajmuje się naszym „dzieckiem" schodzi na plan dalszy. Świat jest taki ciekawy, możliwości rozwoju są tak nieograniczone, że zawężanie uwagi wyłącznie do rodzinnego podwórka jest marnotrawstwem energii i życiowych szans.
- Narzekań teściowych poza jej kumami, nikt raczej nie traktuje serio. Jednak bywa, że młoda kobieta, kochająca własną matkę, swoją teściową upokarza. Dlaczego?
Z głupoty, braku taktu, niewłaściwego wychowania. To zły przykład dla dzieci, które z czasem podobnie mogą traktować ją samą. To fatalne konsekwencje dla jej związku, bo partner w jakimś momencie odpłaci jej pięknym za nadobne. I to bardzo źle dla niej samej, bo wyzwala w sobie pokłady negatywnych uczuć, które zawsze są niszczące. Nie trzeba kochać swojej teściowej, nie trzeba - jeśli naprawdę się nie da - nawet jej lubić; nie ma powodu utrzymywać na siłę kontaktów, jeśli źle się układają. Trzeba natomiast wzbudzać w sobie poczucie szacunku dla osoby matki męża, oddzielając jej zachowania od jej osoby. Zachowania mogą się nam nie podobać, ale osobę - jako człowieka - szanujemy. I właśnie własna matka powinna zwracać na to córce uwagę.
- Czy i co można poradzić teściowej i synowej, które wiedzą, że jest miedzy nimi nienajlepiej i chciałyby to zmienić?
- Zastanowić się, w czym tkwi problem. Konkretnie go sprecyzować. Obiektywnie ocenić, czy jest do rozwiązania, czy nie. Jeśli tak, wypunktować jakieś dobre cechy drugiej strony. Umówić się na spotkanie bez świadków i przedstawić swoje uczucia, bez złości i agresji. Zapytać, co mogłybyśmy obie zrobić, żeby stosunki między nami układały się lepiej. Jeśli to niemożliwe, posłużyć się modlitwą zaczerpniętą z filmu „Skrzypek na dachu": „Daj jej Boże jak najlepiej i trzymaj ją ode mnie z daleka". Powtarzać to z dobrą wolą za każdym razem, kiedy natkniemy się w myślach na synową czy teściową. Chociaż trudno w to uwierzyć - czyni cuda.

Ramka
Zuzanna Celmer psychoterapeutka, jako jedna z pierwszych w Polsce zajęła się psychoterapią życia małżeńskiego, rodziny. Prowadzi indywidualne konsultacje, jest autorką licznych publikacji prasowych, występuje w programach radia i TV, prowadzi szkolenia i treningi interpersonalne. Książki jej autorstwa jak np. „Zazdrosne miłości", „ Czy wiesz kogo kochasz" i najnowsza poświęcona teściowym cieszą się uznaniem i zainteresowaniem czytelników.

 

 

- Tytuł najnowszej Pani książki brzmi „W łóżku z teściową", czy to tylko metafora?

 

- Zainspirowała mnie opowieść jednej z pacjentek. W okresie wzajemnego zauroczenia wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jak mocno ukochany mężczyzna jest związany z matką. Wysłuchałam w swojej praktyce wiele takich smutnych zwierzeń. A ta młoda kobieta, po długotrwałych staraniach przeniesienia uwagi męża z matki na siebie i wspólne dziecko, doznała niemal szoku, kiedy nocą, po miłym zbliżeniu, mąż zaczął przekonywać ją do przepisania mu działki, którą ona sama dostała od swojego ojca. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że używał tych samych argumentów, jakie już wcześniej słyszała w tej kwestii od teściowej. „On nie tylko mówił jej tekstem - nawet ton jego głosu był taki sam. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem w łóżku nie z własnym mężem, ale z teściową" - powiedziała. Jej relacja punktowała jeden z najważniejszych problemów niezgody między małżonkami. Stąd tytuł książki.

 

 

- Czy można, choćby w skrócie, wypunktować przyczyny, dla których wielu synowym i teściowym nie udaje się dojść do porozumienia?

