Mamo, to on zaczął!

Rodzeństwo zna swoje słabe punkty, dlatego z łatwością potrafi sobie dopiec. Gdy emocje między nimi sięgają zenitu, rodzice stają przed problemem: interweniować czy nie?

Wszystkie rodzeństwa się kłócą. A te, które robią to rzadko, niekoniecznie muszą być najbardziej zżyte. Dzieci ze sobą walczą, zaraz potem się godzą. Kochają się i nienawidzą jednocześnie. Ambiwalencja uczuć w rodzeństwie to sytuacja zupełnie normalna. Relacja z bratem lub siostrą jest pierwszym poligonem doświadczalnym dla relacji międzyludzkich dziecka. Dzięki niej maluch uczy się wyrażać emocje i poznaje smak kompromisu. Nic dziwnego, że między rodzeństwem musi czasem dojść do sporu. Jak jednak pokazuje doświadczenie, takie kłótnie bywają większym kłopotem dla rodziców niż dzieci.


Z bratem można więcej

Kłótnie wśród rodzeństwa bywają gwałtowniejsze niż te, do których dochodzi w relacjach z koleżanką czy kolegą. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie. Z jednej strony relacja z rodzeństwem jest silniejsza, z drugiej: siostra czy brat to pewnego rodzaju „pewnik” – w wieku kilku i kilkunastu lat wydaje się nam, że rodzeństwo nigdy nas nie opuści. Co innego przyjaciel ze szkoły czy przedszkola – może się obrazić albo przenieść swoje uczucia na kogoś innego. Dlatego też dzieci wobec rodzeństwa pozwalają sobie na dużo więcej niż w stosunku do kogokolwiek innego.

Rodzice chcieliby, żeby ich dzieci żyły w zgodzie i harmonii. Dlatego nieraz reagują zbyt asekuracyjnie i starają się dławić konflikty w zarodku. Nie zawsze jednak to dobry pomysł.


Przyczyny konfliktów

Badania wskazują, że kłótnie między rodzeństwem, które jest ze sobą mocno związane, zwykle dotyczą kwestii zwierzchnictwa (kto do czego ma prawo) i własności (to moje, nie twoje). Dzieci mniej zżyte kłócą się częściej o nieuczciwość (on kłamie).

Konflikty między dziećmi nie zawsze muszą dotyczyć tego, co dzieje się w ich relacji. Czasami są sygnałem, że dziecko lub rodzeństwo nie radzi sobie z jakimś problemem, który nie musi być związany z życiem rodzinnym. Przyczyną mogą być kłopoty w szkole lub z rówieśnikami. Czasem kłótnie są sposobem na zwrócenie na siebie uwagi rodziców. Dla większości dzieci negatywne zainteresowanie z ich strony jest lepsze niż żadne. Awantura z bratem lub siostrą z dużym prawdopodobieństwem ściągnie uwagę rodziców aż nadto. To może być sygnał, że dorośli są za bardzo zapracowani albo zajęci swoimi sprawami, a dziecko odczuwa niedosyt kontaktu z nimi. Poświęcenie większej uwagi kapryśnemu dziecku może więc wyciszyć konflikty między dziećmi.


Ingerować, czy nie?

Kiedyś rodzicom radzono, by nie interweniowali w kłótnie dzieci, dopóki „nie leje się krew”. To jednak nie jest najlepszy pomysł. Oczywiście, nie trzeba wtrącać się w każdą najdrobniejszą sprzeczkę. Nadmiernie chronione i kontrolowane dzieci nie nauczą się samodzielnie radzić sobie z konfliktami. Ale z drugiej strony, pozostawione same sobie mogą nie znaleźć właściwej drogi do ich rozwiązania. Badania pokazują, że konstruktywne interwencje rodziców są potrzebne. Sprawiają, że dzieci rzadziej się kłócą i lepiej sobie radzą w kryzysowych momentach.

Kiedy więc (i jak) reagować na toczące się spory, a kiedy pozwolić, by dzieci załatwiły sprawy między sobą? Znalezienie złotego środka nie jest łatwe. Gdy reagujemy za wcześnie lub w błahych sprawach, przyzwyczajamy je, by biegły do nas z każdym drobiazgiem. Dlatego w przypadku drobnych sprzeczek warto dzieciom pozostawiać swobodę. Im gorętszy konflikt, tym większe prawdopodobieństwo, że nasze oddziaływanie będzie konieczne. Nasza reakcja jest nieodzowna wtedy, gdy dzieci nie mogą znaleźć rozwiązania, kłócą się wciąż o to samo, sytuacja staje się niebezpieczna lub utknęły na stałe w rolach napastnika i ofiary. Dziecko, które wciąż „przegrywa”, potrzebuje naszej ochrony. Jeśli nie reagujemy, dominujące może nabrać przekonania, że wszystko jest w porządku. Słabsze może czuć się bezradne i opuszczone.


