Mama na roślinach. Porady dla dla kobiet w ciąży i mam, które nie jedzą mięsa czy nabiału

W swojej książce obala wiele mitów narosłych wokół weganizmu i przekonuje, że zbilansowana dieta roślinna jest bezpieczna na każdym etapie życia. Praktyczne porady na temat odżywiania uzupełnia niemal sto przepisów na proste i smaczne dania wege – nie tylko dla mam. Z Asją Michnicką rozmawia Anna Komorowska

W swojej książce obala wiele mitów narosłych wokół weganizmu i przekonuje, że zbilansowana dieta roślinna jest bezpieczna na każdym etapie życia. Praktyczne porady na temat odżywiania uzupełnia niemal sto przepisów na proste i smaczne dania wege – nie tylko dla mam. Z Asją Michnicką rozmawia Anna Komorowska

Od jak dawna żyje pani „na roślinach”?

Asja Michnicka: Wegetarianizmem zainteresowałam się już na początku liceum, czyli niemal 20 lat temu, i wtedy po raz pierwszy próbowałam zrezygnować z mięsa w codziennej diecie. Przez kilka lat jeszcze czasami wracałam do ryb czy drobiu, raczej z braku wiedzy na temat żywienia, ale kiedy zgłębiłam problem i dowiedziałam się, jakie produkty są bogate w białko, co jest dobrym źródłem żelaza, a co wapnia, bez problemu przeszłam na wegetarianizm, a potem na weganizm. Produktów odzwierzęcych, czyli nabiału, jajek i miodu, staram się nie jeść już od ponad sześciu lat.


Czy w czasie ciąży brała pani pod uwagę powrót do produktów odzwierzęcych?

Nigdy nie miałam takich myśli! Po pierwsze, wiedziałam doskonale, że dobrze zbilansowana dieta wegańska jest odpowiednia na każdym etapie życia, łącznie z ciążą i karmieniem dziecka piersią, a po drugie – miałam duże wsparcie bliskich. Moja ginekolożka zlecała mi badania, dokładnie takie same jak każdej innej pacjentce, a moja położna poleciła mi dobre roślinne źródła żelaza, które zresztą już sama znałam. Nikt nigdy nie dał mi do zrozumienia, że „wegańska” ciąża to coś złego dla mnie czy dziecka.


Dla porządku zapytam: czy dieta wegańska jest bezpieczna dla kobiet w ciąży?

Jeśli jest odpowiednio zbilansowana, tak jak każda dieta, również ta uwzględniająca produkty pochodzenia zwierzęcego, być powinna – to tak, jest bezpieczna. Anemia, czyli „sztandarowa” ciążowa przypadłość, może dotknąć każdą kobietę, nie tylko wegankę czy wegetariankę. Ja na przykład, choć nie jest to żadnym wyznacznikiem, miałam wzorcowe wyniki w czasie ciąży i po porodzie.


Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom innych wegemam, napisała pani książkę „Mama na roślinach”. Choć tak sobie myślę, że mogą po nią sięgnąć nie tylko weganki czy wegetarianki. Mam rację?

Książka jest pisana z myślą o każdej kobiecie, która przygotowuje się do ciąży lub w niej jest, a także z myślą o każdej mamie, która karmi swoje dziecko piersią. I niekoniecznie jest weganką czy wegetarianką. Wiele kobiet ogranicza spożycie mięsa, bo takie są zalecenia. Spójrzmy chociażby na aktualną piramidę żywienia. Jeśli jemy mięso, nie powinno być ono na naszych talerzach kilka razy dziennie ani nawet codziennie. Dwa, trzy obiady w tygodniu mogą być wegetariańskie, jeden wegański. Śniadania czy kolacje też nie muszą być mięsne. Wegekuchnia jest pełna smaku, może być bardzo zdrowa i różnorodna. A w „Mamie na roślinach” jest wiele inspiracji dla każdej mamy, która chce wprowadzić do swojej kuchni więcej warzyw, owoców, strączków, kasz czy orzechów.




Białko w diecie jest niezbędne, by dziecko rosło i prawidłowo się rozwijało. Czym można zastąpić mięso i ryby będące bogatym źródłem tego składnika?

Tak, białko w diecie jest bardzo ważne, ale faktem jest, że często po prostu jemy go zbyt dużo. Jeśli nie jemy mięsa czy nabiału lub jajek, dobrze, żebyśmy codziennie jedli strączki, które są moim zdaniem nadal bardzo niedoceniane, mimo że pokochaliśmy humus. A przecież oprócz ciecierzycy mamy różne odmiany fasoli, soczewicę w kilku kolorach i smakach, groch, bób. Bardzo dobrym źródłem wysokowartościowego białka roślinnego są też produkty sojowe, których nie musimy się bać, o ile nie pijemy dziesięciu litrów mleka sojowego dziennie, oraz produkty pełnoziarniste i orzechy czy nasiona. Czyli tak naprawdę dobrze zbilansowana dieta roślinna wystarczy i nie trzeba się martwić białkiem, jedząc wszystko to, co wymieniłam.




