Bądź mi siostrą

Tradycję wzajemnego wspierania się kobiet coraz częstej wypiera rywalizacja. Czy solidarność jajników to naprawdę tylko mit?

Dawno, dawno temu kobiety musiały się wspierać, by zapewnić sobie przetrwanie. W wielu kulturach starsze kobiety gromadziły wokół siebie młodsze - córki i wnuczki - i dzieliły się z nimi mądrością i doświadczeniem. Gdy wspólnoty były małe, żyło się razem, gotowało, wychowywało dzieci, pracowało dla dobra plemienia. Wszystko było wspólne, nikt nie miał więcej. Rywalizacja nie była potrzebna. Dziś, w epoce cywilizacji przemysłowej, my - kobiety - wciąż ze sobą konkurujemy.


Zjawisko czy pojęcie?

„Solidarność jajników" nie ma jasnego źródłosłowu, co pozwala mylić zjawiska i pojęcia. Istnieje w powszechnej świadomości, ale nie jest encyklopedycznym hasłem, wyjaśniającym, czym „solidarność jajników" jest albo nie jest. - Żeby potwierdzić zjawisko lub mu zaprzeczyć, trzeba by najpierw to bardzo dokładnie zdefiniować - uważa Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. - Ustalić, o co nam konkretnie chodzi, a następnie badać wytrwale przez wiele lat. Nie ma takich badań. To, co na pewno mogę potwierdzić, to to, że istnieje takie pojęcie. Stosowane jest głównie w sarkastycznych wypowiedziach mężczyzn, którzy w określonej sytuacji poczuli, że jakaś kobieta podeszła do sprawy nieobiektywnie, tylko identyfikując się z „kobiecym punktem widzenia", co okazało się krzywdzące dla samego mówiącego.
Jest więc to pojęcie co nieco złośliwe, wyrażające niezadowolenie czy rozgoryczenie mężczyzny, częste m.in. w sytuacjach, gdy kobiety jednoczą się w jakiejś sprawie przeciwko niemu, reprezentantowi męskiego świata. Ale czy nie jest w tym choćby cień prawdy?

Tylko „w słusznej sprawie"
Jednoczymy się np. przeciw dyskryminacji kobiet, w walce o równe prawa, o parytety. Zjednoczyłyśmy się lub jednoczymy po wielu latach zależności od mężczyzny - ekonomicznej, obyczajowej, kulturowej i prawnej. Łączy nas też zrozumienie wspólnych tylko dla kobiet - związanych z biologią - doświadczeń. -To poczucie więzi i solidarności między kobietami, w dużej mierze instynktowne, jest jeszcze ciągle silne w przypadku świata kulturowo przynależnego kobietom - potwierdza dr Tomasz Sobierajski, socjolog. - Świata, który dotyka pierwotnych zagadnień, takich jak ciąża, urodzenie i wychowanie dziecka. Silne jest też w przypadku uczucia poniżenia czy porzucenia przez mężczyznę.
Ten gniew odrzuconych czy źle traktowanych kobiet jest całkiem zrozumiały w świecie, w którym kobieta za to, że uniezależniła się od mężczyzny, nie może też liczyć na jego pomoc. Zaletą dawnego porządku, choć kosztem zniewolenia, była pewność, że mężczyzna, który ma honor, nie pozostawi kobiety, uważanej wówczas za słabą i bezbronną. Nie miałaby z czego się utrzymać, bo jej obowiązkiem było prowadzenie domu, a jego - utrzymanie go. Dziś łatwiej kobietę porzucić, bo przecież da sobie sama radę. Każda z nas ma wykształcenie i zawód. Zgodnie z prawem, które sobie wywalczyłyśmy.
Wykluczone
Z jednej strony zbieramy się w kręgach, rozwijamy świadomość, a z drugiej same siebie niejednokrotnie wykluczamy. - Obserwacje i badania przeprowadzane chociażby w korporacjach pokazują, że mężczyźni nadal potrafią się zjednoczyć we wspólnej sprawie, żeby zdobyć przysłowiowego mamuta, czyli duży łup, natomiast kobiety na polowaniu walczą przeciwko sobie - uważa dr Tomasz Sobierajski, socjolog. - Stawiają nie na współpracę, tylko na indywidualizm - ja będę najlepsza! Badania pokazują również, że zjawisko „szklanego sufitu", czyli blokowanie awansu kobietom, generują nie tylko mężczyźni, ale również same kobiety, które już coś osiągnęły, zdobyły lub wywalczyły więcej, i nie będą się tym dzielić.
Czy kobiety nagle się zmieniły? Stały podobne do mężczyzn?