Jacy my, takie dzieci

Nie zapominajmy, że dzieci uczą się przez naśladownictwo. Obserwują rodziców. W jaki sposób się kłócą, w jaki godzą, co robią z negatywnymi emocjami? Na nic pobożne życzenia co do zachowania dzieci, o ile sami nie świecimy przykładem. Jeżeli oczekujemy od nich łagodności, a sami krzyczymy lub wymierzamy klapsy, to nie możemy się dziwić, że dzieci używają przemocy. Jeśli potrafimy kontrolować własne emocje, dzieci z czasem też się tego nauczą. Zrównoważeni rodzice mają zazwyczaj zrównoważone dzieci.

Oczywiście gwałtowne kłótnie czy bijatyki potrafią wyprowadzić z równowagi najbardziej opanowanych rodziców. Choć to trudne, powinniśmy w takich momentach zachować spokój. Krzycząc pogarszamy sytuację. Jednak, co robić, gdy emocje biorą górę? Nie udawać na siłę, że jest inaczej. Dzieci doskonale wyczuwają nasze nastroje. Lepiej szczerze przyznać: „Jestem na was naprawdę zła, ale porozmawiamy o tym, gdy wszyscy się uspokoimy”.


Interwencyjne ABC

Każdy konflikt między dziećmi może być rozwiązywany według pewnego schematu. Pomóżmy dzieciom go zastosować:

1. Określenie problemu – o co dzieci się kłócą? Co stanowi źródło ich sporu: „Rozumiem, że obydwoje chcecie się bawić tą samą zabawką?” W tym miejscu każde z dzieci powinno mieć szansę wypowiedzieć swój pogląd na temat sporu – po kolei i bez przerywania sobie. Najgorsze, co możemy zrobić, to z góry być przekonani o czyjejś winie lub nie dopuścić kogoś do głosu. Określeniem problemu jest także to, co z kłótni może wyniknąć, nazwijmy to: „Według mnie wasza kłótnia idzie w złym kierunku. Jeśli będziecie nadal się szarpać, komuś z was stanie się krzywda”.

2. Opisanie uczuć – uświadomienie sobie emocji, jakie targają dziećmi i wyrażenie ich jest konieczne, aby dzieci mogły zacząć działać konstruktywnie. Także tu powinniśmy wysłuchać obu stron. Nawet to dziecko, które zaatakowało pierwsze, miało ku temu swoje powody. Możemy też dzieciom pomóc nazywając uczucia sami: „Widzę, że obydwoje jesteście bardzo na siebie źli”. Jednocześnie, zgodnie z prawdą możemy powiedzieć, jakie emocje ta sytuacja w nas budzi: „Niepokoi mnie wasze zachowanie i złości fakt, że łamiecie zasadę naszej rodziny: „Nikt nikogo nie szarpie ani nie bije””.

3. Szukanie rozwiązań – zawsze, o ile to możliwe, pierwszeństwo w ich znalezieniu powinny mieć dzieci. Będziemy zaskoczeni, jak twórcze i dojrzałe mają pomysły, często inne od tych, które nam przychodzą do głowy. Zachęcajmy je do myślenia: „Jak możecie rozwiązać tę sytuację, żebyście obydwoje byli zadowoleni?”. Wspierajmy je w tym: „Jestem pewna, że znajdziecie rozwiązanie, które obydwoje uznacie za sprawiedliwe”.


Wina i kara?

Podczas rozmowy unikajmy osądzania i obarczania winą którekolwiek z dzieci, nawet jeśli wydaje nam się, że znamy winowajcę. Nigdy nie można być do końca pewnym, jak wyglądają zakulisowe rozgrywki w rodzeństwie. Wiele dzieci potrafi tak manipulować rodzeństwem, że same prowokują konflikt, a „obrywa” druga strona.

Rozmawiając z dziećmi, używajmy sformułowań: „Mam wrażenie, że…”, „Wygląda na to…”, „Czuję, że wy…”. Dzięki nim dajecie dzieciom sygnał, że staracie się je zrozumieć, przyglądacie się uważnie, co się między nimi dzieje i niech wiedzą, że mogą liczyć na waszą bezstronną pomoc.