 

Gdybym miała skupić się na tych najważniejszych, to pierwszoplanową przyczyną jest bezsensowna walka dwóch kobiet o uczucia mężczyzny: syna jednej, a męża czy partnera drugiej. Oczywiście, stosunki rodzinne podlegają tym samym prawom, jak inne więzi międzyludzkie. Jednych członków rodziny lubimy, innych traktujemy jako zło konieczne. Są, bo są. Zawierając nowe znajomości - czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy też nie - kierujemy się nieświadomie tzw. chemią uczuć, przypisywaną zwykle przyciąganiu lub odpychaniu emocjonalnemu. I tak, do jednych osób odczuwamy natychmiastową sympatię, natomiast inne wzbudzają w nas zastrzeżenia lub co najmniej obojętność.

 

Nie inaczej się dzieje w przypadku poznawania się przyszłych teściowych i synowych. Tu ogromną rolę grają z jednej strony uprzedzenia, z drugiej nieżyczliwe nastawienie. Jeśli matka męża jest przeświadczona, że żadna kobieta, może z wyjątkiem perskiej księżniczki nie jest godna zostać jego partnerką i co więcej - nigdy nie zadba o niego tak świetnie, jak robi to ona sama - nie ma szans by zdobyć jej akceptację. Jeśli z kolei młoda kobieta ma w głowie skład różnych negatywnych wyobrażeń na temat ewentualnej teściowej, stworzą one mocne uprzedzenia, przez które będzie postrzegała nawet najżyczliwszą i dobrze do niej usposobioną matkę swojego partnera. Wtedy wszystko, co tamta powie czy zrobi będzie odbierane w krzywym zwierciadle i interpretowane na jej niekorzyść. Można naturalnie zauważyć, że takie negatywne wyobrażenia czy uprzedzenia są rodzajem mechanizmu obronnego, zaporą mającą za zadanie odciąć się od ewentualnej niechęci drugiej strony i zapobiec zranieniu. Podobnie, jak niechętne nastawienie teściowej wobec synowej. Ale w ten sposób obie zamykają sobie możliwość rzeczywistego poznania się, docenienia wzajemnych zalet i uczciwego rozeznania, jaką osobą naprawdę jest druga.

 

 

- Wiele młodych kobiet żali się, że matka męża robi wszystko, by pozostać najważniejszą osobą w jego życiu. Skąd taka zaborczość i nierzadko pełna uległość mężczyzny?

 

- Dla wielu matek syn - jeśli stosunki z jego ojcem są złe lub w ogóle od dawna go nie ma - staje się „mężczyzną jej życia". Wtedy naprawdę trudno się pogodzić z faktem, że obiekt wieloletnich starań i uczuć oddala się, aby podjąć samodzielne życie. Jeśli kobieta trwa w takim zaślepieniu i mimo dorastania syna przedłuża w nieskończoność jego „pieluszkowanie" będzie niechętnie reagowała na jego partnerkę. Wraz z jego samodzielnością traci niejako sens swojego życia. Odczuwa taką sytuację jako rzeczywistą, dotkliwą stratę i będzie robiła wszystko, żeby zdyskredytować jego partnerkę i przywrócić poprzednie status quo. Znam sytuacje, że mimo wieloletniego związku syna i zrodzonych w nim dzieci, jego matka tak długo jątrzyła i deprecjonowała jego żonę, że opuścił swoją rodzinę i po latach zamieszkał ponownie z mamusią. Z kolei mężczyźni, którzy nie są przecież bezwolnymi maluchami, często poddają się takiej presji, ponieważ łączą je z matkami silne więzi uczuciowe. Na przykład, jeśli byli wychowywani tylko przez nie. Trudno im się przeciwstawić, bo każda taka próba wywołuje w nich poczucie winy. Przecież mama tyle dla nich zrobiła...! Bywa, że nie ułożyła już sobie życia, poświęcając się dla nich. I jak tu odciąć ją od swoich spraw? Wielu mężczyzn odczuwa zresztą złość wobec matki za jej nadopiekuńczość i wtrącanie się do ich życia, ale nie ośmielają się nie tylko tego ujawnić, ale nawet dopuścić do siebie, że odczuwają takie emocje. Wtedy część tej złości i irytacji rzutują na stałą towarzyszkę życia.

