Dzielimy się życiem

Ruszyła trzecia odsłona Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej „Diagnostyka jajnika” organizacji Kwiat Kobiecości. Hasło tegorocznej edycji: „Miłość? Pewnie! Ale zdrowie przede wszystkim!” nawiązuje do wzruszającego listu, który do organizacji przysłał mąż wspierający żonę w czasie choroby. Z ambasadorami kampanii, Krystianem i Marią Wieczorkami, rozmawia Anna Komorowska.

Zostaliście ambasadorami kampanii społecznej Ogólnopolskiej Organizacji Kwiat Kobiecości ,,Diagnostyka jajnika”. Dlaczego zdecydowaliście się wziąć udział w kampanii poświęconej bardzo trudnej i skomplikowanej chorobie, jaką jest rak jajnika?

Maria Wieczorek: To dla nas ogromny zaszczyt, że bierzemy udział w kampanii, która buduje świadomość kobiet na temat profilaktyki zdrowotnej i zwraca uwagę mężczyzn na zdrowie kobiet. O raku jajnika niewiele się mówi. To wielka szkoda, bo mając świadomość, jak ważna jest wczesna diagnoza, możemy uniknąć najgorszego. Ale wzięliśmy też udział w kampanii z jednego, bardzo ważnego powodu: by zwrócić uwagę na codzienność, na to, jak żyjemy i w jaki sposób możemy się chronić.

Mutacje w genach BRCA1 i BRCA2 dziedziczymy po naszych rodzicach. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą być nosicielami uszkodzonej kopii genu, a więc także ojciec może ją przekazać swoim synom i córkom. Stąd męski pierwiastek w tej kobiecej kampanii?

Krystian Wieczorek: Mój udział w kampanii ma pokazać przede wszystkim, że zdrowie kobiet jest także sprawą mężczyzn. Nie możemy odcinać się od ich problemów zdrowotnych, zostawiać bez wsparcia. Wizytom u lekarza i całemu procesowi leczenia często towarzyszą silne emocje. Będąc w tym razem, zdobywamy dodatkową siłę do walki, łatwiej jest zmierzyć się z chwilami zwątpienia.

Poza tym prawdziwy mężczyzna powinien dbać o swoją kobietę. Krystian, czy towarzyszysz swojej żonie w czasie wizyt lekarskich i badań?

K.W.: Stan zdrowia Marii dotyczy nas obojga. Chcę być świadomy tego, co się z nią dzieje, chcę zadać lekarzowi nurtujące mnie pytania, by gdy zajdzie taka potrzeba – potrafić pomóc. Niestety, często spotykam się z wielkim zaskoczeniem, gdy przekraczam próg gabinetu.

Marysiu, czy towarzystwo męża podczas takich wizyt nie jest dla ciebie krępujące? Czy nie przekracza to granic twojej intymności?

M.W.: Oczywiście, że nie. Obecność drugiej osoby w takich chwilach jest bardzo ważna. To też sygnał dla lekarza, że jesteśmy razem, że wspólnie podejmujemy decyzje dotyczące drogi leczenia. Za każdym razem, gdy człowiek dzieli się z drugim człowiekiem problemem czy czymś, co go boli, przekracza granice intymności, ale najważniejsze w tym wszystkim są dojrzała opieka i zaufanie.

Nowotwór jajnika nazywany jest cichym zabójcą. Jest bardzo trudny do zdiagnozowania, ponieważ jego objawy są łudząco podobne do przewlekłych problemów żołądkowo-jelitowych (m.in. wzdęcia brzucha i jego powiększenie). Dlaczego waszym zdaniem obserwacja organizmu jest tak istotna?

K.W.: Często spotykam się ze stanowiskiem: wolę nie wiedzieć, co mi dolega. To błąd. Organizm wysyła masę sygnałów, zanim dojdzie do najgorszego. Warto go słuchać i o niego dbać. Dlatego też profilaktyka jest tak ważna i nie powinno się odkładać jej na później.

Czasem zdarza się nam narzekać, że na spotkaniach rodzinnych zaczynają się rozmowy o chorobach. Okazuje się, że takie rozmowy są jednak bardzo potrzebne. Czy zdrowie w waszych rodzinach stanowi temat tabu?

M.W.: Moja mama zajmuje się medycyną naturalną, prowadzi swój gabinet, więc temat zdrowia w sposób oczywisty funkcjonuje w codziennych rozmowach czy przy rodzinnym stole. Jest dla nas ogromną inspiracją i z pewnością dzięki temu zdobywamy też coraz większą wiedzę i świadomość. Oczywiście łatwiej jest liczyć na „magiczną pigułkę” niż stosować restrykcyjną dietę czy prowadzić aktywny, bezstresowy tryb życia.

