Zdrowe myślenie

To, jak myślimy, jest odzwierciedleniem tego, jak się czujemy. I na odwrót. Porządkując emocje, uporządkujemy myślenie. A zdrowe, nieobciążone cierpieniem myślenie zapewni nam... zdrowie. Rozmowa z Beatą Markowską, trenerem z Centrum Rozwoju Osobistego Solaris.

Czy słuszna jest teoria, że chorujemy niejako „na własne życzenie"?


Poniekąd tak, na własne życzenie, ale z bardzo nieuświadomionego poziomu. Myśli są ważne, wpływają na nas, ale zasadniczą rolę odgrywają nasze emocje - zwłaszcza wszystko to, co nie zostało przeżyte, co głęboko wyparliśmy. Nawet osoby, które - jak im się wydaje - łatwo ujawniają emocje, np. cholerycy, wbrew pozorom wcale nie chorują rzadziej niż ci, którzy emocje trzymają w sobie. Bieżące odreagowanie emocji przynosi krótkotrwałą ulgę, ale długofalowo uczy zachowań agresywnych. Zaczynamy reagować z automatu, wierząc, że to nam pomaga. Ale dlaczego wciąż odczuwamy tę złość?

Bo cały czas problem podstawowy nie został rozwiązany. Jest ukryty głęboko i prowokuje sytuacje, które wywołują w nas określone emocje. Jeśli np. doznaliśmy w dzieciństwie upokorzenia, z którym sobie nie poradziliśmy, to w dalszym życiu wciąż pojawiają się sytuacje, w których czujemy się upokorzeni. Możemy oczywiście już inaczej reagować, gdy ktoś nas upokarza, możemy być na przykład bardziej asertywni, nauczyć się zasad komunikacji, niemniej cały czas gdzieś tam podskórnie dalej emocjonalnie cierpimy. Nawet jeśli druga osoba nie upokarza mnie celowo i świadomie, mój odbiór będzie właśnie taki. Może być też tak, że nauczyliśmy się wypierać daną emocję natychmiast po jej pojawieniu się, by nie zdążyła zostać zarejestrowana przez umysł. Wówczas nawet sobie nie uświadamiamy, że przeżywamy upokorzenie.


Może dlatego nie sięgamy w głąb siebie, bo nie chcemy z własnej woli konfrontować się z dawnymi cierpieniami? Chcemy się odciąć, „normalnie" żyć.


Tak, mamy niechęć do głębokiego kontaktowania się ze sobą i skupiamy się na powierzchniowej warstwie życia, głównie materialnej. Emocje w końcu odzywają się w ciele - tak działa psychosomatyka, np. gdy boli gardło albo wręcz tracimy głos, może to np. oznaczać, że mamy trudności z wypowiedzeniem czegoś, nazwaniem, powiedzeniem komuś wprost. Gardło wyraża to, czego my nie jesteśmy w stanie?

Bardzo popularne są te interpretacje, że gdy bolą uszy, to czegoś nie chcemy usłyszeć albo że jak boli bark, to za dużo dźwigamy na swoich ramionach itd. Jednak zachęcam, by indywidualnie porozmawiać ze swoim ciałem, wsłuchać w jego potrzeby. By dowiedzieć się więcej na temat tych pierwotnych zranień. W ogóle nie sięgamy do naszego wnętrza, do emocji. Może przez strach, czego się dowiemy, jakie trudne sytuacje tam znajdziemy, czy będzie ktoś przy nas, kto pomoże nam się z tym uporać, a może też zwyczajnie przez brak czasu na refleksję, zbyt szybkie tempo życia.


Choroba jest po coś? Trenerzy rozwoju twierdzą, że może być naszym wielkim nauczycielem, pozwoli zrozumieć, co jest najważniejsze, zmienić nasz stosunek do życia.


Niektórzy chorzy mówią: to jest najlepsze, co mnie spotkało. Choroba może przewrócić życie do góry nogami, odwrócić jego bieg. Ale to dotyczy jedynie marginesu osób chorych - oni mogą doświadczyć gwałtownej przemiany duchowej. Choroba może być błogosławieństwem dla kogoś, kto żyje uśpiony, prowadzi życie, korzystając z autopilota, nawet nie wie, że je przeżywa. Choroba niejako zmusza nas do wysłuchania naszych najskrytszych pragnień, do dotarcia do prawdziwych, wypieranych dotąd uczuć. Nikt nie wyrusza po złote runo, by zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa. Jeśli ludzie nie realizują swoich pasji, swoich marzeń, to pozostają zgorzkniali, z poczuciem zmarnowanego życia, pełnego problemów i walki.


