Drugie śniadanie na „szóstkę"

Dzieci w szkole niechętnie jedzą kanapki, wolą słodycze ze szkolnych sklepików. Tymczasem uczniowie, którzy nie jedzą wartościowego porannego posiłku, mają słabe wyniki w nauce.

Kiedy ponad 60 lat temu na zjeździe neurologów w Madrycie ogłoszono wyniki badań nad wpływem diety na pracę układu nerwowego, na sali zapanowała konsternacja. Młody naukowiec, dr n. med. A. Moris udowodnił, że za inteligencję, zdolność zapamiętywania i kojarzenia faktów tylko w 40 procentach odpowiadają geny. Tymczasem do tej pory uważano, że zdolności intelektualne są aż w 90 procentach dziedziczone. Jeszcze większe zdumienie ogarnęło słuchaczy, gdy prelegent przedstawił dowody na to, że złe odżywianie powoduje znaczące zmniejszenie zdolności intelektualnych także u ludzi, którzy genetycznie zostali wyposażeni w najwyższe możliwości intelektualne.


Ważny posiłek


Badania nad tym problemem kontynuowano w USA. Potwierdziły one, że uczniowie, którzy nie jedli porannego posiłku, wypadali gorzej w testach aż o 60 proc. Mieli też słabsze wyniki nauki. Poza tym okazało się, że jedzenie słodyczy rano u wielu dzieci wywoływało agresywne zachowania. Chłopcy często rozpoczynali bójki, dziewczęta kłóciły się między sobą. Współczesna dietetyka ma już pewność - potwierdzoną dziesiątkami badań i doświadczeń - że od tego, co dziecko je na pierwsze i drugie śniadanie, zależą jego wyniki w nauce.


Udowodniono, że:
• białko zjadane rano zwiększa możliwości skupienia i zapamiętywania,
• węglowodany złożone (pieczywo ciemne, warzywa i owoce) dostarczają energii potrzebnej do pracy komórek mózgowych,
• węglowodany proste (białe pieczywo, słodycze) zaburzają skupianie uwagi
• brak witamin i minerałów może zaburzać procesy zapamiętywania.


Naukowe wyniki badań w praktyce potwierdzają nauczyciele. Spostrzegli na przykład, że dzieci, które regularnie zamiast śniadania zjadają drożdżówkę, uczą się gorzej.



Precz z nudną kanapką

Faktem jest, że większość dzieci niechętnie zjada w domu śniadanie. Zerwane z łóżka nie mają apetytu, a także czasu na zasiadanie do stołu. W efekcie już na pierwszej przerwie ustawia się długa kolejka do szkolnego sklepiku po batoniki, ciasteczka oraz colę. Taki słodki posiłek odbiera apetyt na kanapki z wędliną zapakowane przez zapobiegliwą mamę. W efekcie dziecko przez kilka godzin dostarcza swojemu organizmowi jedynie dużych ilości cukru i tłuszczu. Niełatwo zmienić te złe uczniowskie zwyczaje. Udaje się to przeważnie wtedy, gdy matka wykaże odrobiną kulinarnego sprytu, proponując dziecku nie tylko wartościowo odżywczą kanapkę , ale i bardziej atrakcyjną od batoników czy ciasteczek. Na przykład rulon z pszennej tortilli. Placek podgrzewamy na suchej patelni i nadziewamy różnościami, np. paskami czerwonej papryki i ogórka oraz plasterkami szynki lub pieczonego kurczaka. Potem zwijamy go jak naleśnik. Dla młodszych dzieci rulon przekrawamy na 2 części i każdą część ściśle zawijamy w folię lub papier śniadaniowy. Starsze pociechy pochłoną taki kolorowy zawijas w całości. Placki tortilli możemy kupić lub samodzielnie usmażyć. Dobrze zrobić je poprzedniego dnia wieczorem, a rano jedynie posiekać warzywa.


Pszenna tortilla

Wystarczy 1 szklanka (250 g) mąki pszennej, ½ szklanki wody, 1 łyżka oleju, 1 łyżeczka soli. Wodę łączymy z olejem, a następnie mieszankę wlewamy do mąki wymieszanej z solą. Zagniatamy ścisłe ciasto. Dzielimy je na 4 części i każdą z nich rozwałkowujemy na cieniutki placek, który smażymy na suchej patelni, aż pokażą się małe czarne plamki. Gotowe odkładamy na talerz i przykrywamy ściereczką ,by zmiękły.

Tortillę można faszerować na wiele sposobów. Jeśli nasze dziecko nie może obyć się bez słodyczy, placek można posmarować masłem orzechowym, posypać pestkami z dyni lub słonecznika i posiekanymi suszonymi morelami. Tortillę ściśle zwijamy i dzielimy na 4 lub 6 części. Tak przygotowana tortilla może być bardziej atrakcyjna od bezwartościowego batonika, dostarczając dziecku sporo wolno uwalnianej energii, a także witamin z grupy B i A oraz kwasu tłuszczowego omega 3. Samo zdrowie!
Jeśli jednak dziecko nie ma ochoty na tortillę, można zaproponować mu tradycyjne kanapki, tyle że przygotowane w efektownej formie. Oczywiście przygotowanie np. ślimaczków wymaga nieco więcej czasu, ale zdecydowana większość dzieciaków chętnie po nie sięgnie, podczas gdy kanapki z tych samych składników, przygotowane w „zwyczajny" sposób, lądują w koszu.



Zamiast słodyczy

Najtrudniej przekonać dzieci do rezygnacji ze słodyczy. Ten problem można próbować rozwiązywać także za pomocą kulinarnych sztuczek. Doskonałym zamiennikiem bezwartościowych słodyczy są suszone owoce. Najpierw trzeba jednak znaleźć sposób na rozsmakowanie dziecka w takich produktach. Na przykład oblać je czekoladą. Przepis na owoce w czekoladzie podajemy w ramce. Smacznego!

Przepis na ślimaczki można uprościć, zastępując tartą marchewkę listkiem sałaty lub siekanym ogórkiem. Nie należy jednak rezygnować z dodatkowej porcji warzyw, bo zapewnią one naszemu dziecku sporej ilości witamin i minerałów.

Kiedy ponad 60 lat temu na zjeździe neurologów w Madrycie ogłoszono wyniki badań nad wpływem diety na pracę układu nerwowego, na sali zapanowała konsternacja. Młody naukowiec, dr n. med. A. Moris udowodnił, że za inteligencję, zdolność zapamiętywania i kojarzenia faktów tylko w 40 procentach odpowiadają geny. Tymczasem do tej pory uważano, że zdolności intelektualne są aż w 90 procentach dziedziczone. Jeszcze większe zdumienie ogarnęło słuchaczy, gdy prelegent przedstawił dowody na to, że złe odżywianie powoduje znaczące zmniejszenie zdolności intelektualnych także u ludzi, którzy genetycznie zostali wyposażeni w najwyższe możliwości intelektualne.


Fot. Pixabay

Autor: Barbara Hołub