 

Jeśli dodamy cały repertuar nacisków i manipulacji, jakimi posługują się często matki, znając słabe i czułe strony swoich synów - uwolnienie spod ich obciążającego wpływu może być naprawdę trudne. Generalnie dla wielu matek trudność sprawia zrozumienie, że uczucia wobec nich i kochanej przez ich syna kobiety należą do dwóch porządków. W przypadku matki będzie to bezinteresowna miłość, przywiązanie i troska.

 

W przypadku synowej - miłość oparta na poczuciu psychicznego i fizycznego zjednoczenia, namiętność, budowanie wspólnego domu dla siebie i zrodzonych z tego związku dzieci. I chociaż obie kochają tego samego mężczyznę, każda z nich zajmuje w jego sercu inne miejsce, przypisane jej pełnioną w jego życiu rolą. Dlatego nie ma tu sensu rywalizacja, czy walka o wpływy. Jeśli tak się dzieje, tracą na tym wszyscy. I gdy któraś ze stron wygrywa tę żenująca batalię, jest to zawsze pyrrusowe zwycięstwo, podszyte życiowa klęską. Zatruwanie się nienawiścią niszczy naszą duchową esencję, przetrawia ciało i prędzej czy później wpędza chorobę.



- Niemal każda kobieta najpierw będzie lub już jest czyjąś synową, następnie czyjąś teściową. Czy własne doświadczenia w roli synowej nie powinny sprzyjać przyjaznemu traktowaniu żony syna?

 

Powinno. I często tak właśnie jest. Ale nie każdej starcza samokrytycyzmu, a przede wszystkim zrozumienia, że dziecko jest co prawda ważną częścią naszego życia, ale w miarę upływu lat, nadal będąc kochane, musi się usamodzielnić i zacząć życie na własny rachunek. To doskonały czas, żeby zająć się sobą. Wrócić do zaniedbanych zainteresowań, zainwestować w swój rozwój, odnowić dawne znajomości, poszerzyć swoje horyzonty. Wtedy ciężar uwagi przesuwa się na inne sprawy i troska, czy synowa dobrze czy źle zajmuje się naszym „dzieckiem" schodzi na plan dalszy. Świat jest taki ciekawy, możliwości rozwoju są tak nieograniczone, że zawężanie uwagi wyłącznie do rodzinnego podwórka jest marnotrawstwem energii i życiowych szans.

 

 

- Narzekań teściowych poza jej kumami, nikt raczej nie traktuje serio. Jednak bywa, że młoda kobieta, kochająca własną matkę, swoją teściową upokarza. Dlaczego?

 

Z głupoty, braku taktu, niewłaściwego wychowania. To zły przykład dla dzieci, które z czasem podobnie mogą traktować ją samą. To fatalne konsekwencje dla jej związku, bo partner w jakimś momencie odpłaci jej pięknym za nadobne. I to bardzo źle dla niej samej, bo wyzwala w sobie pokłady negatywnych uczuć, które zawsze są niszczące. Nie trzeba kochać swojej teściowej, nie trzeba - jeśli naprawdę się nie da - nawet jej lubić; nie ma powodu utrzymywać na siłę kontaktów, jeśli źle się układają. Trzeba natomiast wzbudzać w sobie poczucie szacunku dla osoby matki męża, oddzielając jej zachowania od jej osoby. Zachowania mogą się nam nie podobać, ale osobę - jako człowieka - szanujemy. I właśnie własna matka powinna zwracać na to córce uwagę.



- Czy i co można poradzić teściowej i synowej, które wiedzą, że jest miedzy nimi nienajlepiej i chciałyby to zmienić?

