Bezużyteczne testy psa?

Testy PSA służące wczesnemu wykrywania raka prostaty są całkowicie nieprzydatne w badania przesiewowych zdrowym mężczyzn - twierdzą w najnowszym raporcie eksperci rządu amerykańskiego. Nie zgadzają się z tym amerykańscy urolodzy. 

Z wyliczeń United States Preventive Services Task Force wynika, że co roku stosowane w badaniach przesiewowych testy PSA wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Można dzięki nim uratować co najwyżej jednego mężczyznę na 1 000 badanych, ale u jednego na 3 000 dochodzi do przedwczesnego zgonu na skutek powikłań (powodowanych niepotrzebnym leczeniem i innymi badaniami).

 

Ze statystyk wynika, że spośród 1000 mężczyzn, którzy nie są poddawani skriningowi, w okresie 10 lat na raka prostaty umiera jedynie pięciu. Ale tyle samo mężczyzn na 1000 poddanych skrinigowi może umrzeć w ciągu miesiąca po operacji usunięcia guza, który na ogół nie zagraża życiu. Od 10 do 70 badanych może cierpieć z powodu powikłań po leczeniu, takich jak impotencja i nietrzymanie moczu oraz stolca.

 

Przedstawiciele panelu rządowego zastrzegają się, że chodzi wyłącznie o badania przesiewowe, a nie o badania diagnostyczne przeprowadzone u mężczyzn z podejrzeniem raka prostaty. Badanie przesiewowe wykonywane są u mężczyzn powyżej 50. roku życia, by wykryć u nich guza, zanim jeszcze pojawią się pierwsze objawy choroby. Właśnie ich zasadność jest podważana.

 

Testy PSA mogą być oferowane na życzenie, ale po wyjaśnieniu wszystkich ich zalet i wad. Kłopot polega na tym, że rak prostaty na ogół rozwija się bardzo wolno i przez wiele lat nie stanowi żadnego zagrożenia dla życia chorego. Jego agresywności nie można jednak określić nawet przy użyciu biopsji (pobrania fragmentu guza do badania histopatologicznego).

 

Eksperci rządowi twierdzą, że bardziej szkodliwe może być dalsze badanie i leczenie niż sama choroba. Usunięcia guza i radioterapia powodują impotencję i nietrzymanie moczu u 30-40 mężczyzn na 1000 poddanych testom przesiewowym PSA. U 2 zdarzają się wywołane leczeniem tzw. incydenty wieńcowe, które mogą doprowadzić do zawału serca. A u jednego dochodzi do choroby zakrzepowo-zatorowej płuc lub kończyn dolnych. Ich zdaniem lepiej jest obserwować postęp choroby, ale zdecydowana większość mężczyzn wybiera agresywne leczenie, gdy się dowie, że ma raka prostaty.

 

Dr Michael L. LeFevre, wiceprzewodniczący Preventive Services Task Force twierdzi, że nowe rekomendacje oparto na najlepszych badaniach naukowych na ten temat. Dodał, że wymuszają one zmianę myślenia polegającą na tym, że nie wszystkie nowotwory złośliwe muszą być wcześnie wykrywane i szybko leczone. "Z tym jednak trudno się pogodzić środowisku medycznemu, jak i ludziom spoza niego" - dodał.

 

Nie zgadzają się z tym specjaliści Amerykańskiego Towarzystwa Urologicznego (American Urological Association). W oświadczaniu do najnowszej rekomendacji Preventive Services Task Force podkreślają, że nie uwzględniono w niej wszystkich korzyści, jakie daje badanie przesiewowe przy użyciu testów PSA.

 

Najnowszej rekomendacji przyklasnął dr Otis Brawley, dyrektor medyczny American Cancer Society. Jego zdaniem trzeba skończyć z oferowaniem testów PSA w każdym miejscu, nawet w centrach handlowych i na arenach sportowych, gdzie nie wyjaśnia się nawet, jakie mogą być ich konsekwencje. Według niego testy są dobrym biznesem dla ośrodków medycznych, bo w razie podejrzenia raka, wykonują one dalsze badania i leczenie, na czym zarabiają. Gdy stwierdzi się powiększenie prostaty, tylko biopsja może rozstrzygnąć, czy jest to zmiana nowotworowa, czy też łagodny guz lub skutek infekcji. 

