Dobija cię stres i rutyna? Terapeutka radzi, jak zrobić emocjonalny detoks

Twoje życie uczuciowe przypomina zagracony pokój? Stres nie pozwala ci funkcjonować, a świat jawi się jako bezwzględna dżungla? Dobija cię rutyna? Jeśli odpowiedź na każde z tych pytań jest twierdząca, to znak, że pora na emocjonalny detoks. Jak go zrobić? Z pomocą przybywa terapeutka Joanna Godecka. „Nie odkładaj życia na później” to skuteczny program naprawczy, który pomaga wrócić na właściwe tory. Z autorką książki, terapeutką Joanną Godecką, rozmawia Anna Komorowska

Twoje życie uczuciowe przypomina zagracony pokój? Stres nie pozwala ci funkcjonować, a świat jawi się jako bezwzględna dżungla? Dobija cię rutyna? Jeśli odpowiedź na każde z tych pytań jest twierdząca, to znak, że pora na emocjonalny detoks. Jak go zrobić? Z pomocą przybywa terapeutka Joanna Godecka. „Nie odkładaj życia na później” to skuteczny program naprawczy, który pomaga wrócić na właściwe tory. Z autorką książki, terapeutką Joanną Godecką, rozmawia Anna Komorowska

Dlaczego odkładamy życie na później?

Joanna Godecka: To zależy od obszaru, o którym mówimy. Czasem możemy odkładać pewne ważne dla nas plany, przyjmując założenie, że na coś nie zasługujemy. Na przykład ktoś pracuje na słabo płatnym stanowisku poniżej swoich kompetencji, ale obiecuje sobie, że kiedyś zmieni pracę, zacznie rozwijać się zawodowo, zarabiać godziwe pieniądze. Czuje się sfrustrowany, więc często o tym mówi, ale nic nie robi, by to zmienić. Być może obawia się, że nie zasługuje na lepsze wynagrodzenie, ma zaniżoną samoocenę. Może nie być tego w pełni świadomy.

Kiedy indziej nie pozwalamy sobie na styl życia, który wydaje się nam przyjemny, na wypoczynek, drobne przyjemności, szczęście, gdyż warunkujemy sukcesem prawo do nich. Myślimy: „Będę szczęśliwy dopiero wtedy, gdy...”, i tu pojawia się lista: kupię mieszkanie, samochód, dostanę awans i tak dalej. Ale tworzymy złudzenie, gdyż granica, od której wolno nam będzie cieszyć się życiem, wciąż się przesuwa.




Jakie mogą być tego skutki?

Jeśli nie pokusimy się o to, by zyskać wgląd w powody odkładania naszych celów, możemy nigdy ich nie osiągnąć. Sporo osób w pewnym momencie stwierdza, że niewiele zostało z ich życiowych marzeń. Jeśli zastąpili je innymi, nic w tym złego, marzenia mogą ewoluować. Jeśli jednak mają poczucie przegranej, to nie jest dobrze.


Jakie czynniki obniżają nasz życiowy komfort?

Jest ich obecnie wiele. Z pewnością życie w pośpiechu, w stresie, bałaganie, poddanie się kompleksom, obniżona samoocena, życiowa bierność, zamartwianie się… Cokolwiek by to było, powinniśmy podjąć wyzwanie uczynienia swojego życia prostszym i lepszym.


Poza stresem, bolączką XXI wieku, jest też rutyna, życie w wiecznej prowizorce. Udajemy sami przed sobą, że jest okej. Dlaczego?

Kiedy tworzymy w życiu schemat i zamykamy się przed nowymi doświadczeniami, zyskujemy pozorne poczucie bezpieczeństwa. Taka postawa rodzi się z lęku. W codziennej rutynie nic przecież nie powinno nas zaskoczyć. Jednak ceną jest odcięcie się od źródła kreatywności i radości. One płyną z chęci doświadczania, z otwartości umysłu.

A prowizorka, czyli wszelkie półśrodki i tymczasowości, to często niechęć do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Na przykład mieszkam w wynajętym mieszkaniu, po 10 latach stwierdzam, że wydałam mnóstwo pieniędzy, przeliczam je i okazuje się, że mogłabym, płacąc raty, mieć już własne lokum. Jednak z jakiegoś powodu tego nie zrobiłam. Łączyłoby się to z podjęciem zobowiązania. Zdarza się też, że ludziom jest dobrze ze sobą, ale jedna strona nie ma odwagi wyjść poza fazę luźnej relacji. Potem partner wiąże się z kimś innym i pozostaje poczucie straty. Nie warto więc uciekać przed decyzjami.




Nie warto też rezygnować z dawnych marzeń. Chociaż, gdyby tak wszyscy zaczęli wcielać w życie swoje młodzieńcze marzenia, to czy nie otaczaliby nas sami strażacy i księżniczki wypatrujące książąt na białych koniach?

Takie marzenia są dziecinne (uśmiech). Jeśli więc pozostajemy na ich etapie, to znaczy, że nie chcemy dorosnąć. Marzenia dojrzałego człowieka o poznawaniu świata, o silnym uczuciu, o stworzeniu czegoś ważnego warto realizować, a przynajmniej próbować. Gdybyśmy ich nie porzucali, częściej by się udawało i byłoby więcej szczęśliwych ludzi. A to oznaczałoby lepszy świat, mniej konfliktów, frustracji, złych emocji.