 

- Zastanowić się, w czym tkwi problem. Konkretnie go sprecyzować. Obiektywnie ocenić, czy jest do rozwiązania, czy nie. Jeśli tak, wypunktować jakieś dobre cechy drugiej strony. Umówić się na spotkanie bez świadków i przedstawić swoje uczucia, bez złości i agresji. Zapytać, co mogłybyśmy obie zrobić, żeby stosunki między nami układały się lepiej. Jeśli to niemożliwe, posłużyć się modlitwą zaczerpniętą z filmu „Skrzypek na dachu": „Daj jej Boże jak najlepiej i trzymaj ją ode mnie z daleka". Powtarzać to z dobrą wolą za każdym razem, kiedy natkniemy się w myślach na synową czy teściową. Chociaż trudno w to uwierzyć - czyni cuda.

- Tytuł najnowszej Pani książki brzmi „W łóżku z teściową", czy to tylko metafora?

 

- Zainspirowała mnie opowieść jednej z pacjentek. W okresie wzajemnego zauroczenia wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jak mocno ukochany mężczyzna jest związany z matką. Wysłuchałam w swojej praktyce wiele takich smutnych zwierzeń. A ta młoda kobieta, po długotrwałych staraniach przeniesienia uwagi męża z matki na siebie i wspólne dziecko, doznała niemal szoku, kiedy nocą, po miłym zbliżeniu, mąż zaczął przekonywać ją do przepisania mu działki, którą ona sama dostała od swojego ojca. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że używał tych samych argumentów, jakie już wcześniej słyszała w tej kwestii od teściowej. „On nie tylko mówił jej tekstem - nawet ton jego głosu był taki sam. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem w łóżku nie z własnym mężem, ale z teściową" - powiedziała. Jej relacja punktowała jeden z najważniejszych problemów niezgody między małżonkami. Stąd tytuł książki.

 

 

- Czy można, choćby w skrócie, wypunktować przyczyny, dla których wielu synowym i teściowym nie udaje się dojść do porozumienia?

 

Gdybym miała skupić się na tych najważniejszych, to pierwszoplanową przyczyną jest bezsensowna walka dwóch kobiet o uczucia mężczyzny: syna jednej, a męża czy partnera drugiej. Oczywiście, stosunki rodzinne podlegają tym samym prawom, jak inne więzi międzyludzkie. Jednych członków rodziny lubimy, innych traktujemy jako zło konieczne. Są, bo są. Zawierając nowe znajomości - czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy też nie - kierujemy się nieświadomie tzw. chemią uczuć, przypisywaną zwykle przyciąganiu lub odpychaniu emocjonalnemu. I tak, do jednych osób odczuwamy natychmiastową sympatię, natomiast inne wzbudzają w nas zastrzeżenia lub co najmniej obojętność.

 

Nie inaczej się dzieje w przypadku poznawania się przyszłych teściowych i synowych. Tu ogromną rolę grają z jednej strony uprzedzenia, z drugiej nieżyczliwe nastawienie. Jeśli matka męża jest przeświadczona, że żadna kobieta, może z wyjątkiem perskiej księżniczki nie jest godna zostać jego partnerką i co więcej - nigdy nie zadba o niego tak świetnie, jak robi to ona sama - nie ma szans by zdobyć jej akceptację. Jeśli z kolei młoda kobieta ma w głowie skład różnych negatywnych wyobrażeń na temat ewentualnej teściowej, stworzą one mocne uprzedzenia, przez które będzie postrzegała nawet najżyczliwszą i dobrze do niej usposobioną matkę swojego partnera. Wtedy wszystko, co tamta powie czy zrobi będzie odbierane w krzywym zwierciadle i interpretowane na jej niekorzyść. Można naturalnie zauważyć, że takie negatywne wyobrażenia czy uprzedzenia są rodzajem mechanizmu obronnego, zaporą mającą za zadanie odciąć się od ewentualnej niechęci drugiej strony i zapobiec zranieniu. Podobnie, jak niechętne nastawienie teściowej wobec synowej. Ale w ten sposób obie zamykają sobie możliwość rzeczywistego poznania się, docenienia wzajemnych zalet i uczciwego rozeznania, jaką osobą naprawdę jest druga.

 

 

- Wiele młodych kobiet żali się, że matka męża robi wszystko, by pozostać najważniejszą osobą w jego życiu. Skąd taka zaborczość i nierzadko pełna uległość mężczyzny?

