Farmaceuta może pomóc

„Uważam, że sprzedaż leków poza aptekami to kiepskie rozwiązanie. Pomysł wprowadzenia ich do stacji benzynowych został zaimportowany z USA, gdzie podróżuje się godzinami przez pustkowia autostradą. Natomiast u nas są zupełnie inne warunki."

Bywa, że do apteki przychodzi klient i chce kupić leki, których działanie jest identyczne, albo przeciwstawne. Jeśli je zażyje może mieć kłopoty zdrowotne. Co może zrobić farmaceuta, skoro są to środki dostępne bez recepty?


Zacznę od tego, że człowiek, który przyszedł do apteki to nie klient, lecz pacjent. I tak powinien być traktowany. Natomiast aptekarz nie jest po prostu sprzedawcą, lecz kompetentnym doradcą. O tym, by pytać o radę lekarza lub właśnie farmaceutę mówią wszystkie dołączane do leków ulotki. Przecież nie przez grzeczność, ale dlatego, że ten zawód miał i ma nadal do spełnienia istotną rolę w poprawie stanu zdrowia społeczeństwa. Niedawno obradowała na ten temat w Polsce grupa farmaceutek z Unii Europejskiej. I za zadania obecnie najważniejsze uznano: poszukiwanie najskuteczniejszych metod wykorzystywania terapeutycznego leków dostępnych w aptekach bez recepty, rzetelne informowanie o niepożądanych skutkach leków, skuteczne i bezpieczne gospodarowanie lekami OTC, czyli dostępnymi bez recepty i wreszcie lansowanie zdrowego stylu życia. A wracając do przykładu pacjenta, który dziwnie wybierał leki, farmaceuta powinien poinformować go o ich działaniu, zapytać, dlaczego chce je przyjmować, a w razie potrzeby zasugerować inne.


Czy zdarza się , że pacjent przychodzi z receptą lekarską na określony specyfik, a poza tym chce kupić jakiś lek bez recepty, który zdaniem farmaceuty będzie się kłócił z przepisanym przez specjalistę?


Niestety, dzieje się tak bardzo często. Na przykład środek przepisany przez lekarza ma za zadanie obniżyć ciśnienie. A lek wybrany przez pacjenta złagodzić bóle reumatyczne, które właśnie odczuwa. Na pozór wszystko w porządku. Ale takich środków nie wolno stosować równocześnie. Gdyż ich działania mogą być osłabione lub całkowicie zniesione. A w najlepszym razie, lek obniżający ciśnienie będzie mało skuteczny. Gdy rzeczywiście zachodzi konieczność podawania obydwu, to przynajmniej ustalić należy sposób ich przyjmowania. Dawkowanie ustala lekarz. Natomiast farmaceuta powinien ostrzec przed niekorzystnymi skutkami stosowania obydwu równocześnie. To zresztą jest raczej łagodny przykład. Gdyż obecnie wielu pacjentów leczy się jednocześnie u kilku specjalistów: kardiologa, urologa, dermatologa, neurologa itd. Każdy z nich zajmuje się jednym problemem. Daje zalecenia, wypisuje receptę. Często pacjent nie informuje go o kłopotach zdrowotnych, wizytach u innych lekarzy i zażywanych lekach. Jeśli farmaceuta o tym nie wie, to po prostu realizuje kolejną receptę, a pacjent zażywa różne leki wedle swego uznania. Trudno się dziwić, że ma potem różne dolegliwości. Oczywiście, gdy pacjent jest niejako wierny jednej aptece, rozpoznawany przez personel, to może liczyć na życzliwą rozmowę i wskazanie mu błędów w traktowaniu własnego zdrowia. Niestety, nie dotyczy to wielu osób.


A jeśli przyjdzie pacjent, który od razu poprosi o dobór leku, bo np. cierpi na bóle głowy, traci siły, nadmiernie tyje itp.?


