Była sparaliżowana od szyi w dół. "Nigdy nie pomyślałam, żeby się poddać"

Nie marzyła o tym, żeby zostać pisarzem. Prowadziła agencję nieruchomości, aż któregoś dnia zachorowała i świat legł w gruzach. Dziś wie, że zbudowała na tym swoją siłę. Nie odważyłaby się wkroczyć do świata policji i w „Kryształowych” pisać o jej związkach z gangsterami. Z autorką książki „Kryształowi. Świeża krew”, Joanną Opiat-Bojarską, rozmawia Anna Komorowska

Nie marzyła o tym, żeby zostać pisarzem. Prowadziła agencję nieruchomości, aż któregoś dnia zachorowała i świat legł w gruzach. Dziś wie, że zbudowała na tym swoją siłę. Nie odważyłaby się wkroczyć do świata policji i w „Kryształowych” pisać o jej związkach z gangsterami. Z autorką książki „Kryształowi. Świeża krew”, Joanną Opiat-Bojarską, rozmawia Anna Komorowska

Z autorką książki „Kryształowi. Świeża krew”, Joanną Opiat-Bojarską, rozmawia Anna Komorowska


Diagnoza, którą postawili lekarze, brzmiała: zespół Guillaina-Barrégo.

To choroba autoimmunologiczna. Przeciwciała „wariują” i zamiast bronić organizm, atakują osłonki nerwowe, uszkadzając połączenia nerwy‒mięśnie i powodując paraliż.


Była pani sparaliżowana od szyi w dół. To stało się stopniowo czy nagle? Jak długo trwał ten stan?

Postępująca słabość i ból pleców trwały kilka dni. Do szpitala trafiłam, powłócząc nogami. Następnego dnia moje ciało było całkowicie wiotkie. Pielęgniarka, która przesadzała mnie z wózka inwalidzkiego na łóżko, upuściła mnie. Upadłam twarzą na szpitalne linoleum. Dla osoby, która jest całkowicie sparaliżowana, nie może zjeść posiłku, który przed nią postawiono, albo samodzielnie skorzystać z toalety, nawet jedna doba paraliżu to zbyt długo. Ja po ponad sześciu tygodniach wyjechałam ze szpitala na wózku inwalidzkim.


Czy kiedykolwiek przyszło pani do głowy, żeby się poddać?

Nigdy nie pomyślałam o tym, żeby się poddać. Ale przez pierwsze tygodnie płakałam, zadając sobie pytanie: „dlaczego ja?”. A potem postanowiłam zrobić wszystko, co się da, by wrócić do zdrowia. Przecież lepiej jest próbować zrobić cokolwiek niż nie robić nic.


Przeczytałam, że przykuta do wózka nie odpuszczała pani i niemal wymuszała na pracownikach NFZ, by jej rehabilitacja była jak najczęstsza i jak najcięższa. Na czym polegało to wymuszanie i z jakimi reakcjami się pani spotykała?

Jestem przekonana, że części z nich nadal śnię się w koszmarach (śmiech). Jeździłam za nimi na wózku inwalidzkim i prosiłam: „Możemy dziś stanąć przy drabince? Możemy dziś spróbować zrobić kilka kroków? Możemy dziś zmierzyć się ze schodami?”. Na początku mnie lekceważyli, potem zauważyli, że nie dam się zbyć. Że będę pytać tak długo, dopóki nie zrobią tego, na czym mi zależy. To mi zostało do dziś, dlatego udało mi się zrealizować misję „Kryształowi”. Ale byłam też wymagająca wobec siebie. Pamiętam dzień, gdy przesiadłam się z wózka na balkonik i spacerowałam po raz pierwszy „w pionie”. Ludzie, których mijałam, cieszyli się i gratulowali mi, a ja w myślach odpowiadałam im: „I z czego się cieszysz, nadal chodzę jak paralityk, jeszcze dużo pracy przede mną”.