Wydawać się może, że to dość ulgowe traktowanie poważnego tematu. Gdzie tu wina i kara? Jednak ten sposób rozstrzygania sporów ma wiele zalet – motywuje dzieci do brania odpowiedzialności za swoje postępowanie, uczy, że błędy można naprawiać (to ulga szczególnie dla tych dzieci, które czują, że bardziej zawiniły), a także dbania o relację z bratem lub siostrą i brania pod uwagę ich uczuć. Taki sposób radzenia sobie w trudnej sytuacji wzmacnia odporność psychiczną dzieci.

Jednak co robić, gdy temperatura konfliktu to już „wrzenie” i toczy się regularna bitwa z użyciem broni? Pierwsze, co powinniśmy zrobić, to oczywiście dzieci rozdzielić. Potem przypomnieć, jakie rodzinne zasady zostały złamane i jasno powiedzieć, co o tym sądzimy. Czasem, gdy emocje są zbyt gorące, warto wysłać dzieci do swoich pokoi – dla wyciszenia i przemyślenia sprawy. Nie powinno to jednak trwać dłużej niż parę minut. „Marsz do swojego pokoju” nigdy nie może być karą (własny pokój powinien kojarzyć się tylko z przyjemnością) ani sposobem na pozbycie się problemu (nie wolno zostawiać dzieci z nierozwiązaną sytuacją). Po wyciszeniu emocji możemy wrócić do wyżej wspomnianego schematu rozmowy. Dla dzieci wyrzucenie z siebie emocji czasem jest równoznaczne z rozwiązaniem problemu. Wysłuchane i zrozumiane często są skore do natychmiastowego pogodzenia się.


"Happy end”

Zawsze na koniec warto wziąć na kolana każde z dzieci i na spokojnie podsumować całe zajście. „Rozumiem, że byłeś zły. Ale co byś mógł zrobić, żeby następnym razem, w podobnej sytuacji zareagować inaczej?”, „Kiedy krzyczysz, trudno nam zrozumieć, co mówisz”.

Oczywiście, ważne są też wzajemne przeprosiny. Ale pamiętajmy, by nie nakłaniać do nich dzieci zbyt szybko. Wypowiedziane w złości są zwykle nieszczere i dzieci uczą się, że to słowo „przepraszam” nie ma żadnego znaczenia. Nauka rozwiązywania konfliktów jest rozpisana na lata. Nie liczmy na to, że kilka udanych interwencji zdejmie nam kłopot z głowy. Przecież nawet wielu dorosłych nie opanowuje tej sztuki w wystarczającym stopniu.


Te metody zawodzą

Jest wiele metod, których z przyzwyczajenia kurczowo się trzymamy, choć są nieskuteczne albo wręcz szkodliwe. Oto część z nich:

- Kto zaczął? – to pytanie zachęca do wzajemnego obwiniania się i zwykle zamiast gasić, jeszcze bardziej roznieca emocje.

- Dlaczego nie potraficie się grzecznie bawić? – to pytanie retoryczne, na które sami rodzice nie potrafią znaleźć odpowiedzi. Tym trudniej znaleźć ją dzieciom. Najbardziej logiczną wydaje się: „Bo taki nasz urok”.

- Za karę: nie dostaniecie kieszonkowego, macie szlaban na telewizję, komputer – odbieranie przywilejów powinno być strategią ostateczną, stosowaną incydentalnie albo wcale. Dzieci zwykle czują się poszkodowane i skupiają się bardziej na krzywdzie, jaka ich spotkała, niż na poprawie zachowania.

- Ciągle się kłócicie! albo: Ty ciągle ją zaczepiasz! – częste stosowanie takich stwierdzeń tylko pogarsza niepożądane zachowania, bo dzieci wierzą rodzicom „na słowo” i stosują się do nadawanych im „etykietek”.

- Przestań, bo oberwiesz! – strach przed pasem to fatalna motywacja i nie uczy współpracy, a jedynie unikania kary. Poza tym dziecko nabiera przekonania, że rację ma zawsze ten, kto jest silniejszy. I jak w tym świetle wygląda rodzic, który mówi: „Nie wolno bić, synku!”?

- On jest od ciebie młodszy!, Ona jest dziewczynką! – to stwierdzenie ma skłonić dziecko do uległości wobec „słabszego”. Badania pokazują jednak, że już niespełna dwuletnie dzieci potrafią wykorzystywać swoją pozycję i doprowadzać starsze rodzeństwo do furii, podczas gdy wina za konflikt zwykle spada na starsze z rodzeństwa.

- Proszę was, nie bijcie się. To tak nieładnie – słowa wypowiadane niepewnie lub błagalnie nie działają na dzieci. Trzeba mówić wyraźnie i stanowczo, by dzieci traktowały poważnie to, co mówimy.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora