Wszędzie grzmią o tej świńskiej grypie….Straszą ludzi, nie wiem po co? Listopad zaczyna żniwa - dookoła ludzie kaszlą, smarkają i kichają ..no i ta pogoda. Ech…A u nas infekcji ciąg dalszy. Tynia nie pójdzie jutro do szkoły, bo strasznie kaszle. Była pani doktor ,ale na razie antybiotyku nie dała. Póki co inhalacje z pulmicortu i na noc syrop przeciw kaszlowi. Jakoś nie widać poprawy i według mnie skończy się antybiotykiem Syrop też nie działał i dziecko mi prawie płuca wypluło. Na domiar wszystkiego znów trzeba było zmienić wkłucie, więc poziomy cukru dały znać o sobie…Podleczę ją przez tych kilka dni i zobaczymy.
Dziś mieliśmy gości i nie obyło się bez słodkości. Tynia uwielbia sernik, ale ze względu na celiakię nie może jeść glutenowych ciast. Odkroiłam więc spód glutenowy i wcinała ser z rodzynkami. Ale się dziecko cieszyło….Myślałam, że zaliczymy „górkę” (mam na myśli cukier),a tu miła niespodzianka 90. Nooo. Nie miałam wyrzutów sumienia, a dziecko mogło się delektować kawałkiem ulubionego ciasta. Właśnie w takich sytuacjach widać, ile cukruszki muszą mieć siły, silnej woli i zrozumienia dla zakazów, jakie niesie ze sobą dana choroba. Celiakię ma od dwóch lat i z nią nie może się pogodzić. Kiedyś powiedziała mi, że woli cukrzycę od celiakii, bo przy cukrzycy mogła jeść wszystko, a teraz nie może ani ulubionych bułeczek, ani pierogów, makaronów… Kto nie próbował pieczywa bezglutenowego, ten nie wie, że nie należy do smacznych…Problem też jest z ciastkami…
Tynia nie opycha się słodyczami. Potrzebuje je głównie do „docukrzania”. Muszą być takie, gdzie jest dość duża ilość węglowodanów, bo wtedy wystarczy nawet jedno ciastko, żeby poziom cukru ruszył z niskiego w górę, oczywiście niski poziom cukru bywa niebezpieczny. W zależności od jego wartości docukrza się colą, sokiem lub glukozą. Potem podaje się długo wchłaniane produkty. Zawsze jednak tak, żeby nie przesadzić w drugą stronę…Często występuje tzw.”odbicie”, wtedy to już trzeba zbijać insuliną.
Nigdy nie wiadomo, czy trafi się w dobry moment. Gdy docukrzę Tynię w trakcie odbicia, to poziom zbijam nawet do sześciu godzin…
I nie ma mocnych na cukrzycę…
świńska grypa to jakaś wielka bzdura, cukrzyca to jest problem...media tego nie nagłaśniają, bo nudne; całe szczęście, że Owsiak pamiętał o maluchach i zbierał na pompy. Pozdrawiam mamę i Tysię - trzymajcie się ciepło - listopad jest depresyjny i zasmarkany :)