Ale kanał!

Na myśl o leczeniu kanałowym zębów wielu z nas przechodzą po plecach zimne dreszcze. Na czym polega ta metoda i czy zawsze się sprawdza?

Problemom z zębami zwykle winna jest próchnica. Jeśli o nie dbamy, używamy właściwych past do mycia, nitkujemy zęby i systematycznie chodzimy do stomatologa, ten zauważy próchnicę szybko i z małego ubytku nie powstanie duża dziura. Niestety, często do stomatologa wybieramy się dopiero wtedy, gdy ząb potrzebuje już wieloetapowego leczenia.


Zwykle przez próchnicę

Nieleczona próchnica jest przyczyną poważnych kłopotów. Może objąć nie tylko zewnętrzną warstwę korony zęba, ale również wypełniającą go miazgę, powodując jej stan zapalny, oraz doprowadzić do infekcji bakteryjnej w kanale zębowym. Infekcja wywołana przez bakterie gnilne (beztlenowe) zakończyć się może nawet zgorzelą zęba, czyli jego obumarciem. Towarzyszy jej charakterystyczny, nieprzyjemny zapach. Bywa, że zmiany są na tyle zaawansowane, że obejmują nawet kość stykającą się z korzeniem zęba.

Stosunkowo rzadko ząb umiera samoistnie lub wskutek leczenia ubytku przez stomatologa, na przykład, gdy duże wypełnienie narusza ciągłość tkanek twardych zęba lub doszło do urazu termicznego (przegrzania wiertłem). – Są to jednak sporadyczne przypadki, zazwyczaj ząb umiera w efekcie zaawansowanej próchnicy – podkreśla dr Roman Gliszczyński, stomatolog, właściciel Prywatnej Przychodni Dentystycznej Eldent w Bydgoszczy.


Usunąć zmienione tkanki

Oczywiście, zmienione próchnicą tkanki zęba trzeba usunąć. – Lekarz musi się dostać do miejsca, gdzie są nerwy i naczynia – wyjaśnia dr Roman Gliszczyński. – Przewiercić przez koronę, usunąć zmienioną miazgę, masy zapalne lub zgorzelinowe, oczyścić z ich resztek cały kanał i zetrzeć jego brzegi, by zwiększyć precyzję zabiegu. Musimy dostać się na odpowiednią głębokość, nie za płytko, ale i nie za daleko, tylko do końca korzenia. Jeśli zmiany dotyczą wierzchołka lub wierzchołków korzeni, konieczne bywa zastosowanie leków. W takim przypadku kanał zamyka się tymczasowym opatrunkiem. Gdy jest taka potrzeba, lek zakłada się nawet kilkukrotnie, dlatego leczenie kanałowe trwa czasem kilka tygodni. Jeśli proces zapalny nie jest zaawansowany, jeśli nie pojawiła się zgorzel, leczenie kanałowe może wymagać tylko tyle czasu, co założenie zwykłej plomby.


Część bakterii zostanie

Nie da się jednak usunąć wszystkich bakterii, zlikwidować ich całkowicie, nawet za pomocą najlepszych leków. Jeśli drobnoustroje są wyjątkowo zjadliwe lub gdy dostaną się również do bocznych kanalików, do których dentysta nie ma dostępu mimo najnowocześniejszego sprzętu, część z nich przeżyje. Dobrze wyposażone gabinety stomatologiczne dysponują co prawda urządzeniami mikroskopowymi, które zwiększają precyzję tego zabiegu, ale nawet one nie są w stanie spowodować, że będzie on stuprocentowo skuteczny. Pozwalają bowiem lepiej widzieć ujście kanału, ale już nie jego dalsze odcinki.


