Życie pywatne nie jest na sprzedaż – rozmowa z Martą Lipińską

Często zdarza mi się, że na miesiąc przed premierą lub zdjęciami do filmu czy serialu zaczynam przyjmować cechy postaci, którą mam zagrać. Zaczynam wtedy np. inaczej chodzić albo inaczej mówić. Bywa śmiesznie, i mój mąż się ze mnie śmieje, ponieważ jest to często nieświadome.

Oglądając panią na scenie w teatrze albo w telewizji, widać, że tryska z pani pozytywna energia. Czy ma pani jakiś specjalny sposób na utrzymanie dobrej kondycji fizycznej i psychicznej?


Niestety, muszę panią zmartwić, ale nie bardzo o nią dbam. Nie należę do osób, które korzystają z siłowni czy też uprawiają jogging, chociaż wiem, jak dobrotliwe skutki ma regularny wysiłek fizyczny.


Jeśli nie sport, to co sprawia, że jest pani w tak świetnej formie?


Żyję spokojnie. Jestem ustabilizowana i nie szaleję. Dbam o siebie w taki sposób, że nie robię niczego, co mogłoby mi przeszkodzić w uprawianiu tego zawodu. Kiedyś bardzo często jeździłam na nartach, ale dzisiaj tego sportu unikam, bo jego uprawianie mogłoby się skończyć niepotrzebną kontuzją. Bardzo lubię pływać, ale staram się już nie wypływać za daleko. Krótko mówiąc, wszystko, co robię, jest w granicach możliwości i zdrowego rozsądku. Kiedyś byłam bardziej szalona, ale to był przywilej młodości. Dzisiaj jestem zwyczajnie ostrożna i staram się nie narażać.


Jak pani ładuje energię po ciężkim dniu pracy na planie czy w teatrze?


Spokój jest dla mnie najlepszym sposobem na to, aby się zresetować. Kiedy chcę odpocząć, spędzam czas ze swoimi bliskimi, idę na spacer lub po prostu jestem w swoim domu, który bardzo lubię. Czasami dobry film, książka czy spotkanie z przyjaciółmi również mi pomagają oderwać się od rzeczywistości. To nie są wyszukane sposoby, ale to jest to, co na mnie działa. Jestem z natury osobą spokojną i introwertyczną. Jeśli mam jakiś problem, rozwiązuję go sama. Nie zadręczam wszystkich dookoła.


W jaki sposób nabiera pani energii i przygotowuje się do swoich ról?


Kiedy intensywnie pracuję nad rolą, bardzo skupiam się na psychologii postaci. Staram się ją uwiarygodnić. Często zdarza mi się, że na miesiąc przed premierą lub zdjęciami do filmu czy serialu zaczynam przyjmować cechy postaci, którą mam zagrać. Zaczynam wtedy np. inaczej chodzić albo inaczej mówić. Bywa śmiesznie, i mój mąż się ze mnie śmieje, ponieważ jest to często nieświadome. Ten stan mija jednak zawsze po premierze. Najważniejsze jednak w przygotowywaniu się do roli jest pierwsze czytanie scenariusza.


Czy pierwsze pomysły, które pani przychodzą do głowy, gdy zapoznaje się pani z nową rolą, są zawsze trafne?


Niezupełnie. Czasami coś sobie wymyślimy, a na próbach okazuje się, że to było błędne. Od tego jest reżyser, aby nas naprowadzić na właściwą drogę.


Sądząc po oglądalności seriali, w jakich pani występuje, i wielkich brawach na przedstawieniach, sposób, w jaki pani odgrywa role, jest perfekcyjny.


Taki jest mój zawód. Na to, aby otrzymać brawa po przedstawieniu, ciężko pracuje się przez kilka miesięcy na próbach. Wiele jednak zależy od publiczności, która bywa różna. Czasami jest niezwykle chętna do wspólnej zabawy, wyłapuje wszystkie niuanse i dowcipy w przedstawieniu. Dla aktora są to bardzo sprzyjające warunki w trakcie spektaklu.


