Złota skóra w środku zimy

Święta za pasem, niedługo karnawał, a w nim… niejedna okazja, by pokazać więcej ciała. Pamiętaj, że piękną opaleniznę możesz mieć nie tylko dzięki słońcu i wizycie w solarium. Zdecydowanie zdrowszą alternatywą są samoopalacze.

O szkodliwości nadmiernego opalania na słońcu i w solarium nikomu chyba nie trzeba już przypominać. Rozwój badań nad negatywnym wpływem promieni UVA i UVB spowodował, że rozsądniej korzystamy z dobrodziejstw słońca, jednak większość z nas ciągle tęskni za złotobrązowym odcieniem skóry. I nic w tym dziwnego – opalone ciało prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Jeśli więc jesteś miłośniczką brązu i chcesz wyglądać, jakbyś właśnie wróciła z urlopu – sięgnij po samoopalacz. Jeśli dobierzesz ten właściwy, odpowiednio przygotujesz skórę i dobrze rozprowadzisz preparat, nagrodą będzie doskonały efekt – piękny, brązowozłoty kolor skóry. Nowoczesne wersje samoopalaczy imitują opaleniznę tak skutecznie, że nie sposób odróżnić jej od prawdziwej.


Wybór samoopalacza

Na rynku dostępna jest olbrzymia liczba produktów samoopalających. Różnią się one konsystencją, zakresem działania (np. do nóg, do twarzy) i właściwościami. Są kremy, żele, emulsje, balsamy, mleczka, pianki, olejki, toniki, a nawet preparaty w formie nasączonych chusteczek. Dobór jest sprawą indywidualną. Zazwyczaj trzeba wypróbować kilka rodzajów, zanim znajdziemy odpowiedni dla siebie. Kolor opalenizny uzyskany za pomocą tego samego specyfiku u różnych osób może być odmienny. Efekt bowiem zależy od grubości naskórka, pH (im odczyn bardziej kwaśny, tym ładniejsza barwa), rodzaju aminokwasów w skórze oraz od składu i ilości nałożonego preparatu.


Krem czy mleczko?

Przed zakupem warto przyjrzeć się skórze i dobrać samoopalacz odpowiedni do naszej karnacji. Do wyboru mamy preparaty do jasnej i ciemnej cery. Jeśli nie możesz się zdecydować, wybierz delikatniejszy – unikniesz ciemnych smug. Specyfiki do twarzy (najczęściej w postaci kremów) działają zwykle mniej intensywnie i dają bardziej subtelny odcień opalenizny. Jednak jeśli chcesz osiągnąć wyraźniejszy efekt, a masz już wprawę, możesz użyć kosmetyku do ciała, który ma większe stężenie substancji opalającej. Dla skóry suchej najlepsze będą spraye (nie dają uczucia lepkości). Przydadzą się także, kiedy chcesz „opalić się” tam, gdzie trudno dosięgnąć ręką, np. plecy. Na suchej skórze znakomicie sprawdzą się gęste i odżywcze mleczka, na wrażliwej – pianki. Chusteczki samoopalające przydadzą się natomiast paniom w podróży.


Dla początkujących i nieufnych

Używasz samoopalacza pierwszy raz i boisz się przesadzić? Wybierz kosmetyk z dodatkiem barwnika – ma on najczęściej brązową barwę i dzięki temu od razu zauważysz, jakie partie ciała już nasmarowałaś, a gdzie jeszcze powinnaś powtórzyć aplikację. Jeśli nie masz jeszcze wprawy w nakładaniu samoopalacza, doskonałym sposobem na przyciemnienie skóry będą balsamy stopniowo opalające, które są dużo łatwiejsze w użyciu. Nie będziesz miała plam ani zacieków dzięki bardzo małej ilości składników samoopalających. Z tymi kosmetykami raczej trudno jest przesadzić, barwią one skórę znacznie delikatniej. Musisz jednak być cierpliwa i powtarzać aplikację codziennie, aż do uzyskania zadowalającego efektu. Naturalny odcień uzyskasz po 3-4 dniach stosowania, a utrzymasz go, stosując kosmetyk regularnie. Plusem tego rodzaju balsamów jest to, że pachną mniej intensywnie niż klasyczne samoopalacze oraz zawierają więcej substancji odżywczych. Niektóre z nich wyróżniają się dodatkowymi właściwościami (np. rozświetlają, ujędrniają czy działają przeciwzmarszczkowo).