Jak wyglądała rehabilitacja? Ile godzin pani ćwiczyła?

Spędziłam na oddziale rehabilitacyjnym pięć tygodni. Pobyt stacjonarny. Zajęcia grupowe dwa razy dziennie, indywidualne – raz dziennie.


Upór i codzienna walka o sprawność się opłaciły. Czy może pani powiedzieć, że dziś jest w pełni zdrowa?

Jestem w pełni sprawna. Kilka połączeń między nerwami a mięśniami się nie odbudowało, dlatego zmagam się czasem z drobnymi „upierdliwościami”. Staram się unikać zimna, niewygodnych krzeseł i dużego stresu.


Wygląda pani rewelacyjnie! Uprawia pani jakiś sport lub stosuje specjalną dietę?

Dzięki, tak też się czuję. Pływam. Zaczynałam ponad rok temu od dziesięciu długości basenu pokonywanych w ciągu godziny. Teraz w godzinę robię trzy kilometry. Stosuję zbilansowaną dietę, przygotowaną przez specjalistę i uwzględniającą to, że mam chorobę Hashimoto.


Ma pani na koncie 14 powieści, niemal wszystkie to kryminały. Dlaczego akurat ten gatunek?

Uwielbiam kryminały. Tajemnice, zaginięcia, zabójstwa… Fascynowało mnie to od dziecka. Moi rodzice chowali przede mną w szafie ogromną kolekcję pism dla dorosłych „Magazyn Kryminalny 997”. Zaczytywałam się w nim zawsze, gdy zostawałam sama w domu.


Ostatnia powieść to „Kryształowi. Świeża krew”, która rozpoczyna kryminalną trylogię o funkcjonariuszach specjalnej jednostki policji. Wiem, że pisząc ją, opierała się pani na faktach.

Do stworzenia głównej intrygi zainspirowała mnie prawdziwa sprawa „fusza”, czyli funkcjonariusza Biura Operacji Antyterrorystycznych, który został zatrzymany pod zarzutem uczestniczenia w grupie przestępczej porywającej bogaczy. W „Kryształowych” zapraszam czytelników do elitarnej jednostki antyterrorystycznej, do której właśnie dołączył mój bohater Driver. Ta powieść to emocjonalny rollercoaster, w którym oprócz narkotyków, przemocy, porwań i solidnej dawki seksu można znaleźć również brutalną prawdę na temat elitarnych jednostek policyjnych. Żeby zaserwować czytelnikom realizm, bo z tego jestem znana, musiałam przeprowadzić nieskończoną ilość rozmów z antyterrorystami, z „kryształowymi”, czyli fuszami z Biura Spraw Wewnętrznych Policji, z wydziału narkotykowego i z kilkoma innymi fachowcami.




Kiedy możemy się spodziewać kolejnej części?

„Kryształowi” numer dwa są już gotowi. Gdy zapoznałam się z prawdziwą sprawą, która stanowiła inspirację do stworzenia głównej intrygi, włosy stanęły mi na głowie. A po pracy nad pierwszymi „Kryształowymi” myślałam, że żadne policyjne przekręty mnie już nie zaskoczą. Książka trafi do księgarń w maju.


Pisanie to pani praca i hobby. Jeśli jednak chce się pani oderwać od pisania, to gdzie się wybiera?

Jak nietrudno się domyślić, lubię wyzwania. Jeśli chcę się zrelaksować, wybieram się albo na basen, by przepłynąć więcej niż poprzednim razem, albo do escape roomu, by zmierzyć się z zagadkami i uciec z zamkniętego pokoju ze znajomymi.


Joanna Opiat-Bojarska – uznana autorka powieści kryminalnych, z wykształcenia ekonomistka. Swoje książki opiera na autentycznych historiach, nie boi się niewygodnych tematów. W pisaniu stawia na realizm, emocje i matematyczną precyzję.

Fot. www.facebook.com/JoannaOpiatBojarska/


Autor: Anna Komorowska