Chorując, nieświadomie lub świadomie chcemy zwrócić na siebie uwagę naszych bliskich - upomnieć się o zainteresowanie, współczucie i pomoc. Psycholodzy nazywają to korzyściami wtórnymi z choroby. Dzieci chorują czasem, by np. zjednoczyć zwaśnionych rodziców.


Używamy czasem choroby, żeby sobie coś „załatwić". Jeśli nie potrafimy prosić lub czegoś wyegzekwować, to wchodzimy w rolę ofiary, po to, by bliskie osoby dały nam to, czego na co dzień od nich nie otrzymujemy. Na przykład zatrwożeni chorobą dziecka rodzice pochylą się nad nim z troską i to ich ponownie zbliży. Matka czy babcia, które nie potrafią poprosić o wsparcie bez potrzeby - w czasie choroby mają troskliwych opiekunów, odwiedzają je nie mające dotąd czasu dzieci czy wnuki. To jest taki ich sposób proszenia o wsparcie. Dość jednak kosztowny. Poza tym, z powodzeniem można by to nazwać szantażem emocjonalnym wobec bliskich.


Na szczęście, gdy uruchomimy świadomość, możemy też wpływać na proces zdrowienia.


Tak, ale trzeba uważać - nie wystarczy bowiem afirmować „jestem zdrowa, jestem zdrowy", jeśli nie jest to prawda na nasz temat. To musi być dialog - podświadomość mówi nam, dlaczego chorujemy, a my musimy wiedzieć, dlaczego chcemy być zdrowi. Jeśli będziemy bombardować ją pozytywnymi afirmacjami, a nie dotrzemy do głębi swych emocji, to podświadomość, nie widząc przestrzeni do porozumienia, wyrzuci je do kosza na śmieci. Bo jesteśmy wewnętrznie sprzeczni i wciąż jest w nas dużo negatywnych wzorców, tworzących negatywny wizerunek życia i nas samych. Afirmacja nie zadziała. Nieświadomość dalej będzie realizowała swoja strategię „jestem beznadziejna, nic dobrego mnie nie spotka", choć mój umysł będzie sobie powtarzać „wyzdrowieję, jutro stanę na nogi".


Jak myśleć, by wyzdrowieć?


Sęk w tym, że umysł nie jest tym narzędziem, które służy do uzdrawiania. To zadanie pełni serce, obwód scalony, który zarządza naszymi emocjami. Żeby się dokopać do własnych emocji, trzeba się przebić nieraz przez wiele warstw świeższych przeżyć, skorup, którymi się zasłaniamy przed światem. Dobrze, by ktoś wtedy był obok nas, jeśli zdecydujemy się tam dostać. Żeby nie zapaść się zbyt głęboko, nie popaść w depresję. Najlepiej zrobić to pod okiem fachowca, np. terapeuty, trenera, na pewno jest to bezpieczniejsze.

Choroba jest na pewno punktem w naszym życiu, w którym możemy poszerzyć świadomość, szukając odpowiedzi na pytanie „dlaczego mnie się to przydarzyło". Jeśli jestem gotowa na transformację, mogę skorzystać z choroby, jeśli nie - to będzie to ogień, który zawładnie moim życiem.


5 zasad zdrowego myślenia


Możesz polepszyć swoje samopoczucie, jeśli przyjrzysz się swoim myślom, sprawdzisz, czy mają racjonalną podstawę i zmienisz niezdrowe myślenie na zdrowe.


Jak sprawdzić, czy myśl jest zdrowa? Zadaj sobie pięć poniżej zapisanych pytań:

1. Czy ta myśl jest oparta na oczywistych faktach?

2. Czy działanie oparte na tej myśli najlepiej pomoże mi chronić moje życie i zdrowie?
3. Czy działanie oparte na tej myśli najlepiej pomoże mi osiągnąć moje bliskie i dalsze cele?
4. Czy działanie oparte na tej myśli najlepiej pomoże mi uniknąć najbardziej niepożądanych konfliktów z innymi ludźmi lub rozwiązać je?
5. Czy działanie oparte na tej myśli pomoże mi odczuwać emocje, jakie chcę odczuwać bez nadużywania żadnych substancji?

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze