Matka i córka – przyjaciółki czy rywalki?

Relacje z matką mają wpływ na to, jakie córka będzie mieć związki z mężczyznami. Rozmowa z psychologiem i psychoterapeutą Pawłem Droździakiem.

Relacje między matką a córką często są trudne, naznaczone niezrozumieniem. Choć wydawałoby się, że powinny być najbliższymi przyjaciółkami – dlaczego nie zawsze tak jest?


Obraz matki i córki może być niejasny, gdy patrzymy tylko na nie obie. Stanie się wyraźniejszy, gdy sobie przypomnimy, że córka dlatego jest na świecie, że matka związała się z jakimś mężczyzną. Gdy mamy te trzy punkty odniesienia, wiele zaczyna się wyjaśniać.


Rywalizacja o mężczyznę?


Narosło wokół niej wiele nieporozumień, bo przecież nie możemy interpretować dosłownie, że matka i córka rywalizują o ojca. Taka interpretacja rodzi zrozumiały sprzeciw: „Ale zaraz, moment, jak to? Rywalizować z rodzoną córką o własnego męża?”. A córka mogłaby powiedzieć: „To ja bym miała z własnym ojcem? To obrzydliwe”. To nie o to chodzi. Trzeba tu rozróżnić fizyczną osobę tego ojca od idei ojca jako mężczyzny. Ojciec fizyczny jest prototypem i symbolem „obiektu męskiego”, męskiej siły itd. Córka i matka rywalizują o męską postać, która w tym momencie wyrażana jest przez osobę ojca. Ojciec czasami może nakręcać tę rywalizację mówiąc: „Gotujesz lepiej niż matka”, „Jesteś zdolniejsza niż matka”… A do matki może powiedzieć: „Weź się za nią, bo się nie uczy, a to przecież TWOJA córka”.


Dlaczego tak mówi? Czy to właśnie nie powoduje tej przeciwwagi matki w stosunku do córki i pewną niechęć, że z nich obu mąż faworyzuje córkę, a nie żonę?


Może tak być, choć on może to rozgrywać nieświadomie. Z jednej strony matka córkę kocha, a z drugiej, gdy ona zaczyna dojrzewać i być istotą seksualną, pojawia się lęk o jej seksualność, ale też chęć uchronienia własnego dziecka przed zranieniem, przed cierpieniem. Stąd te wszystkie kłótnie z nastolatkami, jak się mają ubierać – czy nie za krótko, nie za wyzywająco. Poza tym jeśli matka jest niedowartościowana, to chciałaby, by jej córka uniknęła błędów, które popełniła: „Ja się władowałam przez wpadkę, to ty się tak nie wpakuj”, „Ja się wpakowałam w taki związek, nie popełniaj tego błędu”. Dzieci mają spełniać marzenia rodziców i dotyczy to obu płci. Zrealizować ich plan lub nie zrealizować złego planu. Czy pani wie, co najgorszego można powiedzieć do córki?


Jesteś jak twoja matka?


No właśnie, bo to, co cały czas robi córka w swoim życiu, to ucieczka przed byciem „jak matka”. Córka wciąż ma tę fantazję, że jest inna, lepsza. Bo przecież każdy człowiek musi się w jakiś sposób odróżnić od swoich rodziców. Zatem powiedzenie „jesteś jak twoja matka” to trafienie w samo serce.


By oddać sprawiedliwość, trzeba powiedzieć, że relacje córka–matka bywają też bliskie i serdeczne.


