Bez cukru też może być słodko!

Czy można rozpieszczać domowników słodkimi, a zarazem dietetycznymi deserami? Czy to, co naturalne, zdrowe i pożywne, może być równocześnie smaczne? Po lekturze „Bez cukru #kasiuniagotuje” stwierdzam, że tak! O zamiennikach cukru, wegańskich krówkach, które uzależniają, oraz o rozhasanym dzieciństwie i szczęśliwym macierzyństwie opowiada autorka książki, dziennikarka, prezenterka i mama rocznego Heńka - Katarzyna Burzyńska-Sychowicz.

Czerwiec to miesiąc dzieci. Jaka była mała Kasia?

Moje blizny na kolanach świadczą o tym, że rozhasana. Trzymałam się z chłopakami: chodziliśmy po drzewach, bawiliśmy się żołnierzykami, w podchody i graliśmy w piłkę. Często też byłam brana za chłopaka, bo ubierałam się jak moi kumple. Uważaliśmy, że dziewczyny są do bani.

Rodzice panią rozpieszczali? Kto był bardziej wymagający?

Kiedyś mój nauczyciel angielskiego powiedział mi, że w ogóle nie zachowuję się jak jedynaczka, tylko jakbym była wychowywana ze sforą rozwrzeszczanych dzieciaków. Odebrałam to jako komplement. A tak poważnie, to nie byłam rozpieszczana, byłam wychowywana mądrze i rozsądnie. Dodatkowo rodzice skutecznie utwierdzali mnie w przekonaniu, że jestem wyjątkowa. Stąd dziś moja pewność siebie i poczucie własnej wartości. To tata zawsze był tym bardziej wymagającym i srogim, ale często też pokazywał swoją wrażliwą stronę. W końcu jestem córeczką tatusia. Tego nie da się oszukać.

Rozpieszczanie dzieci może i nie jest zbyt wychowawcze, ale ja nie potrafię odmówić mojemu Franiowi naleśników o szóstej rano. Henryk też owinął sobie mamę wokół palca czy jest jeszcze za mały, żeby „rządzić”?

W moim małżeństwie role się odwróciły. Mój mąż jest bardziej pobłażliwy i czasami mięknie, ja natomiast jestem tym złym policjantem. Nawet dla mnie to jest niespodzianka. Faktycznie jestem twardzielką.

A skąd pomysł na imię dla syna i jakich zdrobnień pani najczęściej używa?

Henryk imię dostał po swoim pradziadku. Poza tym jest pierwszy i zapewne będzie wielki. (śmiech) Nasze ulubione zdrobnienie to Heńko lub Heniusz.

Zawsze bawi mnie, gdy zauważam u syna zachowania lub miny bliźniaczo podobne do moich lub męża. Widzi pani was w Henryczku?

Dostrzegam u niego grymasy mojego męża, widzę moje spojrzenia, ale też zawadiackie uśmiechy mojego taty lub minki teścia. Niesamowite, jaką jest wybuchową i rozkoszną mieszanką!

Dzieci kochają słodycze, a te nie są zbyt zdrowe. To dlatego postanowiła pani napisać książkę „Bez cukru #kasiuniagotuje” z myślą o synku?

Rzeczywiście, pomysł bezcukrowego prowadzenia się zrodził się, bo miał przyjść na świat Henio. Będąc w ciąży, zapragnęłam odżywiać się zdrowo, potem karmiąc, też zwracałam uwagę na to, co jem. A na koniec tak mi to weszło w krew, że już nie potrafiłam inaczej. Mój mąż podobnie. Heniek też jest już w naszej bandzie.

Na początku było to trudne, później okazało się niemożliwe… Powstał więc plan B, żeby tworzyć własne, alternatywne słodycze, które będą smakować, nie rujnując zdrowia. Udało się go zrealizować!

Słodycze bez cukru – już samo to zestawienie brzmi podejrzanie. Odważny pomysł, a może szalony?

W tym szaleństwie jest jednak metoda. To nie jest tak, że rezygnując z cukru, sprawiam, że moje dania nie są słodkie, a gdzieżby! Po prostu biały cukier zastępuję innymi słodkimi i co najważniejsze, zdrowymi odpowiednikami.

Długo musiała pani kombinować z przepisami czy od razu był sukces?

Sukces był natychmiastowy i każdy, kto sięgnie po moją książkę, to potwierdzi. Jestem wyznawczynią bardzo prostej i szybkiej kuchni. Żadnych udziwnień, żmudnej pracy. Kilkanaście minut i gotowe. Jedyny wysiłek to opróżnić cukiernicę i wypełnić ją na przykład ksylitolem. A potem można już się bawić, pole do popisu jest olbrzymie, kombinacji mnóstwo. Moja książka ma być inspiracją i uruchamiać wyobraźnię kulinarną.

Czym jeszcze zastąpiła pani biały cukier?

