Witam! Jestem w 34 tygodniu ciąży. Od samego początku krwawiłam, z początku lekarze nie wiedzieli skąd, w 16 tygodniu dowiedziałam się, że mam na szyjce sporą narośl, zrobiono test na wirus HPV i na szczęście wyszedł negatywny, lekarz podejrzewa polipa, choć nie jest pewnien. Na dzień dzisiejszy narośl nie sprawia problemu, nie plamię, wydzielina ładna, czysta, szyjka zamknięta. W 24 tygodniu po badaniu ginekologicznym lekarz stwierdził, że poród odbędzie się drogą cesarskiego cięcia, bo narośl była spora i szyjka mogła nie wytrzymać porodu naturalnego. Wczoraj dowiedziałam się, choć lekarz nie wyjaśnił mi nic, że niekoniecznie cesarka, boję się jednak porodu naturalnego i nie skurczy, bóli itp, ale że rozerwie mi szyjkę i że wtedy dopiero zrobią cesarkę na szybkiego. Nie rozumiem czemu lekarz 2 miesiące temu mówił, że zrobimy cesarkę, bo szyjka nie wytrzyma, a wczoraj na moje pytanie na temat czy cesarka na 100% czy naturalny wzruszył ramionami, więc dał mi do zrozumienia, że może siłami natury, a może cesarka. Nie wiem co z moją szyjką, nie wiem czy "polip" się zmniejszył stąd zmiana decyzji. Czy ewentualny polip bądź narośl mogła się zmniejszyć, bądź wchłonąć stąd zmiana decyzji, wiem, że przy małych polipach można rodzić siłami natury, bo ponoć odpadają.Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.
Istnieje coś takiego jak polipy " ciążowe", ktore zanikaja samoistnie. Nie słyszałem, zeby komuś z powodu polipa pękła szyjka macicy.
W 24 tygodniu ciąży nie sposób (poza oczywistymi wskazaniami jak nieprawidłowa anatomia kanału rodnego, wysoka krótkowzroczność itp.) przewidzieć konieczność przeprowadzenia cięcia cesarskiego. Nie decyduje o tym lekarz prowadzący ciążę, lecz ten, który prowadzi poród.
Bardzo Panu dziękuję za konkretną i fachową poradę, na pewno nie znalazłabym tych informacji w internecie;) Dzięki Panu jestem o wiele spokojniejsza i mądrzejsza;)