Anna Popek: Pomagać trzeba na co dzień

Dziennikarka, prezenterka, autorka książki kucharskiej i filmu o polskim bohaterze wojennym, społeczniczka i mama dwóch dorosłych córek. O śląskości, syndromie pustego gniazda, sekrecie doskonałego wyglądu i debiucie reżyserskim z Anną Popek rozmawia Anna Komorowska.

Dziennikarka, prezenterka, autorka książki kucharskiej i filmu o polskim bohaterze wojennym, społeczniczka i mama dwóch dorosłych córek. O śląskości, syndromie pustego gniazda, sekrecie doskonałego wyglądu i debiucie reżyserskim z Anną Popek rozmawia Anna Komorowska.

Pochodzi pani z Bytomia, dorastała pani w śląskiej rodzinie. Czy ta śląskość jest gdzieś w pani?

Miejsce urodzenia i wychowania determinuje całe życie człowieka. Krajobrazy, na które patrzymy, ludzie, których spotykamy, swoisty rodzaj energii danego miasta czy wsi wpływa na nas podobnie jak wychowanie. Pochodzę z Bytomia, ale poprzez moją mamę i dziadków pochodzę też ze Lwowa. To stanowi mój własny świat i wytworzyło moją własną wrażliwość.


Często ma pani okazję, żeby rozmawiać po śląsku?

W moim domu nie mówiło się po śląsku, bo rodzice przybyli do Bytomia spoza Śląska. Udawanie, że mówię gwarą, byłoby sztuczne, choć śląska gwara bardzo mi się podoba. Lubię słowa, które w języku polskim nie występują. Niektóre są tak trafne i dźwięczne, że chętnie ich używam w codziennych rozmowach.


Na przykład?

Używam słowa „maszkiecić”, czyli sprawiać sobie przyjemność czymś smacznym do jedzenia. Albo „haja”, czyli awantura.


Pani córki rozumieją śląską gwarę?

Nie, bo nie rozmawiam po śląsku. Czasem jednak, zwłaszcza gdy po rozmowie telefonicznej czy po spotkaniu z rodziną ze Śląska pozostaje mi ten charakterystyczny śląski akcent, słyszą to i śmieją się, że wychodzi ze mnie Ślązaczka. Podobnie zresztą jak wtedy, gdy zaganiam je do sprzątania. Bo sprzątanie to także typowo śląska „przypadłość”. (śmiech)


Córki są do pani bardzo podobne. Czy to tylko fizyczne podobieństwo?

Charaktery mają zasadniczo różne, ale przekazałam im więcej, niż chciałam. Są niezależne, samodzielne, ambitne. Każda w inny sposób. Na pewno bardziej odważne niż ja, chociaż fantazję mają chyba po mnie.


Mamie często trudno pogodzić się z tym, że jej dzieci dorastają, wyprowadzają się z domu. Zna pani ten ból?

Oczywiście! Człowiek traci trochę sens życia. No bo dla kogo gotować, dla kogo pracować, dla kogo prowadzić dom? Ten sens trzeba sobie znaleźć na nowo. Praca przecież nie jest sensem sama w sobie, powinna czemuś służyć. Pierwsze uderzenie, gdy nagle wyjechały we dwie, było dosyć trudne. Teraz się przyzwyczajam.


Szczerze mówiąc, to trudno mi uwierzyć, że ma pani dorosłe dzieci, bo wygląda pani bardzo młodo! Jak wygląda pani codzienna pielęgnacja?

Proste sprawy – sen, woda, tlen. Chodzę spać dość wcześnie, a teraz, gdy zaczęłam prowadzić program poranny, to już w ogóle! O dwudziestej pierwszej jestem już w łóżku. (śmiech) Jednak to poranne wstawanie o czwartej burzy mój naturalny rytm. Muszę odsypiać w ciągu dnia. Za to zadanie zawodowe jest bardzo ciekawe i sprawia mi satysfakcję.


A woda i tlen?