Dopasowane do przekonań na swój temat
To, że kobiety są słabszą płcią, jest takim samym mitem jak inne stereotypy, np. taki, że są mniej logiczne lub niezdolne (czy mniej zdolne) do podejmowania decyzji finansowych. Priyanka B. Carr z Uniwersytetu Stanforda i dr Claude M. Steele z Uniwersytetu Columbia wykazali w swoich badaniach, że kobiety nie są ostrożniejsze decydując o finansach, dopóki im się tego nie zasugeruje, że tak powinno być. To pokazuje, że stajemy się takie, jak opinia o nas. Nie na odwrót.
- Jest wiele pięknych przykładów solidarności kobiecej, które pozwalają kobietom uwierzyć w siebie i przetrwać. Jednak ta solidarność kończy się w momencie, kiedy w grę zaczyna wchodzić polityka, władza lub mężczyzna - potwierdza dr Tomasz Sobierajski.

W poszukiwaniu utraconych więzi
Tanna Jakubowicz-Mount, psycholog, psychoterapeutka, jedna z pierwszych, która w Polsce zakładała kręgi kobiet i wciąż je prowadzi, na jednej z konferencji „Polityka Kobiet w XXI w" wezwała do wspólnego tworzenia kultury bez przemocy jednych nad drugimi. Przyświecało jej motto „Silne kobiety tworzą łagodny świat", nawoływała, by zamiast ekspansji walki, rywalizacji i przemocy wybrać ekspansję świadomości i miłości.
I zacząć ją od siebie.
Renata Mazurowska

 

Dawno, dawno temu kobiety musiały się wspierać, by zapewnić sobie przetrwanie. W wielu kulturach starsze kobiety gromadziły wokół siebie młodsze - córki i wnuczki - i dzieliły się z nimi mądrością i doświadczeniem. Gdy wspólnoty były małe, żyło się razem, gotowało, wychowywało dzieci, pracowało dla dobra plemienia. Wszystko było wspólne, nikt nie miał więcej. Rywalizacja nie była potrzebna. Dziś, w epoce cywilizacji przemysłowej, my - kobiety - wciąż ze sobą konkurujemy.



Zjawisko czy pojęcie?

 

„Solidarność jajników" nie ma jasnego źródłosłowu, co pozwala mylić zjawiska i pojęcia. Istnieje w powszechnej świadomości, ale nie jest encyklopedycznym hasłem, wyjaśniającym, czym „solidarność jajników" jest albo nie jest. - Żeby potwierdzić zjawisko lub mu zaprzeczyć, trzeba by najpierw to bardzo dokładnie zdefiniować - uważa Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. - Ustalić, o co nam konkretnie chodzi, a następnie badać wytrwale przez wiele lat. Nie ma takich badań. To, co na pewno mogę potwierdzić, to to, że istnieje takie pojęcie. Stosowane jest głównie w sarkastycznych wypowiedziach mężczyzn, którzy w określonej sytuacji poczuli, że jakaś kobieta podeszła do sprawy nieobiektywnie, tylko identyfikując się z „kobiecym punktem widzenia", co okazało się krzywdzące dla samego mówiącego.

 

Jest więc to pojęcie co nieco złośliwe, wyrażające niezadowolenie czy rozgoryczenie mężczyzny, częste m.in. w sytuacjach, gdy kobiety jednoczą się w jakiejś sprawie przeciwko niemu, reprezentantowi męskiego świata. Ale czy nie jest w tym choćby cień prawdy?

 

 

Tylko „w słusznej sprawie"

 

Jednoczymy się np. przeciw dyskryminacji kobiet, w walce o równe prawa, o parytety. Zjednoczyłyśmy się lub jednoczymy po wielu latach zależności od mężczyzny - ekonomicznej, obyczajowej, kulturowej i prawnej. Łączy nas też zrozumienie wspólnych tylko dla kobiet - związanych z biologią - doświadczeń. -To poczucie więzi i solidarności między kobietami, w dużej mierze instynktowne, jest jeszcze ciągle silne w przypadku świata kulturowo przynależnego kobietom - potwierdza dr Tomasz Sobierajski, socjolog. - Świata, który dotyka pierwotnych zagadnień, takich jak ciąża, urodzenie i wychowanie dziecka. Silne jest też w przypadku uczucia poniżenia czy porzucenia przez mężczyznę.