 

- Dla wielu matek syn - jeśli stosunki z jego ojcem są złe lub w ogóle od dawna go nie ma - staje się „mężczyzną jej życia". Wtedy naprawdę trudno się pogodzić z faktem, że obiekt wieloletnich starań i uczuć oddala się, aby podjąć samodzielne życie. Jeśli kobieta trwa w takim zaślepieniu i mimo dorastania syna przedłuża w nieskończoność jego „pieluszkowanie" będzie niechętnie reagowała na jego partnerkę. Wraz z jego samodzielnością traci niejako sens swojego życia. Odczuwa taką sytuację jako rzeczywistą, dotkliwą stratę i będzie robiła wszystko, żeby zdyskredytować jego partnerkę i przywrócić poprzednie status quo. Znam sytuacje, że mimo wieloletniego związku syna i zrodzonych w nim dzieci, jego matka tak długo jątrzyła i deprecjonowała jego żonę, że opuścił swoją rodzinę i po latach zamieszkał ponownie z mamusią. Z kolei mężczyźni, którzy nie są przecież bezwolnymi maluchami, często poddają się takiej presji, ponieważ łączą je z matkami silne więzi uczuciowe. Na przykład, jeśli byli wychowywani tylko przez nie. Trudno im się przeciwstawić, bo każda taka próba wywołuje w nich poczucie winy. Przecież mama tyle dla nich zrobiła...! Bywa, że nie ułożyła już sobie życia, poświęcając się dla nich. I jak tu odciąć ją od swoich spraw? Wielu mężczyzn odczuwa zresztą złość wobec matki za jej nadopiekuńczość i wtrącanie się do ich życia, ale nie ośmielają się nie tylko tego ujawnić, ale nawet dopuścić do siebie, że odczuwają takie emocje. Wtedy część tej złości i irytacji rzutują na stałą towarzyszkę życia.

 

Jeśli dodamy cały repertuar nacisków i manipulacji, jakimi posługują się często matki, znając słabe i czułe strony swoich synów - uwolnienie spod ich obciążającego wpływu może być naprawdę trudne. Generalnie dla wielu matek trudność sprawia zrozumienie, że uczucia wobec nich i kochanej przez ich syna kobiety należą do dwóch porządków. W przypadku matki będzie to bezinteresowna miłość, przywiązanie i troska.

 

 

W przypadku synowej - miłość oparta na poczuciu psychicznego i fizycznego zjednoczenia, namiętność, budowanie wspólnego domu dla siebie i zrodzonych z tego związku dzieci. I chociaż obie kochają tego samego mężczyznę, każda z nich zajmuje w jego sercu inne miejsce, przypisane jej pełnioną w jego życiu rolą. Dlatego nie ma tu sensu rywalizacja, czy walka o wpływy. Jeśli tak się dzieje, tracą na tym wszyscy. I gdy któraś ze stron wygrywa tę żenująca batalię, jest to zawsze pyrrusowe zwycięstwo, podszyte życiowa klęską. Zatruwanie się nienawiścią niszczy naszą duchową esencję, przetrawia ciało i prędzej czy później wpędza chorobę.



- Niemal każda kobieta najpierw będzie lub już jest czyjąś synową, następnie czyjąś teściową. Czy własne doświadczenia w roli synowej nie powinny sprzyjać przyjaznemu traktowaniu żony syna?

 

Powinno. I często tak właśnie jest. Ale nie każdej starcza samokrytycyzmu, a przede wszystkim zrozumienia, że dziecko jest co prawda ważną częścią naszego życia, ale w miarę upływu lat, nadal będąc kochane, musi się usamodzielnić i zacząć życie na własny rachunek. To doskonały czas, żeby zająć się sobą. Wrócić do zaniedbanych zainteresowań, zainwestować w swój rozwój, odnowić dawne znajomości, poszerzyć swoje horyzonty. Wtedy ciężar uwagi przesuwa się na inne sprawy i troska, czy synowa dobrze czy źle zajmuje się naszym „dzieckiem" schodzi na plan dalszy. Świat jest taki ciekawy, możliwości rozwoju są tak nieograniczone, że zawężanie uwagi wyłącznie do rodzinnego podwórka jest marnotrawstwem energii i życiowych szans.