Czy podejście widzów do teatru zmieniło się w ostatnich latach?


Czasami odnoszę wrażenie, że pójście do teatru coraz bardziej przypomina pójście do kina. Idąc do teatru, ludzie się już nie stroją się tak wieczorowo jak kiedyś. Jeśli już, to na premiery. Trudno się z tym nie pogodzić, przecież czasy się zmieniły. Wieczorowy strój wyglądał kiedyś inaczej. Dziś można ubrać jeansy i ładną bluzkę i nadal wygląda się elegancko. Mnie to nie przeszkadza. Przecież kontakt z publicznością jest najważniejszy.


A propos kontaktu z szerszą publicznością. Jedna z wielu sztuk, w których pani zagrała w Teatrze Współczesnym, będzie ponoć miała swoją premierę telewizyjną…


Tak, to prawda. „Namiętna kobieta” została nagrana na potrzeby Teatru Telewizji. Premiera odbędzie się 25 stycznia.


Trudno było przenieść sztukę teatralną przed kamerę?


Największa trudność polegała na braku żywej widowni. Publiczność jednak zawsze szalała na przedstawieniu i bardzo mi pomagała. Mimo mało sprzyjających warunków, jakimi były upały w trakcie zdjęć i ciągły brak czasu, włożyliśmy w to przedstawienie ogromny wysiłek. „Namiętna kobieta” w telewizji będzie na pewno troszkę inna niż w teatrze na żywo. Jestem bardzo ciekawa, jak publiczność przed telewizorami przyjmie to przedstawienie.


No właśnie, jako aktorka jest pani niemalże bez przerwy narażona na krytykę.


Jeśli krytyka jest rzeczowa i fachowa, to nawet gdy jest ona mało pochlebna, człowiek łatwiej ją przyjmuje. Jeśli krytyka jednak jest niesprawiedliwa, trudniej ją zaakceptować. Przymierzając się do zawodu aktora trzeba zawsze pamiętać, że będzie się narażonym na surową ocenę, bardzo trudne chwile i porażki. Ja też przez to przeszłam. Różnie bywało.


Co pani wtedy pomogło?


Dobrze jest mieć w takich sytuacjach kogoś bardzo bliskiego. Przyjaciela, który w trudnych chwilach pomoże i wesprze. To jest bardzo ważne! Istotne jest również właściwe podejście do zawodu i do życia. Trzeba mieć w sobie ułożoną hierarchię wartości i wiedzieć, co jest naprawdę ważne, a co nie. Ja zawsze stanowczo stawiałam granicę i nie pozwalałam, aby media wchodziły do mojego domu. Nie fotografowałam się z dziećmi, nie zgadzałam się na sesje i tak jest do dziś. Problem kolorowych pisemek mnie absolutnie nie dotyczy. Nie wszystko jest na sprzedaż! Nawet moje dzieci, które są już dorosłe i też pracują w zawodzie, bardzo chronią swoją prywatność. Nauczyły się tego ode mnie i są mi wdzięczne za to.


Pani dzieci są zapewne bardzo dumne z pani sukcesów. Jednym z nich jest rola w serialu „Ranczo”, który oglądała rekordowa liczba widzów. Zaskoczyła panią wielka popularność tego serialu?


Doprawdy nie spodziewałam się, że będzie go oglądało aż 8 milionów. Nie sądziłam też, że będę się tak podobać jako Michałowa. Przecież zagrałam tylko kobietę w chuścinie, bez makijażu, trochę chmurną, ostrą i zasadniczą… Gdyby mi ktoś wcześniej powiedział, że będą do mnie dzwonić nawet rodacy z zagranicy, krzycząc do słuchawki: „Pani Marto, kochamy panią!”, nigdy bym nie uwierzyła.

Autor: Alexandra Machera

Komentarze