 

Ten gniew odrzuconych czy źle traktowanych kobiet jest całkiem zrozumiały w świecie, w którym kobieta za to, że uniezależniła się od mężczyzny, nie może też liczyć na jego pomoc. Zaletą dawnego porządku, choć kosztem zniewolenia, była pewność, że mężczyzna, który ma honor, nie pozostawi kobiety, uważanej wówczas za słabą i bezbronną. Nie miałaby z czego się utrzymać, bo jej obowiązkiem było prowadzenie domu, a jego - utrzymanie go. Dziś łatwiej kobietę porzucić, bo przecież da sobie sama radę. Każda z nas ma wykształcenie i zawód. Zgodnie z prawem, które sobie wywalczyłyśmy.

Wykluczone

 

Z jednej strony zbieramy się w kręgach, rozwijamy świadomość, a z drugiej same siebie niejednokrotnie wykluczamy. - Obserwacje i badania przeprowadzane chociażby w korporacjach pokazują, że mężczyźni nadal potrafią się zjednoczyć we wspólnej sprawie, żeby zdobyć przysłowiowego mamuta, czyli duży łup, natomiast kobiety na polowaniu walczą przeciwko sobie - uważa dr Tomasz Sobierajski, socjolog. - Stawiają nie na współpracę, tylko na indywidualizm - ja będę najlepsza! Badania pokazują również, że zjawisko „szklanego sufitu", czyli blokowanie awansu kobietom, generują nie tylko mężczyźni, ale również same kobiety, które już coś osiągnęły, zdobyły lub wywalczyły więcej, i nie będą się tym dzielić. Czy kobiety nagle się zmieniły? Stały podobne do mężczyzn?



Dopasowane do przekonań na swój temat

 

To, że kobiety są słabszą płcią, jest takim samym mitem jak inne stereotypy, np. taki, że są mniej logiczne lub niezdolne (czy mniej zdolne) do podejmowania decyzji finansowych. Priyanka B. Carr z Uniwersytetu Stanforda i dr Claude M. Steele z Uniwersytetu Columbia wykazali w swoich badaniach, że kobiety nie są ostrożniejsze decydując o finansach, dopóki im się tego nie zasugeruje, że tak powinno być. To pokazuje, że stajemy się takie, jak opinia o nas. Nie na odwrót.

 

- Jest wiele pięknych przykładów solidarności kobiecej, które pozwalają kobietom uwierzyć w siebie i przetrwać. Jednak ta solidarność kończy się w momencie, kiedy w grę zaczyna wchodzić polityka, władza lub mężczyzna - potwierdza dr Tomasz Sobierajski.

 

 

W poszukiwaniu utraconych więzi

 

Tanna Jakubowicz-Mount, psycholog, psychoterapeutka, jedna z pierwszych, która w Polsce zakładała kręgi kobiet i wciąż je prowadzi, na jednej z konferencji „Polityka Kobiet w XXI w" wezwała do wspólnego tworzenia kultury bez przemocy jednych nad drugimi. Przyświecało jej motto „Silne kobiety tworzą łagodny świat", nawoływała, by zamiast ekspansji walki, rywalizacji i przemocy wybrać ekspansję świadomości i miłości. I zacząć ją od siebie. 

 

Dawno, dawno temu kobiety musiały się wspierać, by zapewnić sobie przetrwanie. W wielu kulturach starsze kobiety gromadziły wokół siebie młodsze - córki i wnuczki - i dzieliły się z nimi mądrością i doświadczeniem. Gdy wspólnoty były małe, żyło się razem, gotowało, wychowywało dzieci, pracowało dla dobra plemienia. Wszystko było wspólne, nikt nie miał więcej. Rywalizacja nie była potrzebna. Dziś, w epoce cywilizacji przemysłowej, my - kobiety - wciąż ze sobą konkurujemy.



Zjawisko czy pojęcie?

 

„Solidarność jajników" nie ma jasnego źródłosłowu, co pozwala mylić zjawiska i pojęcia. Istnieje w powszechnej świadomości, ale nie jest encyklopedycznym hasłem, wyjaśniającym, czym „solidarność jajników" jest albo nie jest. - Żeby potwierdzić zjawisko lub mu zaprzeczyć, trzeba by najpierw to bardzo dokładnie zdefiniować - uważa Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. - Ustalić, o co nam konkretnie chodzi, a następnie badać wytrwale przez wiele lat. Nie ma takich badań. To, co na pewno mogę potwierdzić, to to, że istnieje takie pojęcie. Stosowane jest głównie w sarkastycznych wypowiedziach mężczyzn, którzy w określonej sytuacji poczuli, że jakaś kobieta podeszła do sprawy nieobiektywnie, tylko identyfikując się z „kobiecym punktem widzenia", co okazało się krzywdzące dla samego mówiącego.