 

 

- Narzekań teściowych poza jej kumami, nikt raczej nie traktuje serio. Jednak bywa, że młoda kobieta, kochająca własną matkę, swoją teściową upokarza. Dlaczego?

 

Z głupoty, braku taktu, niewłaściwego wychowania. To zły przykład dla dzieci, które z czasem podobnie mogą traktować ją samą. To fatalne konsekwencje dla jej związku, bo partner w jakimś momencie odpłaci jej pięknym za nadobne. I to bardzo źle dla niej samej, bo wyzwala w sobie pokłady negatywnych uczuć, które zawsze są niszczące. Nie trzeba kochać swojej teściowej, nie trzeba - jeśli naprawdę się nie da - nawet jej lubić; nie ma powodu utrzymywać na siłę kontaktów, jeśli źle się układają. Trzeba natomiast wzbudzać w sobie poczucie szacunku dla osoby matki męża, oddzielając jej zachowania od jej osoby. Zachowania mogą się nam nie podobać, ale osobę - jako człowieka - szanujemy. I właśnie własna matka powinna zwracać na to córce uwagę.



- Czy i co można poradzić teściowej i synowej, które wiedzą, że jest miedzy nimi nienajlepiej i chciałyby to zmienić?

 

- Zastanowić się, w czym tkwi problem. Konkretnie go sprecyzować. Obiektywnie ocenić, czy jest do rozwiązania, czy nie. Jeśli tak, wypunktować jakieś dobre cechy drugiej strony. Umówić się na spotkanie bez świadków i przedstawić swoje uczucia, bez złości i agresji. Zapytać, co mogłybyśmy obie zrobić, żeby stosunki między nami układały się lepiej. Jeśli to niemożliwe, posłużyć się modlitwą zaczerpniętą z filmu „Skrzypek na dachu": „Daj jej Boże jak najlepiej i trzymaj ją ode mnie z daleka". Powtarzać to z dobrą wolą za każdym razem, kiedy natkniemy się w myślach na synową czy teściową. Chociaż trudno w to uwierzyć - czyni cuda.

 

- Tytuł najnowszej Pani książki brzmi „W łóżku z teściową", czy to tylko metafora?

 

- Zainspirowała mnie opowieść jednej z pacjentek. W okresie wzajemnego zauroczenia wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jak mocno ukochany mężczyzna jest związany z matką. Wysłuchałam w swojej praktyce wiele takich smutnych zwierzeń. A ta młoda kobieta, po długotrwałych staraniach przeniesienia uwagi męża z matki na siebie i wspólne dziecko, doznała niemal szoku, kiedy nocą, po miłym zbliżeniu, mąż zaczął przekonywać ją do przepisania mu działki, którą ona sama dostała od swojego ojca. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że używał tych samych argumentów, jakie już wcześniej słyszała w tej kwestii od teściowej. „On nie tylko mówił jej tekstem - nawet ton jego głosu był taki sam. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem w łóżku nie z własnym mężem, ale z teściową" - powiedziała. Jej relacja punktowała jeden z najważniejszych problemów niezgody między małżonkami. Stąd tytuł książki.

 

 

- Czy można, choćby w skrócie, wypunktować przyczyny, dla których wielu synowym i teściowym nie udaje się dojść do porozumienia?

 

Gdybym miała skupić się na tych najważniejszych, to pierwszoplanową przyczyną jest bezsensowna walka dwóch kobiet o uczucia mężczyzny: syna jednej, a męża czy partnera drugiej. Oczywiście, stosunki rodzinne podlegają tym samym prawom, jak inne więzi międzyludzkie. Jednych członków rodziny lubimy, innych traktujemy jako zło konieczne. Są, bo są. Zawierając nowe znajomości - czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy też nie - kierujemy się nieświadomie tzw. chemią uczuć, przypisywaną zwykle przyciąganiu lub odpychaniu emocjonalnemu. I tak, do jednych osób odczuwamy natychmiastową sympatię, natomiast inne wzbudzają w nas zastrzeżenia lub co najmniej obojętność.