Taki człowiek może liczyć na pomoc. Powinien być dokładnie wysłuchany, otrzymać adekwatną odpowiedź na swoje pytania, odpowiedzieć na pytania, które mogą się nasunąć farmaceucie. A potem wziąć sobie do serca otrzymane zalecenia na temat stylu życia, który często jest przyczyną kiepskiego samopoczucia i stosować wybrane dla niego leki. Bo tzw. opieka farmaceutyczna jest wpisana w nasz zawód. A w jej zakres wchodzi także pouczenie pacjenta, gdy jest mu potrzebne. Na marginesie dodam, że właśnie wtedy jest najlepsza okazja, by np. skłonić do zbadania poziomu cholesterolu, zasugerować zmianę diety, gdy jego poziom jest za wysoki, powiedzieć, jak walczyć z otyłością, jak fatalnie na zdrowie wpływa palenie, czym grozi miażdżyca, jakich specjalistów odwiedzić, itd. Sądzę, że takie podejście dobrze świadczy o współpracy pomiędzy lekarzem a farmaceutą.


Obecnie mamy w aptekach tyle różnych leków, preparatów wzmacniających, suplementów, że część osób wpada na pomysł, by leczyć się na własną rękę. Czy taka moda na samoleczenie nie okaże się niebezpieczna?


Czasem tak bywa, gdy ktoś przesadzi z ilością stosowanych specyfików. Jednak na ogół leki OTC w aptece mają takie dawki, które przy sposobie stosowania zaleconym przez farmaceutę, nie powinny szkodzić. Ogólnie rynek leków OTC, czyli tych dostępnych bez recepty, w ostatnim roku szacuje się na sumę 4 mld zł. Co stawia nas na piątym miejscu w Europie po Brytyjczykach i Niemcach. U nas najczęściej kupowane są środki przeciwbólowe. I pod tym względem zajmujemy trzecie miejsce na świecie po Amerykanach i Francuzach. Sądzę, że stosujemy stanowczo za dużo tych preparatów, co nie jest obojętne dla zdrowia. Czasem bardziej celowe byłoby, zwłaszcza przy wyraźnych objawach zapalnych, przyjęcie środków przeciwzapalnych, a np. przy bólu żołądka preparatów roślinnych. Taka zamiana byłaby możliwa, gdyby pacjent sposobu na swoją dolegliwość szukał w aptece i spytał o radę farmaceutę. Niestety, coraz rzadziej tak się dzieje.


Nie rozumiem. Gdzie wobec tego Polacy kupują te preparaty przeciwbólowe i powszechnie znane leki przeciw zimowym infekcjom?


To proszę dokładniej się rozejrzeć wokół siebie. Leki bez recepty można dziś kupić na stacjach benzynowych czy w supermarketach. Przeciętny market oferuje od 50 do 70 takich środków. Na stacjach benzynowych leki niczym niezabezpieczone leżą na wierzchu, często na zewnątrz, w sklepach spożywczych znajdują się tam, gdzie najłatwiej sięgnąć po nie klientowi. Nikt nie pyta o warunki ich przechowywania, podczas gdy w aptekach bardzo często odbywają się kontrole nadzoru farmaceutycznego i sanitarne. Reasumując, w ostatnich latach sprzedaż leków OTC w aptekach wzrosła o 5 proc. W sieciach poza aptecznych o 20 proc. Tak więc, w Polsce farmaceuci mają ograniczony wpływ na bezpieczeństwo czy skuteczność samoleczenia. Uważam, że sprzedaż leków poza aptekami to kiepskie rozwiązanie. Pomysł wprowadzenia ich do stacji benzynowych został zaimportowany z USA, gdzie podróżuje się godzinami przez pustkowia autostradą. Natomiast u nas są zupełnie inne warunki. Obecnie mamy w Polsce 14 tys. aptek, więc niemal wszędzie, do którejś z nich jest blisko. A przejście kilku kroków po właściwie przechowywany lek, który pomoże wybrać specjalista, to naprawdę żadna fatyga.


Rozm. Ewa Łuszczuk

Autor: Ewa Łuszczuk