Okres karmienia syna piersią kojarzy mi się z jałowym jedzeniem, bez soli, bez smaku. Czym podkręcić smak potraw, żeby nie zaszkodzić dziecku?

Czym tylko mamy ochotę! Kurkuma, czosnek, cebula, pieprz, słodka i ostra papryka, oregano... zależy, co lubimy. Nasze mleko tworzy się z krwi, nie z treści żołądka, więc to, co jemy, nie ma wpływu na przykład na kolki u dziecka. Jeśli lubicie kuchnię indyjską, pełną aromatycznych i ostrych przypraw, jak ja, nic nie stoi na przeszkodzie, aby iść z rodziną do restauracji czy przygotować coś w domu. Nie bójmy się jeść, karmiąc piersią. Najedzona i dobrze odżywiona mama to mama, która ma energię, siłę, chociażby po to, aby… karmić dziecko! Na gotowanej marchewce i ryżu daleko nie zajedziemy. Odmawianie sobie jedzenia z obawy przed zaszkodzeniem dziecku to też prosta droga do przedwczesnego zakończenia karmienia, a to nasze mleko jest najlepszym pokarmem, jaki możemy dać dziecku. Warto czerpać wiedzę o karmieniu piersią z dobrych źródeł, ja polecam na przykład „Kwartalnik Laktacyjny” i grupę „Kwartalnika” na Facebooku.


Nabiał to kolejny ważny składnik w diecie kobiety karmiącej. Na półkach ze zdrową żywnością mamy do wyboru różne rodzaje mleka roślinnego. Które dostarczy mamie i dziecku najwięcej składników odżywczych?

Szeroki wybór roślinnego „nabiału” mamy nie tylko w sklepach ze zdrową żywnością, ale również w popularnych dyskontach i osiedlowych sklepach. Takie produkty nie są już niczym egzotycznym. W codziennej diecie warto uwzględnić taki napój roślinny – wybierajmy te fortyfikowane wapniem.


Co to takiego, to mleko fortyfikowane?

To napój roślinny wzbogacony wapniem. Szklanka napoju sojowego czy owsianego fortyfikowanego wapniem ma tyle samo wapnia co szklanka mleka krowiego. To dobrze przyswajalne źródło wapnia.


Jakimi składnikami najczęściej wzbogaca się produkty żywnościowe i czy warto fortyfikować żywność?

Tak naprawdę warto skupić się na produktach fortyfikowanych wapniem. Napoje roślinne są też często wzbogacane witaminą D czy B12, ale są to tak małe ilości, że i tak dobrze je suplementować. Weganie i wegetarianie powinni suplementować witaminę B12, a każdy z nas witaminę D.


Słyszałam, że orzechy mogą uczulać. Mleko migdałowe czy kokosowe jest dozwolone w diecie matki karmiącej piersią?

Oczywiście! Orzechy również. Alergie dotyczą małego procenta dzieci. Poza tym stwierdzić alergię i ewentualnie zalecić odstawienie mamie określonych produktów może tylko alergolog. Odmawianie sobie czegokolwiek tylko z obawy o alergię u dziecka może skutkować niedoborami.


Korzysta pani z „gotowców” czy sama przygotowuje mleko? Jak zrobić takie najprostsze?

Bardzo często korzystam z „gotowców”, bo zależy mi, aby napój roślinny był fortyfikowany wapniem. Czasem jednak przygotowuję taki napój sama, a potem robię na nim budyń jaglany czy koktajle owocowe. Najprostszy i najtańszy to ten owsiany – trzeba zalać wodą płatki owsiane w proporcjach: 1 szklanka płatków na 4 szklanki wody, zostawić je na noc, a rano zblendować ze świeżą wodą. Przepuścić przez gazę i gotowe!


Asja Michnicka – mama, pedagożka, lokalna aktywistka, blogerka. Na bloga „Mama na roślinach” pisze o wegańskiej i wegetariańskiej ciąży, w wersji roślinnej, karmieniu piersią, dobrych porodach, noszeniu dzieci, macierzyńskiej codzienności. Na co dzień wspiera inne mamy na otwartych spotkaniach i warsztatach. Lubi rodzicielstwo bliskości, chustonoszenie, minimalizm, bycie tu i teraz. Mieszka w dużym mieście, ale pod lasem. Opiekuje się dwoma psami i kotem po przejściach.
Autor: Anna Komorowska Fot. Anksfoto; Facebook/mamanaroslinach