 

Nie inaczej się dzieje w przypadku poznawania się przyszłych teściowych i synowych. Tu ogromną rolę grają z jednej strony uprzedzenia, z drugiej nieżyczliwe nastawienie. Jeśli matka męża jest przeświadczona, że żadna kobieta, może z wyjątkiem perskiej księżniczki nie jest godna zostać jego partnerką i co więcej - nigdy nie zadba o niego tak świetnie, jak robi to ona sama - nie ma szans by zdobyć jej akceptację. Jeśli z kolei młoda kobieta ma w głowie skład różnych negatywnych wyobrażeń na temat ewentualnej teściowej, stworzą one mocne uprzedzenia, przez które będzie postrzegała nawet najżyczliwszą i dobrze do niej usposobioną matkę swojego partnera. Wtedy wszystko, co tamta powie czy zrobi będzie odbierane w krzywym zwierciadle i interpretowane na jej niekorzyść. Można naturalnie zauważyć, że takie negatywne wyobrażenia czy uprzedzenia są rodzajem mechanizmu obronnego, zaporą mającą za zadanie odciąć się od ewentualnej niechęci drugiej strony i zapobiec zranieniu. Podobnie, jak niechętne nastawienie teściowej wobec synowej. Ale w ten sposób obie zamykają sobie możliwość rzeczywistego poznania się, docenienia wzajemnych zalet i uczciwego rozeznania, jaką osobą naprawdę jest druga.

 

 

- Wiele młodych kobiet żali się, że matka męża robi wszystko, by pozostać najważniejszą osobą w jego życiu. Skąd taka zaborczość i nierzadko pełna uległość mężczyzny?

 

- Dla wielu matek syn - jeśli stosunki z jego ojcem są złe lub w ogóle od dawna go nie ma - staje się „mężczyzną jej życia". Wtedy naprawdę trudno się pogodzić z faktem, że obiekt wieloletnich starań i uczuć oddala się, aby podjąć samodzielne życie. Jeśli kobieta trwa w takim zaślepieniu i mimo dorastania syna przedłuża w nieskończoność jego „pieluszkowanie" będzie niechętnie reagowała na jego partnerkę. Wraz z jego samodzielnością traci niejako sens swojego życia. Odczuwa taką sytuację jako rzeczywistą, dotkliwą stratę i będzie robiła wszystko, żeby zdyskredytować jego partnerkę i przywrócić poprzednie status quo. Znam sytuacje, że mimo wieloletniego związku syna i zrodzonych w nim dzieci, jego matka tak długo jątrzyła i deprecjonowała jego żonę, że opuścił swoją rodzinę i po latach zamieszkał ponownie z mamusią. Z kolei mężczyźni, którzy nie są przecież bezwolnymi maluchami, często poddają się takiej presji, ponieważ łączą je z matkami silne więzi uczuciowe. Na przykład, jeśli byli wychowywani tylko przez nie. Trudno im się przeciwstawić, bo każda taka próba wywołuje w nich poczucie winy. Przecież mama tyle dla nich zrobiła...! Bywa, że nie ułożyła już sobie życia, poświęcając się dla nich. I jak tu odciąć ją od swoich spraw? Wielu mężczyzn odczuwa zresztą złość wobec matki za jej nadopiekuńczość i wtrącanie się do ich życia, ale nie ośmielają się nie tylko tego ujawnić, ale nawet dopuścić do siebie, że odczuwają takie emocje. Wtedy część tej złości i irytacji rzutują na stałą towarzyszkę życia.

 

Jeśli dodamy cały repertuar nacisków i manipulacji, jakimi posługują się często matki, znając słabe i czułe strony swoich synów - uwolnienie spod ich obciążającego wpływu może być naprawdę trudne. Generalnie dla wielu matek trudność sprawia zrozumienie, że uczucia wobec nich i kochanej przez ich syna kobiety należą do dwóch porządków. W przypadku matki będzie to bezinteresowna miłość, przywiązanie i troska.

