Czy brud chroni przed alergią? Jak często powinno się myć dziecko?

Starasz się, by twoje dziecko miało zawsze czystą buzię i umyte ręce? Nie pozwalasz mu się taplać w kałuży, bawić patykami i tarzać po trawie z psem? To błąd! Badania naukowe potwierdzają hipotezę, która mówi, iż nadmierna czystość sprzyja astmie i alergii.

Starasz się, by twoje dziecko miało zawsze czystą buzię i umyte ręce? Nie pozwalasz mu się taplać w kałuży, bawić patykami i tarzać po trawie z psem? To błąd! Badania naukowe potwierdzają hipotezę, która mówi, iż nadmierna czystość sprzyja astmie i alergii.

Przesada wcale zdrowa nie jest. Żadna. A więc i ta dotycząca czystości. I są na to dowody. A łączy je teza mówiąca o tym, że niektóre drobnoustroje i bakterie są wręcz potrzebne do właściwego funkcjonowania organizmu i ochrony przed niebezpiecznymi patogenami. Dorośli mający w dzieciństwie kontakt z różnego rodzaju mikroorganizmami chorują rzadziej niż ci, którzy jako dzieci byli trzymani pod kloszem. Nadmierna czystość ma też przyczyniać się do rozwoju astmy i alergii.


Częste mycie skraca życie

Zdaniem naukowców zbytnia dbałość o czystość dziecka może skutkować osłabieniem układu odpornościowego, zwłaszcza u dziecka bardzo małego, które nie ukończyło pierwszego roku życia. Jako przykład podaje się zbyt częste kąpiele.


Czytaj także: Proszki mogą uczulać - rozmowa z alergologiem Ewą Rudnicką


Dzieci do pierwszego roku życia nie mają jeszcze wykształconej bariery hydrolipidowej skóry, co oznacza, że skóra takiego dziecka nie wydziela wystarczającej ilości łoju i potu, a częste mycie powoduje usunięcie i tak już cienkiej warstwy ochronnej. Skóra jest więc bardziej narażona na podrażnienia, zaczerwienienia, wysypkę, swędzenie. Ma słabszą odporność. A słabsza odporność skóry to krok do skóry nadwrażliwej, alergicznej, atopowej.


Jak często powinno się myć dziecko?

Najlepiej nie częściej niż dwa razy w tygodniu, pod warunkiem że myjemy dokładnie pupę dziecka za każdym razem, gdy zmieniamy pieluszkę. Co ważniejsze, nie są tu potrzebne specjalne chusteczki nawilżane, jak by nie było chemiczne (chemia też nie wspiera odporności skóry), lecz letnia woda.

Jeśli chcemy, by dziecko było zdrowe i nie walczyło z alergią:

  • pozwalajmy mu się brudzić, przebywać na świeżym powietrzu, grzebać w ziemi;
  • nie zabraniajmy kontaktów z psami, kotami, świnkami morskimi i innymi zwierzętami;
  • nie stosujmy mocnych środków dezynfekujących i silnych detergentów;
  • unikajmy antybakteryjnych mydeł, używajmy zwykłego mydła i ciepłej wody, to wystarczy.


Kontakt z psem już we wczesnym dzieciństwie przyczynia się do zwiększenia odporności na alergeny, a nawet zmniejsza ryzyko wystąpienia astmy Fot. 123RF


Odporność daje pies

Zdaniem niektórych, jeśli w domu jest małe dziecko, nie powinno być w nim psa. Zwolennicy tej tezy twierdzą, że pies roznosi bakterie, zarazki i ma robaki, więc nie jest dla dziecka dobrym towarzyszem. To nieprawda. Uczeni dowiedli, że liczba bakterii na języku człowieka zdecydowanie przewyższa ich liczbę na języku psa oraz że pies zadbany to pies zdrowy, a więc niegroźny nawet dla małego człowieka. Ale nie to jest najważniejsze. Na uwagę zasługują wyniki badań dotyczące wpływu psa na dziecięcy układ immunologiczny.

Wielu rodziców bez wahania wspomniałoby o większej podatności malucha na alergie, czemu winna byłaby pewnie sierść, bo to przecież silny alergen. I jeśli tak właśnie by zrobili, to powtórzyliby tylko krążący od lat mit, bo jest wręcz przeciwnie: kontakt z psem już we wczesnym dzieciństwie przyczynia się do zwiększenia odporności na alergeny, a nawet zmniejsza ryzyko wystąpienia astmy.


Błoto równa się zdrowie

„Chore, bo trzymane pod kloszem” – mówią niektóre babcie, patrząc z troską na swoje wychuchane wnuki. I mają rację. A dowodzą tego badania przeprowadzane na zwierzętach i na ludziach.

Na przykład na myszach. Do testów wybrano tylko młode osobniki i podzielono je na dwie grupy: część trzymano w klatkach z mikrobami, część przebywała w sterylnych warunkach. Po jakimś czasie okazało się, że myszy, które miały kontakt z bakteriami, wirusami i grzybami, cieszą się dobrym zdrowiem, ponieważ ich organizm doskonale radzi sobie ze zwalczaniem infekcji. Myszy, które chroniono przed patogenami, częściej zmagały się z alergią (ich limfocyty T były nadaktywne i nieprawidłowo oceniały zagrożenie).