Bez gwarancji

Leczenie kanałowe nie gwarantuje więc, że ząb zostanie uratowany i że będzie nam służył do końca życia. – Taki ząb jest martwy i jego pozostawienie zawsze jest zgniłym kompromisem – obrazowo rzecz ujmuje dr Roman Gliszczyński. – Jest to bowiem potencjalne ognisko zakażenia, zacementowane, zabezpieczone, ale mogące siać na cały organizm. Tak jest zwłaszcza w przypadku zębów trzonowych. Przednie zęby à od jedynek po piątki – leczy się stosunkowo wdzięcznie. Zęby trzonowe mają natomiast kilka kanałów, często pozaginanych, które leczy się znacznie trudniej. Zostawiamy je ze względów estetycznych lub jako filar pod most, ale zdajemy sobie sprawę, że wymagają kontroli. Raz do roku powinno się robić zdjęcie rentgenowskie takiego zęba, by sprawdzać, czy nie dzieje się z nim nic złego. Stan zapalny zęba, nawet zgorzel, może bowiem przebiegać przez dłuższy czas bez żadnych objawów, w tym i bez bólu. Czasem problem ujawniany jest przypadkiem, na przykład dzięki zdjęciu zleconemu z innego powodu.


Sieje jak migdał

– Martwy ząb jest jak chory migdał – dodaje dr Roman Gliszczyński. – Stanowi potencjalne źródło zakażenia, choć z pozoru jest zdrowy. Migdał też po zaleczeniu antybiotykami sprawia wrażenie zdrowego. Zwykle jednak część bakterii przetrwa w jego wnętrzu i staje się przyczyną nawrotu dolegliwości. Organizm nie toleruje martwicy. Efekt jest taki, że z czasem połowa leczonych kanałowo zębów i tak jest usuwana.

W przypadku zaawansowanych zmian zapalnych miazgi zęba lub jego zgorzeli nie stosuje się w ogóle leczenia kanałowego u części pacjentów. Wskazaniem do usuwania takiego chorego zęba są stany zapalne nerek, osierdzia, reumatoidalne zapalenie stawów, schorzenia oczu. – Czasem przychodzi pacjent ze skierowaniem od kardiologa, w którym napisane jest, by usunąć źródło zakażenia, a to oznacza właśnie usunięcie martwych zębów – podkreśla dr Roman Gliszczyński.


Kto się boi dentysty?


Joanna Beardshall, nauczycielka:

Teraz już nie boję się wizyt u dentysty, ale bardzo długo bardzo się ich bałam. Po prostu czasy się zmieniły. Gdy chodziłam do szkoły, nikt nie przyjmował się tym, że dziecko odczuwa ból przy borowaniu. Pani dentystka mówiła: „musi boleć” i uważała sprawę za zamkniętą. Dziś dentyści już wiedzą, że leczenie zębów nie musi boleć, sami uprzedzają, że jeśli zaboli, trzeba im od razu powiedzieć. No i można dostać znieczulenie od ręki, w każdym razie w prywatnych gabinetach. Inna sprawa, że dziś kładzie się też większy nacisk na prawidłową higienę jamy ustnej, są lepsze pasty itd., co chroni nas przed próchnicą, a tym samym przed bolesnymi problemami z zębami.


Tomasz Linda, fotograf:

Aż wstyd się przyznać, ale mając różne doświadczenia ze stomatologami, przez długi czas wybierałem się do nich bez entuzjazmu, starałem się odkładać wizytę do momentu, gdy już rzeczywiście była konieczna. Aż w końcu, kilkanaście lat temu trafiłem na dentystkę nie dość, że bardzo fachową, to jeszcze miłą. Od tego czasu chodzimy do niej całą rodziną i nie ma mowy, by któreś z nas obawiało się nadchodzącej wizyty.


Ania Januchowska, uczennica:

Nigdy nie bałam się dentysty. Nie rozumiem, dlaczego miałabym się bać, choć wiem, że niektóre moje koleżanki się boją. Chodziłam z mamą do pani dentystki jeszcze w przedszkolu, na lakowanie zębów. Potem, gdy już chodziłam do szkoły, miałam jedną dziurkę w zębie i dentystka musiała mi założyć plombę, ale to nic nie bolało…

Autor: Małgorzata Grosman