 

 

W przypadku synowej - miłość oparta na poczuciu psychicznego i fizycznego zjednoczenia, namiętność, budowanie wspólnego domu dla siebie i zrodzonych z tego związku dzieci. I chociaż obie kochają tego samego mężczyznę, każda z nich zajmuje w jego sercu inne miejsce, przypisane jej pełnioną w jego życiu rolą. Dlatego nie ma tu sensu rywalizacja, czy walka o wpływy. Jeśli tak się dzieje, tracą na tym wszyscy. I gdy któraś ze stron wygrywa tę żenująca batalię, jest to zawsze pyrrusowe zwycięstwo, podszyte życiowa klęską. Zatruwanie się nienawiścią niszczy naszą duchową esencję, przetrawia ciało i prędzej czy później wpędza chorobę.



- Niemal każda kobieta najpierw będzie lub już jest czyjąś synową, następnie czyjąś teściową. Czy własne doświadczenia w roli synowej nie powinny sprzyjać przyjaznemu traktowaniu żony syna?

 

Powinno. I często tak właśnie jest. Ale nie każdej starcza samokrytycyzmu, a przede wszystkim zrozumienia, że dziecko jest co prawda ważną częścią naszego życia, ale w miarę upływu lat, nadal będąc kochane, musi się usamodzielnić i zacząć życie na własny rachunek. To doskonały czas, żeby zająć się sobą. Wrócić do zaniedbanych zainteresowań, zainwestować w swój rozwój, odnowić dawne znajomości, poszerzyć swoje horyzonty. Wtedy ciężar uwagi przesuwa się na inne sprawy i troska, czy synowa dobrze czy źle zajmuje się naszym „dzieckiem" schodzi na plan dalszy. Świat jest taki ciekawy, możliwości rozwoju są tak nieograniczone, że zawężanie uwagi wyłącznie do rodzinnego podwórka jest marnotrawstwem energii i życiowych szans.

 

 

- Narzekań teściowych poza jej kumami, nikt raczej nie traktuje serio. Jednak bywa, że młoda kobieta, kochająca własną matkę, swoją teściową upokarza. Dlaczego?

 

Z głupoty, braku taktu, niewłaściwego wychowania. To zły przykład dla dzieci, które z czasem podobnie mogą traktować ją samą. To fatalne konsekwencje dla jej związku, bo partner w jakimś momencie odpłaci jej pięknym za nadobne. I to bardzo źle dla niej samej, bo wyzwala w sobie pokłady negatywnych uczuć, które zawsze są niszczące. Nie trzeba kochać swojej teściowej, nie trzeba - jeśli naprawdę się nie da - nawet jej lubić; nie ma powodu utrzymywać na siłę kontaktów, jeśli źle się układają. Trzeba natomiast wzbudzać w sobie poczucie szacunku dla osoby matki męża, oddzielając jej zachowania od jej osoby. Zachowania mogą się nam nie podobać, ale osobę - jako człowieka - szanujemy. I właśnie własna matka powinna zwracać na to córce uwagę.



- Czy i co można poradzić teściowej i synowej, które wiedzą, że jest miedzy nimi nienajlepiej i chciałyby to zmienić?

 

- Zastanowić się, w czym tkwi problem. Konkretnie go sprecyzować. Obiektywnie ocenić, czy jest do rozwiązania, czy nie. Jeśli tak, wypunktować jakieś dobre cechy drugiej strony. Umówić się na spotkanie bez świadków i przedstawić swoje uczucia, bez złości i agresji. Zapytać, co mogłybyśmy obie zrobić, żeby stosunki między nami układały się lepiej. Jeśli to niemożliwe, posłużyć się modlitwą zaczerpniętą z filmu „Skrzypek na dachu": „Daj jej Boże jak najlepiej i trzymaj ją ode mnie z daleka". Powtarzać to z dobrą wolą za każdym razem, kiedy natkniemy się w myślach na synową czy teściową. Chociaż trudno w to uwierzyć - czyni cuda.

 

Autor: Ewa Łuszczuk