Podobne badanie wykonano u dzieci. Z tą różnicą, że nie zamknięto ich w laboratoryjnych pomieszczeniach, lecz porównano kondycję zdrowotną dzieci żyjących w „czystych” miastach z dziećmi dorastającymi na „brudnej” wsi. Wyniki były zaskakujące. Okazało się bowiem, że zdrowsze były te, które wychowywały się w teoretycznie trudniejszych, wiejskich warunkach. Ich rówieśnicy z wielkich miast częściej niż dzieci mające na co dzień kontakt ze zwierzętami, roślinami i różnego rodzaju mikroorganizmami chorowały na astmę.


Alergii sprzyja zmywarka

Może to wydać się nieprawdopodobne, ale szwedzcy naukowcy odkryli, że dzieci wychowywane w domach bez zmywarek mają dwukrotnie mniej alergii, a dokładniej mniejszą skłonność do egzemy, astmy i kataru siennego niż te, które takie urządzenie mają w domu. Jakie jest tego wytłumaczenie? Ano takie, że zmywarka do naczyń podgrzewa wodę do temperatury dużo wyższej niż ta, którą mamy do dyspozycji, myjąc naczynia ręcznie. Naczynia kuchenne po wyjęciu ze zmywarki są zatem wysterylizowane, nie ma na nich mikroorganizmów, bakterii, wirusów. Osoby, które jedzą z takich naczyń, są mniej narażone na kontakt z patogenami, co oznacza, że ich system odpornościowy jest w mniejszym stopniu stymulowany, czyli gorzej radzi sobie z problemami, myli się, nie odróżnia wroga od przyjaciela i reaguje nadaktywnie, co przeradza się z czasem w reakcję alergiczną.

Dobre surowe mleko

Badań tego typu przeprowadzono już wiele, a ich wyniki są zawsze podobne: odrobina brudu, a przynajmniej tego, co uważa się za brudne, nikomu nie szkodzi, a wręcz przeciwnie, może przynieść wymierne korzyści dla zdrowia. Tak jest np. z „brudnym” mlekiem prosto od krowy, wydzieliną z nosa i roztoczami.

Mleko. Badaniu poddano dzieci w wieku szkolnym. Zaobserwowano, że u tych, które piły surowe mleko, występuje o ponad 40 proc. niższe ryzyko wystąpienia astmy i o 50 proc. niższe ryzyko wystąpienia kataru siennego w porównaniu z dziećmi, które piły mleko UHT, czyli poddane sterylizacji.

Wydzielina z nosa. Pewien naukowiec z Kanady po licznych badaniach, obserwacjach i analizach doszedł do wniosku, że śluz z nosa ma słodki smak, i to z konkretnego powodu, a mianowicie po to, by... chciało się go jeść. I to też ma swoje naukowe wytłumaczenie: dzieci, przełykając go, mają wprowadzać do swojego organizmu patogeny, dzięki czemu ich układ odpornościowy jest stymulowany, co z kolei prowadzi do zwiększania odporności.

Roztocza. Regularny kontakt z roztoczami o 63 proc. zmniejsza częstość występowania alergii u dzieci z grupy wysokiego ryzyka, czyli takich, których oboje rodzice są alergikami. Naukowcy odkryli również, że dzieci w miastach narażone w ciągu pierwszego roku życia na kontakt z roztoczami, karaluchami, myszami oraz alergenami zawartymi w kurzu domowym rzadziej miały alergie w wieku 3 lat.

Czytaj także: Mieszkanie bez roztoczy - wygraj walkę z kurzem


„Czysta” cesarka? Lepiej nie

Co ciekawe, temat przesadnej czystości, czy też jej negatywnego wpływu na odporność dziecka, pojawia się już przy porodzie. Przyjęło się uważać, że bardziej „czysta” jest cesarka, a poród naturalny – bardziej „brudny”. Cesarka to też brak łez, potu, krzyku, brzydkiego zapachu. Ale też brak matczynej flory bakteryjnej, którą dziecko „brudzi się”, przechodząc przez kanał rodny. Ta flora buduje układ odpornościowy dziecka. Rodzi się ono przecież z niedojrzałym układem immunologicznym, sterylnym układem pokarmowym, jeżeli więc pozna w pierwszej kolejności dobre bakterie, które tuż po porodzie sprawnie zasiedlają cały układ pokarmowy, uczy się je tolerować. Warto o tym pamiętać i jeśli nie jest to konieczne, nie decydować się na cesarskie cięcie.

Jeśli nie ma innego wyjścia, dobrze byłoby dziecko po porodzie tą florą „ubrudzić”. Ale jak?

Najpierw położna lub pielęgniarka powinna wprowadzić jałową chusteczkę do kanału rodnego matki około godziny przed planowanym cesarskim cięciem (chusteczka do czasu porodu pozostaje w kanale i jest kolonizowana przez dobre bakterie). Przed zabiegiem położna wyciąga chusteczkę i wkłada do jałowego pojemnika. Kiedy lekarz ma już noworodka na rękach, podaje go położnej, a ta przeciera noworodka chusteczką, przenosząc florę bakteryjną matki na ciało i usta dziecka (chodzi o to, by bakterie dostały się do układu pokarmowego).


Autor: Joanna Grzegorzewska/IH Fot.123RF