Bronzery

Alternatywą dla samoopalaczy są bronzery dostępne w wielu wariantach: do twarzy, ciała, w płynie, w żelu, w pudrach i sprayach. Upragniony brąz pojawia się natychmiast po aplikacji. Nie są to kosmetyki samoopalające i ich efekt utrzymuje się niestety tylko do chwili demakijażu. Poza tym stosowanie tych specyfików wymaga dużej wprawy, dokładności i umiaru przy nakładaniu. Łatwo przedobrzyć i uzyskać niepożądany efekt maski lub brzydkich smug na ciele.


Przygotowanie skóry

Samoopalacze reagują z górną warstwą naskórka i nie wnikają w głąb skóry, dlatego ostateczny efekt zależy również od umiejętności aplikacji. Zatem przed zastosowaniem preparatu koniecznie zrób peeling – jeśli na powierzchni skóry zalegają martwe komórki, zabarwią się one intensywniej. Szczególną uwagę zwróć na łokcie i kolana – miejsca, w których naskórek jest grubszy. Peeling wyrówna powierzchnię skóry, dzięki czemu kosmetyk zostanie równomiernie rozprowadzony. Następnie posmaruj się dokładnie balsamem nawilżającym (suche miejsca wchłoną więcej samoopalacza i nabiorą mocniejszego koloru). Możesz dodać trochę balsamu do kosmetyku. W ten sposób ułatwisz sobie aplikację i rozprowadzisz preparat równomiernie.


Sztuka nakładania

Nakładaj cienką warstwą, posuwistymi, okrężnymi ruchami tak, aby ilość kosmetyku na skórze była taka sama. Skórę wokół twarzy, usta i brwi warto posmarować tłustym kremem lub wazeliną – nadmiar samoopalacza zgromadzony w tych miejscach może doprowadzić do powstania nieestetycznych smug. Po zastosowaniu preparatu bardzo starannie umyj ręce, najlepiej kilka razy, i nie ubieraj się, dopóki kosmetyk dobrze się nie wchłonie. Niektóre samoopalacze mogą plamić bieliznę, dlatego na wszelki wypadek zrezygnuj na jakiś czas z noszenia bieli. Jeśli chcesz uzyskać bardziej intensywny kolor opalenizny, powtórz zabieg następnego dnia. Zauważyłaś ciemniejsze smugi? Nie martw się. Poprawisz błąd, wcierając w te miejsca sok z cytryny.


A może…natrysk?

Jeśli mimo wszystko masz obawy i boisz się wypróbować specyfik, możesz skorzystać z opalania natryskowego. To zabieg, po którym w kilka lub kilkanaście minut twoje ciało nabierze pięknego, złotobrązowego koloru. To idealne wyjście dla osób z problemami skórnymi, samoopalacze bowiem podkreślają przebarwienia, plamy pigmentowe i piegi. Opalanie natryskowe nie daje tego niepożądanego efektu. Kosmetyczka rozpyla specjalnym pistoletem brązującą mgiełkę. Skóra od razu zmienia kolor, który utrzymuje się 7-10 dni.


Dobry wybór

Nabrałaś ochoty na piękny brąz w środku zimy? Nie ma problemu. Pomarańczowy, nienaturalny odcień opalenizny, tłuste formuły, kłopoty z nakładaniem czy nierówności to już przeszłość. Nowoczesne samoopalacze od tych dawnych dzielą lata świetlne. Śmiało więc z nimi eksperymentuj. I dobrej zabawy już po ich zastosowaniu!

Autor: Daria Madelska-Guz

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Fakt, eskimoski z natury mają oliwkowożółtą karnację, więc nie mają problemu co wybrać samoopalacz, solarium, czy słońce, chyba że chciałyby się trochę wybielić.

  • 2016-03-31 gość

    eva-nox: Rysy twarzy nie wskazują, aby to była murzynka, raczej pani przesadziła z samoopalaczem. Latem taka opalenizna byłaby ok, ale w środku zimy to chyba lekka przesada. No chyba, że jest się eskimoską :)