Poza wspomnianym ksylitolem, czyli cukrem brzozowym, cukrem kokosowym, daktylami, syropem klonowym, z agawy, daktylowym, rzadziej miodem.

Nie używa też pani mąki pszennej. Dlaczego i co stosuje pani zamiast niej?

Wolę te lżejsze i zdrowsze rodzaje: mąkę owsianą, kokosową, migdałową, gryczaną, ryżową, ziemniaczaną czy kukurydzianą. Są ciekawsze, nie tylko w smaku.

Co znajdziemy w pani książce „Bez cukru #kasiuniagotuje”?

Pięć rozdziałów: „O rety, omlety”, czyli propozycje na słodkie śniadania: omlety z bogactwem dodatków; „Piękne miski”, czyli energetyczne michy mocy, owsianki i granolę; „Przekąski”: gofry i desery, „Na okrągło”: placuszki i pankejki oraz „Ciasta i basta!”. Wszystko pyszne i fit.

„Micha mocy” brzmi zachęcająco. Co to?

Smoothie na bazie mrożonych lub świeżych owoców, mleka roślinnego, masła orzechowego, superfoods (herosów, superbohaterów wśród artykułów spożywczych, np. szpinaku), przyozdobione orzechami, pestkami, suszonymi owocami, kaszami, ziarnami i wszystkim innym, co mi podpowiada wyobraźnia. Taka micha jest niezwykle pożywna, poprawia nastrój i sprawia, że możemy wszystko! Naprawdę. To jest prawdziwy zastrzyk niepowstrzymanej energii.

Na śniadanie serwuje pani również omlety. Mnie jakoś nigdy nie wychodziły…

Moich omletów nie da się zepsuć. Wyjdą każdemu, zaręczam. Bo to zazwyczaj tylko trzy składniki jajka, mąka i słodzidło. Zmiksowane i usmażone. Banalnie proste i po prostu przesmaczne.

Przyznaję, że uwielbiam mleczną czekoladę… Czy jaglane czekoladki mogą z nią konkurować?

A jakże! Smakują wyśmienicie, a kasza jaglana dodaje im nutki intrygującej ziarnistości.

Najbardziej zaciekawiły mnie wegańskie krówki. Zdradzi pani przepis?

Proszę bardzo: 3 łyżki masła orzechowego, 3 łyżki oleju kokosowego i 2 łyżki syropu daktylowego podgrzewamy do połączenia składników. Wylewamy do formy i chłodzimy w lodówce. A potem uzależniamy się. Wszyscy moi znajomi, którzy spróbowali tych krówek, oszaleli na ich punkcie. I słusznie.

Wydaje się proste. Czy takie są wszystkie przepisy?

Absolutnie tak. I to – obok pięknego wyglądu i niskiej kaloryczności moich potraw – wyróżnia tę książkę.

Podobno gdy już znajdziemy się po tej dobrej, czyli zdrowej stronie mocy, dawne przysmaki nie sprawiają już takiej frajdy jak wcześniej. Potwierdza pani?

No jasne! Odkąd zaczęłam słodzić czymś innym niż biały cukier, który wcale nie krzepi, to teraz, kiedy próbuję czegoś klasycznie słodzonego, nie czuję się dobrze, mdli mnie.

Udało się już pani nawrócić jakiegoś „tradycyjnego” łasucha?

Tak jest! Moich sąsiadów. Są zachwyceni! A ja dumna. (śmiech)

Dziękuję za rozmowę.



Katarzyna Burzyńska-Sychowicz

Od dwóch lat żona, od roku matka, a od urodzenia – łasuch. Z zawodu i wyboru prezenterka oraz dziennikarka telewizyjna. Swoją przygodę z telewizją rozpoczęła w 2004 roku jako prezenterka muzycznej stacji MTV Polska, rok później trafiła do Radiostacji. Pisała do „Playboya”, „Metropolu”, „Party”, portalu babyonline.pl, a obecnie dla magazynu „O matko!”. Od 2009 roku związana z TVP, gdzie współprowadziła m.in. muzyczny program „Hit Generator”. Pracowała w „Pytaniu na śniadanie”, gdzie przeprowadzała wywiady z gwiazdami oraz realizowała materiały o tematyce lifestyle’owej i modowej. Od marca 2017 roku prowadzi poranny program TVP1 „Dzień dobry, Polsko”. Jej motto życiowe to „Wolę napis »Wstęp wzbroniony« aniżeli »Wyjścia nie ma«”.

Książka „Bez cukru #kasiuniagotuje” to propozycja przygotowana z myślą o tych, którzy chcą gotować prosto, smacznie i zdrowo, a przy tym na słodko. Katarzyna Burzyńska-Sychowicz prezentuje w niej 67 przepisów na słodkie, ale też lekkie i zdrowe smakołyki, od których można się uzależnić. Cztery z nich znajdziecie w czerwcowym numerze „Świata Zdrowia”.

Autor: Anna Komorowska, fot. Olga Figaszewska

Komentarze