 

 

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl.

Z wyliczeń United States Preventive Services Task Force wynika, że co roku stosowane w badaniach przesiewowych testy PSA wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Można dzięki nim uratować co najwyżej jednego mężczyznę na 1 000 badanych, ale u jednego na 3 000 dochodzi do przedwczesnego zgonu na skutek powikłań (powodowanych niepotrzebnym leczeniem i innymi badaniami).

 

Ze statystyk wynika, że spośród 1000 mężczyzn, którzy nie są poddawani skriningowi, w okresie 10 lat na raka prostaty umiera jedynie pięciu. Ale tyle samo mężczyzn na 1000 poddanych skrinigowi może umrzeć w ciągu miesiąca po operacji usunięcia guza, który na ogół nie zagraża życiu. Od 10 do 70 badanych może cierpieć z powodu powikłań po leczeniu, takich jak impotencja i nietrzymanie moczu oraz stolca.

 

Przedstawiciele panelu rządowego zastrzegają się, że chodzi wyłącznie o badania przesiewowe, a nie o badania diagnostyczne przeprowadzone u mężczyzn z podejrzeniem raka prostaty. Badanie przesiewowe wykonywane są u mężczyzn powyżej 50. roku życia, by wykryć u nich guza, zanim jeszcze pojawią się pierwsze objawy choroby. Właśnie ich zasadność jest podważana.

 

Testy PSA mogą być oferowane na życzenie, ale po wyjaśnieniu wszystkich ich zalet i wad. Kłopot polega na tym, że rak prostaty na ogół rozwija się bardzo wolno i przez wiele lat nie stanowi żadnego zagrożenia dla życia chorego. Jego agresywności nie można jednak określić nawet przy użyciu biopsji (pobrania fragmentu guza do badania histopatologicznego).

 

Eksperci rządowi twierdzą, że bardziej szkodliwe może być dalsze badanie i leczenie niż sama choroba. Usunięcia guza i radioterapia powodują impotencję i nietrzymanie moczu u 30-40 mężczyzn na 1000 poddanych testom przesiewowym PSA. U 2 zdarzają się wywołane leczeniem tzw. incydenty wieńcowe, które mogą doprowadzić do zawału serca. A u jednego dochodzi do choroby zakrzepowo-zatorowej płuc lub kończyn dolnych. Ich zdaniem lepiej jest obserwować postęp choroby, ale zdecydowana większość mężczyzn wybiera agresywne leczenie, gdy się dowie, że ma raka prostaty.

 

Dr Michael L. LeFevre, wiceprzewodniczący Preventive Services Task Force twierdzi, że nowe rekomendacje oparto na najlepszych badaniach naukowych na ten temat. Dodał, że wymuszają one zmianę myślenia polegającą na tym, że nie wszystkie nowotwory złośliwe muszą być wcześnie wykrywane i szybko leczone. "Z tym jednak trudno się pogodzić środowisku medycznemu, jak i ludziom spoza niego" - dodał.

 

Nie zgadzają się z tym specjaliści Amerykańskiego Towarzystwa Urologicznego (American Urological Association). W oświadczaniu do najnowszej rekomendacji Preventive Services Task Force podkreślają, że nie uwzględniono w niej wszystkich korzyści, jakie daje badanie przesiewowe przy użyciu testów PSA.

 

Najnowszej rekomendacji przyklasnął dr Otis Brawley, dyrektor medyczny American Cancer Society. Jego zdaniem trzeba skończyć z oferowaniem testów PSA w każdym miejscu, nawet w centrach handlowych i na arenach sportowych, gdzie nie wyjaśnia się nawet, jakie mogą być ich konsekwencje. Według niego testy są dobrym biznesem dla ośrodków medycznych, bo w razie podejrzenia raka, wykonują one dalsze badania i leczenie, na czym zarabiają. Gdy stwierdzi się powiększenie prostaty, tylko biopsja może rozstrzygnąć, czy jest to zmiana nowotworowa, czy też łagodny guz lub skutek infekcji. 

 

 

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl.

Autor: PAP - Nauka w Polsce