Woda, bo uwielbiam kąpiele – i te w wannie, i w morzu, i na basenie. I oczywiście nawodnienie organizmu. Piję sporo herbat ziołowych i wody. Tlen to oczywiście ruch na świeżym powietrzu, na łonie przyrody. Jest cudowny i przyjemny. Do codziennej pielęgnacji używam zaś kremów i maseczek.




Zakładam, że pani świetny wygląd to nie tylko zasługa odpowiedniej pielęgnacji. Dużo pani ćwiczy?

Nie przepadam za zbyt dużym wysiłkiem. Siłownia mnie nudzi, wolę raczej zajęcia gimnastyczne albo sama w domu wykonuję jakieś ćwiczenia. Czasem włączam internet i stamtąd ściągam nagrania trenerek, które dobrze wiedzą, jakie mięśnie najtrudniej pobudzić do pracy.


Ważna jest też odpowiednia dieta. Stosuje pani jakąś?

Nie, żadnej. Po prostu odkąd przestałam się odchudzać, nie mam problemów z wagą. Jeśli trochę przytyję, jem mniej. Poza tym ostatnio przeczytałam, że kobiety, które są ciągle na diecie, starzeją się szybciej. Bezustanna wstrzemięźliwość jest stresująca. A stres postarza.



Przygotowywanie smacznych posiłków ma pani w jednym paluszku. Kilka lat temu wspólnie z siostrą napisała pani nawet książkę „Siostry gotują”, w której przybliża swoje zamiłowanie do kuchni. To jednak nie tylko książka kucharska. Co jeszcze w niej znajdziemy?

Opowieści rodzinne, wspomnienia z planów zdjęciowych, opisujemy w niej też piękne miejsca, które odwiedziłyśmy. Ale gotowanie i prowadzenie domu to główny temat, bo to bardzo ważna sprawa.


À propos ważnych spraw, w swoim debiucie reżyserskim, filmie „Wojna i miłość”, przedstawiła pani historię pewnego polskiego bohatera. O kim opowiada?

To Kazimierz Piechowski, więzień z Oświęcimia. Był jednym z kilkuset pierwszych, którzy trafili do obozu śmierci. To on zorganizował spektakularną ucieczkę z obozu samochodem komendanta. Z trzema współwięźniami brawurowo zdobyli mundury i samochód, po czym w biały dzień wyjechali z obozu. Potem zaś przez wiele tygodni ukrywali się przed niemieckim pościgiem. Taki był jednak los polskich bohaterów, że po wojnie Piechowski został skazany na kilka lat ciężkich robót w kopalni.


W całej historii jest też wątek miłosny. Ucieczka miała szczęśliwy finał, ale miłość nie zakończyła się happy endem…

Niestety. Krysia, dziewczyna, w której Kazimierz zakochał się z wzajemnością, po wojnie, nie mając od niego żadnej informacji – on bowiem nie mógł się z nią skontaktować – wyszła za mąż. Zaraz po wyjściu z więzienia Kazimierz pojechał do leśniczówki, w której ukrywała się podczas wojny. Zobaczył przy Krysi dwie jasne główki jej dzieci. Zrozumiał, że Krysia już nie dla niego…


Od lat bezinteresownie pomaga pani tym, którzy tego potrzebują. W jaką akcję się pani ostatnio zaangażowała?

Pomagam Stowarzyszeniu Świętego Celestyna ze Strzelina, współpracuję też z Anną Dymną i jej fundacją „Mimo Wszystko”. Jednak pomagać trzeba na co dzień. Dobre uczynki nas samych czynią szczęśliwszymi, przynajmniej ja tak to odczuwam. Zwykłe drobne uprzejmości, miły uśmiech, ciasto, które upieczemy z myślą o kimś. To przecież sprawia, że świat jest piękniejszy.


Anna Popek – dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Z mediami związana jest od zawsze. Prowadzi m.in. „Wielki Test” w TVP1 i program „Wstaje dzień” w TVP Info. Widzom znana jest z bezpretensjonalnego uśmiechu, życzliwości, dobrego stylu i elegancji. Autorka książek pt. „Siostry gotują” i „Piękna pięćdziesiątka”.


Fot. Facebook

Autor: Anna Komorowska