Dzieci, które ważą za dużo

Nasze dzieci tyją. Aż 75 procent  ma problemy z tuszą, bo w domu rodzinnym nikt nie dba o zdrową dietę. Żeby pociechy schudły, sposób myślenia o jedzeniu muszą zmienić i rodzice, i dziadkowie.

Od kilku lat jest pani koordynatorem Programu Zwalczania Otyłości u Dzieci i Młodzieży. Czy taki program ma sens, czy rzeczywiście można te dzieciaki odchudzić?


Można i to niezwykle skutecznie. Dzieci biorące udział w programie mogą liczyć na wsparcie dietetyka, konsultacje psychologiczne i opiekę lekarza chorób metabolicznych. I chyba trzeba do tego włączyć całą rodzinę, a przede wszystkim mamę, która decyduje w domu o posiłkach. Oczywiście, że bardzo ważna jest współpraca z rodzicami. Pamiętajmy, że przyczyną otyłości jest i brak ruchu, i zła dieta, i przesiadywanie przed komputerem.


I to sprawia, że mamy coraz więcej dzieci otyłych, które uwielbiają śmieciowe jedzenie. Jak bardzo program ten okazał się skuteczny? W końcu po dwóch latach można go podsumować...


Nasza statystyka mówi, że od 2006 do czerwca 2010 roku udzieliliśmy ponad 4 tysiące porad lekarskich, psychologicznych i dietetycznych. Ogromna liczba osób wzięła udział w zajęciach edukacyjnych.


A czy im wcześniej odchudzamy, jeśli odchudzamy już dzieci, to jest to skuteczniejsze?


Oczywiście! O wiele łatwiej jest schudnąć w okresie pokwitania. Potem nawyki są tak silne, że trudniej się z nimi walczy. Nie wszystkim jednak udaje się schudnąć za pierwszym razem. Niektórzy próbują kilkakrotnie. Ale średnio, co piąty uczeń gubi zbędne kilogramy już przy pierwszym podejściu do diety.


A najgrubsze dzieci, ile ważyły?

Trafiają do nas pacjenci w wieku 12, 13 lat, którzy ważą ponad 130, a nawet 140 kilogramów. Przy dzieciach chudną też rodzice. Mamy mamę, która zrzuciła 26 kg i tatę, który zgubił 30 kg. Oni wszyscy są obciążeni nie tylko kilogramami, ale i chorobami... Strata kilogramów to szansa na dłuższe i zdrowsze życie. Okazało się, że co piąty badany przez nas pacjent ma podwyższone ciśnienie tętnicze krwi i za wysoki poziom cholesterolu. Lekarze tłumaczą rodzicom, jakie mogą być powikłania nieleczonej otyłości i jak z tą nieszczęsną otyłością walczyć. Później przychodzi czas na część badawczo-diagnostyczną.


Jak wygląda to badanie, a potem leczenie?


Dziecko najpierw trafia do lekarza zajmującego się chorobami metabolicznymi, następnie do dietetyka i psychologa. Zostają zważone i zmierzone, a lekarze obliczają ich BMI. Dla tych, które mają nadwagę, są organizowane specjalne wykłady dotyczące diety, aktywności fizycznej i higieny życia. Przyczyną otyłości może też być podłoże emocjonalne. Analizujemy wszystkie wyniki i na ich podstawie ustalamy przebieg dalszego leczenia.


Jaką rolę w otyłości odgrywa genetyka. Dziecko jest grube, bo mama, tata i babcia też są grubi?


Genetyka ma wpływ na nasz wygląd, ale tylko w 25 procentach. 75 procent osób tyje, bo ma złe nawyki żywieniowe wyniesione w rodzinnego domu. Wszyscy w rodzinie są otyli, bo lubią bigos, golonkę, a w niedzielę jedzą słodkie ciasta. A surówek zero!


Są też rodziny, które nie lubią się ruszać...


I razem z dziećmi całe dnie spędzają przed telewizorem. Nasz program to rewolucja w życiu otyłych rodzin. I trzeba pamiętać o jednej istotnej sprawie: jeżeli człowiek miał w dzieciństwie „incydent nadwagi”, to komórki tłuszczowe już są. I to jest ta skłonność do tycia.


Jakie to niesprawiedliwe: jeden człowiek może jeść zawsze bez umiaru i wszystko, a drugi musi pilnować się całe życie...


A wie pani z kim mam największy kłopot? Z babciami. Bo one uważają, że dieta to krzywda, a słodycze to szczęście.
I coś w tym jest, bo to czekolada podnosi w naszym organizmie poziom serotoniny, czyli hormonu szczęścia. Ale trzeba przyznać, że wysiłek fizyczny też. No i nasi pacjenci chudną, a podczas wakacji u babci tyją. Jednak spotykamy także postępowe babcie. One już wiedzą, że nie wolno dzieci przekarmiać nawet mlekiem. Ileż mitu jest w twierdzeniu „pij mleko będziesz wielki”.


Bo dla dzieci mających skłonność do tycia oznacza to „będziesz gruby”?


Mleko to tłuszcz, dlatego należy pić dziennie wyłącznie szklankę mleka o zawartości 1,5 procenta tłuszczu. Podobnie jest z sokami, które są mocno słodzone. Dzieci objadają się batonikami, bo nie są nauczone jeść warzyw i owoców. Wolą ziemniaki z sosem. No a ta pszenna bułka serwowana małemu dziecku w wózeczku...


... wywołuje u pani zgrozę.


Tak. Bo trzeba jeść ryby, warzywa i chude mięsa. Pokażę pani zdjęcia naszych pacjentów. Ta dziewczynka na tym zdjęciu waży ponad 76 kilogramów przy wzroście 146 cm. Po dwóch latach leczenia jej waga wynosi już tylko 54 kg, zaś wzrost 155 cm. Urosła i bardzo schudła.


Wreszcie wygląda normalnie. I szczęśliwie. Dzieci odzyskują wiarę w siebie i nie czują się gorsze...

Autor: Bożenna Szymańska