Anna Powierza: "Pokonałam insulinooporność i chorobę tarczycy"

Jest nie tylko aktorką, ale też praktykującym logopedą i autorką dwóch książek. W wydanej ostatnio chce pomóc kobietom, które mają problem z powrotem do wagi sprzed ciąży. O tym, że mowa jest siłą, o perypetiach z bezdomnymi fanami oraz fotografami, którzy nie poznali jej na ściance, problemach zdrowotnych, a także o książce „Jak schudnąć, gdy dieta nie działa” z aktorką Anną Powierzą rozmawia Anna Komorowska.

Nie wszyscy wiedzą, że poza aktorstwem ma pani jeszcze inny fach w ręku jest pani praktykującym logopedą! Skąd taki wybór?

Śmieję się, że pół na pół – z potrzeby i kompleksów. Nie skończyłam szkoły aktorskiej, tylko zupełnie inny kierunek studiów. Nie mam klasycznego aktorskiego wykształcenia – ustawienie głosu, impostacja, poprawna emisja to były dla mnie tylko puste, dziwne hasła. W tym zawodzie jednak głos to podstawa, stąd decyzja o logopedii. Gdzie najlepiej nauczą mnie emisji głosu, jak nie u źródła? To była jedna z lepszych decyzji, bo stosunkowo niedługo po skończeniu studiów dostałam rolę w spektaklu „SPA, czyli Salon Ponętnych Alternatyw” w Teatrze Kamienica. Nie poradziłabym sobie z tą rolą, gdyby nie decyzja o studiowaniu logopedii.

Prawdziwym impulsem do skończenia tego kierunku była jednak praca z dziećmi. Prowadziłam warsztaty aktorskie. Gdy zaczynałam, byłam pełna idealistycznych wyobrażeń, jak będziemy pracować nad budową roli, inscenizacją. Okazało się, że nie mam na to szans, bo te moje niesamowite, zdolne, charyzmatyczne dzieciaki mówią tak, że trudno je zrozumieć. Nie wiedziałam, jak im pomóc, i bardzo mnie to dręczyło. Podczas praktyk na studiach okazało się to na tyle wciągające, że porzuciłam warsztaty aktorskie na rzecz logopedii.




Grana przez panią w „Klanie” Czesia jest uwielbiana przez widzów. Tak się zastanawiam, czy gdy zdradzał ją mąż Darek, to pani serialowy kolega nie był w jakiś sposób atakowany przez fanów Czesi?

Opowiadał, że kiedyś wracał późno pociągiem, około północy wysiadł na Dworcu Centralnym. Szedł akurat pustym korytarzem, gdy otoczyli go bezdomni – wierni fani oglądali „Klan” na wielkich telewizorach, które były wtedy na dworcu. Zagrozili mu, że jak znów zdradzi Czesię, następnym razem cało nie wyjdzie z takiego spotkania. Mnie natomiast zawsze wszyscy kazali go pogonić, mówiąc przy okazji, że jestem cudowną, wspaniałą osobą. Nie ukrywam, że było to przesympatyczne.


Choruje pani na niedoczynność tarczycy, ale największym problemem okazała się insulinooporność. Jakie są jej przyczyny i objawy?

Przyczyną może być zła dieta i nieodpowiedni styl życia. Brzmiało to dla mnie paradoksalnie, biorąc pod uwagę, że od wielu, wielu lat zdrowo się odżywiam, zawsze też miałam dużo ruchu.

Dopiero gdy przytyłam i nie mogłam schudnąć, przekonałam się, ile mitów dietetycznych uznałam za pewnik! Objawem insulinooporności jest m.in. to, że trudno zrzucić zbędne kilogramy.

Ale to nie wszystko, chociaż reszta objawów nie jest jednoznaczna i trudno je połączyć z tą akurat chorobą. Kiepskie samopoczucie, paskudny nastrój, bezsenność, zmęczenie, drażliwość – to są sygnały, że z naszymi hormonami coś jest nie tak. Niestety, bardzo często lekceważymy te objawy, uznając je raczej za efekt przepracowania, kłótni z mężem czy choćby brzydkiej pogody.


Insulinooporność jest bardzo niebezpieczna, ponieważ może doprowadzić do rozwoju cukrzycy typu 2 lub innych chorób. Czy jej wyleczenie jest możliwe?

Insulinooporności nie da się wyleczyć, ma się ją już do końca życia. Można jednak doprowadzić do remisji, czyli stanu, w którym choroba jest nieaktywna. Nawet wtedy jednak, żeby nie było nawrotów i żeby nie rozwinęła się cukrzyca, trzeba przestrzegać zasad zdrowego żywienia.


Temu schorzeniu towarzyszy często nadwaga, z którą również się pani zmagała. Jak wyglądała pani walka z kilogramami, czego pani próbowała, by schudnąć?

Wszystkiego! Byłam pod opieką znakomitego dietetyka, który rozpisywał mi idealnie zbilansowane posiłki. Jadłam pięć do sześciu razy dziennie, z żelazną konsekwencją przestrzegając godzin posiłków i dokładnej ilości gramów białka i węglowodanów. Waga stała w miejscu, więc skrupulatnie obcinałam kolejne gramy, dokładając za to kolejne ćwiczenia. Przy ogromnym wysiłku i żelaznej konsekwencji chudłam 800 gramów w półtora miesiąca, by w następnym miesiącu znów przytyć 2 kilo, choć nie było ku temu żadnej przyczyny. Wtedy poczułam, że coś jest nie tak.

Odwiedziłam kilku endokrynologów, przeprowadziłam badania, by usłyszeć, że wszystko jest w porządku i muszę się pogodzić z tym, że w pewnym wieku kobiety tyją. Na Boga! Ważyłam niemal 100 kilogramów!