Paradoksalnie często również sukces staje się dla nas źródłem stresu. Zamiast się z niego cieszyć, zaczynamy czuć presję, boimy się, że nie sprostamy rosnącym oczekiwaniom otoczenia. Skąd się to bierze?

Najczęściej zdarza się to, kiedy nie dość mocno wierzymy w siebie i mamy wrażenie, że sukces jest iluzją. Gdy ktoś odkryje, że nam się nie należał, wszystko zniknie. Dzieje się to także wtedy, kiedy przykładamy zbyt wielką wagę do pozostawania na szczycie. Zdobyliśmy się na zryw, wygraliśmy i teraz mamy świadomość, że już nie będzie taryfy ulgowej. Każda kolejna sprawa musi zakończyć się sukcesem, a jeśli nie, to spadniemy z piedestału. Nie jest to dobre podejście, bo oznacza, że uzależniamy swoje poczucie wartości od sukcesu i stajemy się jego zakładnikiem.

Co zrobić, by życie znów zaczęło nam sprawiać prawdziwą przyjemność i dawać satysfakcję?

Warto sięgnąć do swoich prawdziwych potrzeb, odróżniając je od tego, co jest potrzebą ego. Ego wmawia nam, że nasz trawnik musi być idealnie przystrzyżony, a wygląd zawsze nieskazitelny, że potrzebujemy butów z najnowszej kolekcji i najdroższego modelu telefonu. I choć daje nam to rodzaj przyjemności, to te rzeczy nie czynią nas szczęśliwymi. Dlatego zamiast uganiać się za nimi, warto zapytać siebie o to, co jest naprawdę ważne. Skończmy własnymi słowami zdanie: „Gdybym tylko mógł/mogła…”. Może pojawi się jakaś tęsknota? Przypomnijmy sobie również, jakimi nastolatkami byliśmy, co nas cieszyło.


Czy poradnik pani autorstwa „Nie odkładaj życia na później” jest czymś w rodzaju klucza, dzięki któremu przestawimy swoją życiową zwrotnicę i wrócimy na właściwe tory? Co w nim znajdziemy?

Znajdziemy przykłady sytuacji, które mogą wydawać się znajome, znajdziemy trochę drogowskazów i praktycznych wskazówek. Inspirację i zachętę. Jednak życiową zwrotnicę możemy przestawić jedynie my sami i mam nadzieję, że w wielu przypadkach tak się stanie.


Książka zawiera również liczne ćwiczenia, które pomogą nam cieszyć się chwilą. Jak często powinniśmy je wykonywać i ile czasu zajmują?

To zależy od rodzaju ćwiczeń. Niektóre służą uświadomieniu sobie czegoś i zapewne to wystarczy. Inne mają za zadanie zmienić nasze nawyki i przekonania, więc warto do nich wracać. Są także praktyki, których celem jest zmniejszanie poziomu stresu, napięcia, i są to treningi, które powinny stać się stałym punktem programu. Ja osobiście codziennie wykonuję trening progresywny Jacobsona, który przynosi odprężenie, i stosuję ćwiczenia oddechowe.


To może jakaś próbka na koniec. Jakie ćwiczenie mogą wykonać Czytelnicy po przeczytaniu wywiadu?

Ćwiczenie pochodzące z praktyki obecności, które ułatwia skomunikowanie się z myślami, emocjami i ciałem. Są to trzy kanały, którymi docierają do nas najważniejsze informacje. Efektem jest mniej stresów, a więcej świadomej obecności we wszystkim, co dzieje się wokół nas. Najlepiej robić je na stojąco, z nogami rozstawionymi na szerokość bioder, rękami opuszczonymi wzdłuż ciała.

  1. Zamknij oczy i weź 5 głębokich świadomych oddechów. Niech wdech będzie energiczny, a wydech zrelaksowany. Nie rób przerw pomiędzy wdechem a wydechem i odwrotnie.
  2. Następnie przez około 10-15 sekund bądź obecny w każdej myśli, która się pojawia. Zauważ ją, a jeśli stwierdzisz, że o niczym nie myślisz, to znaczy, że… myślisz właśnie o tym.
  3. Weź ponownie głęboki oddech. A teraz zauważ emocję, którą czujesz, lub nastrój, w którym teraz jesteś. Przez około 10-15 sekund bądź świadomy tego, co czujesz. Jeżeli niczego nie czujesz, bądź świadomy tego „nic”.
  4. Znowu weź głęboki oddech, po czym bądź świadomy swojego ciała. Rozpoczynając od palców u stóp, powoli całe je przeskanuj, aż po czubek głowy, przez około 10-15 sekund. Powoli zakończ ćwiczenie.

Warto robić je co najmniej raz dziennie, a można częściej.



Joanna Godecka – dyplomowany life coach, terapeutka, konsultantka i komentatorka zagadnień związanych z praktyką obecności, relacjami, poczuciem własnej wartości, samooceną kobiet. Ukończyła czterostopniowe Seminarium Collina P. Sissona z tytułem Praktyka Integrującej Obecności, a także Nową Szkołę Oddechu z tytułem Diploma Master Practicioner. Pracuje w nurcie TSR (terapia skoncentrowana na rozwiązaniach). Jest członkinią International Association of Coaching w stanie Maryland (USA) oraz Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów TSR.


Wywiad pochodzi z majowego magazynu "Świat Zdrowia"


Fot. Kat Jayne/ Pexels


Autor: Anna Komorowska