Tak, na szczęście są też i takie. Ale trzeba uważać, żeby nie były zbyt bliskie. O takiej więzi między kobietami możemy mówić, np. gdy ojciec jest nieobecny, bo opuścił żonę i córkę. Albo jest nieobecny emocjonalnie, bo np. pije i one muszą wtedy zjednoczyć siły przeciwko tej nieobecności. Matka może po zranieniu przez mężczyznę całą inwestycję umieszczać w córce, i rodzi się symbioza między nimi, np. symbioza w cierpieniu. To rodzi poczucie bliskości i więzi, więc na swój sposób są ze sobą szczęśliwe. Można to porównać do wspólnoty kobiet przy darciu pierza – ta wspólna lamentacja na mężczyzn mogła odbywać się dopóki odnajdywały się we wspólnym, podobnym losie, np. narzekając „a mój chłop to taki i taki”, „a ja z moim to już nie daję rady” itd. Ale niechby na to darcie pierza przyszła jedna i powiedziała: „a mój to zabiera mnie do Hiszpanii” – natychmiast z tej wspólnoty zostałaby wykluczona. Taką symbiozę między matką i córką, wyrosłą na sojuszu wobec nieobecnego mężczyzny (tu: męża i ojca) narusza rodząca się seksualność córki. Pojawienie się jakiegokolwiek mężczyzny w życiu córki może być potraktowane jako zdrada tej bliskości, zdrada matki. Trzeba więc wykorzenić seksualność, by mogła trwać symbioza.


Czyli też w pewnym sensie psychicznie „wykastrować”?


Tak, ale w taki sposób, by córka albo musiała się matką opiekować, albo musiałaby bać się mężczyzn. W poczuciu winy albo z wdzięczności wiele córek opiekuje się matkami do końca ich dni, rezygnując z własnego, osobistego życia.


Jak się odciąć od takiej wiążącej matki?


W relacji matki i córki rozerwanie tej symbiozy może być trudne, bo obie mają tendencje do symbiozy. Nawzajem się sobą opiekują – matka, w pewnym momencie, płynnie przechodzi na pozycję córki – to ona wymaga opieki. Więc córka wchodzi płynnie w pozycję matki. Relacje z matką mają też wpływ na to, jakie córka będzie mieć związki z mężczyznami. Po pierwsze, może w matce być pragnienie, by ten partner był idealny, albo może być pragnienie, żeby tego partnera w ogóle nie było. I wszystkie trudności, które matka doświadczyła czy doświadcza z własnym partnerem, też pojawią się w jakiejś formie w relacji z zięciem. Zdarza się, że teściowa chce umieścić w zięciu swoje fantazje na temat mężczyzn i może „naprowadzać” córkę, by widziała w mężczyznach to, co ona widzi, np.: „Trzymaj się chłopa, jaki by on nie był” albo „Każdy chłop to świnia i uważaj, czy on gdzieś na boki nie chodzi”. To może rodzić konflikty w trójkącie matka–córka–zięć.


Stąd te żarty o teściowej?


Te żarty mogą też wiązać się z zaprzeczeniem teściowej jako kobiety. Dozwolona jest córka, ale niedozwolona jest matka. Mężczyzna może obawiać się, podświadomie, że mógłby teściową pożądać. A to niedopuszczalne. To jest taki paradoks – jeżeli stworzymy sobie w głowie, że czegoś mamy nie chcieć, nie wolno nam, to dążymy jednak do realizacji, by zniwelować napięcie, jakie ten zakaz niesie. Poprzez żart to napięcie także można zniwelować.


Jak córka może regulować więź z matką?


Myślę, że trzeba ustanowić i zachowywać swoje granice, chronić swoją odrębność. Ale żeby pojawiła się prawdziwa odrębność, a nie tylko rozpaczliwe zaprzeczanie zależności, musi przyjść taki moment, kiedy zarówno złe, jak i dobre rzeczy w matce zostają odnalezione. Na przykład: kiedy mówi się o przemocy w domu, to także mówi się często o nieuświadomionym żalu do matki, że nie odeszła od ojca. Oprócz tego, że obwiniamy matkę, warto ją też spróbować zrozumieć w tej całej historii. Matka z kolei powinna zrozumieć i zaakceptować pragnienie córki bycia z mężczyzną.


Jesteśmy z niej, z krwi i kości. Nie da się być do końca osobnym?


W sytuacji problemowej matka bywa często zaprzeczoną częścią córki. Można całe życie przed tym uciekać, a można też próbować tę część znaleźć i zrozumieć. Zupełnie odrębnym być nie można.


Paweł Droździak – psycholog, psychoterapeuta, mediator rodzinny. Pracuje z osobami mającymi trudności w kontrolowaniu zachowań impulsywnych. Prowadzi psychoterapię osób uwikłanych w związki, w których występuje element uzależnienia emocjonalnego.

Autor: Renata Mazurowska