50 wielkich mitów psychologii popularnej

To nie prawda, że większość ludzi wykorzystuje zaledwie 10 proc. możliwości swojego mózgu. Muzyka Mozarta nie stymuluje rozwoju inteligencji u niemowląt. Z kolei hipnoza, wbrew utartym przekonaniom, nie pozwala dotrzeć do wypartych wspomnień. Błędne jest też przekonanie, że sny mają znaczenie symboliczne, jak też to, że w czasie snu można nauczyć się języka obcego. Niestety.

Przekonują o tym Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio i Barryl L. Beyerstein, autorzy książki "50 wielkich mitów psychologii popularnej. Półprawdy, cwierćprawdy i kompletne bzdury". W 2010 r. był to bestseller na rynku amerykańskim. Od 11 lutego ta książka będzie dostępna w polskich księgarniach.

"Większość zaprezentowanych w niej mitów to powszechnie podzielane i powielane przekonania, które ewidentnie są niezgodne z wynikami badań psychologicznych, pozostałe natomiast związane są z wyolbrzymianiem lub zniekształcaniem twierdzeń dobrze opisujących rzeczywistość, zatem czasem, jak to się mówi, tkwi w nich ziarno prawdy" - piszą amerykańscy psychologowie.

Nasza wiedza o psychologii człowieka w dużej części nie jest prawdziwa. Przykładem są tzw. bodźce podprogowe, czyli dźwięki i obrazy prezentowane tak szybko, że nie jest w stanie ich zarejestrować nasza świadomość. Dość powszechne jest jednak przekonanie, że mogą być odbierane w podświadomości i nakłaniać np. do robienia zakupów.

Bodźce podprogowe zabronione są w reklamie, ale są wykorzystywane na tzw. kursach podprogowych. Według ich orędowników, mają leczyć niektóre dolegliwości, np. zaparcia lub głuchotę, wzbogacać życie seksualne, a nawet powiększać piersi.

Duża część procesów psychicznych faktycznie przebiega poza naszą świadomością (jest to konieczne, bo inaczej nie moglibyśmy funkcjonować, bo wiele czynności musimy wykonywać jednocześnie). Nie można jednak z tego wnioskować, że wszystko jest odbierane w podświadomości. Nie ma na to dowodów. W latach 60. XX w. James Vicary twierdził, że udało mu się tego dowieść na przykładzie reklamy popcornu i Coca-Coli, która w podprogowej migawce była pokazywana widzom w kinie podczas seansu filmowego. Do dziś te badania są często przywoływane. Mało kto jednak pamięta, że zostały sfałszowane. Przyznał się do tego sam Vicary.

Równie nieprawdziwe jest przekonanie, że każdy człowiek w obliczu śmierci przechodzi kilka etapów psychicznych. Psychiatra ze Szwajcarii Elisabeth Kbler-Ross wymienia "pięć stadiów żalu". Najpierw pojawia się zaprzeczenie, potem złość, targowanie się i depresja, na końcu przychodzi akceptacja, pogodzenie się ze śmiercią.

Ta teoria do dziś jest wykładana na wielu kursach dla lekarzy, pielęgniarek i opiekunów społecznych. Budzi duże zainteresowanie, bo oswaja śmierć. Daje poczucie, że umieranie może być w jakimś stopniu przewidywalne. Nie ma jednak na to dowodów.

Z badań, szerszych niż te, które przeprowadziła Kbler-Ross, wynika, że znaczna część umierających nie przechodzi przez te wszystkie stadia i w tej samej kolejności. U wielu osób pojawiają się one w odwrotnej kolejności albo w ogóle nie występują. Po stracie ukochanej osoby, nie każda osoba cierpiąca przeżywa depresję.

Po stracie małżonka pierwszą reakcją nie jest wcale zaprzeczenie, lecz raczej pogodzenie się ze stratą i to dość szybkie. Aż u 30 - 85 proc. członków rodzin młodocianych ofiar wypadków zaobserwowano, że nawet po kilku latach od tragedii nie mogli oni się pogodzić ze śmiercią bliskiego im, młodego człowieka.

Żałoba przebiega różnie u poszczególnych ludzi. Nie ma też uniwersalnej recepty psychicznego przygotowania się na śmierć lub na stratę po najbliższej osobie.

Błędne jest też przekonanie, że większość nawet ciężko chorych psychicznie jest agresywna. "Ponad 90 proc. pacjentów ze zdiagnozowaną poważną chorobą psychiczną, w tym, schizofrenią, nigdy nie stosuje przemocy" - twierdzą autorzy "50 wielkich mitów psychologii". Nie są też głównymi sprawcami morderstw. Są jedynie często tak przedstawiani w filmach i programach informacyjnych.

Rzeczywistość jest jednak inna. Maniakalnymi mordercami i psychopatycznymi zabójcami są tylko nieliczni chorzy psychicznie. Z badań wynika, że są oni sprawcami co najwyżej 3 do 5 proc. brutalnych zbrodni.

Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio i nieżyjący już Barryl L. Beyerstein twierdzą, że jednym powodów tego, że tak łatwo ulegamy psychomitologii, jest to, iż za prawdziwe lubimy przyjmować coś, co jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem, z naszymi instynktownymi przeczuciami, intuicjami i pierwszymi wrażeniami.

Nawet znany w USA popularyzator nauki John Horgan, autor książki "Koniec nauki", kilka lat temu na łamach "New York Timesa" twierdził, że zbyt dużo teorii w fizyce i w innych dziedzinach nauki, w tym w psychologii, przeczy zdrowemu rozsądkowi.

Ale zdrowy rozsądek - jak w 1764 r. pisał Wolter - wcale nie jest taki zdrowy. Intuicja jest zawodna. Szybkie osądy, jeśli pomagają, to tylko w ocenie nowo poznanych ludzi. W psychologii, w pojmowaniu skomplikowanych procesów psychologicznych i interakcji międzyludzkich, często zawodzą. Lepiej dać wiarę rzetelnym badaniom naukowym. Czasem nawet to nie wystarczy. Mark Twain przekonywał, że aby nauczyć się nowych nawyków myślenia, trzeba jednocześnie oduczyć się starych. A to nie jest takie łatwe. Wszyscy jesteśmy, bowiem domorosłymi psychologami. Psychomitologia nadal będzie zatem kwitnąć.

Autor: Zbigniew Wojtasiński, PAP