Gruźlica wciąż niebezpieczna

To nieprawda, że z gruźlicą sobie poradziliśmy, a śmiertelne żniwo zbiera ona jedynie w krajach trzeciego świata.

Nadal trawa epidemia gruźlicy. W Europie najwięcej zachorowań przypada na państwa znajdujące się w pobliżu naszego kraju, takie jak Litwa, Estonia, Ukraina i Rosja. Dr Tadeusz M. Zielonka, przewodniczący warszawsko-otwockiego oddziału Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc powiedział, że im bardziej na wschód naszego kontynentu, tym większa jest zapadalność na gruźlicę. Widoczne jest to nawet na przykładzie Polski: najwięcej zachorowań jest w lubelskiem, łódzkiem i śląskiem.

 

Polska należy krajów Unii Europejskiej o największej zachorowalności na gruźlicę, ale przypomniano, że od I wojny światowej sytuacja epidemiologiczna w naszym kraju zmieniła się diametralnie. W 1918 r. w Warszawie było tysiąc zgonów z powodu gruźlicy na 100 tys. mieszkańców, co stawiało nas na pierwszym miejscu na świecie. Dziś zdarzają się jedynie dwa zgony na 100 tys. osób. W 1957 r. chorowali głównie ludzie młodzi, teraz niemal wyłącznie są to osoby starsze. Do rzadkości należą zachorowania u osób w wieku 20-44 lat. I nie ma już żadnych zgonów wśród dzieci. W 2009 r. były 743 przypadki śmiertelne z powodu gruźlicy, wszystkie wśród osób dorosłych.

 

Stosunkowo najczęściej chorują więźniowe. Zachorowalność na gruźlicę jest wśród nich ponad 20 razy większa niż w całej naszej populacji. „Mężczyźni dwukrotnie częściej chorują niż kobiety, czego wcześniej nie było. Są oni na ogół w wieku 50-54 lat" - powiedziała prof. Ewa Augustynowicz-Kopeć z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie. Na Mazowszu 10 proc. chorych na gruźlice to bezdomni.

 

 

Autor: PAP - Nauka w Polsce