 

Jest więc to pojęcie co nieco złośliwe, wyrażające niezadowolenie czy rozgoryczenie mężczyzny, częste m.in. w sytuacjach, gdy kobiety jednoczą się w jakiejś sprawie przeciwko niemu, reprezentantowi męskiego świata. Ale czy nie jest w tym choćby cień prawdy?

 

 

Tylko „w słusznej sprawie"

 

Jednoczymy się np. przeciw dyskryminacji kobiet, w walce o równe prawa, o parytety. Zjednoczyłyśmy się lub jednoczymy po wielu latach zależności od mężczyzny - ekonomicznej, obyczajowej, kulturowej i prawnej. Łączy nas też zrozumienie wspólnych tylko dla kobiet - związanych z biologią - doświadczeń. -To poczucie więzi i solidarności między kobietami, w dużej mierze instynktowne, jest jeszcze ciągle silne w przypadku świata kulturowo przynależnego kobietom - potwierdza dr Tomasz Sobierajski, socjolog. - Świata, który dotyka pierwotnych zagadnień, takich jak ciąża, urodzenie i wychowanie dziecka. Silne jest też w przypadku uczucia poniżenia czy porzucenia przez mężczyznę.

 

Ten gniew odrzuconych czy źle traktowanych kobiet jest całkiem zrozumiały w świecie, w którym kobieta za to, że uniezależniła się od mężczyzny, nie może też liczyć na jego pomoc. Zaletą dawnego porządku, choć kosztem zniewolenia, była pewność, że mężczyzna, który ma honor, nie pozostawi kobiety, uważanej wówczas za słabą i bezbronną. Nie miałaby z czego się utrzymać, bo jej obowiązkiem było prowadzenie domu, a jego - utrzymanie go. Dziś łatwiej kobietę porzucić, bo przecież da sobie sama radę. Każda z nas ma wykształcenie i zawód. Zgodnie z prawem, które sobie wywalczyłyśmy.

 

Wykluczone

 

Z jednej strony zbieramy się w kręgach, rozwijamy świadomość, a z drugiej same siebie niejednokrotnie wykluczamy. - Obserwacje i badania przeprowadzane chociażby w korporacjach pokazują, że mężczyźni nadal potrafią się zjednoczyć we wspólnej sprawie, żeby zdobyć przysłowiowego mamuta, czyli duży łup, natomiast kobiety na polowaniu walczą przeciwko sobie - uważa dr Tomasz Sobierajski, socjolog. - Stawiają nie na współpracę, tylko na indywidualizm - ja będę najlepsza! Badania pokazują również, że zjawisko „szklanego sufitu", czyli blokowanie awansu kobietom, generują nie tylko mężczyźni, ale również same kobiety, które już coś osiągnęły, zdobyły lub wywalczyły więcej, i nie będą się tym dzielić. Czy kobiety nagle się zmieniły? Stały podobne do mężczyzn?



Dopasowane do przekonań na swój temat

 

To, że kobiety są słabszą płcią, jest takim samym mitem jak inne stereotypy, np. taki, że są mniej logiczne lub niezdolne (czy mniej zdolne) do podejmowania decyzji finansowych. Priyanka B. Carr z Uniwersytetu Stanforda i dr Claude M. Steele z Uniwersytetu Columbia wykazali w swoich badaniach, że kobiety nie są ostrożniejsze decydując o finansach, dopóki im się tego nie zasugeruje, że tak powinno być. To pokazuje, że stajemy się takie, jak opinia o nas. Nie na odwrót.

 

- Jest wiele pięknych przykładów solidarności kobiecej, które pozwalają kobietom uwierzyć w siebie i przetrwać. Jednak ta solidarność kończy się w momencie, kiedy w grę zaczyna wchodzić polityka, władza lub mężczyzna - potwierdza dr Tomasz Sobierajski.

 

 

W poszukiwaniu utraconych więzi

 

Tanna Jakubowicz-Mount, psycholog, psychoterapeutka, jedna z pierwszych, która w Polsce zakładała kręgi kobiet i wciąż je prowadzi, na jednej z konferencji „Polityka Kobiet w XXI w" wezwała do wspólnego tworzenia kultury bez przemocy jednych nad drugimi. Przyświecało jej motto „Silne kobiety tworzą łagodny świat", nawoływała, by zamiast ekspansji walki, rywalizacji i przemocy wybrać ekspansję świadomości i miłości. I zacząć ją od siebie. 

 

 

Autor: Renata Mazurowska