Zwierzę, które leczy

Może rżeć, szczekać albo mruczeć. Nie tylko dotrzymuje nam towarzystwa lecz także leczy.

W leczeniu różnych chorób coraz częściej sięgamy po metody niekonwencjonalne i zarazem bardzo skuteczne. Dzieje się tak szczególnie w konfrontacji ze schorzeniami, z którymi klasyczna medycyna niespecjalnie sobie radzi, a w każdym razie nie tak szybko, jakbyśmy tego oczekiwali.

Już na początku lat siedemdziesiątych amerykańscy terapeuci zajmujący się dziećmi autystycznymi zauważyli, że chore, zamknięte w swoim świecie maluchy z wyraźnym zaciekawieniem reagowały na psy. To dało początek terapii, którą twórca i propagator, psycholog dziecięcy Boris Levision, nazwał petterapią.

Jak ważny jest codzienny kontakt ze zwierzęciem, potwierdziły również badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Pensylwanii. Udowodniono, że pacjenci hospitalizowani po zawale czy chorobie wieńcowej, na których czekał w domu czworonożny przyjaciel, silniej mobilizowali się do walki o życie niż ci otoczeni tylko rodziną! W terapiach bardzo cenne są „przylepność" kotów, sposób poruszania się i temperatura ciała koni. A psy?

Cech wspomagających leczenie mają wiele. I mnóstwo możliwości jeszcze nieodkrytych. Medycyna zna wiele przypadków, kiedy psiak, natrętnym lizaniem znamienia na ciele właściciela, wykrył czerniak. Ale to nie koniec. Oprócz umiejętności wczesnego diagnozowania raka skóry, psy potrafią w moczu wywęszyć komórki raka piersi, płuc i - co się okazało ostatnio - prostaty (w testach osiągały 99 proc. skuteczności). Specjalnie szkolone psy umieją sygnalizować nadchodzący atak epilepsji (dzięki czemu chorzy mogą w odpowiednim czasie zażyć leki) i cukrzycy (psy ostrzegają, że zmienia się poziom cukru).


Terapia z psem

Ze statystyk wiadomo, że właściciele psów rzadziej chodzą do lekarza. Zjawisko badali naukowcy z USA, Australii i Niemiec. Pies ma na nas zawsze dobroczynny wpływ, nawet gdy po prostu z nami jest. Obowiązkowe, regularne spacery poprawiają nam kondycję, przemianę materii i krążenie krwi. Dodatkowo usprawniają pracę stawów, mięśni, układu oddechowego i odpornościowego. Zmniejszają także ryzyko zawału, obniżają ciśnienie i poziom złego cholesterolu. Łagodzą też reumatyzm i ból stawów. Właściciele psów są bardziej odporni na stres i nerwice. Nie dręczy ich bezsenność, rzadziej się złoszczą, nie mają też zaburzeń psychicznych.

Ukochane pupile zmuszają do kontaktu ze światem, nawet gdy jesteśmy pogrążeni w depresji i mamy ochotę schować się przed całym światem. Bezwarunkowa miłość, jaką pies obdarza każdego właściciela, pomaga odnaleźć radość życia, przez co szybciej można wrócić do zdrowia. I to niezależnie od przebytej choroby.


Oryginalne ćwiczenia

Zajęcia z dogoterapii pomagają ćwiczyć koncentrację, wyzwalać spontaniczną aktywność. Ułatwiają okazywanie uczuć, rozwijają też samodzielność. Dlatego specjalnie szkolone psy (najczęściej labradory) wykorzystywane są w terapii dzieci z porażeniem mózgowym, autyzmem, zespołem Downa, a także maluchów upośledzonych umysłowo i chorych na schizofrenię.

Istotne jest to, że kontakt z psem stymuluje zmysły: słuchu, wzroku i dotyku. Poprawia sprawność ruchową chorych na artretyzm, zanik mięśni, a także tych, którzy mają uszkodzony wzrok lub słuch albo cierpią na Alzheimera.


Hajda na koń!

Jazda konna może usprawnić nasze ciało, ale też ukoić duszę. Liczne badania wykazały, że hipoterapia daje efekty niespotykane w porównaniu z innymi metodami rehabilitacyjnymi. Przede wszystkim jazda na koniu jest dla jeźdźca doskonałym ćwiczeniem wielu grup mięśni - pracują barki, kręgosłup i miednica. Ponieważ ciało człowieka siedzącego na koniu idącym stępem wykonuje taką samą pracę jak przy samodzielnym chodzeniu, jazda konna to kapitalna terapia dla niepełnosprawnych.

Nieco wyższa temperatura ciała konia (wyczuwalna szczególnie przy jeździe na oklep), jego łagodne kołysanie, które na przemian rozluźnia i napina mięśnie jeźdźca, działają jak klasyczny masaż rozgrzewający nóg i miednicy - przynoszą ogromną ulgę osobom ze spastycznym porażeniem kończyn dolnych. Szeroki zad konia z powodzeniem może zastąpić materac do ćwiczeń. Trzymając się grzywy, można próbować podciągać się jak na drabinkach.

Wszelkie czynności wykonywane na grzbiecie konia są dla dziecka o wiele ciekawsze niż te, które wykonuje na sali gimnastycznej. W dodatku świat z wysokiego wierzchowca wygląda inaczej - co podkreślają terapeuci - jest dla chorych maluchów bardziej interesujący. Dla nich jazda konna to wspaniała zabawa, a nie tylko ważne ćwiczenie fizykoterapeutyczne.

Autor: Bartosz Zaborski

Komentarze