A przecież znam panie dobiegające siedemdziesiątki, które mają nienaganną figurę. Dlatego przeczytałam chyba wszystkie dostępne publikacje na temat diet, zaburzeń metabolizmu i procesów chudnięcia. Teraz śmieję się, że mogę z tego spokojnie zrobić doktorat. Zamiast tego wydałam książkę „Jak schudnąć, gdy dieta nie działa”. W krytycznym momencie na mojej drodze stanął też lekarz, który nie odesłał mnie z kwitkiem, ale przeprowadził badania na insulinooporność. Diagnoza się potwierdziła. Zaczęłam prowadzić zdrowy tryb życia, brać leki. Okazało się, że bez wysiłku, liczenia kalorii, głodówki czy chorobliwego pilnowania pór posiłków… chudnę. Zdrowo chudnę.


W pani zawód wpisane jest to, że trzeba dobrze wyglądać. Czy odczuwała pani presję ze strony pracodawców, dziennikarzy, fanów w tamtym trudnym dla pani okresie?

Presji nie odczuwałam, bo przecież całkowicie wycofałam się z show-biznesu już na początku ciąży. Gdy utyłam i nie byłam w stanie schudnąć, nie paliłam się do powrotu na ścianki, bo koszmarnie się siebie wstydziłam. Nie pracowałam w serialu, wszyscy zapomnieli o moim istnieniu. O powrocie zaczęłam myśleć dopiero wtedy, gdy zaczęłam chudnąć. Ważyłam około 90 kilogramów, gdy po raz pierwszy znów stanęłam na ściance. Pamiętam to jak dziś. Stałam bez ruchu, naprzeciw mnie grupa fotografów, też bez ruchu. Patrzyli na mnie, nikt nie podnosił aparatu. To był moment, kiedy autentycznie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Wstyd, upokorzenie, zażenowanie. Policzki palą mnie nawet teraz, gdy o tym mówię!

Wtedy po jakimś czasie jeden z fotografów przerwał tę ciszę: „Ania?” – spytał niepewnie. Kiwnęłam głową, bo nie byłam w stanie wydobyć z siebie głosu. Podniósł aparat, zaczął robić zdjęcia, reszta tak samo. Wniosek? Byłam tak gruba, że nikt mnie nie rozpoznawał! Być może z tego powodu nie miałam pracy. Propozycje zaczęły się pojawiać, dopiero gdy zeszłam do 65 kilogramów.


Teraz postanowiła pani pomóc kobietom, które są sfrustrowane, bo nie mogą schudnąć. Napisała pani książkę „Jak schudnąć, gdy dieta nie działa. Pokonałam insulinooporność i chorobę tarczycy”. Co w niej znajdziemy?

Kompendium wiedzy na temat tego, co powoduje otyłość i jak w zdrowy sposób się jej pozbyć. To wiedza oparta na zaleceniach m.in. Światowej Organizacji Zdrowia, jedynej instytucji, której badań nie finansują konsorcja spożywcze czy farmaceutyczne, ale organizują je placówki naukowe, których profesorowie są laureatami Nagrody Nobla. Zawarłam tam informacje, jak jeść, a czego unikać, aby schudnąć, ale przede wszystkim, aby być zdrowym. Nieodpowiednie jedzenie ma wpływ nie tylko na naszą wagę, to przyczyna wielu chorób autoimmunologicznych, alergii, cukrzycy, raka. Ale nie chodzi tylko o jedzenie!

Dla mnie samej wielkim zaskoczeniem było, jak ważny w procesie odchudzania jest choćby sen! Opisuję tam bardzo szczerze moje zmagania i to, co pomogło mi w walce z nadwagą. Dla mnie to książka bardzo osobista.


Wszędzie czytamy i słyszymy, że nie da się zrzucić zbędnych kilogramów bez aktywności fizycznej. Tymczasem wiele osób choćby ze względów zdrowotnych nie może uprawiać sportu albo po prostu nie lubi ćwiczyć. Czy mimo to dzięki radom z pani książki uda im się schudnąć?

Oczywiście. To kolejny mit rozpowszechniany przez media. Wszystkim się wydaje, że zalecenie lekarzy dotyczące ruchu oznacza treningi, podczas których pot leje się strumieniami. A wystarczy codzienny 30-minutowy spacer. Aktywność jest bardzo ważna, ale nie po to, by schudnąć, tylko dla zachowania zdrowia. Bez ćwiczeń również da się schudnąć, tyle że trochę wolniej. Mimo wszystko polecam jednak więcej ruchu, bo wtedy mamy lepsze samopoczucie, lepsze zdrowie, więcej energii i radości w życiu – a przecież chyba o to chodzi, czyż nie?


Anna Powierza – aktorka filmowa i telewizyjna. Grała u takich reżyserów jak Andrzej Wajda („Panna Nikt”), Janusz Majewski („Złoto dezerterów”), Marek Koterski („Nic śmiesznego”, „Ajlawju” i „Dzień świra”) czy Leszek Wosiewicz (serial „Klinika samotnych serc”). Szerokiej publiczności jest znana z serialu „Klan”, w którym od 1997 r. gra sympatyczną Czesławę Kot-Kurzawską. Ponad rok temu zadebiutowała na deskach Teatru Kamienica w spektaklu „SPA, czyli Salon Ponętnych Alternatyw”. Autorka książek „Jak zostać sławną” oraz „Jak schudnąć, gdy dieta nie działa. Pokonałam insulinooporność i chorobę tarczycy”. Prywatnie mama czteroletniej Helenki.

Autor: Anna Komorowska

Komentarze