Wspomniałaś o czymś, co wydaje się nie do pogodzenia: medycyna naturalna i konwencjonalna? Łączysz te dwie, zdawałoby się, przeciwne rzeczy?

M.W.: Przede wszystkim chciałabym podkreślić, że mam ogromny szacunek do lekarzy i do ich wiedzy. Mamy to szczęście, że poznaliśmy lekarza, który łączy wiedzę z tych dwóch dziedzin. Ale w tym wszystkim nie chodzi o żadne podziały, a o sedno, czyli zdrowie. Medycyna naturalna pomogła mi w ważnym momencie życia, dlatego mam do niej ogromny szacunek i przyznam szczerze, że odkrywam moc ziół każdego dnia. Nawet kiedy podróżujemy po kraju czy po świecie, zbieramy cenne doświadczenia od ludzi i jak tylko nadarzy się okazja do ciekawych rozmów, to tracimy poczucie czasu.

Gdy jesteśmy młodzi, to nie myślimy o chorobach czy badaniach. Tymczasem rak nie pyta o wiek. Czy waszym zdaniem powinno się uczulać społeczeństwo, że nie wolno odkładać profilaktyki na później?

K.W.: Najważniejsze jest dbanie o organizm każdego dnia. To jest podstawa i gwarancja naszego szczęścia. Niekiedy wymaga wyrzeczeń, ale warto. Uważam też, że trzeba regularnie wykonywać m.in. badania krwi. Dzięki temu możemy na wczesnym etapie wykryć poważne choroby. Rak jajnika jest przecież statystycznie tak śmiertelny z uwagi na późne diagnozy.

M.W.: Bardzo często myślimy sobie, że przecież dzisiaj mogę zrobić wyjątek i zjem coś niezdrowego, że nie ma co wariować z tym całym „ekożyciem”, a jednak przede wszystkim chodzi o pewną stanowczość i dyscyplinę. Przy okazji profilaktyki chciałabym też wspomnieć o temacie, który rzadko jest przywoływany, tzn. o wizytach kontrolnych u dentysty. Są one szalenie ważne i niekiedy są pierwszym symptomem, że rozpoczyna się stan zapalny w organizmie.

Poza obciążeniem genetycznym ryzyko zachorowania może zwiększyć także otyłość, nieprawidłowe odżywianie czy palenie tytoniu. Patrząc na was, widać, że ten problem was nie dotyczy. Czy prowadzenie zdrowego trybu życia przyczynia się do zmniejszenia tego ryzyka?

M.W.: Jestem zwolenniczką szukania przyczyny, zapobiegania, a nie leczenia skutku. Każdego dnia pracujemy na jutro. Można się chronić przez uporządkowanie trybu życia, czyli przede wszystkim ograniczanie stresów i regularne wysypianie się oraz włączenie do diety szeregu składników antynowotworowych.

K.W.: Warto pamiętać, że dzięki aktywności fizycznej, wybieraniu zdrowej, organicznej żywności czy unikaniu stresu mamy większe szanse, by tej złej diagnozy uniknąć. Chcielibyśmy, żeby kampania prowadzona przez organizację Kwiat Kobiecości stała się drogowskazem nie tylko dla osób, które zaobserwowały niepokojące objawy, ale też dla tych, które potrzebują impulsu, żeby zmienić styl życia.

Nawiązując do prowadzonego przez was zdrowego trybu życia – gotowanie to dla was dobra zabawa czy przykry obowiązek?

K.W.: Jeśli obowiązek, to na pewno nie przykry. (śmiech) Ale tak poważnie, nie ma nic wspanialszego i bardziej scalającego niż wspólne gotowanie, próbowanie i eksperymentowanie.

M.W.: Szczególnie kiedy odkrywamy nowe warzywa, rośliny i sposoby ich przyrządzenia. Chociaż muszę przyznać, że marzy mi się takie miejsce gdzieś blisko, w Warszawie, gdzie wiem, że – w chwili lenistwa – mam gwarancję zjedzenia zdrowego posiłku. Niestety, póki co lista takich lokali jest jeszcze krótka.

Sezon przeziębień w pełni. Kto w waszym aktorskim małżeństwie choruje bardziej widowiskowo i teatralnie?

K.W.: Chyba ja. Ale od kiedy Maria odkryła magiczną listę ziołową, na przeziębienie choruję bardziej filmowo niż teatralnie, czyli oszczędniej. (śmiech)

Dziękuję za miłą rozmowę.

Autor: Anna Komorowska, fot. Dorota Czoch

Komentarze